logo
logo

Zdjęcie: Arch./ -

Sprzeczność w Naturze Boskiej Jezusa Chrystusa według Marcina Lutra

Sobota, 28 lutego 2015 (01:15)

W najstarszych zachowanych na papirusach zapisach dotyczących wyznania wiary katolickiej na Wschodzie w Boskość Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Syna Bożego nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, że On jest prawdziwym Bogiem w dosłownym tego słowa znaczeniu, co przekazane jest np. na papirusie Dêr Balyzeh z północnego Egiptu: „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego i w Jego jednorodzonego Syna, naszego Pana, Jezusa Chrystusa”. Także Zachód posiada łacińską formę „Traditio apostolica” Hippolita z Rzymu, w którym zapisane jest pytanie o wiarę: „Czy ty wierzysz w Chrystusa Jezusa, Syna Boga, który narodzony został za sprawą Ducha Świętego z Maryi Dziewicy…?”. Taka była też wiara Ojców i Doktorów Kościoła z pierwszych wieków chrześcijaństwa.

W kontekście panowania sekt albigensów i katarów IV Sobór Laterański w listopadzie 1215 r. na nowo zdefiniował wiarę katolicką: „Wierzymy mocno i wyznajemy prawidłowo, że tylko jeden jest Bogiem prawdziwym, wiecznym, niezmierzonym i niezmiennym, niepojętym i niewypowiedzianym, Ojciec, Syn i Duch Święty: wprawdzie trzy Osoby, ale jedna Istota, Substancja i całościowo prosta Natura” Boska. „Święta Trójca jest według wspólnej Istoty niepodzielna i różna według właściwości Osób”, naucza oficjalnie Magisterium Kościoła.

Boskość, czyli Natura Boga

Marcin Luter, mimo że doskonale zna te dokumenty, mniema jednak, że „odróżnienie w Imieniu Boga pomiędzy personaliter (tym, co osobowe) i essentialiter (tym, co istotowe) jest nic niemówiącym i bezużytecznym wymysłem filozofii”, czyli że „hipostaza albo osoba i istota” Boga są jednym i absolutnie tym samym. Powołuje się on przy tym na pogląd neoplatońskiego filozofa Porfyriusza, który na przełomie III i IV wieku twierdzi, że „wielu ludzi jest jednym człowiekiem”, czego św. Augustyn nie zaakceptował przy interpretacji „Trójcy Przenajświętszej, w której nie może istnieć więcej Osób aniżeli trzy”. Luter argumentuje za przyjęciem neoplatonizmu Porfyriusza i pisze wbrew wierze i nauczaniu Kościoła: „Cała racja sporu jest taka, że Osoba jest wspólnym Imieniem, Istota zaś wspólną rzeczą. Jak człowiek wypowiadany jest dlatego wspólnie o różnych ludziach i oznacza substancję rzeczy, tak Osoba w rzeczach Boskich jest wspólnym Imieniem dla wielu i oznacza substancję Boskości (substantiam deitatis)”. Tutaj uzewnętrzniają się korzenie panteizmu protestanckiej reformacji, dla której wszystko, co jest, jest jakoś Bogiem, a więc także aniołowie, ludzie i cały kosmos.

Święty Augustyn zadał niezwykle ważne pytanie: „Czy każda pojedyncza Osoba w Trójcy Świętej także dla siebie, bez obydwóch pozostałych, może być nazwana Bogiem, wielką, mądrą, prawdziwą, wszechmogącą, sprawiedliwą?”. Ten wielki Ojciec Kościoła daje pozytywną odpowiedź, bowiem w przeciwnym razie musiałby postrzegać Boga samego jako „proces” i np. wtedy Bóg Ojciec musiałby przyjąć swoją „Boskość od Syna”, którego w wieczności rodzi i dopiero przez Syna stałby się np. „mądrym”, co Augustyn nazywa „czymś najbardziej absurdalnym i najbardziej fałszywym (absurdissimum atque falsissimum)”.

W kwestii rozumienia Boskości, czyli Natury Boga – także w Jezusie z Nazaretu, zdanie Lutra rozstrzyga się w odrzuceniu tej nauki Kościoła o tym, że trzy Osoby Boskie są w swojej odwiecznej Istocie wiecznie mądre, wiecznie wszechmocne, wiecznie sprawiedliwe, wiecznie żywe i wiecznie absolutnie doskonałe i święte. Luter, podając w wątpliwość naukę Augustyna o różnorodności Osób Boskich przy jednej i tej samej Boskiej Istocie, nadmienia: „Największym problemem (maxima questio)”, a zarazem czymś „dziwnym wydaje się” to, że określenia jednej Natury Boga, jak: „mądry, sprawiedliwy, prawdziwy”, powinny dotyczyć jednej Boskości, zaś określenia Osób Boskich, czyli „wszystko, co konkretne” w Nich, „powinno być czymś relacyjnym”, tzn. powinno być rozumiane jako niepowtarzalne właściwości poszczególnych Osób Boskich. Jako egzemplifikację powyższej negacji Luter przywołuje niefortunną metaforę koloru „bieli”, która ma być nią „przez byt biały”. Skutkiem takiego myślenia jest utożsamienie Osoby i Natury w Bogu Objawionym, co nieuchronnie prowadzi do tego, by Boga pojmować jako całość złożoną z części, o czym pisze Luter, porównując Boga do „ciasta tortowego”. Jest to sprzeczne z nauką Kościoła, który Boga nigdy nie traktuje jako całości złożonej z części, lecz nazywa Go absolutnie prostym Bytem. W myśl tej prawdy Sobór Laterański już kilka wieków wcześniej negatywnie osądził herezję Joachima z Fiore, który co prawda sądził, że „Ojciec, Syn i Duch Święty są jedną Istotą, jedną Substancją i jedną Naturą”, ale jednocześnie przyznawał, że ta „jedność” w Bogu Objawionym „nie jest żadną prawdziwą i właściwą, lecz równie kolektywną”, jak np. „wielu ludzi może być nazwanymi jednym narodem”. Rozumowanie Joachima jest błędne, bo przecież każdy z ludzi jest nie tylko inną osobą, lecz także posiada inną naturę ludzką. Magisterium Kościoła uczy, że „Ojciec nie dał Jemu (Synowi) jednej części Jego Substancji, a inną część zachował dla siebie, ponieważ Substancja Ojca jest niepodzielna, całkiem i całkowicie prosta”. W Panu Bogu nie istnieją części bytowe „trójjedyności” czy „czterojedyności” itd., jak to jest w przypadku ludzi czy innych stworzeń z samej racji, że jesteśmy złożeni w akcie stwórczym samej „Praracji wszystkiego”.

Redukcja Boga Objawionego

Luter w swych rozprawach wielokrotnie protestował przeciwko negatywnemu osądowi poglądów Joachima z Fiore. Przyjmując te same założenia ontologiczne, twierdził, że nie może być mowy o wieczności Osób Boskich, bowiem są one syntezą wieczności i czasu, czyli syntezą Stwórcy i stworzenia, a dokładnie mówiąc, stworzenie jest sposobem rozwoju Istoty Boskiej, której wszystko łącznie z Osobami Boskimi jest częścią. Po tej linii poszła myśl filozoficzna nowożytnych wieków, począwszy od Jakoba Böhme, Barucha de Spinozy aż po idealistów i materialistów niemieckich z Heglem i Marksem na czele, ale także Rudolfem Bultmannem, Martinem Heideggerem, Karlem Rahnerem czy Hansem Küngiem.

W nauce katolickiej Bóg Ojciec jest wiecznie mądry poprzez swoją wiecznie mądrą istotę, a nie dopiero przez zrodzenie Syna w wieczności staje się mądry, a Syn przez tchnienie Ducha Świętego itd. Augustyn naucza, że Bóg Ojciec „mówi przez Słowo, które On rodzi, a nie przez słowo, które jest wypowiadane, wybrzmiewa i przemija, tzn. przez ’Słowo, które było u Boga, Bogiem było Słowo i przez które wszystko się stało, co się stało’ (J 1,1;3)”. Przez tego Syna-Słowo wypowiedział się w sposób niezmienny sam Ojciec w Niebie, absolutnie wiecznie świadom samego siebie i swojej odwiecznej mądrości.

W kontradyktoryjnej opozycji stoi pytanie Lutra: „Dlaczego nie?”, tzn. „dlaczego nie wie On (Bóg Ojciec) tak o sobie samym przez Jego mądrość, tzn. przez Jego Syna? Dlaczego nie, przecież podobnie mówi się także o drugim, mianowicie o Synu?”. Nawet w roku 1545 Luter pozostał tej tezie wierny, że „mądrość” Boga Ojca „jest jedną od Niego różną rzeczą (distincta res ab eo)”. To znaczy Syn także, podobnie jak Ojciec, dopiero przez język, czyli przez wypowiadanie słów mądrości, sprawiedliwości staje się mądry, sprawiedliwy itd. Takie rozumienie Boga zostało określone przez Kościół katolicki jako redukcja Boga Objawionego do „deus humanatus”, czyli de facto do „boga uczłowieczonego”, tj. do człowieka jako człowieka, który istotnie potrzebuje napełnienia swojego ducha mądrością poprzez: mądrą myśl, mądry język, mądry czyn i współpracę z łaską wiary, aby zdobyć doskonałą mądrość. Tezę tę Magisterium Kościoła nazwało już przy końcu VIII w. herezją adopcjonizmu, która twierdziła, że Jezus nie jest Synem Bożym z racji swojej Boskiej Natury, lecz poprzez „adopcję”, czyli dopiero poprzez „łaskę”, co faktycznie dotyczy „usynowienia” ludzi, a nie wiecznego Syna Boga Ojca jako „prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka w jednej Osobie” Boskiej, co stwierdził Synod we Frankfurcie nad Menem w czerwcu 794 r. Co ciekawe, Filip Melanchton nie podzielił zdania Lutra o nierozróżnialności pomiędzy Osobami Boskimi i Istotą Boską i opowiedział się w roku 1544 za „różnorodnością” „Istoty” Boskiej i „Osób” Boskich.

Kardynalne błędy i fałszywe tezy

Luter głosi fałszywe tezy także w pierwszym „Komentarzu do Księgi Psalmów” (1513-1516), że „Chrystus jest jednocześnie żywy i martwy, aby włączyć w siebie wszelkie zło i wszelkie dobro użyczyć ze siebie”. W „Komentarzu do Listu św. Pawła do Rzymian” (1515/1516) Luter pisze: „Jedna i ta sama Osoba Chrystusa jest jednocześnie umarłą i żywą, cierpiącą i błogosławioną, działającą i niedziałającą, itd.”. Wprawdzie w nauce Kościoła katolickiego Chrystus jako także prawdziwy Człowiek umiera na Krzyżu, ale tylko w swoim ludzkim ciele, nie umiera jednak w swojej ludzkiej duszy nieśmiertelnej, a tym bardziej w swoim wiecznym Bóstwie. Luter natomiast pogrąża w śmierci „Osobę Chrystusa”, przez co musi przypisać samemu Bóstwu śmiertelność, co jest ewidentną sprzecznością.

Podobnie dzieje się z Boską sprawiedliwością w myśli reformacji, która ukazuje Boga jako zarazem „sprawiedliwego i grzesznego”: „Chrystus jest […] największym i jedynym grzesznikiem na ziemi, jedynym Sprawiedliwym i Świętym”. Luter pisze: „Boskość może być dla człowieka tylko przerażeniem, tamten niemożliwy Majestat może człowieka tylko przerażać”. Z drugiej strony Luter twierdzi, że „jeżeli raz jeden chwyci się sprawiedliwość w Chrystusie, to ma się ją na wieki”. Dalej pisze, że nawet gdyby „człowiek ponownie zgrzeszył”, to „jego życie pozostaje na wieki w Chrystusie”, co jest sprzecznością, bo przecież poprzez grzech dochodzi do utraty łaski uświęcającej, a tym samym życia w Chrystusie. Wbrew poglądom Lutra, wyrażonym słowami: „Chrystus odrzucił świętość i chce być grzechem” człowieka oraz „Chrystus jest największym grzesznikiem i jedynym grzesznikiem na ziemi i nie ma innego więcej”, Kościół św. naucza o wiecznej świętości Syna Bożego i zarazem świętości Syna Człowieczego.

Zwracano uwagę Lutrowi na relatywizację Boskiej sprawiedliwości i zredukowanie jej do przypadłości, a tym samym postawiono zarzut herezji w postaci „zaprzeczania Boskości”, ale Luter nigdy nie odrzucił swoich kardynalnych błędów i nie przyjął już wówczas nieprawdopodobnie bogatego dziedzictwa nauczania wiary katolickiej przez Kościół św., że Chrystus jest „prawdziwym Bogiem (Deus verus)”, „doskonałym (perfectus) Bogiem”, „pełnym (plenus) Bogiem”, „całkowicie (totus) Bogiem”, że jest „Słowem, Mocą, Mądrością”, „Sprawiedliwością Bożą” oraz wedle swojego wiecznego Bóstwa „niezdolnym do cierpienia”, i tę swoją Boskość udowodnił przez dokonanie „cudów […] z własnej Mocy” Boskiej, nie będąc w żaden sposób „predestynowany” przez Boga Ojca do przyjścia na świat jako jego Odkupiciel, lecz ze swojej Boskiej Miłości „chciał zawrzeć pełne tajemnicy małżeństwo z całym rodzajem ludzkim”, by doprowadzić wszystkich do „najwyższego Ojca” (Papież Leon XIII).

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Aktualizacja 9 marca 2015 (11:02)

Nasz Dziennik