logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Państwo musi mieć swoją pocztę

Wtorek, 14 marca 2017 (18:29)

Z Przemysławem Sypniewskim, prezesem Poczty Polskiej, rozmawia Krzysztof Losz 

Poczta Polska jest jednym ze strategicznych polskich przedsiębiorstw. Dlaczego została zaliczona do tego grona?

– Sytuacja poczty i rynku pocztowego, nie tylko w Polsce, ale i w Europie, zmieniła się. U progu XXI w. wydawało się, że usługi pocztowe będą zastępowane przez nowoczesne technologie, chociaż już wtedy część analityków uważała, że stanie się odwrotnie i nowe technologie spowodują przekształcenie się usług pocztowych, ale nie ich zanik. I ten drugi scenariusz nastąpił. Z tego właśnie wynika znaczenie poczty w każdym państwie. To jest wszędzie dostrzegane, także w bogatych państwach Europy Zachodniej, że rynek pocztowy jest częścią strategicznych interesów państwa.

Jakie to ma znaczenie?

– Na rynku pocztowym poprzez rozwój nowych technologii mamy do czynienia ze zjawiskiem, które wcześniej nie występowało, a mianowicie z masowym zbiorem wrażliwych danych dotyczących obywateli. W dzisiejszym świecie wiemy, że jest to bardzo dużą wartością, a może też być potężnym narzędziem. To pierwszy aspekt. Drugim jest fakt, że rozwój nowoczesnego handlu odbywa się za pośrednictwem dużych firm logistycznych, pocztowych, które się przekształciły w takie przedsiębiorstwa. Dzisiaj największą firmą logistyczną na świecie jest poczta niemiecka.

Trzecim elementem strategicznym jest to, że rynek pocztowy bardzo mocno się zmienia i jednocześnie w dużej mierze jest oparty na innowacji, bo wymyślamy coraz to nowe sposoby, jak szybciej i sprawniej dostarczyć przesyłkę. Gdybyśmy jako państwo utracili zdolność do rozwijania tej myśli technologicznej, trudno byłoby nam to potem odbudować, gdyż natychmiast na polski rynek pocztowy weszłyby duże firmy pocztowe, które będą rozwijały własną, a nie polską technologię.

Musimy więc rozwijać nasze know-how, skoro popyt na usługi nie zniknie.

– On będzie się nawet rozwijał, choćby dlatego, że usługi logistyczno-pocztowe zastępują tradycyjny handel. Natomiast czwartym atutem poczty jest to, że posiadamy rozwiniętą infrastrukturę, która uzupełnia infrastrukturę państwową. Porównam to z sektorem bankowym, gdzie w ostatnich latach sieć placówek znacznie się zmniejszyła, i okazuje się, że jedyną kompleksową siecią, która oplata kraj, jest sieć pocztowa. Załóżmy, że mamy oto sytuację, że nie będzie nas stać na utrzymanie sieci pocztowej, a wtedy ona będzie się zwijać. I gdyby wtedy doszło do jakiegoś kryzysu, np. cyberataku, to sieć pocztowa nie mogłaby zastąpić sieci krytycznej państwa.

Poczta ma więc duże znaczenie dla bezpieczeństwa Polski?

– Jako operator wyznaczony mamy także obowiązki wynikające z obronności państwa. Poczta jest przygotowana do wypełniania swojej roli w momentach kryzysowych. Podam jeden przykład: w 1997 r., w czasie „powodzi stulecia”, Poczta Polska na Dolnym Śląsku przez trzy dni była jedyną strukturą, przez którą była zapewniona łączność, bo wszystko padło. Teraz może być podobnie. Co się stanie, gdy masowo padną sieci bankowe? Na poczcie można wypłacać pieniądze z kont w Banku Pocztowym, ale moglibyśmy wypłacać pieniądze także klientom innych banków.

W poprzednich latach wielu ekspertów chwaliło pocztę za zamykanie nierentownych placówek i ten proces następował. Czy one będą teraz odtwarzane?

– Przywracanie urzędów będzie uzależnione od czynników ekonomicznych. Te decyzje w przeszłości były podejmowane często z powodów finansowych, zarządy nie miały wyboru, zamykały urzędy pocztowe, zwalniały ludzi, bo wybrano taki model ratowania przedsiębiorstwa. Poczta Polska była firmą, od której państwo się odwróciło, nie dostrzegało wagi tej infrastruktury. Tymczasem poczty w innych państwach dostawały bezpośrednią pomoc państwową liczoną w miliardach euro czy funtów. Rządom chodziło bowiem o utrzymanie sieci. U nas panował w tym czasie pogląd, że wolny rynek wszystko załatwi.

Że wejdą prywatne firmy i zapewnią lepsze usługi?

– I wiemy, że tak się nie stało. Nie tylko na rynku pocztowym całkowita liberalizacja się nie sprawdza. Zauważmy, że bez zaangażowania państwa nie powstanie nowy przemysł ani nowe technologie, nie reformują się też istotne gałęzie gospodarki. Zresztą rynek pocztowy jest mocno regulowany przede wszystkim przepisami unijnymi, które stanowią, że państwo ma obowiązek zadbania o usługi pocztowe. I polski rząd to robi, wskazując Pocztę Polską jako operatora wyznaczonego, który ma obowiązek dostarczenia korespondencji pięć razy w tygodniu i po stałych cenach w całym kraju. Jednocześnie mamy obowiązek utrzymania określonej sieci przypadającej na określoną liczbę mieszkańców i określony teren. U nas pod tym względem jest lepiej niż w innych państwach, bo Poczta Polska ma placówki i w tych miejscach, gdzie korespondencji jest stosunkowo niedużo.

Teraz ludzie chcą powrotu urzędów pocztowych do swoich miejscowości.

– Bierzemy pod uwagę oczekiwania Polaków, dlatego naszym celem nie jest likwidacja placówek, ale rozbudowa sieci. Same przesyłki w części placówek nie będą usługą wystarczającą do ich utrzymania i dlatego chcielibyśmy włączyć w to dodatkowe elementy, jak choćby świadczenie usług zlecanych przez państwo. Chcemy też bardziej włączyć się w dystrybucję prasy, aby obywatel wiedział, że dostanie u nas także dobrą prasę.

Poczta Polska jest elementem państwa i dlatego ma prawo do umieszczania godła państwowego na zewnątrz i w środku swoich placówek. I ten zarząd podjął decyzję, aby godło wróciło do urzędów pocztowych. Rozpoczniemy ten proces jeszcze w pierwszym półroczu. Mamy kilka tysięcy placówek i w 1200 nie zdążono zdjąć godła, ale w ponad 2 tys. to zrobiono.

Poczta ma zarabiać pieniądze, ale też pomagać funkcjonować państwu polskiemu i obywatelom. Musimy zarabiać, jednak to nie musi oznaczać maksymalizowania zysku. Jesteśmy u początku tej drogi, ale już w pierwszym półroczu 2016 r. było to widoczne: wstrzymaliśmy zwolnienia ludzi i zamykanie placówek, daliśmy pracownikom pierwsze od dawna podwyżki, w sytuacji gdy przez poprzednie osiem lat pensje w Poczcie spadły o 20 proc. U nas koszty osobowe to 70 proc. wszystkich kosztów, więc podwyżka o 100 zł oznacza wydatek 100 mln zł.

Jakie mogą być źródła dodatkowych przychodów?

– Mamy trzy filary przychodowe. Pierwszy to dostarczanie korespondencji i choć ten segment spada, to nadal to będzie główne źródło przychodów. Drugi filar to dynamiczny rozwój segmentu przesyłek KEP (kurier – ekspress – paczka) i my chcemy w perspektywie 4-5 lat stać się głównym podmiotem na polskim rynku. Trzeci filar to dynamicznie rozwijający się handel transgraniczny. I do tego mamy jeszcze segmenty uzupełniające, np. usługi finansowe, ubezpieczeniowe.

Rynek logistyczny jest perspektywiczny. Poczta Polska będzie w niego inwestować?

– Mamy w planie inwestycyjnym tworzenie centrów logistycznych. Najpierw musimy jednak zlikwidować zapóźnienia technologiczne, bo tę kwestię poprzednicy zaniedbali. Jesteśmy jedyną dużą europejską firmą pocztową, gdzie sortowanie przesyłek w większości centrów odbywa się ręcznie. Pierwszy sorter, który kupujemy, będzie zainstalowany w Zabrzu. Po 15 latach wprowadziliśmy też nowy system informatyczny, potrzebujemy nowych narzędzi do śledzenia przesyłek. Patrząc szerzej, nasza strategia jest związana z budową centralnego ośrodka do obsługi e-commerce. Rozważamy m.in. zaangażowanie w budowę centrum logistycznego.

Czy myślą Państwo o wejściu na rynek poczty elektronicznej, żeby powalczyć z zagranicznymi firmami?

– Mamy spółkę, która się tym zajmuje, np. Envelo. Dla niektórych podmiotów świadczymy usługi zastępowania korespondencji papierowej elektroniczną. W innych krajach poczta jest miejscem, gdzie wykonuje się usługi elektroniczne dla państwa. I my też możemy taką działalność prowadzić.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik