logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Plastik zamiast naturalnych materiałów

Czwartek, 19 października 2017 (20:24)
Jedna z wiodących marek odzieżowych – Gucci – postanowiła zrezygnować z używania futer naturalnych w kolekcji zimowej na rok 2018. Wnioski są proste: syntetyki z pochodnych ropy naftowej zamiast naturalnych okryć.
 
Zasadą zrównoważonego rozwoju gospodarczego i niechęcią względem wykorzystywania zwierząt w celach gospodarczych menedżerowie marki Gucci tłumaczą odejście w nadchodzącej kolekcji od naturalnych futer na rzecz ich sztucznych substytutów. Słowo „substytut” jest tu jednak nie na miejscu.
 
Zrównoważony rozwój powinien być dbałością o trwałość procesów przyrodniczych przy jednoczesnej zgodności z działaniami społeczno-gospodarczymi. To, co zaproponował odzieżowy potentat, na żadnym poziomie nie przystaje do takiej definicji. Eliminacja hodowli zwierząt futerkowych, którego chcieliby przedstawiciele marki, to nic innego jak zamiana materiałów biodegradowalnych w ciągu maksymalnie kilku lat na syntetyki pozostające w ekosystemie przez całe wieki.
 
Gucci zapomina też o roli, jaką zwierzęta futerkowe pełnią w obiegu rolno-środowiskowym. Norki amerykańskie hodowane w Polsce (ten gatunek jest u nas wiodący) utylizują w naturalny sposób około 750 tys. ton odpadów poubojowych powstałych po produkcji mięsa drobiowego czy przetworów rybnych. Stanowi to 93 proc. ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego kategorii III w naszym kraju. To niemało, zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie, że w sytuacji, gdyby podobne hodowle zniknęły z rolniczej mapy Polski, odpady musiałyby zostać spalone przez niemieckie firmy utylizacyjne (Niemcy są w posiadaniu 85 proc. kapitału na polskim rynku utylizacyjnym), co spowodowałoby z kolei uwolnienie do atmosfery znacznej ilości szkodliwych gazów.
 
Same zwierzęta hodowane są w najlepszych możliwych warunkach, co potwierdzają liczne inspekcje weterynaryjne i środowiskowe, które co roku kontrolują prawie wszystkie fermy futrzarskie w naszym kraju. Dbanie o warunki, w jakich żyją zwierzęta, jest zresztą w interesie samych hodowców, dla których jakość okrywy włosowej przekłada się na późniejsze zyski. Inwestycja w dobrostan to przemyślana lokata kapitału. Doskonale zdają sobie z tego sprawę także Duńczycy czy Finowie, czyli inni liderzy światowego rynku futrzarskiego.
 
Na przykładzie hodowli zwierząt futerkowych łatwo zobrazować wspomnianą zasadę zrównoważonego rozwoju. Tuszki norek służą jako główny produkt wykorzystywany do produkcji mączki mięsno-kostnej dla przemysłu akwarystycznego. Ich odchody wykorzystywane są jako naturalny nawóz, a przy produkcji skór uzyskiwany jest olej wykorzystywany w celach medycznych i kosmetycznych. Także futra, przez swoją termoizolacyjność oraz korzystną jonizację, są szczególnie przyjazne człowiekowi. Polska branża futrzarska służyć więc może za przykład doskonale zorganizowanej struktury produkcyjnej, stanowiącej swoisty system naczyń połączonych.
 
W czasach, w których zrównoważony rozwój powinien być jedną z wartości wiodących w planowaniu procesów gospodarczych, dbałość o niego nie może opierać się na manipulacjach. Takich, jakim najwyraźniej uległa marka Gucci i za które odpowiedzialni są lewicowi aktywiści dążący faktycznie do zalania świata plastikowymi, bezużytecznymi, a wręcz szkodliwymi odpadami.
 
Rachunek ekonomiczny szybko zweryfikować może – i pewnie tak się stanie – plany Gucciego, który wpisuje się nie tyle w kierunek zrównoważonego rozwoju, co humanizacji zwierząt i animalizacji człowieka.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl