logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Porządki na rynku finansowym

Środa, 8 marca 2017 (09:41)
Po latach przymykania oczu na patologie na rynku finansowym rząd zabrał się za robienie porządków. Na pierwszy ogień poszły kredyty hipoteczne i pośrednicy finansowi. Słychać zapowiedzi dotyczące rozliczenia winnych afery polisolokat. Procedowany jest projekt „Antylichwa 3.0”.
 
Wprowadzane są właśnie zakazy: udzielania kredytów hipotecznych w walucie innej niż dominująca w zarobkach klienta oraz sprzedaży wiązanej, czyli uzależniania udzielenia kredytu od zakupu innego produktu finansowego. Nakazuje się bankom rozpatrywanie wniosków kredytowych w terminie maksymalnie 21 dni od ich złożenia i niestosowanie okresów dłuższych niż trzy lata dla pobierania opłat od wcześniejszej, całościowej spłaty zadłużenia. Reklamy instytucji finansowych mają być proste i jednoznaczne.
 
Pośrednicy natomiast będą odtąd pobierali swoje wynagrodzenie bezpośrednio od klienta, a nie od banku – w myśl zasad żelaznej logiki, mówiących, że nie ma nic za darmo i że działa się w interesie tego, kto płaci.
 
Ograniczone mają zostać także koszty kredytu konsumenckiego. W skrócie: miesięczna pożyczka w wysokości 1000 zł po zmianach kosztowałaby nie więcej niż 117 zł, zamiast obecnych 300 zł. Kierunek słuszny, choć wielu ekspertów ma wątpliwości, czy aby nie zostanie wylane dziecko z kąpielą i czy klienci wykluczeni z różnych, choćby regulacyjnych przyczyn z usług bankowych nie trafią w ręce prawdziwej lichwiarskiej bandyterki, tej czarnorynkowej. Bo po pierwsze, kredyt szybki, słabiej zabezpieczony i udzielany na krótki termin musi kosztować więcej, a po drugie, podmioty inne niż banki nie mają dostępu do taniego pieniądza z depozytów czy z rynku międzybankowego, ponieważ działają w oparciu o środki swoich właścicieli. Na szczęście projekt ten ma jeszcze szansę na dopracowanie.
 
Żadnych obaw ani zastrzeżeń nie budzi natomiast grudniowa zapowiedź ministra Ziobry dotycząca rozliczenia winnych afery polisolokat. W Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje nad tym specjalny zespół. Warto przypomnieć, że mowa o zjawisku, które dotyczy większej liczby Polaków, większych procentowo strat i większych sum w ogóle niż w przypadku kredytów frankowych. Ten toksyczny instrument parafinansowy, jakim były polisolokaty, służył głównie omijaniu opodatkowania, nie był ani stricte ubezpieczeniem, ani inwestycją, a sprzedawano go nierzadko osobom starszym, mimo że z reguły umowy mówiły o okresach kilkunastoletnich.
 
Wiosna blisko, więc i w finansach porządki się przydadzą.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl