logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Szansa dla polskiego przemysłu

Środa, 12 lipca 2017 (14:15)

Z prof. dr. hab. Pawłem Soroką z Polskiego Lobby Przemysłowego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego rozmawia Rafał Stefaniuk.

 

Polska armia zostanie wzmocniona o system obrony powietrznej Patriot. To dobra decyzja Ministerstwa Obrony Narodowej?

– Tak, ale tylko wtedy, gdy dostaniemy najnowocześniejszą wersję systemu – z nowymi pociskami rakietowymi, radarem w wersji dookólnej i wysokiej generacji systemem dowodzenia. Według zapowiedzi ministra Antoniego Macierewicza i wiceministra Bartosza Kownackiego, coś takiego wynegocjowano. Druga, równie istotna sprawa, to jak na tym skorzysta nasz rodzimy przemysł. Obecnie Polska nie jest w stanie sama produkować rakiet, lecz gdybyśmy pozyskali technologię, byłoby to możliwe w przyszłości. To byłoby zadanie dla Mesko SA wchodzącego w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Co do systemu radiolokacyjnego to możemy się poszczycić wielkim dorobkiem. Prym wiedzie firma PIT-RADWAR SA należąca do czołowych producentów sprzętu radiolokacyjnego w Europie. Technologia pozwalająca na skonstruowanie dookólnego radaru, który może operować w wymiarze 360 stopni, byłaby z jej perspektywy wyjątkowo istotna.

Tylko że system Patriot to część budowanej obrony powietrznej.

– Kontrakt dotyczący patriotów odnosi się do rakiet dużego zasięgu, które mogą być wykorzystywane do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. To jest najwyższa warstwa i to on kryje się pod nazwą programu Wisła. Ten program był przedmiotem rozmów z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Czeka nas jeszcze niższa warstwa, czyli program Narew. W nim chodzi o rakiety krótkiego zasięgu. Patrioty produkuje firma Ration. I chodzi o to, żebyśmy pozyskali te technologie, które mogą mieć zastosowanie w produkcji systemu Narew. Bo w tym programie udział naszego rodzimego przemysłu może być większy. Już teraz wytwarzamy zestawy Grom i Piorun, o bardzo krótkim zasięgu. W tej materii jesteśmy samowystarczalni. W programie Narew możemy naprawdę dużo zrobić, tylko wymaga to pozyskania technologii.

Którą to Amerykanie nie dzielą się zbyt chętnie...

– Tu się z panem zgodzę. Z reguły najnowocześniejsze technologie udostępniali tylko Izraelowi i Wielkiej Brytanii. Gdyby teraz było inaczej i my otrzymalibyśmy do nich dostęp, podniosłoby to znaczenie i możliwości Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Tym bardziej że PGZ podpisała list intencyjny z firmami amerykańskimi.

Wydaje się więc, że warto by wykorzystać dobre stosunki z prezydentem Donaldem Trumpem i postarać się o transfer technologii na potrzeby innego rodzaju Sił Zbrojnych.

– Tak, wydaje się, że teraz możemy więcej wynegocjować, niż to było w przypadku ekipy prezydenta Obamy. Nie wszystkie szczegóły przedostają się do opinii publicznej w negocjacjach nad tego typu kontraktami. To są sprawy poufne. Ale patrząc na całe otoczenie, to dzisiejsze realia są o wiele korzystniejsze – i po stronie amerykańskiej, i po naszej.

Instalacja systemu jeszcze trochę potrwa. Obecnie mamy jakieś atuty gwarantujące nam obronę przeciwrakietową?

– W tej chwili Polska jest bezbronna w przypadku jakichkolwiek ataków z powietrza, czy to samolotowego, czy rakietowego. Mamy jeszcze stare zestawy obrony produkcji sowieckiej z lat 70. XX wieku, ale one nie mają dla nas żadnej wartości. Najnowocześniejsza wersja pariotów ma duże możliwości zwalczania samolotów, w tym bezpilotowców, oraz rakiet, m.in. rakiet Iskander. Dlatego patrioty są jedną z najbardziej palących potrzeb polskiego systemu obronnego. Realizacja dwóch programów: Wisła i Narew, będzie dla nas znaczącym wzmocnieniem.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że od krajów NATO domaga się przestrzegania zasad Sojuszu. Jedną z nich jest nakład na obronność w wysokości 2 proc. PKB. My tyle wydajemy. Mogło mieć to wpływ na decyzję Amerykanów o sprzedaży nam patriotów?

– Taki budżet jest oznaką wiarygodności. Mówi się, że koszty patriotów to nawet 30 mld zł. Oczywiście sumy tej nie wydamy od razu, tylko przez wiele lat. To nie jest kwestia roku lub dwóch. To jest zadanie na wiele długich lat. Tak samo było z samolotami F-16, za które ostatnią ratę zapłaciliśmy 2 lata temu. Wydając 2 proc. PKB, wysyłamy jasny sygnał do naszych sojuszników, że sprawy bezpieczeństwa traktujemy poważnie i że jesteśmy w stanie finansować nawet najbardziej ambitne kontrakty. A kontrakt na dostawę systemu Patriot jest najdroższym polskim zamówieniem po 1989 r. Wcześniejsze kontrakty ze Związkiem Sowieckim odbywały się na innych zasadach.

W przypadku zakupu śmigłowców Caracal od razu mówiło się, że cena została zawyżona. A 30 mld na system Patriot to rozsądna kwota?

– Jest wysoka. Gdyby za tym szły jednak korzyści dla polskiego przemysłu – a nasz udział powinien wynosić ponad 50 proc. przy realizacji tego kontraktu – to nam się to opłaci. Do tego, jak pozyskamy nowe technologie, to skorzysta na tym nasz cały przemysł obronny. Niektóre z tych technologii mają podwójne zastosowanie i wtedy mogą też trafić do produkcji w przemyśle cywilnym. To już nie jest więc sytuacja jak z śmigłowcami Caracal.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl