logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Szansa dla Twojego dziecka

Czwartek, 24 marca 2016 (09:21)

Beata i Lucjan Przykroscy. Małżeństwo od 13 lat. Siedmioro dzieci. Basia ma prawie 12 lat, Jadzia 10, Janek 9, Błażej 7,5, Łucja skończy w tym roku 5, Franek 3, najmłodsza Wandzia będzie miała w lipcu rok. Do decyzji o podjęciu edukacji domowej musieli dojrzeć. – Około dwóch lat przemadlaliśmy temat. Spotykaliśmy się z rodzinami, które miały już takie doświadczenie. Ostateczną decyzję podjęliśmy po spotkaniu z małżeństwem mieszanym, gdzie tata był Niemcem, a mama Brytyjką. W Niemczech jest nielegalny tzw. homeschooling. Oni zdecydowali się na zamieszkanie w Polsce, żeby było to zgodne z prawem. To spotkanie było przełomowe – rozpoczyna swoją opowieść Beata Przykorska.

Wcześniej najstarsza córka, Basia, miała epizod w ognisku przedszkolnym. – Byliśmy młodymi rodzicami i wydawało nam się, że to uspołecznienie jest konieczne i że trzeba dziecku je zapewnić przez posłanie go do przedszkola – tłumaczy. – Plan był zgrabny, tylko że Basia nie za bardzo chciała się socjalizować z innymi dziećmi. Do tego dochodziły dramaty rozstań. Kiedyś przyszłam po nią wcześniej, bo chciałam jej zrobić niespodziankę. Dzieci się bawiły, biegały, a Basia spała na stercie materacy. Później przywlokła nam jakiegoś wirusa i właściwie skończyła się jej przygoda z przedszkolem, ale Basia wspomina do tej pory te czasy jak traumę – kontynuuje pani Przykorska.

Państwo Przykorscy przyznają jednak, że decyzja o wysłaniu Basi do ogniska przedszkolnego też nie należała do łatwych. – Basia jest dzieckiem wrażliwym, jednak nie pod względem emocjonalnym, ale duchowym – przyznaje pani Beata. – Jak Basia zaczęła chorować i już się trochę lepiej poczuła, to szukałam dla niej różnych zajęć: kolorowanek czy zadań w internecie, by rozwijać jej motorykę. W ten sposób natknęłam się na informację o edukacji domowej, głównie po angielsku – podsumowuje. Wtedy też pojawiła się refleksja, czy może by nie spróbować. – Wiadomo, że w małżeństwie decyzje podejmuje się razem, zaczęłam dzielić się z mężem tą swoją wiedzą i odkryciem – mówi pani Beata. – Zdecydowaliśmy się na edukację domową, bo mamy pełny wpływ na to, co chcemy dziecku przekazać, i na to, czego z kolei nie chcemy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby trzymać je pod kloszem, ale o to, żeby mu wyrobić mocny kręgosłup moralny. Chcielibyśmy, żeby kiedy pójdą w świat i będą samodzielnie funkcjonować, potrafiły odróżniać dobro od zła – podkreśla Lucjan Przykorski. – Siłą edukacji domowej jest spajanie rodzin. Tworzenie jednorodnego środowiska wzrostu młodego człowieka, który pozwala na rozwój nie tylko intelektualny, lecz także, a może przede wszystkim, rozwój moralny – dodaje pani Beata.

Podręczniki uśredniają

– Zaczynamy wszyscy razem modlitwą. Później mamy katechezę. Oczywiście każdy na swoim poziomie. Potem każdy ma swoje zadania i stara się zrobić to, co jest zaplanowane na konkretny dzień – mówi pani Przykorska. – Czasami za dużo zadaję i nie wszystko zdążą zrobić – uzupełnia ze śmiechem. W tej chwili dzieci mają podręczniki. – Mieliśmy jeden taki rok, kiedy nie korzystaliśmy z podręczników i porównując go z innymi latami, kiedy podręczniki podręczniki były, to muszę przyznać, że ten rok bez podręczników był lepszy – ocenia pani Beata.

Podręczniki uśredniają, tak więc rodzic musi pogodzić naturalne uczenie się dziecka zgodne z jego zamiłowaniami z uczeniem pod egzaminy, do których dzieci muszą podchodzić w szkole. – Edukacja w domu w swoim założeniu ma sprzyjać rozwojowi kreatywności u dzieci i podążaniu za ich zainteresowaniami. Trudno zresztą wyobrazić sobie sytuację, w której wszystkie dzieci interesują się tym samym. Tak przecież nie jest. Janka interesują sprawy kulinarne, Basia ma zacięcie historyczne, Jadzia dobrze pisze i ma zdolności plastyczne. Edukacja w domu pozwala w większym stopniu na użycie naturalnych uzdolnień dzieci, oczywiście nie zaniedbując tego, co powinny umieć mimo wszystko – podkreśla pani Beata.

Jako rodzice uczący swoje dzieci w domu oczekują od państwa większego zaufania. – Nasze dzieci nie „uciekły z klasy”, jak to ujęła jedna z ogólnopolskich gazet. Oczekuję możliwości wyboru zarówno źródła, z jakiego uczę dzieci, a nie zawsze jest to podręcznik, który często wręcz ogranicza i demotywuje, jak i możliwości dostosowania tempa pracy do potrzeb i możliwości konkretnego dziecka – wyłuszcza nam pani Beata.

Co istotne, dzięki edukacji domowej nie łamie się charakterów dzieci. – Każdy ma prawo do swojego zdania. Czasami bierze to górę i ktoś może mieć inny plan na dany dzień niż podejmowanie jakiejkolwiek formy nauki. Chociaż przychodzi mi to z trudnością, to czasem pozwalam na odstępstwa i wiem, że materiał nadrobią – przyznaje pani Przykorska. Na angielski przychodzi „wujek James”. Oprócz tego każdy uczy się swojego języka. – Korzystamy z platformy internetowej, która nam to umożliwia. Używamy ich bezpłatnie w ramach subwencji. Szkoła daje nam możliwość korzystania z tych platform e-learningowych (kursy językowe, klasy wirtualne) – informuje pani Beata. – Mamy też refundowane kolonie. Jednak w związku ze zmianami w subwencjonowaniu nie wiemy, jak będzie w tym roku – wyraża swoje wątpliwości pan Lucjan.

W edukację angażują się też dziadkowie. – Zabierają chłopców oddzielnie i oni rozwiązują swoje zadania, a ja wtedy intensywnie pracuję z dziewczynkami pod kątem egzaminów. Basia będzie pisała egzamin szóstoklasistów – mówi pani Beata.

Nie tylko szkoła

Dzieci mają kontakt z rówieśnikami. Są zaangażowane w harcerstwo. Dziewczynki śpiewają w scholii, a chłopcy są ministrantami. Chodzą na balet i na basen. Są stałymi bywalcami muzeów. – Co roku w wakacje bierzemy udział w grze miejskiej „Raz, dwa, trzy, warszawiakiem jesteś Ty” organizowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Polega ona na tym, że zwiedza się różne muzea i tam rozwiązuje się quizy, często są to bardzo trudne zagadki – zaznacza pan Lucjan.

Część rodzeństwa korzysta też z zajęć organizowanych przez Uniwersytet Dzieci, który ma podpisane umowy z wyższymi uczelniami, m.in. Politechniką Warszawską, Uniwersytetem Warszawskim, ASP, Akademią Medyczną. – Zajęcia odbywają się w soboty. Dzieci są podzielone na kilka kategorii wiekowych i korzystają z zajęć o różnej tematyce: technicznej, społecznej, medycznej czy plastycznej. – Jedne z nich organizowane były przez izbę celną i Ministerstwo Finansów na Okęciu, gdzie można było z bliska przyjrzeć się pracy celników. To jest kilkanaście zajęć w ciągu roku dla każdego dziecka. Płaci się za dwoje, kolejne są za darmo – mówi pan Lucjan.

Pani Beata znajduje też czas na prowadzenie bloga. – Idea jest taka, że jak mąż wyjeżdża, to za pośrednictwem internetu mogę pokazać mu to, co dzieci zrobiły, co się działo w naszym domu – mówi pani Przykorska. – Moim pomysłem podzieliłam się z mamą, później zaprosiłam znajomych, a ci swoich znajomych i w rezultacie blog zrobił się otwarty – opowiada.

Edukacja to sposób życia

– Edukacja domowa nie jest tylko sposobem na spełnianie obowiązku szkolnego przez dziecko. Myli się, kto tak uważa. W ciągu ostatnich lat dorastaliśmy do bycia rodziną edukacji domowej, a nawet do świadomości, co tak właściwie robimy – wyjaśnia pani Beata, przyznając, że często rozmawia z różnymi osobami, które słyszały o edukacji domowej, a które najczęściej mają negatywne opinie na ten temat. – Zwykle pojawia się wiele wątpliwości typu: „Nie dam rady”, „Jestem mało zorganizowany”, „Lubię porządek” czy „Nie chcę pozbawić dzieci kontaktu z rówieśnikami”. My także takie pytania mieliśmy na początku naszej przygody z edukacją domową – przyznaje pani Beata. Jednak w edukacji domowej chodzi o coś zupełnie innego: o bycie z rodziną, o towarzyszenie dzieciom w drodze ku dorosłości, a także, co najtrudniejsze, o samowychowanie rodziców. – Można być z dziećmi cały czas. Można ich uczyć życia rodzinnego, ale nie teoretycznie, tylko praktycznie. Uczą się odpowiedzialności, opiekuńczości, bo często starsze rodzeństwo zajmuje się młodszym i wcale nie trzeba ich o to prosić, to wychodzi naturalnie – podkreśla.

Ważnym elementem jest także budowanie pewnego rodzaju społeczności osób edukujących swoje dzieci. – Powstają grupy, które nie tylko wspólnie realizują podstawę programową, zdarza się, że rodzice wzajemnie pomagają sobie także w różnych sytuacjach życiowych – przyznaje pani Beata. – Nie będę ukrywać, że poza wieloma wspaniałymi chwilami zdarzają nam się także momenty trudne. Czas choroby albo zmęczenie skutecznie potrafią odebrać siły i chęć do robienia czegokolwiek. Co zatem jest naszą siłą? Odpowiedź znajdujemy w Piśmie Świętym: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1). Ile razy próbuję sama, tyle razy upadam. Jeśli powierzam się Bogu, a wraz ze mną dzieci oraz całą naszą działalność edukacyjną, tyle razy znajduję pomoc, motywację i siły – konkluduje pani Przykorska.


Ważne informacje dla rodziców podejmujących decyzję o edukacji domowej


Wniosek o wydanie zezwolenia na prowadzanie edukacji domowej można złożyć do dyrektora szkoły w dowolnym momencie roku szkolnego

Do wniosku należy dołączyć:
a) opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej;
b) oświadczenie rodziców o zapewnieniu dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia;
c) zobowiązanie rodziców do przystępowania w każdym roku szkolnym przez dziecko spełniające obowiązek szkolny lub obowiązek naukido rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w ust. 11 ustawy o systemie oświaty.

Aneta Przysiężniuk-Parys

Aktualizacja 24 marca 2016 (09:22)

Nasz Dziennik