logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: solidarnosc.rzeszow.org.pl/ -

Terminy coraz bardziej się oddalają

Czwartek, 19 października 2017 (10:28)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czas upływa i pokazuje, że droga zakupów śmigłowców dla polskiej armii jest coraz dłuższa i kręta. Czy poza słowami mamy jednolitą strategię śmigłowcowych zakupów?

– Dwa może trzy tygodnie temu, z własnej inicjatywy jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, spotkaliśmy się z wiceszefem MON Bartoszem Kownackim, bo w sprawę zakupów śmigłowców rzeczywiście wkrada się coraz więcej niepokoju. To z kolei rodzi różnego rodzaju domysły i niepotrzebne emocje. Fakty są jednak takie, że terminy się coraz bardziej oddalają, czas ucieka, a śmigłowców jak nie było, tak dalej nie ma. Liczyliśmy na to, że koniec września – zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami – będzie już ostatnim terminem, w którym firmy zainteresowane udziałem w przetargu złożą swoje oferty. Okazało się jednak – i wyszło to podczas spotkania z wiceministrem Kownackim – że na wniosek firm postępowanie zostało przedłużone po raz kolejny, tym razem do końca grudnia 2017 r. I póki co sytuacja wygląda tak, że zapytanie ofertowe MON zostało skierowane do trzech firm: konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporations (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), WSK PZL Świdnik (należące do włoskiej grupy Leonardo) oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest. Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, co o tym wszystkim myśleć.

Czy nie jest trochę tak, że MON dostało argument do ręki i korzystając z ociągania się potencjalnych oferentów, korzysta z tej zwłoki?

– Po zakończeniu rozmów w sprawie zakupu 50 śmigłowców francuskich Caracal resort obrony rozpoczął działania mające na celu zakup wiropłatów specjalistycznych dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej. Z wiedzy, którą posiadamy, wynika, że w pierwszej kolejności ma zostać zakupione osiem śmigłowców cztery plus cztery dla Wojsk Specjalnych, w drugiej kolejności śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, zdolnych także do akcji ratowniczych na morzu, cztery – z opcją zakupu czterech następnych. W kolejnym etapie MON chce zakupić śmigłowce szturmowe, a na końcu śmigłowce transportowe. I co do tego rząd Zjednoczonej Prawicy sprecyzował dość jasno swoje oczekiwania, tyle tylko, że wszystko to wydłuża się w czasie, co nie jest korzystne przede wszystkim dla polskiej obronności. Jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „S” oraz jako pracownicy firm produkujących w Polsce sprzęt lotniczy nie jesteśmy zadowoleni z takiego przebiegu wydarzeń, ale z drugiej strony nie mamy też mandatu, żeby protestować przeciwko resortowi obrony, skoro to nasze firmy opóźniają ostateczny termin składania ofert. To jest dla nas niepojęte, ale fakty są takie, że w tej chwili winni są oferenci.   

W WZL nr 1 w Łodzi trwa remont pierwszego z dwóch śmigłowców ratowniczych Mi-14PŁ/R będących w wyposażeniu Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Modernizacja ma objąć także część śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych, co ma wydłużyć ich okres eksploatacji o kolejne cztery lata. W kontekście zapowiedzi min. Macierewicza, że nowe śmigłowce będą szybko, nie brzmi to zachęcająco.

– Fakty są takie, że resursy śmigłowców maszyn trzydziestoletnich się kończą, a Marynarka Wojenna nie może pozostać bezbronna. Jeżeli terminy dostawy pierwszych śmigłowców po złożeniu oferty i rozstrzygnięciu przetargu się przedłużają, a czas dostawy nowych śmigłowców się także oddala, to być może MON podjęło decyzję o wyremontowaniu śmigłowców ratowniczych Mi-14PŁ/R, bo do czasu pozyskania nowego sprzętu Marynarka Wojenna musi mieć coś do dyspozycji.

Wszystko się zgadza, tylko przypomnę, że w trakcie kampanii wyborczej i po wyborach słyszeliśmy cały szereg zapewnień o szybkim pozyskaniu śmigłowców, których wciąż nie ma…

– Nie jestem adwokatem ministra obrony narodowej, ale powtórzę jeszcze raz, że jeśli właściciele PZL Mielec, czyli koncern Sikorsky, czy PZL Świdnik, czyli Leonardo Helicopters, poprzez zwłokę w złożeniu ofert dają takie argumenty stronie rządowej to – chcąc nie chcąc – sami sobie strzelamy w kolano. To my stawaliśmy się rzecznikami tych firm za czasów rządów Platformy i PSL, podejmując walkę o wybór korzystnej oferty dla polskiej armii i firm produkujących sprzęt najwyższej jakości nie we Francji, ale w Polsce. Przypomnę też, że jako NSZZ „S” naciskaliśmy, wręcz żądaliśmy przyspieszenia tempa przygotowania i przeprowadzenia przetargu, tymczasem dzisiaj mamy sytuację, kiedy nasze firmy odbierają nam argumenty w dyskusji z MON. Przyzna pan redaktor, że nie wygląda to poważnie. Liczyliśmy, że w 2018 r. będziemy mieli pełną wiedzę, co nasze zakłady będą produkować. Ile śmigłowców dla polskiej armii będzie produkował Mielec, ile Świdnik. Tymczasem wygląda na to, że w roku 2018 będzie dopiero rozstrzygnięcie, ale kiedy będą dostawy śmigłowców, tego nie wiemy.

Wspomniał Pan o opóźnieniach w składaniu ofert przez producentów. Czy organizacja związkowa próbuje uzyskać odpowiedź od kierownictw tych firm na pytanie, co jest przyczyną tej zwłoki?

– Szefowie PZL Mielec czy PZL Świdnik doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie są oczekiwania związków zawodowych w kwestii udziału w przetargach śmigłowcowych i poziomu składanych ofert, żeby były one konkurencyjne w stosunku do konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest. Czy takie oferty – zgodnie z oczekiwaniami załóg – zostaną złożone, pokaże czas. Ze swojej strony staramy się trzymać rękę na pulsie, ale jak pan wie, postępowanie przetargowe jest objęte tajemnicą i jako strona społeczna nie mamy wglądu w sferę zastrzeżoną. Mogę zapewnić, że Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „S” wypełniła swoje zadanie: doprowadziliśmy do tego, że przekręt śmigłowcowy, jaki miał miejsce za rządów koalicji PO – PSL, został unieważniony, postępowanie zostało zakończone bez wyłonienia dostawcy z powodu niespełnienia przez Airbus Helicopters wymogów offsetowych. W ten sposób zarówno Sikorsky, jak i Agusta  otrzymały swoją szansę, aby złożyć dobrą ofertę i wystartować w przetargu na uczciwych warunkach. Czy z tej okazji skorzystają…? Nie wyobrażam sobie, żeby taka szansa została zaprzepaszczona.

Ze strony tych producentów słyszeliśmy cały czas, że w każdym momencie są gotowi do startu w przetargu, tymczasem życie weryfikuje te fakty… 

– No właśnie…

A jak te zaniechania odbierają załogi z Mielca i Świdnika?

– Pracownicy z wielkim niepokojem i wielką niecierpliwością czekają na ostateczne rozstrzygnięcia rozpoczętej i jak widać kulejącej póki co procedury przetargowej. Wszyscy mamy świadomość, że decyzje, które zostaną podjęte, jeśli będą korzystne dla Mielca i Świdnika, to – po pierwsze – dadzą szansę na pracę w dłuższym wymiarze czasowym, a po drugie – pozwolą na rozwój tych firm także w kontekście przyszłych przetargów. Niestety, im dłużej to wszystko trwa, tym bardziej pracownicy się niepokoją i są rozgoryczeni. Ludzie nie będą patrzeć, kto jest winny, ale winą za taki stan rzeczy będą oskarżać fabryki i rząd.    

Czy to rozgoryczenie, jak Pan stwierdził, może się przerodzić w protesty?

– Jeżeli okazałoby się, że ktoś świadomie czy nie działał na szkodę pracowników z PZL Mielec czy PZL Świdnik – bez względu czy to byliby pracodawcy czy też strona rządowa, to taki protest będziemy organizowali. Nie wyobrażamy sobie, żeby ktoś inny mógł produkować sprzęt, który my sami jesteśmy w stanie dostarczyć, co więcej, sprzęt najwyższej światowej jakości. W tle tego całego postępowania jest bezpieczeństwo Polski, co – zważywszy na sytuację geopolityczną – ma niebagatelne znaczenie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl