logo
logo

Opłakiwanie Chrystusa - Fra Angelico 1436-1441 Zdjęcie: arch./ -

Niemiecki Darwin (1)

Sobota, 29 sierpnia 2015 (03:11)

Dlaczego Ernst Haeckel, który jako pierwszy w historii myśli ludzkiej postawił tezę o „pochodzeniu człowieka od małpy”, nazywany słusznie także „niemieckim Darwinem”, jest w swoich ewolucjonistycznych sformułowaniach w pewnym sensie ważniejszy od Charlesa Darwina, twórcy tzw. teorii ewolucji jako materialistycznej próby interpretacji powstania i istnienia świata?

Prawdą jest to z jednej racji, a mianowicie, Haeckel wyciągnął z hipotezy Darwina o ewolucyjnym materializmie, bazującym na zasadach makromutacji i selekcji materii – niepotwierdzonych nawet przez jeden jedyny „eksperyment”, którego ważność dowodowa dla prawdziwości tez nauk szczegółowych: biologii, chemii i fizyki, znana jest dobrze także Haecklowi – wszystkie najważniejsze filozoficzno-teologiczne konsekwencje, z których najistotniejszymi są: odrzucenie Boga Objawienia chrześcijańskiego jako „mitu”, zredukowanie człowieka do „zwierzęcia” poprzez określenie jego „rzeczywistego pokrewieństwa” z „naturalnym systemem zwierząt” oraz sklasyfikowanie „od dzieciństwa głęboko zakorzenionych” poglądów o „stworzeniu człowieka” i „zbawieniu” przez Boga chrześcijańskiego jako „zabobonów”. Skutkiem tego jest zdefiniowanie relacji małżeńsko-rodzinnych na gruncie „podstawowej zasady filogenetycznej” Haeckla jako „najważniejszego, ogólnego prawa rozwoju organicznego”, co oznacza, iż każda bytowość ludzka jest powtórzeniem dziejów powstania i istnienia świata roślinno-zwierzęcego z materii, wywodzącego się z jakiejś „hipotetycznie” przyjętej „prakomórki” będącej źródłem dla „najprostszego wielokomórkowego stanu” jako „gminy” względnie „stada komórek”. Skoro Haeckel za Darwinem i innymi materialistami ogranicza horyzont istnienia i poznania do „materii” i jej właściwości, to jak pojmuje on Objawienie?

„Objawienie” Boga chrześcijańskiego – „zabobonem”

Teza Haeckla jest jasna: „Te rzekome ’Objawienia’, na których wspierają się te mity”, tzn. prawdy wiary głoszone przez Kościół katolicki, są „niepojednywalne z najpewniejszymi wynikami naszego nowoczesnego poznania przyrody”. Zwolennicy „Objawienia” w Jezusie Chrystusie wyjaśniają sprawy przekraczające rozumienie naszego ducha ludzkiego na „nadprzyrodzonej drodze Objawienia”. Z niego „wyprowadzają ważność dogmatów lub sentencje wiary”, których celem jest uporządkowanie życia człowieka – także w sensie „nauki moralnej” na fundamencie „Boskich praw”. Tak pojęte „Boskie inspiracje tworzą podstawę rozlicznych mitów i legend”, a w gruncie rzeczy są one według Haeckla wyłącznie „pochodzenia ludzkiego”, ponieważ wszystko, co Boskie, jest „wymysłem ludzkim”, a „’dziecięca wiara’ w te nierozumne Objawienia jest zabobonem nie do utrzymania”.

W przeciwieństwie do tego Haeckel opowiada się za „prawdziwym objawieniem, tj. prawdziwym źródłem rozumowego poznania, które znajduje się w przyrodzie”. Jest to postulat ewolucjonistyczny, ale także przyjęty przez tego ewolucjonistę a priori, tzn. bez dostarczenia jakiegokolwiek dowodu na prawdziwość swojej tezy. Jedynym bytem, który istnieje, jest przyroda i dlatego Haeckel uznaje ją za „jedyny i wyłączny”, „bogaty skarb prawdziwej wiedzy”, zaczerpniętej przez rozum ludzki z doświadczenia i poznania przyrody. Ten materialista ewolucjonistyczny podkreśla, iż „każdy rozumny człowiek z normalnym mózgiem i normalnymi zmysłami czerpie […] z przyrody to prawdziwe objawienie i uwalnia się tym samym od zabobonu, który narzuciły mu Objawienia religii”. Zapytajmy zatem w kontekście totalnej kontestacji Objawienia nadprzyrodzonego w sensie chrześcijaństwa katolickiego w inspirowanej „teorią ewolucji” Darwina myśli Haeckla, co dzieje się w tym systemie materializmu z myślą o „Bogu”?

„Jeden Bóg” i zarazem „Trójosobowy” według Haeckla „mitem”

Ten ewolucjonista jest świadom, że „ludzkość od tysiącleci traktuje Boga jako ostateczną i najwyższą przyczynę wszystkich zjawisk” oraz jako „przyczynę skutkową” całego świata. Zasadniczej krytyce Haeckel poddaje kilka pojęć Boga, a najradykalniej katolicką naukę o Jednym i zarazem Trójosobowym Panu wszechrzeczy. W chrześcijaństwie ten „jeden Bóg” istnieje w „Trzech Osobach”: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Zaczerpnięte jest to z „Ewangelii”, które m.in. według Davida Friedricha Straussa nie są autorstwa ewangelistów i w dodatku według ateistycznego Haeckla „na tysiące sposobów ze sobą sprzeczne!” oraz „pozostawiają nas o właściwych relacjach pomiędzy tymi Trzema Osobami całkowicie w ciemności i nie dają na pytanie o ich pełną tajemniczości jedność żadnej jakoś zadowalającej odpowiedzi”. Co więcej, jakie „zamieszanie” „musi z konieczności gotować naszym dzieciom” ta „niejasna i mistyczna nauka o Trójcy Świętej na ich pierwszej lekcji szkolnej”, gdy na lekcji religii muszą się uczyć: „trzy razy jeden jest jeden! – a zaraz potem na drugiej lekcji”, czyli na matematyce: „trzy razy jeden jest trzy! Sam przypominam sobie bardzo dobrze”, wyznaje Haeckel, „wątpliwości, które ta ewidentna sprzeczność wzbudziła we mnie już na pierwszej lekcji”.

Co ciekawe, Haeckel wspiera swoją krytykę katolickiego chrześcijaństwa, przywołując antytrynitarną postawę Mahometa, który według niego słusznie odrzucił „dogmat o Trójcy Świętej” jako „sprzeczne w sobie zdanie wiary” o istnieniu Jednego i zarazem Trójosobowego Boga i to sprzeczne według niego „z zasadami naszego rozumu”, jak też pozbawione „jakiejkolwiek wartości”. Czy w takim razie prawda o Bogu jako Stworzycielu kosmosu może zostać ocalona?

„Wszechmocny Stwórca Nieba i Ziemi” – „mitem”

Według „wyznania wiary narodów chrześcijańskich” „Bóg Ojciec jest ’wszechmocnym Stwórcą Nieba i Ziemi’”, co jest dla niego sprzecznym z „naukową kosmogonią, astronomią i geologią” i dlatego „niemożliwym do utrzymania mitem”. Stąd Haeckel pochwala wszystkich na czele z Darwinem, którzy pracowali nad „udowodnieniem naturalnej przyczynowości dla zjawisk przyrody i wyparciem wiary w cuda”, na czym się też i zakończyło, ponieważ żaden eksperyment nie potwierdził zasadności materializmu i ewolucjonizmu Darwina, co oznacza w paradygmacie nauk przyrodniczych, obowiązującym także na tym etapie ich rozwoju w nauce współczesnej, falsyfikację „teorii ewolucji”, czyli określenie jej jako w swojej istocie fałszywej. Jak jednak ten ewolucjonizm usiłuje wyjaśnić powstawanie gatunków istot żywych?

„Prapłodzenie się” materii wprowadzone jest w myśli Haeckla w miejsce wiecznie świadomego i wiecznie wolnego aktu stworzenia Boga „Stwórcy”. „Z cudu ’stworzenia’ możemy całkowicie zrezygnować wtedy”, gdy zaproponujemy „naturalne dzieje stworzenia” albo samostwarzanie się „matczynej ziemi” w akcie „prapłodzenia się” „pierwszych Moner” jako prapoczątków „prakomórki” Haeckla, z której rzekomo w długich przestrzeniach czasowych miały się rozwinąć różnorodne gatunki roślin, zwierząt i ludzi. A więc „teoria ewolucji” tego typu Darwinowsko-Haecklowskiego jest świadomym i wolnym aktem detronizacji Boskiego Kreatora wszechświata oraz próbą wprowadzenia w Jego miejsce materii ze wszystkimi jej postaciami, której przypisano absolutne właściwości, obiektywnie zarezerwowane przecież wyłącznie dla Osobowego Boga Objawienia Starego i Nowego Testamentu jako prawdziwego Absolutu. Kim jest dla tego nurtu ateistycznego materializmu Syn Boga Ojca?

Chrystus – „fantastyczny mit”

Mówienie o „Chrystusie” jako „jednorodzonym Synu” Boga Ojca przynależy także do poziomu „wyobrażenia Boga w postaci człowieka”, czyli jest produktem fantazji ludzkiej. Według Haeckla, „uczłowieczenie Boga, wyobrażenie, że ’najwyższa Istota’ odczuwa, myśli i postępuje podobnie do człowieka (jeżeli nawet w najdostojniejszej formie), odgrywa jako antropomorfizujący monoteizm najwyższą rolę w dziejach kultury”. Chrześcijaństwo z jego wiarą w Syna Bożego jako prawdziwego Człowieka zaczerpnęło, według niego, „dużą część jego mitologii bezpośrednio ze starszego judaizmu”, tzn. „Chrystus stoi na ramionach Mojżesza”, tak jak „Nowy Testament opiera się” na „bazie Starego Testamentu”. Dlatego też dla Haeckla „ten mit o poczęciu i narodzinach Jezusa Chrystusa jest czystym wymysłem i stoi na tym samym poziomie irracjonalnej wiary w cuda” co „inne mity innych religii”.

Wprawdzie częściowo słuszne jest, według niego, stwierdzenie, iż „Biblia jest […] ’Księgą wszystkich książek’”, ale w gruncie rzeczy jej prawdziwość została „wstrząśniętą w jej najgłębszych fundamentach” poprzez „historyczną” „krytykę współczesną” Davida Friedricha Straussa. Dlaczego? Ponieważ chrześcijaństwo tylko „teoretycznie” zachowało wiarę w „jednego Boga”, ale praktycznie uległo „najróżniejszym formom politeizmu”, czego przykładem jest „sama nauka o Trójcy Świętej”. Przecież „Trzy Osoby, które odróżniane są jako: Ojciec, Syn i Duch Święty […] są i pozostają również trzema różnymi indywiduami” i to jako „antropomorficzne osoby!”, czyli jako wyłącznie ludzkie postaci. Takim był „sam Chrystus, ten szlachetny, całkiem wypełniony miłością ludzi Prorok i fantasta”, który „stał poniżej poziomu klasycznego kształcenia kulturowego; On znał tylko tradycję żydowską; On sam nie pozostawił po sobie żadnego wersetu”. Jezus „nie miał żadnego pojęcia […] o wysokim stanie poznania świata”. Skoro dla Haeckla Jezus z Nazaretu nie jest Bogiem, lecz tylko człowiekiem, to dlatego według niego Chrystus nie posiada absolutnej wiedzy i mądrości, która charakteryzuje rozum Boski w interpretacji katolickiej.

Analogicznie antropomorfistycznie Haeckel interpretuje wydarzenia zbawcze: Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego: Jezus „wycierpiał tę pełną bólu śmierć podobnie jak tysiące innych męczenników za jego przekonanie prawdy, jego wiary i jego nauki”, ale nie za „wybawienie ze wszystkich grzechów, ze śmierci i władzy diabła” upadłej ludzkości i całego wszechświata. Stąd jego „zstąpienie do piekieł, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie” jest dla Haeckla „fantastycznym mitem” „barbarzyńskich ludów”, podobnie jako „wyobrażenie o ’sądzie ostatecznym’, gdzie ’Chrystus siedzi po prawicy Ojca’”. Obietnice „życia wiecznego” są dla Haeckla z racji braku akceptacji dogmatu o „nieśmiertelności duszy” „pustymi” i wręcz wprowadzającymi ludzi myślących w błąd, o czym świadczy fakt, iż Haeckel przyznaje rację Mahometowi, że „on nie mógł się zdecydować, aby w Chrystusie dojrzeć coś innego jak jednego proroka, równego Mojżeszowi”, że nie uznał w Jezusie z Nazaretu prawdziwego Boga.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik