logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Pozorna oszczędność

Sobota, 1 lipca 2017 (11:22)

Z Cezarym Kochalskim, profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i doradcą prezydenta RP, rozmawia Piotr Tomczyk

Przy porównywalnej jakości towarów i usług cena powinna być jedynym kryterium wyboru dostawców?

– Kryterium efektywności nakazuje oczekiwać jak największej jakości przy danej cenie albo jak najniższej ceny przy danej jakości. Mówimy tutaj o jakości i cenie w uproszczony sposób, wszak dorobek ekonomii i biznesu na tym polu jest bardzo bogaty. Moim zdaniem, sedno problemu tkwi jednak w czym innym, a mianowicie w rozumieniu, czym jest jakość oraz jak ją zobiektywizować i zmierzyć.

 

Na ile zmienia sytuację fakt, że mam na myśli przetarg organizowany przez samorządy lub instytucje publiczne? 

– Generalne prawidła ekonomiczne powinny mieć zastosowanie także w odniesieniu do samorządów lub instytucji publicznych. Dlaczego samorządy miałyby nie dążyć do maksymalizowania relacji jakości do ceny bądź minimalizowania ceny do jakości ?

 

NSZZ „Solidarność” wystąpił do Regionalnych Izb Obrachunkowych o skontrolowanie przetargów prowadzonych przez samorządy pod kątem zatrudniania pracowników na umowę o pracę. Czy takie dodatkowe kryterium jest według Pana słuszne? 

– W tym wypadku idzie o to, czy dla  samorządów organizujących przetargi kwestia zatrudniania pracowników na umowę o pracę jest przejawem jakości oferty podmiotów ubiegających się o zamówienie. Innymi słowy, czy jest wymogiem dla realizacji zamówienia, co wpisuje się w oczekiwania uwzględniania aspektów społecznych w zamówieniach publicznych. Czy stawianie takiego wymogu jest zasadne? Można wskazać wiele argumentów za, chociażby mając na względzie sytuację samych pracowników, jakość przetargów publicznych, a także konsekwencje dla finansów państwa. Już chociażby to, że nie powinny być wybierane oferty firm zatrudniających pracowników za rażąco niskie stawki – to obrazuje słuszność wprowadzanych wymogów.

 

Jednak wybierając ofertę z niższą ceną, samorząd może „zaoszczędzić” – nawet jeśli firma wygrywająca przetarg nie zatrudnia pracowników etatowych...

– Pozytywna zależność pomiędzy ceną a jakością powinna nam nakazywać myśleć, że takie pozorne „zaoszczędzenie” wiąże się ostatecznie z niższą jakością oferty. Będzie ona przecież pozbawiona wielu ważnych aspektów społecznych. Samorząd może „zaoszczędzi”, ale czy efekty tego zaoszczędzenia nie przybiorą formy kosztów dla całego społeczeństwa?


Dlaczego w takim razie, także z ekonomicznego punktu widzenia, uwzględnianie kryteriów prozatrudnieniowych się opłaca? Jaki jest w tym przypadku rachunek zysków i strat? Co otrzymujemy w zamian za wyższą cenę?

– Odpowiedź na to pytanie wymagałaby przeprowadzenia rzetelnego rachunku kosztów i korzyści, ale wydaje się, że na problem trzeba spojrzeć szerzej, także przez pryzmat kosztów i korzyści społecznych. Wyższa cena jest konsekwencją internalizacji kosztów, które jako społeczeństwo ponosiliśmy. Nietrudno sobie wyobrazić konsekwencji niezatrudnienia pracowników w ramach umowy o pracę, chociażby dla bezpieczeństwa  pracowników, czy chociażby niskiej jakości postępowań przetargowych. Do tego dochodzą konsekwencje dla budżetu państwa. Nagle okazuje się, że „zaoszczędzona” złotówka przynosi 10 złotych straty...

 

Na liście instytucji, które otrzymały „żółte kartki” za nieuwzględnianie kryteriów pro-zatrudnieniowych przy rozstrzyganiu przetargów znajdują się np. szpitale, uczelnie wyższe, delegatura NIK, jedno z ministerstw, sądy, a nawet Zakład Ubezpieczeń Społecznych. O czym może to świadczyć?

– Uwzględnianie kryteriów prozatrudnieniowych nakłada nowe zadania na zamawiającego, na przykład dookreślenia wymogów zatrudnienia. Można domniemywać, że te nowe obowiązki przerastają niektóre instytucje. Mam na myśli w szczególności prawdopodobne bariery kompetencyjne, finansowe, a być może także bariery świadomości kierownictwa. Są to oczywiście tylko przypuszczenia.


Dlaczego urzędnicy państwowi muszą być w takich sprawach „pilnowani”? Czy przyczyną błędnych decyzji może być brak wiedzy ekonomicznej albo prawnej?

– Edukowanie jest dobrą receptą. Podnoszenie wiedzy jest zawsze ważne i potrzebne. Do tego dochodzi jednak kształtowanie postaw urzędników, a to już materia o wiele bardziej skomplikowana, opisana dość dobrze w dziełach poświęconych ekonomice sektora publicznego.

 

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Tomczyk

NaszDziennik.pl