logo
logo

ROLNICTWO

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Bioasekuracja to za mało

Wtorek, 11 lipca 2017 (18:33)

Minister rolnictwa zaostrza przepisy dotyczące ochrony gospodarstw rolnych przed afrykańskim pomorem świń (ASF). Rolnicy przekonują, że państwo powinno przede wszystkim ograniczyć populację dzików, aby skutecznie walczyć z chorobą.

 

Przepisy dotyczące bioasekuracji, ogłoszone przez ministra Krzysztofa Jurgiela, wchodzą w życie 20 lipca. Muszą je stosować rolnicy z terenów, na których występuje zagrożenie związane z ASF. Nie będą więc oni mogli karmić świń zielonką lub ziarnem pochodzącymi z obszaru objętego ograniczeniami lub obszaru zagrożenia wystąpieniem pomoru, chyba że pasza została poddana obróbce termicznej lub składowano ją w miejscu niedostępnym dla dzików przez co najmniej 30 dni przed jej podaniem.

Ponadto rolnicy nie mogą używać słomy z takich obszarów na ściółkę dla trzody chlewnej, chyba że została poddana obróbce w celu unieszkodliwienia wirusa afrykańskiego pomoru świń lub słoma była składowana w miejscu niedostępnym dla dzików co najmniej przez 90 dni przed jej wykorzystaniem.

W gospodarstwach mają być też wyłożone odpowiednie maty dezynfekcyjne, określonej szerokości i długości. Jeśli natomiast rolnik hoduje świnie w systemie otwartym, to wybieg dla zwierząt powinien mieć podwójne ogrodzenie o wysokości co najmniej 1,5 m, związane na stałe z podłożem. Rolnicy będą też mieli obowiązek prowadzenia dokumentacji dotyczącej samochodów wjeżdżających na teren gospodarstwa. Istnieje bowiem podejrzenie, że zarazki ASF mogą być przewożone na kołach lub platformach ładunkowych pojazdów.

Hodowcy trzody chlewnej nie mają wątpliwości, że ich gospodarstwa powinny być jak najlepiej chronione. Są przekonani, że w zdecydowanej większości gospodarstwa stosują się do zaleceń ministerstwa i służb weterynaryjnych. – Rolnicy nie chcą ryzykować utraty zwierząt i wprowadzenia zakazu hodowli świń u siebie – mówi rolnik Michał Maćkowski.

Zbiorowe polowania na dziki

Maciej Kalinowski z Podlaskiego Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej uważa, że problem tkwi gdzie indziej. – Obojętnie, co będą robić rolnicy, jak surowe zasady bioasekuracji będą stosować, ta choroba będzie i tak stanowić zagrożenie, dopóki nie zostanie drastycznie ograniczona populacja dzików w polskich lasach w pasie przy granicy z Białorusią i Rosją – podkreśla Maciej Kalinowski. To dziki roznoszą zarazki ASF, a czas życia zarazków pomoru jest bardzo długi i zachowywanie miesięcznej lub trzymiesięcznej karencji w użytkowaniu ziarna, kiszonek i słomy może być niewystarczające.

Dlatego wśród rolników panuje przekonanie, że dopóki nie dojdzie do wybicia dzików w rejonach zagrożonych ASF, dopóty ta choroba będzie zagrażać trzodzie chlewnej. – Gdyby odpowiednie działania podjęto od razu w 2014 roku, gdy wybuchły pierwsze ogniska pomoru, to dzisiaj bylibyśmy w dużo lepszej sytuacji – podkreśla Maciej Kalinowski.

Ministerstwo odpowiada, że nowe rozporządzenie zawiera też zapisy, które mają ułatwić organizowanie polowań na dziki. Polski Związek Łowiecki będzie mógł m.in. wykonywać polowania zbiorowe (z udziałem więcej niż sześciu myśliwych) i z użyciem psów.

Rolnikom podoba się za to pomysł zgłoszony przez ministerstwo rolnictwa, aby na wschodniej granicy Polski wybudować ogrodzenie przeciwko dzikom, co powstrzyma migrację chorych zwierząt z Białorusi i Ukrainy. To jednak bardzo mglisty projekt, który wymagałby wielomilionowych nakładów i tych pieniędzy trzeba by dopiero poszukać w budżecie państwa.

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik