logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Ostatnia Wieczerza, Leonardo da Vinci, 1495–1498 Zdjęcie: arch./ -

Małżeństwo i rodzina według Nietzschego (3)

Sobota, 1 sierpnia 2015 (02:03)

Co ten tragiczny myśliciel powiada na temat Kościoła, jeżeli o Jezusie mówi jako o „tym świętym antychryście”, a o historii Jego życia na ziemi jako wcielonego Syna Bożego jako o „świętej bajce”, ponieważ to sam „Jezus zakwestionował przepaść między Bogiem i człowiekiem”, on jako „jeden Syn Boga” „żył tą jednością Boga i człowieka jako jego ’dobrą Nowiną’”, czego w żadnym przypadku „nie” należy traktować jako Jego „specjalnego prawa”, lecz jako „produkt zemsty” chrześcijan analogicznie do Żydów, którzy „z zemsty na ich nieprzyjaciołach” wymyślili „jednego Boga”. Stąd „chrześcijanin jest” dla Nietzschego „tylko Żydem ’wolniejszego’ wyznania”.

„Założyciel chrześcijaństwa” „hańbą” ludzkości

„Prawdziwą hańbę” Nietzsche usiłuje włożyć na święte Bosko-człowiecze ramiona Jezusa z Nazaretu jako „Założyciela chrześcijaństwa”, który według niego, „sfabrykował dzieje zbawienia, osobowego Boga, osobowego Zbawiciela, osobową nieśmiertelność”. W miejsce „teraz i zawsze, tutaj i wszędzie”, czyli w miejsce świata w jego czaso-przestrzeni Fryderyk Nietzsche ośmielił się wprowadzić „legendę zbawienia” człowieka do życia pozaświatowego i wiecznego.

Ale to wszystko znalazło swój koniec według Nietzschego „wraz ze śmiercią na Krzyżu” Jezusa jako „Boga”. Z jednej strony w usta „szaleńczego człowieka” (Nietzsche był leczony psychiatrycznie przez wiele lat) wkłada on słowa: „Zabiliśmy go – wy i ja! My wszyscy jesteśmy jego mordercami!”, ale z drugiej strony pyta tenże „obłąkany” „morderca”, nie znajdując żadnej pozytywnej odpowiedzi: „Czy nie błądzimy jakby w nieskończonej nicości? […] Jak pocieszymy się, mordercy wszystkich morderców? […] kto obmyje z nas krew? Jakimi wodami moglibyśmy się obmyć? Które uroczystości pojednania, które święte gry będziemy musieli wymyśleć? […] Czyż nie musimy sami stać się bogami?”.

Tak, Nietzsche ma rację, gdy nolens volens występuje przeciwko fałszywym bogom m.in. Lutra, Kanta, Straussa, Hegla, Schellinga, Darwina, Marksa, Engelsa, Schopenhauera i Milla, ale błądzi radykalnie, gdy ogłasza fałszywy wyrok śmierci nad wiecznie żyjącym Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, czyli nad Objawionym Bogiem Ojcem w wiekuistym Synu-Słowie Boga Ojca oraz Duchem Świętym. Za „absurdalną odpowiedź” Nietzsche uznaje słowa, iż to sam „Bóg dał swojego Syna jako Ofiarę dla przebaczenia grzechów”, ponieważ według niego „sam Jezus skasował pojęcie ’winy’”. Podobnie stało się z innymi prawdami chrześcijańskimi, że to Chrystus je wszystkie jak np. „naukę o sądzie, o ponownym przyjściu, naukę o śmierci jako śmierci-ofierze, naukę o zmartwychwstaniu wykasował, z którą powiązane jest pojęcie ’błogosławieństwa’”. Dlatego konsekwentnie św. Pawłowi, którego pogardliwie nazywa „Geniuszem w nienawiści”, zarzuca rozpowszechnianie wielu „kłamstw”, m.in. tego „o ’zmartwychwstałym’ Jezusie”.

Ewangelia Jezusa „trucizną”

Nauka Ewangelii Jezusa nazwana jest przez Nietzschego „trucizną”, a w „całym Nowym Testamencie występuje po prostu jedyna figura, Piłat, którą musi się czcić”, ponieważ Piłat wprawdzie tylko „jednym słowem ubogaca Nowy Testament, które ma wartość – które jest jego krytyką, samym jego (Nowego Testamentu) unicestwieniem: ’Co to jest prawda!’”. Przypominanie prawdy o powołaniu człowieka do wieczności „Królestwa Niebieskiego” w jego nieśmiertelności ducha i duszy oraz po Dniu Ostatecznym także w uwielbionym ciele klasyfikowane jest przez Nietzschego totalnie negatywnie: „Wielkie kłamstwo o osobowej nieśmiertelności niszczy każdy rozum” i dlatego „każdemu Piotrowi i Pawłowi przyznana ’nieśmiertelność’ jest najgorszym zamachem na szlachetną ludzkość” oraz „najbardziej godną pogardy […], bezwstydną nauką”.

„Obłąkany człowiek”: „Kościoły” uczynić „nagrobkami Boga”

Wspomniany „człowiek” Nietzschego, który stał się w sposób świadomy i wolny „mordercą” Boga, za następny najważniejszy cel uznaje „wdarcie się do różnych Kościołów”, aby „zaintonować Wieczny odpoczynek Bogu”, a same Kościoły zredukować do cmentarnych pomników Boga. Słowa te wypowiada ten „obłąkany człowiek” po prowokacji przeciwko Bogu na rynku, aby po wypowiedziach jego rzekomego poszukiwania Boga: „Szukam Boga! Szukam Boga!”, doprowadzić u „wielu” tam stojących, którzy „nie wierzyli w Boga”, do „wielkiego ośmieszenia” i dalszego wyszydzania Pana wszechrzeczy, których poglądy Nietzsche podziela, twierdząc, że „nie istnieją żadne wieczne fakty, tak jak nie istnieją żadne absolutne prawdy”, a „więc wszystko stało się”. Dlatego też sam Kościół powinien ograniczyć się wyłącznie do akceptacji Nietzscheańskiej proklamacji „śmierci Boga”.

„Eutanazja chrześcijaństwa”: „Bóg chrześcijańsko-moralny jest nie do utrzymania”, stąd konieczność „ateizmu”, ponieważ „chrześcijaństwo było próbą […] zanegowania świata”, co było tożsame z „zamachem obłędu”, czyli „szaleńczym samowywyższeniem się człowieka w stosunku do świata”.

Dlatego też ostatecznie tylko „nihilizm” jawi się Nietzschemu jako „konsekwencja dotychczasowej interpretacji wartości egzystencji” w ogóle. „Nic nie byłoby pożyteczniejszym i bardziej” godnym „wspierania jak konsekwentny nihilizm czynu”, twierdzi Nietzsche, który najpierw musi się rozprawić z „połowicznością religii jak tej chrześcijańskiej, wyraźniej, Kościoła, który zamiast dodawać odwagi do śmierci i do samozagłady, chroni wszystko niedorozwinięte, chore i przedłuża swoje własne istnienie”. „Nie można wystarczająco potępić chrześcijaństwa, ponieważ ono pozbawiło wartości taki oczyszczający wielki ruch nihilizmu […] przez myśl nieśmiertelnej osoby prywatnej”, co jest tym samym: „przez nadzieję zmartwychwstania: krótko, zawsze przez powstrzymywanie przed czynem nihilizmu, samobójstwem”.

Dlatego też „kapłan, duszpasterz” są „formami egzystencji do odrzucenia”, ponieważ oni m.in. ochraniają za wszelką cenę każdego przed niebezpieczeństwem śmierci duchowej bądź fizycznej poprzez wymyślanie „ideałów”: „’niewinność’: tak nazywają oni idealny stan ogłupienia; ’błogosławieństwo’: idealny stan lenistwa; ’miłość’: idealny stan zwierzęcia stadnego, które nie chce mieć żadnego nieprzyjaciela. Tym samym wyniesiono wszystko, co człowieka poniża i deprawuje, do ideału”.

Jezus jako „prymitywny Cudotwórca”

Prawdziwość „wiary” nie zostaje udowodniona przez „cuda” ani „przez Pismo”, co dla Kościoła katolickiego jest fundamentalnie ważne dla stwierdzenia prawdziwości wiary, lecz dla Nietzschego o protestanckim pochodzeniu religijnym „jedynie praktyka protestancka prowadzi do Boga, ona jest właśnie ’Bogiem’!”. Dlatego Nietzsche nie potrzebuje Boga Objawienia?

„Ewangelia” Jezusa nie zajmuje się już więcej „judaizmem pojęć: ’grzech’, ’przebaczenie grzechu’, ’wiara’, ’zbawienie przez wiarę’ – ta cała żydowska nauka Kościoła była w ’Dobrej Nowinie’ zakwestionowana”. Skoro człowiek pojęty jest w protestantyzmie jako „część” Boga chrześcijańskiego, to nie potrzebuje ani cudów, ani sakramentów „prymitywnego Cudotwórcy” z Nazaretu, bo np. sakrament „Ostatniej Wieczerzy”, który stoi zapisany w „Księgach-Historiach” nie odbywa się już poprzez partycypację Kościoła pielgrzymującego w wiecznym Królestwie Boga, lecz wyłącznie w królestwie ziemskim „wyższego człowieka – Pana!”, który „zmartwychwtsał”, od kiedy „Bóg” chrześcijański „leży w grobie”.

„Uwieczniony Piotr” „prymitywnym bezsensem”

Nietzsche mniema, iż „Jezus”, który buduje swój Kościół na Piotrze i kolegium apostołów oraz ich pomocnikach, czyli na „kapłanach”, „zwalcza” „hierarchię wewnątrz wspólnoty”, czyli przekreśla tym samym apostolski charakter swojego dzieła. To świadczyłoby o sprzeczności w Jezusie i dlatego nie jest prawdą. Ma on jednak rację w tym sensie, że „zamach na kapłanów i teologów […]” jest także zamachem „na Kościół”, ale niestety w myśli Nietzschego „słusznym”. Być może jedyną zasługą „uczniów” Jezusa jest fakt „przetłumaczenia” jego „całkiem w symbolach i nieuchwytności rozpływający się byt”, ażeby w ogóle móc „trochę zrozumieć” według Nietzschego całkowicie mętnego nauczania Mistrza z Nazaretu. Skąd taka niejasność nauki Chrystusowej?

„Kościół” jako „suma” „chorego barbarzyństwa”

„Nasza epoka” pragnie uczynić „bezsens wiarygodnym, że na początku chrześcijaństwa stoi grubiański Twórca cudów i bajka o Zbawicielu”. Wewnętrzna wymowa tych „dziejów” tylko człowieka Jezusa, czyli „wszystko duchowe i symboliczne jest późniejszym rozwojem” gmin chrześcijańskich, jak twierdzili m.in. Strauss, Hegel i inni krytycy historyczni Pisma Świętego. W miarę upływu czasu i osiągania coraz to bardziej „niedojrzałych mas” ludzkich „potrzebnym” było według Nietzschego, aby „wulgaryzować i uprymitywniać chrześcijaństwo”, które „połknęło nauki i ryty wszelkich podziemnych kultów imperium rzymskiego”, czyli „bezsens wszelkiego rodzaju chorego rozumu”. Nietzsche twierdzi, iż ten proces jest nawet „konieczny” ze względu na „chorą, niską i wulgarną” strukturę samej „wiary” chrześcijańskiej.

Dlatego też „Kościół” pojęty jest według niego jako „śmiertelnie nieprzyjacielska forma względem każdej prawości, każdej wielkości duszy, każdej karności ducha, każdej wspaniałomyślnej i dobrotliwej ludzkości”. Nietzsche zwraca się przeciwko „wszystkim pojęciom Kościoła”, które traktuje jako „najgorsze faryzejstwo” i stąd jego radykalny atak oraz odrzucenie całej społeczności Bosko-ludzkiej „Kościoła” Chrystusowego jako „chorego barbarzyństwa”.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik