logo
logo

Zdjęcie: arch./ Nasz Dziennik

O heglowskiej koncepcji małżeństwa i rodziny (4)

Sobota, 16 maja 2015 (03:11)

Niektórzy teologowie „katoliccy”, bazujący na Heglu i Schellingu, żądają dopuszczenia osób rozwiedzionych do aktywnego życia sakramentalnego.

Czy małżeństwo według Hegla może być oparte na miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej? To jest realnie możliwe, ale tylko na fundamencie rozumienia małżonków jako osób, natomiast Hegel twierdzi, że w procesie stawania się „ducha absolutnego” jako „samoświadomego” człowiek jako indywidualna osoba musi się zatracić najpierw w „małżeństwie”, które, podobnie jak „rodzina”, ma „utworzyć jedną osobę”, względnie „substancję”.

„Członkowie” zatem rodziny w sensie heglowskim są „przypadłościami” rodziny jako „substancji”, ale tylko przejściowo, ponieważ ostatecznie wyłącznie „bóg” Hegla jest „substancją”. Dla porównania – w katolickiej nauce o małżeństwie i rodzinie zarówno małżonkowie, rodzice, jak i dzieci są jednostkowymi substancjami i osobami oraz pozostają nimi na wieki, natomiast małżeństwo, rodzina, naród czy państwo są „relacjami”, czyli przypadłościami, a więc nie substancjami.

„Najpotworniejsza sprzeczność”

Skoro człowiek zredukowany jest w rodzinie heglowskiej do „przypadłości”, to trudno mówić o „miłości” jako akcie i postawie osoby ludzkiej. Hegel przyznaje, że „miłość jest zatem najpotworniejszą sprzecznością, której rozum nie może rozwiązać, gdyż nie istnieje nic twardszego aniżeli punktowość samoświadomości, która jest negowana i która pomimo tego powinna mieć siebie jako afirmatywną”.

Ta „sprzeczność” oznacza, że chociaż człowiek przestaje być osobą, to musi w idealizmie Hegla uznać tę zmianę za coś „pozytywnego”, bowiem „miłość jest równocześnie zrodzeniem i zniesieniem sprzeczności: jako kasacja jest ona moralną jednością”. Jako „moralna relacja” mężczyzny i kobiety w małżeństwie jest jeszcze „bezpośrednią”, czyli „naturalnym życiem”, tzn. wyłącznie „cielesnym”, „uczuciowym” i „zmysłowym”, co jest oceniane przez niego jako negatywne i porównywalne ze światem zwierząt, ponieważ „miłość jest wrażeniem (Empfindung), to nazywa się moralnością w formie tego, co naturalne; w państwie nie ma jej już więcej, ponieważ tam jest się świadomym jedności jako prawa, tam treść musi być rozumna, a ja muszę ją wiedzieć”. Bezzasadne zredukowanie cnoty „miłości” jako stałej postawy wolnej woli człowieka do zasadniczo zmiennego „uczucia” doprowadza myśl Hegla do pojęcia „miłości” jako „sprzeczności”.

Odrzucenie siebie jako „osoby”

Hegel argumentuje tak: „Miłością nazywa się w ogóle świadomość mojej jedności z drugim tak, że ja dla siebie nie jestem odizolowany, lecz zdobędę moją samoświadomość tylko jako odrzucenie mojego bytu dla siebie i przez wiedzę o mnie jako jedność mnie z drugim i drugiego ze mną”. Miłość jako w etyce katolickiej wolny akt woli człowieka, względnie jako cnota miłości potraktowana jest najpierw jako emocjonalny etap procesu samouświadamiania się „boga” heglowskiego, czyli jako etap rozwoju „boskiego” rozumu, a nie innej władzy ducha w postaci wolnej woli. Przy tym każda suwerenna osoba ludzka jako dla Hegla tylko „członek”, czyli „moment” „boskości”, musi zatracić siebie w dążeniu „ducha absolutnego” do jedności ze sobą samym. Co więcej, to jest „pierwszym momentem w miłości, że nie chcę być żadną samodzielną osobą dla mnie i że jeżeli byłbym nią, to czuję się zbrakowany i niepełny”.

Hegel ocenia jako „brak” to, co jest obiektywnie doskonałością, czyli człowieka w swojej substancjalnej i osobowej istocie, natomiast przekreślenie tej doskonałości, względnie „utracenie” i „przejście do rozdarcia i na stanowisko względnego” jest procesem wyższego rozwoju aż do „społeczeństwa obywatelskiego” i ostatecznie „państwa” jako szczytu istnienia samego „boga” idealistycznego.

Na „popiołach” drugiego

Hegel obiecuje wprawdzie, iż w jego dialektyce sprzeczności małżeńskiej „drugim momentem jest, że zdobywam siebie w drugiej osobie, że jestem w niej ważny, co ona osiąga z kolei we mnie”, ale tutaj powstaje logiczne pytanie: Jak ze śmierci drugiego jako osoby może sam człowiek jako „przypadłość” wydobyć własne życie osobowe oraz jak drugi człowiek jako tylko przejściowy „moment” „całości” „boga” jako świata może w zatraconym już w swojej osobowej jednostkowości bycie, czyli w umarłym, zdobywać siebie?

Trudno Heglowi przezwyciężać następne absurdy myślenia w aspekcie „wierności” rodzinnej, skoro jego pierwotnym założeniem jest absurd niedoskonałego „boga”, traktującego wszystkie małżeństwa i rodziny jako etapy rozwoju swojej niedoskonałej „boskości”.

Podstawa „zaniku rodziców”

Według Hegla, „relacja mężczyzny i kobiety jest najpierw bezpośrednim poznaniem siebie jednej świadomości w drugim i poznaniem wzajemnego bytu uznania siebie”. Warto pamiętać, iż w tym procesie wzajemnego poznania się małżonków wciąż mamy do czynienia z samopoznaniem się „absolutu” heglowskiego. Tzn. jako taka ta relacja małżeńska jest tylko „wyobrażeniem i obrazem ducha, ale nie samym rzeczywistym duchem”, czyli jest etapem poznania zmysłowego, a przecież „duch” ten chce stać się „absolutnym” i mieć „absolutne” poznanie. Dlatego prawda o nich obydwojgu uzewnętrznia się w „dziecku”.

Wprawdzie w pewnym okresie Hegel myślał, że „obowiązkiem rodziców względem dzieci jest troszczyć się o ich utrzymanie i wychowanie – tym (obowiązkiem) dzieci, by być [im] posłusznym, aż staną się one samodzielnymi i czcić ich całe życie – tym (obowiązkiem) rodzeństwa w ogóle postępować względem siebie nawzajem według miłości i wspaniałej słuszności”, ale zasadniczo je zmienił. Bycie „dla siebie”, czyli bycie w pełni ludzkie, nikt z małżonków ani z dzieci nie osiągnie tak długo, jak długo te relacje małżeńsko-rodzinne będą istnieć. Dopiero przez „rozdzielenie (dzieci) od przyczyny powstania”, czyli poprzez rozdzielenie dzieci od rodziców, a małżonków od siebie nawzajem, powstaje „własna samoświadomość” ludzka, czyli świadomość siebie jako podmiotu. Hegel pisze konkretnie, iż „z naturalnego ruchu i z moralnym spokojem kobieta jako córka musi widzieć znikanie rodziców, ponieważ tylko na stracie tej relacji dochodzi ona do bytu dla siebie, którego jest zdolna; ona nie ogląda więc w rodzicach jej bytu dla siebie na sposób pozytywny”, stąd musi ich porzucić, ale też tylko przez „moment” może radować się suwerennością, bo przecież w swoim związku małżeńskim dokona się to samo z nią poprzez jej dzieci, co ona jako córka czy syn uczynili ze swoimi rodzicami. Interesujący jest fakt, że Hegel odróżnia „małżeństwo” od „konkubinatu”, w którym według niego chodzi „głównie o zaspokojenie popędu natury”, a nie o „poczęcie” i zrodzenie nowych „części” „ducha absolutnego” w postaci nowych dzieci, poprzez które „bóg” Hegla dąży do pełnej świadomości siebie, a co bez uzewnętrznienia się wszystkich jego części bytowych nigdy się nie dokona.

Antysakramental-ność heglowskiej koncepcji

Jeżeli „sakrament” w Kościele św. jest zrozumiany jako zewnętrzny znak realnej obecności Boga Objawionego w Jezusie Chrystusie, to jasne jest, iż w idealizmie Hegla nie ma miejsca na żaden sakrament, który Hegel klasyfikuje jako największą „sprzeczność”. Dlaczego? Z tej racji, w świetle której „dogmaty” Kościoła są dla niego jako „sprzeczność” „niepojmowalne”, „niewyobrażalne” i tym samym „bezużyteczne”, Hegel odrzuca radykalnie każdy sakrament. Jeżeli według Hegla wszystko, co jest, jest „bogiem”, to wszystko istnieje już w „bogu” heglowskim, a jego „bóg” istnieje we wszystkim, względnie jako wszystko, co jest, to bezsensem jest dla niego przyjmowanie tezy o zasadności sakramentów świętych, a pośród nich także sakramentu małżeństwa.

„Państwo pruskie” albo „inne”

Według Hegla, rodzina „wydoskonala się w trzech aspektach: a) w postaci jej bezpośredniego pojęcia jako małżeństwo; b) w zewnętrznej egzystencji, własności i dobru rodziny i trosce o to; c) w wychowaniu dzieci i rozpadzie rodziny”, ponieważ jest „rzeczywistością gatunku i jego procesu”, a tenże „gatunek” pojęty jest jako część całości rozwoju absolutu. „Naturalna całość, którą stanowi rodzina, rozszerza się do całości narodu i państwa, w którym indywidua mają dla siebie samodzielną wolę”.

Państwo zatem staje się tym docelowym sposobem bytowania rodziny, a nie rodzina jako rodzina, a następnie rodzina wieczna z Bogiem, aniołami i świętymi w transcendentnym Królestwie Niebieskim. Dlaczego? Ponieważ dla Hegla „królestwo niebieskie przesadzone jest na ziemię” („Fenomenologia ducha”) i stanowi je na ówczesnym etapie dziejów „boga” w realnej postaci „państwo pruskie”. Także inne państwa mogą, według niego, w innym czasie stanowić awangardę tak pojętego „królestwa niebieskiego” jako ostatecznego „raju”, bo „pierwszy raj był rajem natury ludzkiej, tak drugi, wyższy jest rajem ducha ludzkiego, który wychodzi w jego piękniejszej naturalności, wolności, głębi i świeżości jak panna młoda z jej komnaty” i wtapia się całkowicie w „ducha absolutnego” wędrującego „przez świat” jako jego „moment” ku jego absolutnej „samoświadomości”, czyli pojednaniu samego siebie ze sobą.

Uświatowienie i utożsamienie Boga Objawionego w Chrystusie z „państwem” przez Hegla stało się przyczyną jego antypersonalnej i antysakramentalnej, a tym samym ostatecznie antymałżeńskiej i antyrodzinnej, bo antyboskiej koncepcji myśli, która nie ma żadnej wspólnej płaszczyzny z katolicką nauką o małżeństwie i rodzinie. Wyrażają to zewnętrznie m.in. gratulacje Hegla dla spokrewnionego merytorycznie z jego idealizmem Schellinga z racji jego zaślubin, ale z rozwiedzioną ze swoim mężem A.W. Schlegel Caroline Schlegel. Jeszcze bardziej zdumiewający jest dla obecnej dyskusji wokół katolickiej nauki o sakramentalności małżeństwa i możliwościach przyjmowania sakramentów świętych: pokuty i Eucharystii, przez małżonków, a nie przez osoby rozwiedzione i praktykujące inny związek z osobami trzecimi, fakt, że niektórzy teologowie „katoliccy”, bazujący na Heglu i Schellingu, żądają dopuszczenia do aktywnego życia sakramentalnego tych ostatnich, co stoi w ewidentnej sprzeczności z Ewangelią Jezusa i nauczaniem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła św. katolickiego.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Aktualizacja 18 maja 2015 (09:08)

Nasz Dziennik