logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Małżeństwo i rodzina według Kanta (2)

Sobota, 27 czerwca 2015 (03:22)

Filozof z Królewca za „obłęd” przyjmuje realność łaski Bożej
oraz „wiarę” w nadprzyrodzone wspieranie człowieka z pomocą „środków łaski”.

A żeby móc zrozumieć pojęcie „małżeństwa” jako tylko „umowy”, i to w sensie subiektywistycznym, a nie jako także sakrament Kościoła św., warto najpierw rozważyć zasadnicze problemy Kanta ze zgodnym z prawdą rozumieniem Kościoła Chrystusowego jako wspólnoty Bosko-ludzkiej, założonej dla zbawienia człowieka przez wcielonego Syna Boga Ojca i zarazem Syna Człowieczego narodzonego z Niepokalanej Matki Maryi Jezusa z Nazaretu.

Zaledwie naszkicujemy kilka aspektów tej brzemiennej w negatywne skutki – także dzisiaj – problematyki wiary w Boga w tym idealizmie. Czym jest sakrament inicjacji chrześcijańskiej?

Chrzest święty jako „pokrewny z pogańskim zabobonem”

„Pierwsze przyjęcie na członka Kościoła”, tzn. „jeden raz dokonane uroczyste poświęcenie dla wspólnoty Kościoła” w religii „chrześcijańskiej przez chrzest” posiada dla Kanta „wielorakie” znaczenie. Jeżeli sam człowiek przyjmuje go świadomie, a tym samym „swoją wiarę wyznaje sam” albo jeżeli aktu chrztu dokonuje się na małym dziecku, za którego religijne wychowanie przejmuje odpowiedzialność jakiś „świadek”, to w obu przypadkach chodzi w chrześcijaństwie katolickim o zobowiązanie wobec „czegoś Świętego” oraz o „jednorazowe obmycie wszystkich grzechów”, co jest według tego filozofa racjonalisty ewidentnym „obłędem” i jako taki „prawie” czymś „więcej aniżeli pogańskim zabobonem”.

Co zatem Kant myśli o Eucharystii, względnie o bezkrwawej Ofierze Boskiego Zbawiciela?

Msza św. jako „obłęd religii”

Kant pisze, że Msza św. to „wielokrotnie powtarzana uroczystość odnowienia, kontynuacji i dalszego rozrostu wspólnoty Kościoła według praw równości (Komunia)”, która stosownie do przykładu „Założyciela takiego Kościoła (równocześnie także na Jego pamiątkę)” czerpie „radość” z brania udziału w tej samej uczcie eucharystycznej i „zawiera coś trochę wielkiego”, „ożywiając braterską miłość”.

Według Kanta, „przyjęcie” jednak „zdania do artykułów wiary”, że „Bóg z celebracją tej uroczystości”, czyli Mszy św. w Kościele katolickim, „powiązał szczególne łaski”, zamiast potraktować ją jako „zwyczajne działanie kościelne”, jest „obłędem religii, który nie inaczej może oddziaływać, jak tylko właśnie przeciwko jej duchowi”. To jest „idolatria”, jeżeli dochodzi do „uwielbienia Boga w osobowości Jego nieskończonej dobroci pod imieniem jednego Człowieka”, czyli Jezusa, co jest sprzeczne dla Kanta z nakazem biblijnym, by „nie czynić sobie żadnego obrazu Boga”, tzn. także aby „nie wiązać” żadnych „szczególnych łask” Bożych ze „zmysłowym wyobrażeniem ogólności religii” w „celebracji tej uroczystości” bezkrwawej Ofiary Bosko-ludzkiego Odkupiciela.

„Wiara w cuda” Jezusa „obłędem”

Kant tworzy „religię moralną”, która ma dopomóc człowiekowi uwewnętrznić swoją postawę, czyli wypracować w nim „usposobienie serca do zachowywania wszystkich ludzkich obowiązków” jako „ustanowionych przez Boga”, co „musi uczynić zbędnymi” „wszystkie cuda” Chrystusa, ponieważ są one zawsze jakimś uzewnętrznieniem np. w „kulcie”, co stoi według Kanta w sprzeczności z Boskością, ale tylko jako „ideą regulatywną” jego „praktycznego rozumu”.

Wprawdzie Kant przyznaje, iż „Osoba Nauczyciela”, tzn. Jezusa w „Jego pełnym czynów życiu i cierpieniu” jest „samym cudem” i „tajemnicą”, ale jego „typ myślenia” „czystego rozumu” jako myślenia „w duchu i w prawdzie” już więcej „nie potrzebuje żadnych cudów”. Tylko wiara prymitywna potrzebuje „cudów”, ponieważ ludzie reprezentujący ją nie pojmują, że „cuda” są po prostu „wydarzeniami w tym świecie”, których „przyczyna” „pozostaje dla nas nieznana i musi taka pozostać”. Te zjawiska „dzieją się według obiektywnych praw doświadczenia” i dlatego też Kant uważa za „niemożliwe przyjęcie” ich jako objawienia jakiejś nadprzyrodzoności, co oznacza według niego „wiarę-obłęd”. Dla niego „wiara w tajemnice” jest również „obłędem” z racji tego, iż „nie możemy sobie utworzyć żadnego pojęcia” w „rozumie” o tym, co tajemnicze.

Co więcej, Kant klasyfikuje „cuda” jako „teistyczne” i „diabelskie”, przypisując tym samym upadłym aniołom zdolność czynienia nadprzyrodzonych i tylko Bogu właściwych czynów-cudów. Obstawanie przy „cudach” jest ostatecznie „upokarzającym” człowieka „sposobem myślenia”, które należy według Kanta oczywiście odrzucić.

„Wiara w środki łaski”

Filozof z Królewca za „obłęd” przyjmuje realność łaski Bożej oraz „wiarę” w nadprzyrodzone wspieranie człowieka z pomocą „środków łaski”, które „skutkują” w adekwatny sposób, czyli „wywierają nadprzyrodzony wpływ moralny” na obdarowanego człowieka łaską, co jest dla niego „fantastycznym obłędem”. A przecież żadna osoba stworzona: anioł czy człowiek, nie potrafi istnieć i działać analogicznie do swojego Boskiego Stwórcy w sposób doskonały, jeżeli zabraknie mu łaski jako daru koniecznego dla jego stworzonej pełni. Jeżeli łaska jest wykasowana, to co Kant może pomyśleć o zdefiniowanych prawdach wiary katolickiej, powstałych przecież z inspiracji Ducha Świętego prowadzącego Kościół ku wiecznemu oglądowi Prawdy i Miłości Bożej?

„Wady dogmatu”

Do przyjęcia „dogmatu” ani „nie uprawnia poznanie rozumu” ludzkiego, który jest tutaj pojęty istotowo subiektywistycznie, „ani interpretacja Pisma Świętego” – także w świetle tak określonego rozumu idealistycznego pojętego subiektywistycznie, co oznacza, iż według Kanta zdefiniowana w każdym dogmacie „doctrina sacra” Urzędu Nauczycielskiego Kościoła katolickiego jest sprzeczna z „czystym rozumem” i z Biblią jako objawionym Słowem samego Boga, ale reflektowanym z pozycji zrelatywizowanego i zasadniczo zobowiązanego względem protestanckiego myślenia monistycznego. Tak oto wielowiekowa „nauka święta” Kościoła opartego na Apostole Piotrze załamuje się w samym jej sercu, czyli w każdym dogmacie, będącym obiektywnie świętym, najwspanialszym i szczytowym osiągnięciem ducha ludzkiego, inspirowanym pełnią darów Ducha Świętego oraz każdorazowo ogłaszanym przez osobę Piotra św. i jego następców.

Kościół nie jest „Boski” i „papieski”

Z jednej strony Kant przyznaje, że „utworzenie moralnego narodu Boga” nie jest „dziełem człowieka”, lecz „może być tylko (dziełem) oczekiwanym od Boga samego”. W tym sensie Kościół jest, według Kanta, zredukowany do „etycznej wspólnej istoty”, istniejącej „pod Boskim prawodawstwem moralnym”, czyli ten „Kościół zewnętrzny jest rzeczywistym zjednoczeniem ludzi w całość, która harmonizuje z tamtym Ideałem”, tzn. z Jezusem. Kościół zatem nie jest dla Kanta rzeczywistością Bosko-ludzką, lecz tylko „moralnym Królestwem Boga na ziemi”, tj. ludzką.

Kant opowiada się za „jedynym Kościołem” oraz przeciwko „podziałom” Kościoła na „sekty”, które niszczą jego „powszechność”, ale pojętą subiektywistycznie, którą może utworzyć „jedynie” jego „czysta wiara religijna” jako „wiara rozumu” nabudowana nie jest na „tradycji”, lecz „tylko na Piśmie Świętym” w interpretacji protestanckiej. Według Kanta, „nie ma żadnej normy wiary Kościoła jak tylko Pismo i żadnego innego interpretatora jego jak tylko religii rozumu i uczoności”. „Prawdziwy Kościół” wyróżnia w jego filozofii idealizmu „nie wiara historyczna” oparta na „Objawieniu”, lecz „całkowicie zbudowana na rozumie”.

Następną cechą Kościoła jest jego „czystość” moralno-religijna jako wolność od „ciemnoty zabobonu i obłędu iluzji” oraz sama „zasada wolności” stojąca u podstaw zjednoczenia się wszystkich jego członków.

W sposobie koegzystencji Kościół nie może być „monarchistyczny”, czyli kierowany przez „papieża i patriarchów”, ani też „arystokratyczny”, czyli apostolski w sensie władzy „biskupiej”. „Klerykalizm jest w ogóle uzurpatorskim panowaniem duchowieństwa nad umysłami poprzez to, że ono daje sobie autorytet poprzez wyłączne posiadanie środków łaski”. Dla niego podział na „świeckich” i „duchownych” jest czymś sztucznym, ponieważ decydująca jest jakość „czystego rozumu” jako najważniejszego kryterium „jednej (prawdziwej) religii”, tzn. religii racjonalistycznej Kanta.

Zbędne „nabożeństwo”

Wprawdzie Kant uwzględnia „chodzenie do Kościoła”, które stanowi „bezpośrednio wiążący obowiązek”, ale „jako uroczyste zewnętrzne nabożeństwo w ogóle w Kościele” jest ono wyłącznie „zmysłowym przedstawieniem wspólnoty wierzących” i jako takie niekonieczne, co więcej, zbędne dla „każdej jednostki”.

„Modlitwa” jako „zabobonny obłęd”

Obnażenia swojego jednowymiarowego myślenia racjonalistycznego Kant dokonuje przy opisie „modlitwy” człowieka religijnego do Boga w sensie prywatnym czy eklezjalnym w postaci „ukształtowanego nabożeństwa”. Jeżeli człowiek dopatruje się w zwrocie ku Bogu, którego „egzystencji” „nie może być całkowicie pewny”, zdobycia „środków łaski”, to jest to „zabobonny obłęd”, będący niczym innym jak tylko „prostym wyrażonym życzeniem”, niemającym „bezpośrednio żadnego związku z podobaniem się Bogu” i dlatego też nie można „modlitwy” polecić „każdemu” jako „obowiązku”.

Według Kanta, sam „Nauczyciel Ewangelii” wyraził „ducha modlitwy” w „postanowieniu prowadzenia dobrego życia”, a nie w tym, aby „udzielić człowiekowi mocy działania nadprzyrodzonego”, „ponieważ jest to sprzeczność”. Dlaczego Kant tak myśli? Z jednej racji, a mianowicie on nie dopuszcza myśli o tym, że osoba ludzka jako podmiot może w aktach działania czerpać moce ze swojej natury duchowo-cielesnej oraz z Natury samego Pana wszechrzeczy na drodze uczestnictwa w życiu Bożym w formie różnych łask i darów, dzięki wsparciu których człowiek działa doskonale.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik