logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Mozaika XII w. z Hagia Sophia/ -

Jezus Chrystus jako sprzeczność według Marcina Lutra

Sobota, 7 lutego 2015 (02:06)

W kilku kolejnych odcinkach skupimy się na pojęciu Jezusa Chrystusa w protestantyzmie Marcina Lutra, by lepiej zrozumieć jego poglądy na Boga, Kościół Chrystusowy, ale także na małżeństwo i rodzinę, co stanowi aktualnie chyba najważniejszy temat ze względu na podjęcie go przez synod biskupów w Rzymie.

Kluczowe odkrycia naukowe

Na wstępie warto przypomnieć stan badań naukowych nad Marcinem Lutrem i reformacją. Otóż „najważniejsze dokumenty jego teologii z lat 1510-11 i 1516 zostały odkryte dopiero około roku 1900” i pozostają wciąż niezbyt precyzyjnie zbadane, a chodzi przy tym np. o 1500 „zapisek marginesowych” do dzieł największych teologów i filozofów, jak św. Augustyn i inni. W tymże czasie, czyli prawie ponad 350 lat po reformacji, zostały odkryte bardzo ważne pisma Lutra z okresu 1535-1545, które w pełni „korespondują” ze wspomnianymi „zapiskami marginesowymi” tzw. młodego Lutra z 1509 roku, opublikowane dopiero w latach 1926 i 1932.

Co więcej, w roku 1886 słynny niemiecki uczony Heinrich Denifle („Luther und Luthertum…”) odkrył Pseudo-Hermesa-Trismegistosa albo „Księgę dwudziestu czterech filozofów”, którą Luter uczynił podstawą interpretacji Pisma Świętego, co nawet sam Filip Melanchton chciał ukryć.

Z powyższych racji mowa o wierności młodego Lutra względem Kościoła jest w świetle odkrytych dokumentów nie do utrzymania, ale zrozumiała jest zasadnicza krytyka Lutra względem klasycznej filozofii greckiej i scholastyki oraz dzieł Ojców i Doktorów Kościoła, czyli względem katolickiej interpretacji zarówno Słowa Bożego Objawionego, jak i katolickiej interpretacji całej rzeczywistości.

„Klucze, których Luter używa do wyjaśnienia Pisma Świętego, są uformowane przez neoplatońsko-neopitagorejską filozofię”, ale także przez herezje „gnostyckie” i inspirowane satanizmem „misteria”. Rudolf Bultmann, powołując się na Lutra, mówi o „wielkiej zagadce albo o sprzeczności w Nowym Testamencie, jak z głoszącego ten, o którym głosi, stał się”.

Kim jest Chrystus „przed” Wcieleniem w ludzką naturę?

„Po artykule o Trójcy jest tamten o inkarnacji Syna Boga najwyższy. Tutaj powstaje proporcja pomiędzy skończonym a nieskończonym (co było niemożliwe)”, pisze Luter w 1545 roku. „Pomimo to artykuł o stworzeniu z nicości jest o wiele trudniejszym do wierzenia aniżeli artykuł o inkarnacji”, a nawet dodaje „najwyższym” w sensie najtrudniejszym, ponieważ „w inkarnacji przyłączona zostaje jedna rzecz do drugiej rzeczy (copulatur res cum re)”, co zapowiada pełną instrumentalizację Boga Objawionego w Osobie Boskiej Jezusie z Nazaretu.

Luter wychodzi z założeń neoplatońsko-neopitagorejsko-gnostycznych, iż w Jezusie nie ma żadnej osoby, pomimo że czasami Luter używa tego pojęcia. W Trójcy Przenajświętszej nie ma, według niego, żadnej Osoby Boskiej, lecz jest Ona pojęta apersonalnie i zredukowana dosłownie do apersonalnej natury Boskiej. „Luter wychodzi z założenia, że nie istnieje hipostaza w sensie suppositum”, czyli podmiot w sensie Osoby Boskiej. To, co my, katolicy, nazywamy Osobami Boskimi, jest zredukowane do sposobów istnienia samego apersonalnego Bóstwa, a w przypadku człowieka do apersonalnego człowieczeństwa. W Chrystusie ujawniają się „podwójne funkcje: jedna apersonalna abstrakcyjna i pożerająca grzech Boskość i druga do apersonalnej Istoty Boga dodana apersonalnie pojęta ludzkość”.

Problem ten ilustruje interpretacja prologu Ewangelii wg św. Jana przez Lutra, który nie utożsamia bytowości „Słowa” jako „Syna”. Święty Jan pisze: „i Bogiem było Słowo” (1,1), a Luter powiada: „Jan nie mówi, że »Syn jest Słowem«”.

Warto nadmienić interpretację Lutra słów Jezusa z J 14,28: „Ojciec większy jest niż Ja”. Święty Hilary pisze w traktacie „O Trójcy Świętej”, że w tych słowach Jezusa chodzi o to, „kto pochodzi od kogo”, czyli o „narodziny” wiecznego Syna Bożego, a nie o „nierówność” pomiędzy Ojcem a Synem. Luter podkreśla także w tym kontekście, że nie chodzi przy tym o „odróżnienie Osób (w Trójcy Świętej)”, lecz twierdzi: „Ja jednak chcę powiedzieć”, że „Ojciec od nikogo nie ma Bytu Boskiego, ale Syn od Ojca”. To znaczy, że Bóg Ojciec i Bóg Syn są „modi” (sposobami) istnienia Boskości, ale nie różnymi Osobami Boskimi, ponieważ Luter już w 1509 roku pisze na podstawie racji neoplatońsko-neopitagorejskich: „hipostaza lub osoba i istota” są „tym samym”.

W Ewangelii wg św. Jana 8,58 Jezus naucza: „Zanim Abraham stał się, JA JESTEM”. Luter, nawiązując do wspomnianego Pseudo-Hermesa-Trismegistosa, pisze o tym tak: „Chrystus nie powiedział: Zanim Abraham powinien był stać się, jestem Chrystusem, lecz po prostu: Ja jestem”. I tłumaczy dalej: „Tak dzieje się we wszystkich określeniach, które podają przypadłość, a nie w określeniach, które podają substancję” i kontynuuje swoją argumentację (por. Ockham): „Jak biel zachowuje się w relacji do człowieka, tak zachowuje się Chrystus do Syna Bożego”, tzn. że w Jezusie jest relacja substancja-przypadłość analogicznie do „Piotr-biel”, czego, według nominalisty Gabriela Biela, nie wolno stosować w odniesieniu do Chrystusa, bo człowieczeństwo Jezusa byłoby tylko przypadłością, a nie – jak naucza Kościół – substancją. Luter stosuje ten sposób myślenia także w późniejszych pismach, np. jego „Dysputacji o Boskości i człowieczeństwie Chrystusa” z 1540 roku.

Ale jak zatem zinterpretować wypowiedzi Jezusa: „Ja jestem” np. „Zmartwychwstaniem i Życiem” (J 11,25) czy „kto we mnie wierzy…” (J 12,33), które Kościół katolicki zinterpretował jednoznacznie jako wypowiedzi Syna Bo- że go. Komentarz Lutra jest bardzo charakterystyczny i konsekwentny: „Można wprawdzie prawidłowo powiązać je z Bóstwem, ale właściwie rozumie się je jako powiązane z Człowieczeństwem, przynajmniej w mowie, w której powiedział: »Kto we mnie wierzy«. Ale ta wiara oznacza wiarę w jego człowieczeństwo, które dane jest nam w tym życiu dla życia i zbawienia. On sam (ipse) jest mianowicie przez wiarę naszym życiem, naszą sprawiedliwością i naszym zmartwychwstaniem… Wiarą jest On sam w jego Człowieczeństwie (estipse in humanitate sua)”. Jezus wyraźnie w tych wypowiedziach „Ja jestem” mówi jako Bóg i jednocząc się np. w łasce wlanej wiary z człowiekiem, nie niszczy ludzkiej tożsamości, osoby i natury, lecz jednoczy się z całym człowiekiem i wydoskonala go na miarę jego otwartości na to Boże działanie. Tego protestantyzm Lutra nie zna, lecz mniema, że nadejście Boga do nas wiąże się z „unicestwieniem” człowieka w jego naturze.

Jaki jest motyw Wcielenia Jezusa?

Według Lutra, Chrystus pełni tylko „funkcję Zbawiciela”, jest dla „usprawiedliwienia” „gemacht”, czyli „utworzony”, który istnieje w dwóch „przeciwstawnych i niepojednywalnych naturach”, ponieważ chodzi przy tym o „najwyższe Bóstwo i podległe diabłu człowieczeństwo”, co jest sprzeczne z nauką Kościoła o „unii hipostatycznej” dwóch doskonałych natur: Boskiej i ludzkiej, otrzymanej w aspekcie Ciała od Niepokalanej Matki Maryi.

U Lutra nie ma żadnej analogii bytu: człowiek nie jest „obrazem i podobieństwem Boga” i dlatego w Chrystusie, według Lutra, „istota czasowa i wieczna (ludzkość i Boskość) nie mogą być jedno drugiego obrazem”. Co więcej, Luter wbrew ówczesnemu nauczaniu Kościoła twierdzi, iż „mamy wprawdzie memoria, mens, voluntas, ale one są coruptissima et gravissime debilitata (w najwyższym i najcięższym stopniu) skorumpowane i osłabione, tak aby jeszcze jaśniej powiedzieć, one są całkowicie zepsute i nieczyste. Jeżeli mianowicie tamte potencje są obrazem Boga, to wynika z tego, że także szatan jest stworzony na obraz Boga, ponieważ on faktycznie posiada tamte naturalia w o wiele większy sposób”. Kościół św. naucza, iż wskutek grzechu pierworodnego człowiek został „zraniony” przypadłościowo, czyli drugorzędnie, a nie w samej swojej istocie bycia osobą ludzką. Taki stan rzeczy wywołuje u Lutra strach ze względu na nieobliczalność samego Boga, sięgającego po diabelskie zło: „Nigdy nie jesteśmy pewni w Bogu. Przerażenie i strach męczą nas jeszcze we śnie. Te i podobne złości są obrazem diabła (imago Diaboli), który on wycisnął na nas”.

Podsumowując, Lutermniema, iż „jeżeli mówimy o obrazie Boga, to mówimy o nieznanej rzeczy, której nie tylko nie doświadczyliśmy, lecz której przeciwieństwa stale doświadczamy i nie słyszymy nic aniżeli nagie słowa”, tzn. nic człowiek o winie dające. Chociaż w swoim piśmie „De servo arbitrio” (O zniewolonej woli) pisze Luter o „voluntatula voluntatis”, czyli o „cichym poruszeniu woli”, które podpowiada człowiekowi, „ażeby ponad wszystkim umiłowany był Bóg”, co jest dla człowieka praktycznie wykluczone, ponieważ Luter uważa człowieka za „zwierzę pociągowe” i pisze dalej: „Jeżeli człowieka ujeżdża Bóg, to czyni dobro, a jeżeli ujeżdża go diabeł, to czyni zło”. Ale przecież sam Pan „Bóg” w myśli Lutra z jego „Komentarza do Księgi Psalmów” „zanim stał się Bogiem, musiał najpierw stać  się szatanem”. Dlatego ani Marcin Luter, ani reformacja nie mogą zaproponować żadnego pozytywnego wyjścia z ich pełnych sprzeczności z oficjalną nauką Urzędu Nauczycielskiego Kościoła św. poglądów protestanckich na temat Chrystusa jako doskonałej odwiecznie Osoby Syna Bożego i doskonałego w swojej ludzkiej naturze Człowieka. 

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Aktualizacja 9 marca 2015 (11:51)

NaszDziennik.pl