logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Niemiecki Darwin (5)

Sobota, 26 września 2015 (10:15)

Skoro ewolucjonista Haeckel wyprowadza – za Darwinem – bytowość człowieka bezpośrednio z rozwijającej się ewolucyjnie materii świata zwierzęcego, tzn. z „ssaków”, to „wszystkie jego morfologiczne, fizjologiczne i psychologiczne właściwości” (III, s. 467) powstały według niego z jego roślinno-zwierzęcych przodków.

Stada zwierzęce – „źródłem” ludzkich małżeństw i rodzin

„Nie miłujący Ojciec” Bóg, stwarzając człowieka jako mężczyznę i jako kobietę, określił dla swoich „stworzeń” rozumnych i wolnych „wszystkie relacje” małżeńskie, rodzinne i społeczne w ogóle zgodnie z Jego „celem” oraz dla tego, co „najlepsze” dla nich, lecz te „instynkty społeczne” ludzi „powstały przez dopasowanie się do ich”, czyli zwierzęcych, zwyczajów życia i przez przekazanie dziedzictwa na wszystkich członków danej klasy„. A zatem to nie Osobowy Stwórca Boski jest ”źródłem, z którego powstały ’zwyczaje’ ludzi„ do tworzenia związków małżeńsko-rodzinnych, lecz ”długa drabina postępującego rozwoju„ ”starszych„ i ”wyższych„ bytowo gatunków zwierzęcych. ”Najmniej rozwinięte rasy ludzi (dzicy)„ powstały według Haeckla z ”człowieka-małpy„, zaś z niego dopiero powoli rodziła się ”wyższa obyczajowość moralna barbarzyńców, a później powstały jeszcze doskonalsze obyczaje narodów kulturowych„, ale pozostających pod względem ich natury zwierzętami.

Małżeństwo – żadnym sakramentem, lecz tylko ”przypadkową„ umową czasową

Dla Haeckla, który w miejsce Trójcy Świętej w interpretacji katolickiej wprowadził trzy właściwości przyrody jako ewolucjonistyczną ”trójcę substancji„: ”1. materię, 2. energię, 3. psychom„ oraz przyjął a priori, iż ”praracją wszelkiego bytu, wszelkiego stawania się i przemijania„ jest właśnie przyroda jako według niego ”wszechbóg, pantheos, ten „bóg uniwersalny” jest wieczny i nieprzemijający, nieskończony w przestrzeni i czasie; on nie jest osobowy i świadomy; on rządzi światem przez jego „wieczne, żelazne, wielkie prawa”. Dlatego „kosmos jako całość jest posłuszny temu nieświadomemu prawu przyrody” i stąd nic, co dzieje się np. między ludźmi, jak choćby akt zawarcia małżeństwa czy jego rozpadu, nie dokonuje się na gruncie racjonalności i wolności kobiety i mężczyzny, lecz „wszystko dzieje się z absolutną koniecznością według mechanicznego ’prawa przyczynowości’”, pojętej oczywiście według niego materialistycznie. Co ciekawe, kontradyktoryjne myślenie Haeckla artykułuje jego tezę fatalistyczną o tym, iż „przy tym” procesie przyrody jako wyrazu „absolutnej konieczności” „największą rolę odgrywa ślepy przypadek”. Ten ostatni wyraża brak jakiegokolwiek związku pomiędzy „wieloma wydarzeniami”, co nie przeszkadza Haecklowi mniemać, że „pomimo tego każdy pojedynczy” byt „jest zawsze koniecznym następstwem przyczyn skutkowych”. Jakie skutki praktyczne w jego osobistym życiu małżeńsko-rodzinnym miał ten zwrot Haeckla w kierunku „ateistycznego pojęcia substancji”?

„Antypapież” Haeckel i jego protestanckie małżeństwa

W 1862 roku Haeckel ożenił się ze swoją protestancką kuzynką Anną Sethe, ale po jej śmierci w 1864 roku zawarł w 1867 roku drugie małżeństwo także z protestantką Agnes Huschke, córką profesora Emila Huschke – anatoma, zoologa i embriologa. Z tego w świetle systematycznych analiz „trudnego” małżeństwa narodziło się troje dzieci: Walter, Elisabeth i chora psychicznie Emma, której pomimo swoich poglądów o konieczności stosowania eugeniki w stosunku do takich chorych, nie uśmiercił. W 1910 roku, po tym jak środowiska masońskie wybrały go za jego „zasługi” za zwalczanie religii chrześcijańskiej katolickiej w Rzymie na „antypapieża”, Haeckel wystąpił ze zboru protestanckiego, a ty samym zerwał ślub-umowę zawartą po protestancku. Czyżby był to jedynie zwykły przypadek?

„Miłość matki, życie rodzinne…”

Wskutek negacji duszy i ducha osobowego w człowieku Haeckel zapodmiatawia życie małżeńskie i rodzinne wyłącznie w sferze zmysłowości i to w dodatku kierowanej wyłącznie zasadami biologii, chemii i fizyki, ponieważ innych zasad jego ewolucjonistyczne pojęcie świata nie zna. Skoro nie ma w człowieku osoby, to nie ma także i ducha, a zatem nie istnieją w nim żadne zasady duchowe, jak np. intelektualno-moralne. Dlatego też całość życia małżeńsko-rodzinnego sprowadza się do przeżyć zmysłowo-wegetatywnych, i to pojętych nie np. „instynktowo”, jak czyniła to klasyczna zoologia w stosunku do świata zwierząt, lecz czysto „mechanicznie” i zarazem na gruncie nieobliczalnego oraz dosłownie „ślepego przypadku” jako faktycznie ewolucjonistycznego mitu Haeckla. O prawdziwej miłości pomiędzy małżonkami oraz rodzicami a dziećmi nie może być tutaj mowy, ponieważ nie ma w tym myśleniu wolnej woli, a pozostają tylko zwierzęce „naturalne popędy” „egoizmu” i „altruizmu” będące „rówouprawnionymi”, aby „zachować społeczeństwo”, co jest typowe dla teorii ewolucji Darwina postulującej konieczność istnienia „nienawiści” jako motoru i treści unicestwiającej niższe gatunki „zasady selekcji” jako ten – według Haeckla – „właściwy darwinizm”. Poprzez tę negatywną siłę „selekcja” jako uśmiercanie staje się paradoksalnie zasadą „wyższego rozwoju”. Praktycznie oznacza to unicestwienie małżeństwa, aby na jego rozpadzie zbudować jeszcze „wyżej rozwinięty” związek mężczyzny i kobiety, czyli „związek rozwiedzionych…”. Ta antykatolicka świadomość zyskuje dzisiaj coraz bardziej prawo obywatelstwa, niestety także pośród części hierarchii kościelnej i części Ludu Bożego, będących m.in. pod wpływem tej ateistycznej i antychrześcijańskiej „teorii ewolucji”, co dalece pogłębia kryzys życia i kultury małżeńsko-rodzinnej pośród znacznej części rodziny ludzkiej na okręgu ziemskim.

„Wiara” katolicka – „niszczycielką” „szczęścia rodzin”!

„Wiara” chrześcijańska i w szczególności „katolicka” „zniszczyła […] szczęście rodzin i pojedynczych osób” m.in. poprzez „wojny religijne”, „inkwizycję” czy „różnice w wierze”. „Najgorszym skutkiem” dla Haeckla jest „konfesyjne nauczanie religii” w szkole, co według niego niszczy „rodziny” i „państwa”, a nade wszystko „sprzeczne jest” jako „zabobon” z „rozumem dzieci”. Czyżby Haeckel faktycznie tak wysoko cenił rozum? Czyżby rzeczywiście miał on rację z jego negacją całej treści wiary katolickiej z pozycji „osiągnięć” ówczesnych nauk przyrodniczych? Czy ten ewolucjonista miał adekwatne argumenty za swoją antyboską i antykatolicką postawą ludzką i naukową?

Haeckel świadomie fałszował wyniki swoich badań nad człowiekiem i przyrodą

Tuż po ukazaniu się pierwszego wydania jego pisma „Naturalna historia stworzenia” w 1874 roku, w którym usiłuje „udowodnić” tezę o pochodzeniu człowieka od małpy, a tym samym całkowicie odrzucić prawdę wiary katolickiej o stworzeniu człowieka przez Boga Kreatora, profesor anatomii z Bazylei Wilhelm His pisał, czy tablice zawarte w tym piśmie Haeckla na str. 242 z embrionami człowieka, małpy i psa oraz na str. 248 z embrionami psa, koguta i żółwia nie są de facto „każdorazowo trzema zdjęciami tej samej laski drewnianej, ale przedstawionej pod trzema różnymi tytułami!”. Haeckel dopiero po 34 latach, czyli w 1908 roku na łamach „Berliner Volkszeitung” „przyznał się”, że „część moich licznych obrazów embrionów jest sfałszowana” ze względu na „niepełny” i „niewystarczający materiał obserwacyjny”, który miał do dyspozycji i dlatego Haeckel „konstruował” ideologiczne treści na potrzeby jego ewolucyjnej „hipotezy”. On nigdy nie widział nawet jednego embrionu człowieka, a w swoich publikacjach zamieszczał jego obrazy i je materialistycznie interpretował.

Embriolog Erich Blechschmidt i przezwyciężenie ideologii ewolucjonizmu Haeckla

Profesor medycyny Blechschmidt należy do najsłynniejszych embriologów naszej epoki, którzy mieli odwagę i determinację, by rzetelnie zbadać bytowość człowieka w stanie jego embrionalnego rozwoju, mając po II wojnie światowej realne techniczne, a nade wszystko naukowe możliwości do intensywnych badań człowieka w okresie jego życia w łonie matki. Sam wyznaje: „Jako studentom przedstawiano nam biogenetyczną zasadę fundamentalną Ernsta Haeckla, który poszukuje rozwoju organizmu” człowieka z „filogenezy, tj. z dziejów” przyrody. „Wprawdzie rozpoznałem jego nieadekwatność jako historyczną interpretację do wyjaśnienia biologicznych związków przyczynowych”, ale „nie miałem wątpliwości co do stwierdzanych przez Haeckla opisów oględzin stanu rzeczy. Wskutek przez wiele lat zgromadzonej dokumentacji”, dotyczącej realnych oględzin embrionów ludzkich, które z różnych racji losowych były dostarczane do jego Uniwersyteckiego Instytutu Anatomii, najpierw na Uniwersytecie w Getyndze, a następnie we Freiburgu i Br., „okazało się ku naszemu zadziwieniu, że te przez Haeckla postulowane oględziny i tym samym ich interpretacja były fałszywe”. Profesor Blechschmidt dodaje: „Dzisiaj jest udowodnione, że wyobrażenia Haeckla były fałszywe i że wszystkie doświadczenia, uratowania czegoś z nich, musiały się nie powieźć. Jego wyobrażenia nie mają ważności także i w innym sensie albo tylko w zasadzie, albo tylko dla pojedynczych przypadków. Ta biogenetyczna zasada fundamentalna nie ma żadnej wartości”, podsumowuje Blechschmidt, który prowadził badania naukowe nad ponad 200 tysiącami embrionów ludzkich.

„Człowiek jest człowiekiem od początku” (E. Blechschmidt)

Dzięki „nowoczesnym sposobom badań naukowych” w medycynie oraz adekwatnym metodom pracy naukowej i zobowiązanej względem prawdy interepretacji w naukach medycznych powiodła się z jednej strony falsyfikacja najważniejszej tezy Haeckla o „naukowo niemożliwym do utrzymania myśleniu rekapitulacyjnym”, czyli o powtarzaniu przez każdego człowieka w łonie matki trzydziestu stadiów rozwoju roślinno-zwierzęcego, ale co jest jeszcze ważniejsze, to teza Blechschmidta o „człowieku od początku”, czyli od momentu poczęcia w sercu matki zwyciężyła. Nowoczesna genetyka uczy nas dzisiaj, że łańcuch chromosomów w organizmie ludzkim w całej historii rozwoju osoby ludzkiej od jej poczęcia „nie zmienia się, lecz zawsze pozostaje typowo ludzkim”. Z tych i jeszcze wielu innych racji prof. Blechschmidt, w miejsce sfalsyfikowanego ewolucjonizmu Darwina i Haeckla, zaproponował prawdę o „zasadzie zachowania indywidualności” w każdym stadium rozwoju embrionalnego człowieka oraz na każdym etapie ludzkiego bytowania na Ziemi: „Indywidualność ludzkiej istoty żywej pozostaje zachowaną począwszy od zapłodnienia, podczas całego trwania rozwoju aż do śmierci, a zmienia się tylko” zewnętrzny „obraz ukazywania się” człowieka jako osoby. Wykluczone zatem z medycznego punktu widzenia jest mówienie o „stawaniu się człowieka”. Wprost przeciwnie, „byt człowieka nie jest żadnym fenomenem, który rezultuje z ontogenezy, lecz rzeczywistością, która jest warunkiem ontogenezy”, ponieważ „człowiek nie staje się człowiekiem, lecz jest człowiekiem od poczęcia”, podsumowuje wielce zasłużony nie tylko dla współczesnych nauk medycznych prof. Erich Blechschmidt, lecz także dla uratowania chrześcijańskiego obrazu człowieka jako niepowtarzalnej osoby ludzkiej, a tym samym dla uratowania chrześcijańskiego obrazu małżeństwa i rodziny we współczesnej nauce i, daj Boże, w nauczaniu Magisterium Kościoła na zbliżającym się synodzie biskupów poświęconym sprawie małżeństwa i rodziny oraz w szeroko pojętej świadomości chrześcijan katolickich i wszystkich ludzi dobrej woli.

Słowa podziękowania

Redakcji „Naszego Dziennika” pragnę wyrazić bardzo serdeczną wdzięczność nie tylko za solidną merytoryczną współpracę, lecz także za niecodzienną odwagę cywilną do wielomiesięcznego publikowania treści wieloaspektowo trudnych. Wszystkim Czytelnikom składam wyrazy chrześcijańskiej wdzięczności za ducha wspólnoty myślenia chrześcijańskiego wokół Bożej nauki o katolickim rozumieniu małżeństwa i rodziny.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Nasz Dziennik