logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: www.solidarnoscswidnik.pl / -

Dlaczego zwlekali z zakupem?

Piątek, 19 maja 2017 (21:30)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Poseł PiS Dominik Tarczyński zawiadamia prokuraturę w sprawie caracali i działań posła Platformy Marcina Kierwińskiego. Czy Platforma, która tak ubolewa nad rezygnacją z zakupu francuskich śmigłowców, może mieć powody, żeby się czegoś obawiać?

– Coś musi być na rzeczy, skoro są formułowane podejrzenia i podejmowane są tego typu działania. Mnie zastanawia jedna sprawa, a mianowicie skoro posłowie Platformy i dawne kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, którzy dzisiaj tak chętnie krytykują działania obecnego obozu rządzącego czy szukają rozmaitych powodów, żeby tylko zdyskredytować aktualne kierownictwo resortu obrony, mieli tyle czasu, żeby ten przetarg rozstrzygnąć i sfinalizować, to dlaczego tego nie zrobili. Dlaczego tak długo przeciągali to postępowanie przetargowe i ostatecznie nie podjęli decyzji o zakupie francuskich śmigłowców Caracal. Przecież mieli wszystko podane jak na tacy. Tymczasem przeciągali to postępowanie i ostatecznie sprawa wyboru śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii się nie zakończyła do czasu wyborów parlamentarnych w 2015 r. Oczywiście znamy wszystkie tłumaczenia ówczesnego szefa MON Tomasza Siemoniaka, że tak ważnej decyzji nie chce podejmować przed wyborami, że ostateczne rozstrzygnięcie zostawia nowej władzy, ale wydaje mi się, że było to tłumaczenie pod publikę. Prawda była zupełnie inna.

Platforma chciała pozostawić następcom przysłowiowe kukułcze jajo…?

– Myślę, że Platforma nie tyle chciała, co de facto zostawiła przetarg śmigłowcowy na takim etapie i w takim stanie. I było to działanie przemyślane i zamierzone. Natomiast z jakichś powodów politycy koalicji PO – PSL obawiali się werdyktu, nie podejmując ostatecznej decyzji co do zakupu już przecież wybranego śmigłowca. Dlaczego…? Tego nie wiemy. Mieli wszystko jak na tacy, mieli po swojej stronie rząd, MON, prezydenta i mogli zrobić wszystko, co więcej, był na to czas, a jednak nie dopięli do końca tego przetargu. Myślę, że czegoś się obawiali. Czego…? Trudno w tej chwili jednoznacznie powiedzieć...

Hamulcem mogły być zdecydowane protesty związkowców Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” oraz załóg Świdnika i Mielca…

– Nie sądzę, żeby to był rzeczywisty powód. Rząd Platformy nie liczył się z polskim społeczeństwem. Podobnie poprzednie kierownictwo MON nie liczyło się z naszymi protestami. To była tylko gra na zwłokę. Wszystkie spotkania ministrów Siemoniaka i Mroczka ze stroną społeczną i niby ustalenia, które ostatecznie spaliły na panewce, były niczym innym jak tylko grą na zwłokę. To pokazuje, że politycy Platformy tak naprawdę nie obawiali się tych naszych protestów, bo gdyby było inaczej, to traktowaliby nas w sposób poważny jako partnera w rozmowach. Mimo iż jako strona społeczna niby byliśmy dopuszczeni do dokumentacji przetargowej, później mieliśmy być także obecni przy testach śmigłowca Caracal, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Mieliśmy zatem – z jednej strony – niby dobrą wolę, którą MON pod kierownictwem ministra Siemoniaka i wiceministra Mroczka wykazywało, ale z drugiej strony działania, jakie ci panowie podejmowali, szły zupełnie w innym kierunku. Rozmowy czy ustalenia, których kierownictwo MON i tak nie dotrzymywało, świadczą tylko, że traktowano nas z góry, a to, gdzie nas mieli politycy Platformy, nie nadaje się do zacytowania.

Jak zatem ten przetarg wówczas wyglądał z punktu widzenia strony społecznej, bo werdykt był taki, że AgustaWestland i Sikorsky nie spełniły wymagań?

– To była informacja oficjalna, podana do publicznej wiadomości. Również oficjalnie kierownictwo koncernu Sikorsky, właściciela PZL Mielec, bodajże z końcem 2014 r., kiedy zbliżał się ostateczny termin składania ofert,  stwierdziło wprost, że nie złożą oferty, ponieważ wymagania stawiane przez MON wyraźnie faworyzują jednego z oferentów. Oczywiście do opinii publicznej nie zostało podane, którego oferenta to dotyczyło, bo obowiązywała tajemnica postępowania, ale można się było domyślać, o kogo chodziło. Zresztą potwierdziły to późniejsze decyzje kierownictwa ówczesnego MON czarno na białym ukazujące, że faworyzowana była oferta francuskiego Airbus Helicopters i śmigłowce Caracal. Jako strona związkowa, nie mając dostępu do dokumentacji, mogliśmy się tylko domyślać wielu rzeczy, ponadto docierały do nas nieoficjalne informacje, że coś rzeczywiście jest na rzeczy. Natomiast jeżeli jeden z oferentów, który posiada dostęp do dokumentacji przetargowej i zna wymogi stawiane przez MON, podejmuje decyzję o rezygnacji ze składania oferty, to to tylko utwierdza w przekonaniu, że z tym przetargiem coś było nie tak, że mógł on być ustawiony. Zresztą na transparentach podczas protestów w Świdniku, Mielcu, a także w Warszawie przed MON nieprzypadkowo umieściliśmy hasło „przekręt śmigłowcowy”. Tak czy inaczej sprawę należy zbadać. Z drugiej strony pozew sądowy, jaki został złożony przez PZL Świdnik przeciwko Inspektoratowi Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej do Sądu Okręgowego w Warszawie z wnioskiem o zamknięcie postępowania przetargowego bez wyboru oferty z uwagi na to, że żadna z ofert nie spełniała wymogów formalnych, nie był żadnym wybrykiem, ale przemyślaną decyzją podjętą w świetle faktów. To był kolejny argument, który utwierdził nas w przekonaniu, że nasze podejrzenia nie są wyssane z palca i że przetarg jest przygotowywany pod kątem tylko jednego oferenta.

Czy to może wskazywać, że z lobbingiem polityków Platformy za caracalami może być coś na rzeczy?

– Tego nie wiem, ale jest to całkiem prawdopodobne. Przecież w mediach na przestrzeni czasu pojawiały się informacje o powiązaniach z Airbus Helicopters różnych osób, które czy to rodzinnie, czy w inny sposób były powiązane z politykami Platformy. W każdej nawet plotce jakieś ziarnko prawdy może się znajdować i tutaj to się także potwierdzało.

Ale to, że Marcin Kierwiński, zanim został posłem, pracował dla spółki EADS, obecnego Airbus Helicopters, jest poza dyskusją…

– To wszystko są fakty, które wychodzą na jaw w ostatnim czasie, a już wcześniej pojawiały się w donosach medialnych czy w formie spekulacji medialnych. Dzisiaj wydaje się, że powoli kulisy tego przetargu zaczynają wychodzi z cienia i to wszystko zaczyna się układać w całość.

Prokuratura powinna się skupić tylko na lobbingu czy może szerzej spojrzeć na ten przetarg śmigłowcowy?

– Dla jasności sprawy i oczyszczenia atmosfery wokół tego przetargu wydaje mi się, że organy do tego powołane powinny się zająć kompleksowo wyjaśnieniem wszystkich okoliczności. Jeśli prokuratura się zajmie tylko jedną stroną medalu, to spekulacjom, kolejnym zarzutom czy atakom nie będzie końca. Prokuratura jako organ niezależny powinna przejrzeć wszystko i wyjaśnić od początku do końca.

Póki co mamy tylko przypuszczenia, a poseł Kierwiński twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, i oburza się, nazywając to „typowo bolszewicką” metodą insynuacji, którą stosuje PiS. Jak to się może skończyć?

– W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami doniesień i zgłaszania różnych spraw do prokuratury jedni na drugich. Trudno zatem przewidywać wynik tych wszystkich działań także w tej sprawie. Nie chciałbym też ferować wyroków. Od tego są organy śledcze. Nie chciałbym też komentować słów wypowiadanych przez posła Kierwińskiego, który – jak każdy, wobec którego kierowane są podejrzenia – usiłuje się wypierać, wybielać i mówi, że jest niewinny. Poczekajmy, jaki będzie efekt badania tych spraw przez prokuraturę.  

A komisja śledcza, o którą zabiegają PSL i Nowoczesna, o której PiS mówi, że owszem, a Platforma niezbyt się pali i jest przeciw, byłaby tu wskazana…?

– Komisja śledcza, o ile taka powstałaby, mogłaby zbadać sprawę tego przetargu śmigłowcowego w nieco inny sposób niż prokuratura. I – jak sądzę – też byłoby to wskazane. Zastanawiający w tym wszystkim jest fakt, dlaczego Platforma nie pali się, żeby sprawę wyjaśnić i zrzucić z siebie wszelkie podejrzenia. Brak zgody rodzi tylko kolejne domysły, nic zatem dziwnego, że pojawiają się głosy, że Platforma ma coś do ukrycia.

Tak na marginesie, sprawa trwającego przetargu śmigłowcowego się przeciąga. Świdnik ma jeszcze cierpliwość?

– Owszem, sprawa się przeciąga w czasie, ale jako załoga PZL Świdnik jesteśmy cierpliwi i ze spokojem czekamy na rozstrzygnięcia. Nie tak dawno, bo przed Świętami Wielkanocnymi, oferenci dostarczyli kolejne dokumenty, których oczekiwał zamawiający. Słyszymy też, że zostały wyznaczone kolejne terminy dla oferentów dotyczące negocjacji technicznych. Oczywiście to postępowanie trwa długo, ale posuwa się do przodu i czekamy cierpliwie na ostateczne rozstrzygnięcia.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl