logo
logo

Zdjęcie: Gody w Kanie Gerard David ok. 1500 r./ -

Małżeństwo i rodzina według Nietzschego (6)

Sobota, 22 sierpnia 2015 (02:17)

Jak zatem na gruncie totalnego nihilizmu Nietzsche konkretyzuje swoją koncepcję człowieka, o którym już trochę była mowa, małżeństwa i rodziny?

„Osoba” ludzka „sprzeczna z naturą”

Chociaż od czasu do czasu pojawia się w jego pismach pojęcie „osoby”, to należy właściwie zrozumieć jej nihilistyczny sens. Skoro człowiek nie jest, według Nietzschego, „substancją”, lecz tylko „relatywnie izolowanym faktem” w sensie przypadłości, to jest ona „stratą” i „nie ma żadnego sensu” w sobie samej, stwierdza on. Najprecyzyjniejszym pojęciem dla „osoby” człowieka jest według niego „pojęcie wynaturzenia”, które zostało uprzyczynowione najpierw przez „żydowskie kapłaństwo”, a następnie przez „kapłaństwo” „Jezusa z Nazaretu” jako „Syna Boga”. Potrzebowali oni, według Nietzschego, „teologicznej transfiguracji” „kapłańskiego rodzaju człowieka” Jezusa w „Boga” Jezusa, aby „móc uwierzyć w siebie” jako osoby, ale to jest podwójne „zafałszowywanie dziejów ludzkości” i dlatego „Nowy Testament” jest „księgą-zgorszeniem”. Czym jest zatem małżeństwo, jeżeli persona humana nie istnieje, a Słowo Boga „gorszy” ludzi?

Małżeństwo – „umową”, a nie sakramentem

W pojęciu małżeństwa nie chodzi, według Nietzschego, ani o „miłość”, ani o „pieniądze”, ani o „instytucję”, lecz o „pozwolenie społeczne, które jest udzielane dwóm osobom do wzajemnego zaspokajania płciowego pod warunkami, które rozumieją się same przez się, które mają na oku zainteresowanie społeczeństwa”. Stąd takie pojęcie „bazuje na wierze w ’dobre społeczeństwo’, w rycerskie jakości główne, w zobowiązanie”. Podkreśla on, że „nie powinno się dla tego nadużywać słowa miłości!”. Dlaczego? Ponieważ dla „dwojga miłujących się […] to zaspokojenie płciowe nie jest właśnie niczym istotnym, a właściwie tylko symbolem” dla „jednej części w małżeństwie bezwarunkowego poddaństwa, dla drugiej symbolem wyrażenia zgody na nie, czyli znakiem przejmowania posiadania drugiego jako rzeczy”. Chociaż Nietzsche zapewnia w innym miejscu, iż „dobre małżeństwo opiera się na talencie do przyjaźni”, ale jak może do niej dojść, skoro „kobiety” nazywa on sprzecznie „najbardziej umiłowanymi i najbardziej absurdalnymi stworzeniami” i jak „idziesz do kobiety, to nie zapomnij bicza!”, ponieważ kobieta jest „żmiją”, natomiast „mężczyzna” „bezowocnym zwierzęciem”, który „powinien zostać wychowany do wojny, a kobieta dla wypoczynku wojownika: wszystko inne jest głupotą”.

„Każde małżeństwo” pojęte jest podobnie jak u Marcina Lutra jako „sprawa gminy”, a nie Kościoła, ponieważ jest tylko „umową”, a nie sakramentem. Nietzsche kpi sobie z mężczyzny, który „biegnie z kobietką do Kościoła” i „składa przysięgę” małżeńską sakramentalną „przed kapłanem, zamiast się wstydzić” takiej „wielkiej pomyłki!” Czy zatem małżonkowie mogą decydować istotnie o swoim życiu i życiu ich dzieci?

„Małżeństwa na próbę”

Według Nietzschego, „małżeństwo” powinno być „na próbę, zalegalizowane (na lata, na miesiące)”, ale nie zgodnie z treścią przysięgi małżeńskiej w Kościele katolickim, „że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci”. W usta „rzetelnych” mężczyzn i kobiet Nietzsche wkłada następujący tekst: „Dajcie nam próbę i małe małżeństwo, ażebyśmy dostrzegli, czy nadajemy się do małżeństwa wielkiego! To jest wielka rzecz być zawsze we dwoje!”. Oczywiście nie zamierza on wyprowadzać ich z błędu tkwiącego w pojęciu „małżeństwo na próbę”, czyli z faktu całkowitego uprzedmiotowienia drugiego, bowiem „wypróbowywać” można tylko przedmioty, a nie osoby! To potwierdza zwrot Nietzschego o jego „miłości do nadczłowieka” będącego instrumentem, a nie osobą ludzką.

„Społeczeństwo”, a nie Bóg – „wielkim mandatariuszem życia”

„Społeczeństwo jest wielkim mandatariuszem życia” i dlatego przed nim i przez niego rozstrzyga się „życie”, a nie przez świadomą i wolną decyzję samych małżonków w ich współpracy z Bożą łaską: społeczeństwo „powinno takiemu (życiu) przeszkodzić” jak „życie błędne”, czyli chore, natomiast w „licznych przypadkach społeczeństwo powinno sprzyjać płodzeniu” nowych ludzi. Ono trzyma w gotowości, „bez względu na pochodzenie, pozycję i ducha najsurowsze reguły przymusu, pozbawienia wolności, w pewnych okolicznościach kastracji”. Dla Nietzschego „zakaz biblijny: ’nie zabijaj!’” stanowi „naiwność w porównaniu do powagi zakazu życia dla dekadenckich” ludzi: ’nie płódźcie!’„.

Nie ma miłości bez Boga

Nietzsche szczerze przyznaje, iż dla ”miłości musi istnieć Bóg„ jako ”Osoba„. Taki właśnie ”Bóg, który jest […] cały miłością„, ”nie byłby zdolny do najmniejszej egoistycznej postawy„ – czy człowiek może sobie ”życzyć„, by być jak tamten ”Bóg„ ”miłością, wszystkim dla innych, nic nie czynić dla siebie„? Ale to jest, według Nietzschego, ”niemożliwe„. Stąd także ”miłość do bliźniego„ czy ”miłość nieprzyjaciół„ są ”bezsensowne„, ponieważ ”miłość„ jest tylko ”formą zmysłowości„. ”Chrześcijańska nauka o bezinteresowności i miłości„ jako ”ofiarowania siebie samego„ drugiemu – nie tylko w małżeństwie – służy, według Nietzschego, ”wzmacnianiu egoizmu„ i jest ”przeciwną zasadzie selekcji„ ”wszystkich cierpiących […] zdegenerowanych„, zamiast ”przekazywać„ ich śmierci. ”Chrześcijaństwo„ jest ”potęgą konserwującą„ dla ”słabych„, ”solidarnością ze słabymi, przeszkodą selekcji„, ”altruizmem„, ”pseudo-humanitaryzmem„, który ”nikogo nie poświęca…„. Takie ”usposobienie„ należy nazwać według Nietzschego ”ekstremalną niemoralnością„, ”zbrodnią na życiu„. Nietzsche forsuje antymiłość do drugiego człowieka jako ”szlachetną miłość człowieka„, która ”żąda ofiary dla dobra gatunku„, bo tylko ”gatunek„, czyli to, co ogólne, trwa dalej: ”Ratuje się swoje życie osobiste od śmierci, kiedy żyje się życiem ogólnym„. Chrześcijańska ”miłość do jednego jest barbarzyństwem, ponieważ ona jest praktykowana na niekorzyść wszystkich pozostałych. Także miłość do Boga„.

Promocja grzechu cudzołóstwa

Nietzsche, wychodząc od sprzeczności w ludziach, dochodzi do artykulacji niepojednywalnej sprzeczności pomiędzy nimi: ”Wielu mianowicie obiecane jest małżeństwo […] wielu, którzy są sobie obcy jak mężczyzna i kobieta: – kto pojął to całkowicie, jak obcy są sobie mężczyzna i kobieta!„. Czy może Nietzsche podejmuje jakąś próbę ich przezwyciężenia? Wprost przeciwnie: ”Mało ’godnym życzenia’„ jest dla niego ”zbliżenie się i pojednanie płci. Rozwijać to, co typowe dalej„, czyli ”przepaść„ pomiędzy mężczyzną i kobietą musi się ”stale głębiej rozrywać„, ponieważ ich natury są sprzeczne w sobie, tak jak zresztą cała rzeczywistość. Nietzsche przyznaje jednak: ”Jeżeli odpada wyobrażenie Boga, to odpada także uczucie ’grzechu’ jako wykroczenia przeciwko Boskim przykazaniom, jako plamy na poświęconym Bogu stworzeniu„. Stąd w jego myśli ateistycznego nihilizmu taka promocja grzechu ”cudzołóstwa„ zamiast propozycji współpracy z łaską w celu wydoskonalenia osłabionego grzechem bytu mężczyzny i kobiety.

Utylitaryzm małżeństwa

Nietzsche mniema, iż człowiek przed zawarciem małżeństwa powinien postawić sobie pytanie: ”Czy wierzysz, że będziesz się dobrze zabawiał z tą kobietą aż do późnego wieku? Wszystko inne w małżeństwie jest przejściowe, ale najczęstszy czas współżycia przynależy do rozmowy„. Nietzsche dodaje, iż ”mężczyzna jest dla kobiety środkiem„ m.in. ”przeciwko prostytucji„, której on przecież nie zakazuje. Natomiast ”kobieta„ jest dla ”prawego mężczyzny: niebezpieczeństwem i grą. Dlatego chce on kobiety jako najniebezpieczniejszej zabawki„, podsumowuje Nietzsche.

Dla niego ”małżeństwo jest dla dwudziestolatków potrzebnym instytutem, dla trzydziestolatków użytecznym, ale niepotrzebnym instytutem: dla życia późniejszego staje się ono szkodliwe i wspiera duchowy niedorozwój mężczyzny„, ponieważ ”miłuje się na końcu jego żądzę, a nie to, co pożądane„, czyli nie pożądanego człowieka jako człowieka, co uniemożliwia sama żądza jako żądza ze względu na jej uprzedmiatawiającą naturę.

”Konkubinat„ przed ”małżeństwem„!

Takie małżeństwo, które pragnie zrealizować swoje cele wyższe i niższe, ”używa zmysłowości tylko jako rzadkiego okazyjnego środka ze względu na wyższy cel, zamiast być „zatroskanym” i zasięgać naturalnej pomocy„ w zinstytucjonalizowanym ”konkubinacie„. Dlatego, według Nietzschego, który upomina ”szlachetne […] kobiety„ w kwestii pamiętania o ”zmysłowości„ w małżeństwie, należy uwzględnić to, iż ”z racji zdrowia mężczyzny żona powinna służyć także do wyłącznego zaspokojenia potrzeby płciowej„ męża, zaś ”osiągnięcie potomstwa staje się przypadkowe„. Skoro tak, to żona, która posiada w małżeństwie wiele zadań, ”nie może być również konkubiną„, ponieważ wtedy ”wymagałoby się od niej zbyt wiele„. Nietzsche ubolewa wprost, że ”także konkubinat został skorumpowany: przez małżeństwo„. Też z tej racji ”w przyszłości„ dla Nietzschego konkubinat powinien być zrehabilitowany i stać się relacją fundamentalną i priorytetową pomiędzy mężczyzną i kobietą, a małżeństwo relacją drugorzędną.

Rodzina bez dzieci

Tylko dla ”tamtych szlachetnych, wolno usposobionych kobiet„ ”małżeństwo pomyślane jest w jego wyższym rozumieniu jako przyjaźń dusz dwojga ludzi różnej płci„ oraz ”zawarte w celu spłodzenia i wychowania nowej generacji„, ale do celowości małżeństwa jako małżeństwa w sensie nihilizmu ten cel nie jest tak zdefiniowany, po prostu ”dziecko„ nie jest ”celem„ istnienia małżonków. Wprawdzie Nietzsche nominalnie mówi także o ”dziecku„ jako ”celu„, ale to pojęcie ”cel„ oznacza w jego języku również bycie ”środkiem„, a nie celem samym w sobie.

Owszem, dla ideologii Nietzschego potrzebne są ”dzieci„ także po to, aby stały się ”prawodawcami przyszłości, panami ziemi„, i dlatego należy zatroszczyć się ”o małżeństwa„, które są w tej myśli w pełni zinstrumentalizowane, aby stały się ogniwami-środkami w powstawaniu ”nadczłowieka„. Czy taka nihilistyczna wizja rodziny może mieć nadzieję na trwanie?

”Rozpad rodziny„ jako istotnie przynależny do ”dziejów nowoczesnego spustoszenia„ świata jest jedną za najważniejszych tez tragicznej myśli Fryderyka Nietzschego, który ubolewa, że ”wciąż pozwala się Kościołowi na wdarcie się we wszystkie istotne elementy i główne punkty pojedynczego życia„ człowieka i dlatego też ”wciąż mamy […] ’małżeństwo chrześcijańskie’„, zamiast takiej sytuacji międzyludzkiej, w której moglibyśmy ogłosić koniec małżeństwa i rodziny: ”Jeżeli ja byłbym bogiem i to bogiem dobrej woli, to małżeństwa ludzi uczyniłyby mnie bardziej niecierpliwym aniżeli wszystko inne„, ponieważ dalsze istnienie małżeństw i rodzin sprawi, że ”na przyszłość nic nie będzie z ludzkości, jednostkowi ludzie zanikają, przypadek małżeństw czyni niemożliwym wszelki rozum wielkiego gangu ludzkości – zakończmy z byciem gorliwymi widzami i głupcami tej pokazowej gry bez celu!„.

Nasz Dziennik