logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Polacy mogą być przedsiębiorczy także na wsi

Piątek, 7 kwietnia 2017 (05:12)

Z ks. Kazimierzem Kurkiem SDB, duszpasterzem Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej „Promień” w Mariówce, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Już 8 kwietnia w Mariówce odbędą się Warsztaty Sadownicze. Do kogo są adresowane i jakim zainteresowaniem się cieszą?

– Warsztaty sadownicze w Mariówce adresowane są do wszystkich, którzy kochają drzewa, sady owocowe i chcą nabyć umiejętności, które pozwolą Polsce stać się ogrodem Europy. Ogrodem moralnym, duchowym, kulturalnym, ale również ogrodem przyrodniczym. Pierwsze warsztaty zgromadziły blisko sto osób i były poświęcone upowszechnianiu nasadzeń dawnych odmian drzew owocowych. Dawne jabłka wzbudzają tęsknotę i ludzie pragną mieć wokół swoich domów choćby kilka drzew tamtych odmian drzew owocowych. Kolejne warsztaty były poświęcone formowaniu i cięciom: zimowym, letnim, prześwietlającym i odmładzającym drzew owocowych. Uważamy, że każdy, kto mieszka na wsi bądź posiada działkę na wsi, powinien mieć umiejętność pielęgnacji drzew owocowych. To jest wielka sztuka i pewna kultura. Tymczasem przemierzając Polskę, można zauważyć, że wiele drzew, wiele sadów jest zaniedbanych. Trzeba to zmienić, żeby Polska wyglądała coraz piękniej. Najbliższe warsztaty będą podzielone na dwie części: pierwsza poświęcona szczepieniom drzew owocowych, a na drugą zapraszamy pszczelarzy, bowiem tematem spotkania z posłem Krzysztofem Maciejewskim z Parlamentarnego Zespołu ds. Wspierania Pszczelarstwa będą problemy pszczelarstwa i rozwoju tej ważnej dziedziny. Średnia wieku pszczelarzy jest bardzo wysoka, stąd należy dążyć, aby w każdej szkole powstało kółko pszczelarsko-ekologiczne prowadzone przez nauczyciela i pszczelarza, aby tą pasją zarażać młodych ludzi i pomóc początkującym pszczelarzom w zakładaniu i prowadzeniu pasieki.

Czy ta pasja może być również pewną formą patriotyzmu?

– Zdecydowanie tak. Młodzi ludzie, którzy hodują pszczoły, zaczynają rozumieć dzieło stworzenia, również wielką rolę pszczół w tym dziele, a jednocześnie uczą się szacunku do ziemi. Podczas warsztatów będzie możliwość spotkania się i nawiązania współpracy z mistrzem pszczelarskim. Zależy nam, aby każdy, kto tylko zechce, mógł założyć kilka uli. Takie przesłanki leżą u podstaw naszych warsztatów. Jeśli się uda wcielić te założenia w życie, to z całą pewnością będzie to duży skok cywilizacyjny dla Polski.        

Skąd wziął się pomysł warsztatów i jaką rolę odgrywa w tym przedsięwzięciu Ośrodek Edukacyjno-Profilaktyczny Sióstr Służek w Mariówce?

– Zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, które wspomina 140. rocznicę objawień w Gietrzwałdzie, narodziło się w sercu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Charyzmatem służek jest obecność na wsi, podejmowanie różnych inicjatyw, aby lud polski kochał Pana Boga i kochał polską ziemię. W kwietniu 2005 r., w hołdzie Janowi Pawłowi II, w Mariówce utworzono Dzieło Pomocy Chorym „Promień”, na bazie którego zarejestrowany został Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej, który świadczy usługi zdrowotne. Jednocześnie Siostry Służki postanowiły stworzyć Ośrodek Edukacyjno-Profilaktyczny, gdzie organizowane są m.in. seminaria, konferencje, szkolenia oraz szeroko rozumiane poradnictwo specjalistyczne. Wszystko po to, aby ubogacać i zaszczepiać wiedzę o ziemi, o sadach i ogrodach jak najszerszemu kręgowi odbiorców, aby nasza ziemia była jeszcze piękniejsza.

Jedną z idei jest Wielki program nasadzeń roślin, krzewów i drzew miododajnych od sołectwa po metropolię…

– To niezwykle ważny program Sióstr Służek, bo zakłada odbudowę owadów – pszczół, również gatunki ptaków. Okazuje się, że my, Polacy, jesteśmy bardzo ubodzy, jeśli chodzi o nasadzenia. Gdzie nie spojrzeć dominują iglaki. Tymczasem tam, gdzie rosną rośliny miododajne, tam pojawiają się również piękne motyle, przybywa nowych owadów, w tych regionach liczniej występują ptaki. Życie przyrodnicze jest bogatsze, stąd warto o to zadbać.  

Co do pracy sadowników wnoszą tego typu zajęcia, warsztaty?

– Są sadownicy, którzy mają uprawy wielohektarowe, ale oprócz tego są ludzie, którzy w swoich obejściach mają kilkanaście czy kilkadziesiąt drzew owocowych. Jeśli wśród uczniów polskich szkół przeprowadzić ankietę, czy młodzież potrafi przycinać drzewa owocowe, to odpowiedź będzie przecząca. Niestety tej umiejętności dzisiaj nie uczy się w szkole. Dlatego warsztaty poświęcone upowszechnianiu nasadzeń dawnych odmian drzew owocowych współorganizowane z Instytutem Ogrodnictwa w Skierniewicach, który ma znakomite osiągnięcia, jeśli chodzi o bazę genową dawnych drzew owocowych, spotkały się z dużym zainteresowaniem. Rozgorzała dyskusja: jak przywołać na nowo dawne warzywa, dawne drzewa, dawne kwiaty. To efekt zajęć warsztatowych, które sprawiają, że ludzie wzbogacają swoją wiedzę, stają się bardziej świadomi, kompetentni, jasno też precyzują swoje oczekiwania.

Jak te działania mogą przełożyć się na rozwój gospodarstw wiejskich?

– Jeżeli konsekwencją podejmowanych działań będą smaczne dawne owoce, to w ramach tzw. sprzedaży bezpośredniej przed polską wsią otwierają się nowe szanse na produkcję i sprzedaż przez poszczególne gospodarstwa różnego rodzaju dżemów, powideł i przetworów owocowych. I to jest kierunek, aby pomóc również mniejszym gospodarstwom w stawaniu się bardziej zamożnymi. To może i powinno się stać częścią planu Morawieckiego. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju koncentruje się na polskim przemyśle, tymczasem należy pobudzić aktywność wsi, żeby mieszkańcy wsi także mogli się rozwijać – czyli ze smacznych, zdrowych owoców i warzyw wyprodukować przetwory, soki, a sprzedając je, powiększyć swoje dochody. Tak naprawdę nie odkrywany Ameryki, ale wzorem Włochów, Greków czy innych państw Europy chcemy rozwijać możliwości i poprawić byt polskiej wsi. Polacy mogą być przedsiębiorczy także na wsi. I ten program jest w pewnym sensie dopełnieniem planu Morawieckiego.           

A więc to, co w tej chwili jest bardzo potrzebne w tym zakresie, to lokalne przetwórstwo…?

– Dokładnie. Jeszcze do niedawna sadownicy mieli poważny problem, co zrobić z jabłkami, dzisiaj pojawiły się możliwości wytwarzania własnych soków pasteryzowanych, które są bardzo poszukiwane na rynku i rozwiązują problem nadwyżek owoców. I to jest, jak można sądzić, właściwy kierunek. Mianowicie jeśli wieś będzie potrafiła sama jak najwięcej przetwarzać i samodzielnie będzie mogła sprzedawać przetwory, to tym samym stanie się bardziej przedsiębiorcza, nie będzie musiała się opierać na pośrednikach.

Na wstępie naszej rozmowy wspomniał Ksiądz o pszczołach, dzisiaj wiele mówi się o opryskach, które są szkodliwe także dla tych owadów. Tymczasem bez pszczół świat czeka zagłada. Czy ta wizja budzi jakąś większą społeczną refleksję?

– W Ośrodku Edukacyjno-Profilaktycznym „Promień” w Mariówce, który odwiedza wielu ludzi, można zobaczyć plakat skierowany do rolników „Nie truj pszczół!”, przygotowany przez jedno z kół pszczelarskich. Żeby urzeczywistnić to stwierdzenie i apel zarazem, muszą się spotkać rolnik, pszczelarz i władze samorządowe, żeby wspólnie uświadomić sobie czy nawet podpisać zobowiązania, że opryski można przeprowadzać w określonych godzinach. Jednocześnie żeby rolnik w pełni uświadomił sobie, że pszczoły to także, a może przede wszystkim, wielki pożytek dla jego gospodarstwa. Tam gdzie pszczoły zapylają rzepak, są wyższe zbiory, a to oznacza większe dochody dla konkretnego rolnika. I ludzie muszą to wiedzieć. Edukacja w tym kierunku to również rola i zadanie mediów. Tymczasem publicystyka często obejmuje tylko spory polityczne, natomiast nie pokazuje, nie koncentruje się na pracy organicznej. Marzy mi się, żeby w publicystyce radiowej, telewizyjnej i w materiałach prasowych były obecne także te problemy, które są podstawowe dla wsi. Pszczelarze mają prawdziwy kłopot i dlatego potrzebna jest kampania w mediach, ale także przy parafiach na rzecz uświadamiania społeczeństwa, że pszczoły to życie. Tu chodzi o troskę o naszą planetę Ziemię. I dopiero wówczas, kiedy będzie współpraca na linii pszczelarz – rolnik, to w ciągu kilku lat może się zmienić zarówno nastawienie, świadomość, a co za tym idzie – oblicze naszej matki Ziemi. Przecież to jest dobro, dar Boży, z którego wszyscy korzystamy, o który mamy też obowiązek zadbać, aby w jak najlepszym stanie przekazać ten dar Ziemi następnym pokoleniom.      

Jaką rolę w tym przedsięwzięciu odgrywa inicjatywa okrągłego stołu poświęconego problemom i oczekiwaniom „szeregowych pszczelarzy”?

– Podczas warsztatów sadowniczych w Mariówce każdy z pszczelarzy będzie mógł zabrać głos, zasygnalizować problem i na piśmie przekazać swoje spostrzeżenia na ręce posła Krzysztofa Maciejewskiego z Parlamentarnego Zespołu ds. Wspierania Pszczelarstwa. Mamy nadzieję, że będzie to cenna pomoc dla parlamentarzystów, aby przeprowadzić w tym obszarze korzystne zmiany. Jesteśmy wolnym, mądrym Narodem, jest tylko problem w sprawnym organizowaniu się wokół pewnych idei.

Jakie są oczekiwania pszczelarzy wobec polskich władz?

– Jednym z oczekiwań pszczelarzy jest uporządkowanie kwestii dopłat w ramach pomocy unijnej. Dlatego pszczelarze podczas najbliższych warsztatów w Mariówce przedstawią swoje propozycje, jak rozwiązać ten problem z korzyścią dla polskiego pszczelarstwa.

Nawiązując do motta Warsztatów Sadowniczych w Mariówce – czy Polska może być nie tylko duchowym ogrodem Europy, ale także ogrodem sadów i przydomowych ogródków?  

– Oczywiście, że może. I do tego powinniśmy wszyscy dążyć. Gdyby teraz każdy prezydent, burmistrz czy wójt ogłosił konkurs na wzór tego, który przed wojną przeprowadził prezydent Warszawy Stefan Starzyński – „Warszawa w kwiatach i zieleni”, to Polska bardzo szybko przeistoczyłaby się w krainę zieleni i kwiatów. Ten konkurs został wskrzeszony w latach 70. w Warszawie, gdzie mieszkańcy nie tylko pielęgnowali kwiaty na swoich balkonach, ale zakładali nowe uliczne skwery i zieleńce. Konkurs został rozszerzony także na prawobrzeżną Warszawę, a akcja pięknie się rozwijała i przynosiła konkretne wyniki. Poprawił się stan zieleni ulic, podwórek, zwiększyła się liczba ukwieconych balkonów i okien. Akcja w stolicy ciągle trwa. Gdzie jest powiedziane, że również inne polskie miasta nie mogą się włączyć w tę cenną inicjatywę? Jestem pewien, że taka inicjatywa zmobilizuje ludzi. Chodzi o wydobycie piękna. Architekci krajobrazu pracują nad propozycją nasadzeń pięknymi barwnymi kolorystycznie roślinami miododajnymi klombów, przestrzeni przed urzędami i szkołami itp. Jest zatem możliwe, Polska ma potencjał, aby stać się ogrodem duchowym, moralnym, ale także ogrodem przyrodniczym Europy. Stać nas na to, ale aby ten program odtworzenia starych, dawnych nasadzeń stał się rzeczywistością, żeby zmieniło się oblicze Polski, potrzebna jest kampania w mediach i promocja, bo piękno zachwyca ludzi, tylko trzeba do tego zachęcić, pokazać, a efekty przejdą nawet nasze najśmielsze oczekiwania. Wszystkich zachęcam do stałej współpracy z Instytutem Ogrodnictwa, by pokazywać ich osiągnięcia i uczyć się, jak zmieniać Polskę w zielony, pięknie ukwiecony ogród.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 15 października 2017 (20:14)

NaszDziennik.pl