logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

O heglowskiej koncepcji małżeństwa i rodziny (3)

Sobota, 9 maja 2015 (02:12)

Czy według Hegla istnieje małżeństwo jako jeden związek osoby jednego mężczyzny i osoby jednej kobiety? Przypomnijmy, iż dla Hegla istnieje w ogóle tylko jeden byt w sensie „ducha absolutnego”, który jest „sprzecznością” i do którego wszystko „inne”, jak np. człowiek, zwierzęta, rośliny, planety i galaktyki, przynależy jako jego „absolutne” „części”. Nie inny status bytowy posiadają mężczyzna i kobieta, będący wyłącznie apersonalnymi „momentami” „boga” Hegla.

„Prymitywne myślenie” o małżeństwie

„Prymitywny rozum” ludzki mniema, iż każdy z nich jest „osobą”, czyli bytem istniejącym dla dobra jego samego, i nieśmiertelny, a jako taki rozumny i wolny. „Intelekt dialektyczny”, tzn. heglowski, uważa, iż „rozwój” „ducha absolutnego” żąda stopniowej eliminacji „osoby” ludzkiej, by tym samym umożliwić dotarcie „boga” Hegla do jego boskiej „samoświadomości”, że tylko on jest tą „całością”, złożoną ze wszystkiego, co jest. Dlatego też na płaszczyźnie „rozumu prymitywnego”, czyli de facto tegoż „boga” jeszcze nierozwiniętego, „obiektywnym punktem wyjścia [małżeństwa] jest wolne przyzwolenie osób i to do tego, by uczynić j e d n ą osobę”, ponieważ mężczyzna i kobieta jako indywidua są tylko „środkami” w urzeczywistnianiu się „jednego” bóstwa, ale w sensie dialektycznym.

Zauważmy fundamentalny problem w idealizmie Hegla, że myśli on o „bogu” niedoskonałym, który uprzedmiatawia człowieka do tego stopnia, że tworzy człowiekowi iluzję bycia osobą ludzką po to tylko, by „rozwinąć” siebie w jego boskiej „duchowości”, co okupione jest już w relacji małżeńskiej utraceniem ludzkiego bytu osobowego. Negacja osób małżonków jest przecież negacją ich suwerennej substancjalności, czyli negacją ich człowieczeństwa w samej istocie. Czyż można się dziwić w epoce olbrzymiego wpływu Hegla na współczesną ludzkość temu, że wielu młodych ludzi nie podejmuje powołania do małżeństwa i rodziny? Z pewnością nie, bowiem jeżeli ulegnie się takiemu ideologicznemu zakłamaniu, to nie można postawić na małżeństwo jako drogę utraty człowieczeństwa.

Unicestwienie jako „wyzwolenie”

Perfidia tej ideologii Hegla polega na takim zakłamaniu prawdy o małżeństwie, że to, co poddane jest procesowi zagłady, ukazywane jest jako „wyzwolone”, bo oto obiecuje on, wbrew temu, czego najpierw żąda od małżonków, a mianowicie, „by oddać ich naturalną i indywidualną osobowość dla tamtej jedności, która według tego względu jest samoograniczeniem”, tzn. że człowiek sam musi dokonać negacji siebie jako indywidualnej i niepowtarzalnej osoby, ale w swojej dialektyce prawdy i zarazem kłamstwa Hegel dodaje: „właśnie takiej” negacji, „w której one zdobywają ich substancjalną samoświadomość”, co jest „ich wyzwoleniem”. Jakże może to być ich osobowa „substancjalna samoświadomość”, skoro małżonkowie muszą swoją substancjalność unicestwić, by na ich negacji powstała wprawdzie „substancjalna samoświadomość”, ale samego „boga” heglowskiego, a nie skasowanych już w akcie zawierania małżeństwa, według Hegla, „osób” współmałżonków? Jakże taki proces realnego niszczenia osób mężczyzn i kobiet może być nazwany w idealizmie heglowskim „wyzwoleniem”, skoro ma miejsce konieczność „śmierci” człowieka jako „osoby”? Nie dziwią zatem sformułowania przedstawicieli ruchów feministyczno-homoseksualnych, iż wolność od małżeństwa i odpowiedzialności za drugą osobę w rodzinie jest prawdziwym „wyzwoleniem” współczesnych.

Hegel przyznaje z jednej strony, iż „małżeństwo jest istotnie monogamią” i jako takie „jednym z absolutnych principiów, na których spoczywa moralność społeczności” „państw”, ale z drugiej strony należy pamiętać o tym, że „monogamia” nie oznacza jedności osobowej mężczyzny i kobiety, lecz dialektyczną jedność ich jako „części” męskiej i kobiecej, tworzących wyższy poziom jednoczenia się heglowskiego „bóstwa” jako „jedności sprzeczności”. Stąd heglowski postulat „monogamii” jest całkowicie bezużyteczny dla dyskusji nad prawdziwą naturą małżeństwa.

Opcja rozwodu jako konieczność

Miejsce nierozerwalności związku jednego mężczyzny i jednej kobiety jako osób zajmuje w myśli Hegla dialektyczna „nierozerwalność” relacji „całości” „boga” heglowskiego i jego „części”, a pośród nich m.in. kobiet i mężczyzn. Hegel ma pełną świadomość, że cechą małżeństwa „powinna być” „nierozerwalność”, tzn. z jednej strony „małżeństwo w sobie jest do uszanowania jako nierozerwalne”, ale z drugiej strony, ponieważ według Hegla „małżeństwo zawiera moment odczucia (Empfindung), to nie jest ono absolutne, lecz chwiejące się i ma w sobie możliwość rozpadu”.

Tutaj uwidacznia się konsekwencja heglowskiej negacji osób jako skutku zawarcia małżeństwa. Jeżeli małżonkom nie wolno pozostawać osobami, to nie są już w stanie zapanować nad sferą swoich uczuć, a ponieważ same uczucia są w swojej naturze zmienne, co jest obiektywną prawdą, to naturalną konsekwencją tak pojętego związku jako uczuciowego jest jego „rozpad”, podobnie jak zanikają bytowo nietrwałe w swojej istocie uczucia. Tylko „cnota” gwarantuje człowiekowi jako osobie stabilność jego postaw, natomiast rolą uczuć jest wspieranie poszczególnych aktów ducha ludzkiego na glebie trwałych postaw moralnych słusznie nazwanych „habitus”, tzn. „cnotą”. Skoro małżeństwo według Hegla jest zbudowane na „subiektywnym przypadkowym odczuciu”, to dlatego „może zostać rozwiedzione”.

Kto ma prawo usankcjonowania rozwodu?

Małżeństwo powinno zostać rozwiedzione przez „autorytet moralny” albo przez „Kościół”, pojęty u Hegla jako protestancki, „albo przez sąd” państwowy. W przeciwieństwie do myśli Hegla przy „katolickim małżeństwie”, którego rozumienie jest mu doskonale znane, „rozwód małżeństwa jest absolutnie zakazany”, czego nie podziela on ze względu na to, że skoro „totalne wyobcowanie wydarzyło się jak np. przez cudzołóstwo, to także autorytet religijny musi pozwolić na rozwód małżeński”, a ponadto, co jest jeszcze ważniejsze w systemie heglowskim, przez istnienie małżeństwa nierozerwalnego nie doszłoby do powstania „państwa”, które jako szczytową formę samorozwoju „ducha absolutnego” poprzedza już tylko „społeczeństwo obywatelskie”, bazujące na powyższej dialektyce heglowskiego idealizmu.

Unicestwienie małżeństwa a nihilizm państwa

Hegel wzywa do odrzucenia tzw. mentalności małżeńsko-rodzinnej zachowującej i rozwijającej „postępowanie”, „które obejmuje całą egzystencję krewnych i jego”, czyli poszczególnego członka rodziny jako męża, żony, ojca, matki, córki i syna rodziny oraz w którym to myśleniu „nie pojmuje się” go jako „obywatela” całego społeczeństwa, względnie członka państwa, to traktuje się go jako ontologicznie „martwego”. Dlaczego człowiek pojęty w relacjach rodzinnych jest w gruncie rzeczy umarłym bytem? Hegel odpowiada zgodnie z jego systemową dialektyką: „Ponieważ on tylko jako obywatel jest rzeczywisty i substancjalny, tak oto pojedynczy, jeżeli nie jest obywatelem i przynależy do rodziny”, to jest „tylko nierzeczywistym, bezkształtnym cieniem”.

„Unicestwienie” zatem małżeństwa i rodziny jest „konieczne” zarówno dla ich poszczególnych członków, by nie istnieli w swojej rzekomej „martwocie”, ale także i dla samego „boga heglowskiego i ”jego stania się czystym bytem„, tzn. absolutnie doskonałym, co w języku Hegla wciąż oznacza absolutną ”samoświadomość„, czyli pełne ”samopoznanie się„ ”ducha absolutnego„, które tak długo nie urzeczywistni się, jak długo małżeństwo i rodzina pozostaną sobą i będą budować swoją tożsamość, zamiast stać się materiałem budulcowym samego absolutu idealistycznego. W tej myśli Hegla tkwią korzenie współczesnego absolutyzmu wielu państw w ich relacjach do swoich własnych małżeństw i rodzin, które poddawane są szybciej lub wolniej poprzez zakodowany heglizm w ideologii gender systematycznej instrumentalizacji, aby te podstawowe wspólnoty osób jako przecież realne fundamenty wszystkich państw świata doprowadzić do całkowitej relatywizacji, tzn. do ruiny. Taki proces jest prostą drogą także do samonegacji państwa jako wspólnoty osób obywateli ze względu na ich ”bonum commune„. Totalny nihilizm w aspekcie małżeńsko-rodzinnym prowadzi konsekwentnie do totalnego nihilizmu państwowego.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik