logo
logo

Pietro Cavallini, Ukrzyżowanie, ok. 1308 r. Zdjęcie: arch./ -

Małżeństwo i rodzina według Nietzschego (2)

Sobota, 25 lipca 2015 (03:12)

Dla Nietzschego „nową bajką” jest prawda o Bogu Objawionym jako „Miłości”, co jest konsekwencją odejścia od Boga jako Prawdy. Jest on świadomy tego procesu odrzucenia „dogmatów”, czego skutkiem jako „wiary pobocznej” jest wyakcentowanie „miłości”, względnie „miłości bliźniego”. Dla naszego „rozumu”, który według niego nie ma żadnego dostępu do poznania „celów Boga”, postawienie przed nim wyzwania o „Miłości Boskiej” jest czymś „pełnym sprzeczności” i „paradoksem”. Dlatego Nietzsche „wyrzuca z pojęcia Boga najwyższe Dobro”, ponieważ „ono jest niegodne Boga” ze względu na „istnienie grzechu tylko w Bogu”. Tak oto „Bóg Miłości” chrześcijańskiej okazuje się według Nietzschego „Bogiem najwyższej krótkowzroczności, diabelskości i niemocy” i dlatego „wszelka ’Prawda’, wszelka ’Dobroć’, wszelka ’Świętość’, wszelka ’Boskość’ w chrześcijańskim stylu” „rujnują ludzkość” i stanowią dla niej „wielkie niebezpieczeństwo” „zagłady”.

Nietzsche wyznaje: „Im bardziej odchodziło się od dogmatów, tym bardziej poszukiwało się równocześnie usprawiedliwienia tego odejścia w kulcie miłości człowieka”. Skoro Bóg nie istnieje, to człowiek „nazywa jego uczucie miłości Bogiem”, i to uczucie do „bliźniego”, który jest „przemieniany w Boga”. Jeżeli „założyłoby się”, że „Bóg” „jest nie tylko Bogiem Miłości, lecz także Bogiem Świętości i Bezgrzeszności”, to jakie „deliria” posiadaliby wtedy „asceci” chrześcijańscy, twierdząc m.in., że „On (Bóg) stwarza” dla „grzechu i grzeszników, i wiecznych potępień straszliwe miejsce wiecznej męki i wiecznego wzdychania, i wiecznej tęsknoty”. Realne istnienie piekła jako tragicznej przestrzeni odosobnienia od Boga i zarazem skutku upadku aniołów, którzy na wieki pogardzili miłością do Boga, innych aniołów, siebie samych i ludzi, jest zatem dla Nietzschego wymysłem zdeformowanej i chorej psychiki człowieka.

„Bóg, który jest wszystkowiedzący i wszechmocny”, nie daje możliwości poznania prawdy, skoro On dla Nietzschego w ogóle realnie nie istnieje, lecz jest produktem chorej umysłowości człowieka, który swoją niemoc życia usiłuje transcendować fałszywą myślą o Bogu wszechmocnym.

Nie „Bóg”, lecz człowiek „creator spiritus”

Nietzsche nawiązuje do Platona i jego „Boskiej dialektyki”, w której „jesteśmy mieszkańcami intelligibilnego świata Dobra” i jako tacy „pochodzący od Dobra” i jednocześnie zobowiązani względem tegoż „Dobra”, które Platon rzeczywiście utożsamia z Bogiem. W tej tradycji Nietzsche nadmienia o Kartezjuszu, który „ma pojęcie Boga” jako „Dobrego”, będącego „Stworzycielem rzeczy”. Natomiast w myśli Nietzschego zanika Prawda o Bogu jako Dobrym Stworzycielu, ponieważ on pojmuje „Boga” jako „dziadka grzechu”, a nie jako absolutnie Świętego Kreatora, który „wszystkie rzeczy stworzył dobrymi, tylko nie grzech”. Akceptacja „Boga” jako Stworzyciela byłaby dla niego „formułą dla wszelkiego zaprzeczenia ’doczesności’ dla wszelkiego kłamstwa o ’zaświatowości’”, czyli o wieczności, co byłoby w sumie „sprzecznością życia”, wyprowadzaną przez tzw. wierzących po prostu z samego „zera”, co czyni wyłącznie skorumpowana i „dekadencka” postawa i kultura ludzka.

„Stary Bóg” popełnił według Nietzschego największy „błąd”, stwarzając z „nudy” „człowieka” jako „rywala”, stającego się poprzez „naukę równym Bogu”. Warto nadmienić już tutaj, że Nietzsche mniema, iż „pierwszym błędnym chwytem” tegoż „Boga” „Biblii” jest stworzenie „człowieka” jako mężczyzny, ale jeszcze większym było stworzenie „kobiety”, będącej „w jej istocie żmiją”, poprzez którą „przychodzi wszelkie nieszczęście na świat” – także „nauka”. Co wtedy pomyślał ten „stary Bóg”? Z głębi swojego „strachu piekielnego” postanowił rozprawić się z „nauką” i „wypędził człowieka z raju”, aby ten „nie myślał”. Co więcej, tenże „Bóg” wymyślił „kapłana w sobie”, który „wynajduje nędzę, śmierć, zagrożenie życia ciąży, każdy rodzaj biedy, sędziwość, trudy, przede wszystkim chorobę – same środki w walce przeciwko nauce”.

Wprawdzie „nędza nie pozwala człowiekowi myśleć”, ale pomimo tego „dzieło poznania wznosi się w górę, szturmując niebo i wyciszając bogów”. Czego wtedy dokonał ten „stary Bóg”? Postanowił wymyślić „wojnę”, która „dzieli narody, On sprawia, że ludzie unicestwiają się wzajemnie”, co jest także „wojną” i „wielkim zakłóceniem nauki! Niewiarygodne!”. Dlatego też konieczna jest według Nietzschego „emancypacja od kapłana”, który za radą swojego „Boga” „zawsze potrzebuje wojny”. A skoro jego wpływ nie jest wystarczający, to „ten stary Bóg podejmuje ostatnią decyzję: ’człowiek stał się naukowy – nic nie pomoże, musi się go utopić’”.

Nietzsche przyznaje rację Lutrowi, gdy ten stawia tezę o tym, iż „sam Bóg nie może istnieć bez mądrych ludzi”, czyli Pan Bóg w swoim Bycie jest według nich „uwarunkowany”. Stojąc na resztkach gruntu tej protestanckiej wiary, określa on „Boga” Objawionego „iluzoryczną przyczyną” kosmosu i dlatego przy pytaniu o genezę człowieka daje następującą odpowiedź: „Człowiek” – „my nie wyprowadzamy już więcej człowieka od ’ducha’, od ’Bóstwa’, postawiliśmy go poniżej zwierząt. On jest dla nas ważny jako najmocniejsze zwierzę, ponieważ jest on najbardziej podstępny: jednym skutkiem tego jest jego duchowość”. Jaki jest w tej myśli nihilistycznej los prawdy o Bogu Odkupicielu?

Odrzucić Jezusa Chrystusa jako Boskiego „Zbawiciela”

Nietzsche nie ukrywa, iż „wraz ze stopniowym zanikiem dogmatów”, np. o stworzeniu świata przez Boga Starego i Nowego Testamentu, utracie ulegała w wielu ludziach „absolutna ważność wiecznego zbawienia osobowego”, czyli dogmat o zbawieniu upadłego stworzenia z wyjątkiem duchów piekielnych. Z jednej strony „śmierć Jezusa jest faktem”, ale z drugiej strony „Jezus Chrystus był możliwy tylko w krajobrazie żydowskim”. „Błędem Chrystusa” jako „założyciela chrześcijaństwa” było m.in. to, że „ludzie na niczym tak bardzo nie ucierpieli jak na ich grzechach – to był Jego błąd”, ponieważ według Nietzschego to Żydzi są „wynalazcami grzechu”, „ale chrześcijanie zrozumieli to, ażeby później ustanowić ich Mi- strzowi to prawo i uświęcić Jego błąd jako ’prawdę’”. „Grzech jest więc żydowskim uczuciem i żydowskim wynalazkiem”, a chrześcijaństwo, które kontynuuje tę „moralność”, zamierza „’użydowić’ cały świat”.

Należy odrzucić według niego „Boga biednych ludzi, Boga grzeszników, Boga chorych par excellence”, czyli odrzucić Boga jako „Zbawiciela” i „Odkupiciela”, który przez absolutnie bezinteresowny dar z siebie w Męce, Śmierci Krzyżowej i chwalebnym Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu otworzył na nowo bramy Królestwa Niebieskiego dla wszystkich wyznawców Boga chrześcijańskiego i wszystkich ludzi dobrej woli, o ile nie mieli możliwości poznania Chrystusa jako prawdziwego Mesjasza wszelkiego stworzenia. Nietzsche ubolewa, że „Chrystus na Krzyżu” pozostaje wciąż – nawet przez „nauki przyrodnicze” – nieprzezwyciężonym „najwyższym symbolem” chrześcijaństwa. „Ukrzyżowany jako Niewinny” jest dla Nietzschego „formułą jego osądzenia” i „Drogą do świętego bytu”, ale „człowiek chrześcijański neguje jeszcze najszczęśliwszy los na ziemi: on jest słaby, biedny, wystarczająco wydziedziczony, ażeby cierpieć w każdej formie życia. Bóg na Krzyżu jest klątwą (potępieniem) dla życia, wskazaniem palcem, ażeby być przez niego zbawionym”. „Ukrzyżowany” ze swoim bezpodstawnym „ruchem chrześcijańskim” „zwraca się do wydziedziczonych zewsząd” i „wstawia się za partią idiotów”, kompletnie zde- zorientowanych i chorych.

„Dobry Bóg, jak również diabeł: obydwaj są poronionymi płodami dekadencji”

Dla Nietzschego ani nie istnieje Osobowy Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, ani osobowe istoty anielskie, ani upadłe duchy byłych aniołów na czele z szatanem, ani też naturalnie ludzie jako osoby. Zdumiewające, ale w pismach Fryderyka Nietzschego pojawiają się też realistyczne refleksje, jak np. ta, w której on, ogarnięty głębokim bezsensem swojej niewiary i walki z Bogiem prawdziwym, pyta też: „Co uczynił duch niemiecki z chrześcijaństwa? – I że ja zatrzymałem się przy protestantyzmie […]! Czy jest jeszcze” możliwą „do pomyślenia duchowo bardziej otępiała, leniwa, rozczłonkowana forma wiary chrześcijanina aniżeli ta przeciętnego protestanta niemieckiego?”.

Co więcej, Nietzsche demaskuje przy tym nieprawdziwość kilkuwiekowego mitu o daleko idącej korupcji w Kościele średniowiecza, twierdząc, iż „w czasie […] kiedy tutaj powstawała reformacja, Kościół w Niemczech był najmniej skorumpowany”. Godnymi podkreślenia są te przebłyski szczerości i obiektywizmu Nietzschego – także w kwestii jego zwrotu „przeciwko chrześcijaństwu”, iż nie posiada on „racji” rozumowych i duchowych w ogóle, lecz „teraz decyduje nasz smak przeciwko chrześcijaństwu” katolickiemu. Jak funkcjonuje ten chyba najważniejszy osobisty problem wiary w Boga Nietzschego, warto uze- wnętrznić na przykładzie rozumienia wolnej woli każdego człowieka – nawet po grzechu pierworodnym tylko osłabionej w swoim dążeniu do dobra jako dobra, a zatem także w relacji do transcendentnego Boga jako Boga, którą Marcin Luter całkowicie zanegował, postulując istnienie już tylko istotowo „zniewolonej woli” i całej natury ludzkiej.

„Wola do dobra” „najniebezpieczniejszą ideologią”

„Być może nie istniała dotychczas żadna niebezpieczniejsza ideologia […] jak wola do dobra”. Ona właśnie sprawia, że „chrześcijanin […] rozumie naturę jako złą, człowieka za skorumpowanego, dobro bytu jako łaskę (to znaczy za niemożliwe dla człowieka)”, co jest rzeczywiście typowe dla protestanckiego chrześcijaństwa, dla którego faktycznie „dobro i zło” są „ideologią”, ponieważ „wolność” należy rozumieć „jako pozytywną władzę, jako wolę do władzy”.

Co więcej, Nietzsche wysoko ceni „znaczenie filozofii niemieckiej (Hegel)”, że „wymyśliła panteizm, w którym zło (moralne), błąd i cierpienie nie są odczuwane jako argumenty przeciwko Boskości”, lecz stanowią jej „część”. Nietzsche nazywa tę idealistyczną filozofię Hegla „genialną inicjatywą”, w której „diabeł jest pierwszym synem boga” Heglowskiego. A zatem „zło”, „śmierć” i cały „świat” są „synami bożymi” poprzednika ideologicznego Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, a zatem także dialektyki socjalizmu rasistowskiego Adolfa Hitlera i Trzeciej Rzeszy Niemieckiej.

„Wprawdzie człowiek wierzy, że jego zły stan jest następstwem […] jego grzechu” i że tylko „Bóg może to uczynić”, czyli „wybawić” go ze zła. Ale ten „instynkt” zbawienia jest w gruncie rzeczy „niszczycielem”, „niebezpiecznym bezsensem, systemem zawstydzania”, który jest zakłamywany przez „kapłana” katolickiego, głoszącego, iż prawda o zbawieniu przez Boga Objawionego jest „święta, nietykalna”, by „żyć w Jego służbie”, ponieważ tylko sam Pan Bóg może być „sprawcą tej sztuki uzdrawiania: tylko jako Objawienie zbawienie jest pojmowalne jako akt łaski, niezasłużony dar, który jest uczyniony dla stworzenia”. Dla Nietzschego „te ’stany zbawienia’ w chrześcijaninie są po prostu zmianami jednego i tego samego stanu chorobowego”, a wszystko inne, czyli np. wyjaśnienia nauki katolickiego chrześcijaństwa, jest „religijnym obłędem”.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik