logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zysk obcych na polskich rolnikach

Piątek, 2 grudnia 2016 (04:18)

Z Edwardem Kosmalem, przewodniczącym zachodniopomorskiej NSZZ „Solidarność” RI, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Fundusz promocji produktów rolno-spożywczych ma skutecznie wspierać marketing rolny i promować polską żywność. Odpowiednia nowelizacja ustawy przeszła przez Senat.

– Pełna zgoda, że polską żywność trzeba promować. Tylko że fundusz jest zasilany z procenta od sprzedaży rolników. Na dzień dzisiejszy rolnicy są jedynie sprzedawcami surowca.  Reklama i promocja surowca nie jest ważna, bo istotniejszy jest końcowy produktów. Uważam więc, że ustawa krzywdzi rolników, bo to oni zasilają fundusz promocji, a korzyści czerpią przetwórcy. Co gorsza, głównie są to przetwórcy o obcym kapitale, bo korporacje weszły w przetwórstwo. Jestem za tym, aby taki fundusz istniał, ale trzeba się poważnie zastanowić, kto ma wziąć na siebie główny ciężar za jego zasilanie.

Polskie rolnictwo jest w stanie marketingowo przebić się przez działania międzynarodowych koncernów?

– To jest ogromny problem. Naszym atutem jest to, że produkujemy zdrową ekologiczną żywność. Wszyscy wiemy, jaką jakość mają produkty tworzone przez korporacje. Nasza zdrowa żywność, przy niezbyt dużych nakładach promocyjnych potrafi zrobić (i robi) furorę w świecie. Nic dziwnego, że zapotrzebowanie za granicą na polską zdrową żywność jest ogromne. Żywność może dostarczyć nam wiele sukcesów eksportowych. Jednak bardzo kuleje u nas struktura własności. Mieliśmy kiedyś wiele wspaniałych marek i szyldów. Polskie szynki były mile widziane na stołach całej Europy. Podobnie polskie kabanosy. Teraz także produkujemy jedne z najlepszych wędlin w świecie, tylko kto na tym zarabia? Ile markowych firm przetwórstwa mają Polacy?

Jest jakiś polski produkt rolny, który wkrótce może stać się naszym hitem eksportowym?

– Obawiam się, że jeżeli wejdą do Polski korporacje, to będziemy mieć problem z wypromowaniem czegokolwiek. Obecnie obserwujemy zacieranie się preferencji konsumentów między żywnością zdrową a korporacyjną. Podaż żywności korporacyjnej jest większa, z tym że jest to żywność skażona GMO. W polskich chlewniach nie karmi się zwierząt paszami modyfikowanymi genetycznymi, bo nasi rolnicy cenią sobie dbałość o jakość produkowanej żywności. To powoduje, że nasza żywność jest droższa niż ta, którą produkują korporacje. Klienci sklepów przy zakupach sugerują się ceną. Już przegraliśmy bitwę o trzodę, bo w polskich chlewniach mamy mniej świń niż Warszawa ma mieszkańców. Reszta to własność obcego kapitału. To jest najlepszy dowód, jak tragiczna jest sytuacja. Korporacje są wyjątkowo skuteczne w niszczeniu konkurencji.     

A w czym widzi Pan ich wyjątkową skuteczność?

– Tu kluczowe są niskie zarobki. Ludzie zarabiają skandalicznie mało, a więc muszą oszczędzać na czym tylko się da. Zakupy robią głównie w dużych supermarketach, bo jak wiadomo, je stać na sprzedawanie w niskich cenach. Z produktów ekologicznych korzystają więc osoby zamożne, tzw. elita lub jak kto woli śmietanka. Dla zwykłego zjadacza chleba cena produktów jest ważna. Niestety nie zdają sobie do końca sprawy, że opierając dietę o produkty z supermarketów, zapadają na choroby cywilizacyjne. Zaoszczędzone pieniądze wydają na leki i tak popadają w błędne koło. Nie może więc dziwić, że przemysł farmaceutyczny zbija na tym kokosy.  

I wyjściem z tego „błędnego koła” byłaby sprzedaż bezpośrednia.

– To było by jedyne rozwiązanie. Solidarność już od wielu lat walczy o dobrą ustawę o sprzedaży bezpośredniej. Wierzę, że ona zafunkcjonuje, ale musimy bardziej promować małe gospodarstwa. O sile polskiego rolnictwa stanowią małe gospodarstwa, więc minister rolnictwa musi zrobić wszystko, aby ułatwić im działanie. Produkowane i przetwarzane produkty przez rolników powinny trafiać nie tylko bezpośrednio do konsumentów, ale też z wykorzystaniem restauracji. To może być korzystne dla wszystkich stron. Jednak my obawiamy się rozporządzenia ministerstwa rolnictwa odnośnie do wymogów sanitarnych. Istnieje możliwość, że te będą ustawione na tak wysokim poziomie, że zwykły rolnik nie będzie ich w stanie spełnić. Nasza zdrowa żywność powstaje w pomieszczeniach, w których przygotowujemy jedzenie także dla naszych rodzin. Jesteśmy więc w stanie produkować smacznie i zdrowo. Gdyby jednak ktoś kazał nam budować dodatkowe pomieszczenia o zawyżonych wymogach, nie będziemy w stanie temu podołać finansowo. To jest problem, któremu nie będziemy w stanie podołać.       

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl