logo
logo

Sylwia Bieńkowska jest położną od 20 lat. Od roku przyjmuje porody domowe Zdjęcie: arch./ -

Cud narodzin

Środa, 28 grudnia 2016 (21:00)

Położne pomagają kobietom, które wahają się, czy urodzić dziecko

Pracują często w cieniu lekarzy, w zaciszu szpitalnych sal, ale też odwiedzają mamy z noworodkami w domu. Mniej się słyszy o ich znaczeniu i roli niż w przypadku lekarzy. Tymczasem to często od ich podejścia i troski o mamę i dziecko zależy, czy dana rodzina zdecyduje się ponownie na dziecko. Nie brakuje też przypadków, w których dzięki obecności położnych przy kobietach, które powzięły decyzję o aborcji, dzieci przyszły na świat.

Tak nieocenioną rolę pełnią położne. Powoli wracają one do łask, także jeśli chodzi o uprawnienia. Od kilku lat mogą prowadzić ciążę bez powikłań, wypisywać recepty oraz skierowania na badania, towarzyszyć kobiecie rodzącej dziecko w domu. NFZ jednak cały czas nie refunduje porodów domowych.

Poród to nie choroba, choć od lat tak jest w Polsce traktowany. Na zakończenie Adwentu, który jest czasem oczekiwania na cud narodzin Jezusa, w parafii Bożego Miłosierdzia w Ożarowie Mazowieckim kobiety w stanie błogosławionym, oczekujące rychłego rozwiązania, przedstawiały poród w zupełnie innym świetle.

– Choć urodziłam już troje dzieci, to dopiero ostatni poród był dla mnie szczególnie budującym doświadczeniem – dzieli się pani Anna, która najmłodszą córeczkę urodziła w domu, choć poprzednie dziecko przyszło na świat poprzez cesarskie cięcie.

Czas przygotowania

Kobieta dodaje, że wpływ na ostatnie pomyślne rozwiązanie miało wiele czynników. Sama bardzo odpowiedzialnie przygotowywała się, przechodząc m.in. rehabilitację blizny po cesarskim cięciu czy ćwicząc, a także eliminując z diety cukier oraz sól.

– Efekt był zaskakujący. Tuż po porodzie całą rodziną wspólnie zasiedliśmy do kolacji. Po pierwszym porodzie z sali porodowej wracałam na wózku inwalidzkim – opowiada pani Anna.

Podkreśla, że poród to jak maraton – trzeba się do niego przygotować. Ogromnie ważne w tym czasie było też towarzyszenie położnych, które dawały cenne wskazówki.

– Podczas ciąży, po niepokojących diagnozach lekarskich, to położne uspokajały mnie. Pewnego razu, gdy pojawiły się bakterie w moczu i groziło mi zażywanie antybiotyku, to położne poinstruowały, jak mam przeprowadzić ponownie procedurę przygotowania się do badań. Gdy się do niej zastosowałam, wynik był negatywny – mówi kobieta.

Było też dużo modlitwy zarówno podczas ciąży, jak i rozwiązania. Wraz z mężem zawierzyli dziecko m.in. św. Ignacemu z Loyoli, który jest patronem kobiet rodzących, a jego motto brzmiało „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. W stanie błogosławionym pani Anna uczestniczyła też w rekolekcjach dla kobiet po cesarskim cięciu.

Wsparcie dla kobiet

Nie tylko cenną fachową opieką, ale i modlitwą wspierała ją Sylwia Bieńkowska, która położną jest od 20 lat, a od roku przyjmuje porody domowe.

– To wielki przywilej, gdy uczestniczy się w przyjściu na świat dziecka – podkreśla. Nie kryje, że o zostaniu położną marzyła od dzieciństwa. To dla niej pasja, a studia były samą przyjemnością. Na kilka lat z powodów zdrowotnych odeszła od zawodu, by wesprzeć rodzinną firmę, ale pragnienie serca zwyciężyło. Wróciła do profesji, skończyła kolejne studia i obecnie pomaga rodzinom w porodach. Do dziś dzwonią do niej mamy lub ich znajome, które mają problemy z laktacją, z tej racji, że poprzednie lata pracowała m.in. w poradni laktacyjnej w Domu Narodzin w Łomiankach. Jest też położną środowiskową, opiekuje się mamami i noworodkami w ramach NFZ.

Teraz z panią Anną chcą wspierać inne mamy, dzieląc się doświadczeniem szczególnych narodzin, motywując innych rodziców do podjęcia przygotowań, by rozwiązanie stało się dla nich równie owocne. Mają już szereg zaproszeń do klubów mam działających przy parafiach.

– Poród dla całej rodziny może być bardzo budującym doświadczeniem. Przekłada się też na poczucie kobiecości i otwiera różne przestrzenie czysto ludzkie. Niestety działa to też w drugą stronę. Kobiety zrażone złym traktowaniem w szpitalu często latami nie decydują się na kolejne dziecko – mówi położna Sylwia Bieńkowska. Stąd pomysł, by pokazywać piękno i możliwości macierzyństwa. – Zarówno ostatnią ciążę Ani, jak i teraz to dzieło dzielenia się z innymi doświadczeniem porodu zawierzyliśmy Maryi – mówi pani Sylwia. Sama porodów swoich kolejnych pięciorga dzieci nie wspomina najlepiej, dlatego dziś stara się robić wszystko, by pomóc przyjść na świat dzieciom w spokojnej, pełnej miłości atmosferze.

Zwraca uwagę, że zawód położnej to powołanie. Towarzyszy ona bowiem kobiecie w różnych etapach życia, choć społecznie utożsamiana jest jedynie z okresem ciąży i porodu, a kontrakt NFZ z położną środowiskową opiewa wyłącznie na 6 tygodni.

– Kompleksowa opieka nad kobietą nie kończy się na tym okresie, położna zajmuje się kobietami chorymi na schorzenia ginekologiczne i onkologiczne, które wymagają opieki w środowisku domowym – tłumaczy pani Sylwia, która całą dobę jest pod telefonem, by służyć kobietom potrzebującym pomocy, często sprowadzającej się do rozmowy.

Niestety, nie zawsze dziecko rodzi się żywe. W tej sytuacji położna też powinna odnaleźć się i przyjść z pomocą rodzinie, a to wymaga działania na wielu poziomach, by swoją postawą budować drugiego człowieka, bo nieumiejętne użycie słów może go zranić.

W obronie nienarodzonych

Stanisława Leszczyńska to położna, a dziś już Sługa Boża (trwa jej proces beatyfikacyjny), która w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz pomimo grożących jej kar broniła życia nienarodzonych i przyjmowała rodzące się tam dzieci. Gdy hitlerowski lekarz dr Mengele rozkazał jej zabić noworodka, odpowiedziała: „Nie, nigdy nie wolno zabijać dzieci”. Pomimo tragicznych warunków w obozie wszystkie matki, którymi opiekowała się Stanisława Leszczyńska, szczęśliwie urodziły zdrowe, piękne dzieci.

Sługa Boża inspiruje do działania współczesne położne, podobnie jak śp. prof. Włodzimierz Fijałkowski, lekarz, który w PRL, kiedy to zabijanie dzieci poczętych było powszechne, na prośbę o aborcję zawsze odpowiadał pacjentkom: „Jako człowiek odmawiam”. Płacił za to wysoką cenę, ale był nieugięty.

To jego publikacje, po które Nikoleta Broda sięgała jeszcze w szkole podstawowej, wpłynęły na jej decyzję wybrania zawodu związanego z opieką medyczną. Inspirujący był też serial „Szpital na peryferiach”. Położna wspomina, że w realizacji swoich wyborów była bardzo uparta i konsekwentna. Obecnie pracuje w warszawskim Szpitalu Świętej Rodziny w Warszawie. Pytana o liczbę przyjętych porodów, tłumaczy, że ze względu na przerwę przyjęła ich „jedynie” kilkaset.

– Piękne jest to, że towarzyszymy przy narodzinach człowieka, że rodzi się na nasze ręce, możemy widzieć radość na twarzy matki, rodziny – dzieli się Nikoleta Broda. I dodaje, że aby być dobrą położną, trzeba mieć pasję, a nie jedynie sprawne ręce, by bezinteresownie wstać w nocy i zająć się dzieckiem i matką. Nie kryje jednak, że położne towarzyszące kobiecie przy porodzie domowym mają większą odpowiedzialność, ale i satysfakcję.

– Są świadkiem normalnego fizjologicznego porodu, o który znacznie trudniej jest w szpitalu, choć staramy się, by ten pobyt był bezpieczniejszy dla dzieci i rodziców. Choć jest to trudne – przyznaje pani Nikoleta.

W szpitalu przykładowo na odcinku położnictwa jedna położna może mieć pod opieką 19 matek i tyle samo dzieci. To znacznie ogranicza pole działania. Tymczasem pomoc kobiecie przy porodzie to praca na ciągłej adrenalinie. Pracy towarzyszy też ogromna satysfakcja, kiedy poród przebiega prawidłowo.

– Mam kontakt z rodzinami, gdzie dzieci urodziły się szczęśliwie, ale też z tymi, gdzie były problemy i dramaty związane ze stratą dziecka. Prowadzę też zajęcia w szkole rodzenia. Mój telefon jest znany wszystkim kobietom, które tego potrzebują. Służę pomocą, bo wiem, jak trudno jest kobiecie, gdy zostaje sama z problemami zarówno w ciąży, jak i po porodzie – mówi położna.

Według statystyk, matki mają najwięcej problemów do 3. miesiąca po porodzie, chociażby z taką kwestią jak ułożenie planu dnia czy karmienie piersią, gdy pojawiają się kryzysy laktacyjne. Nikoleta Broda sama po porodzie zmagała się z różnymi trudnościami, dlatego dziś chce przed nimi uchronić inne mamy.

– Moją życiową maksymą jest, by traktować drugiego człowieka w taki sposób, w jaki ja chciałabym być potraktowana. Gdy mam kontakt z kobietą po połogu, to zastanawiam się, jak ja bym się czuła na jej miejscu. Wiem, że czasem łatwo zaszufladkować kogoś. A tak naprawdę do końca nie znamy całej historii życia tej kobiety, nie wiemy, dlaczego ma takie, a nie inne problemy. Moje wsparcie mają również matki, które kiedyś przerwały ciążę, a kolejne dzieci urodziły. Od lat mam z nimi kontakt – dzieli się położna.

Od 2003 roku pomogła też co najmniej 20 kobietom, które wahały się, czy urodzić poczęte dziecko. Położna prowadzi stronę internetową, poprzez którą kobieta całkiem anonimowo może szukać pomocy i odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Położnej Nikolecie Brodzie marzy się, by w Polsce, podobnie jak w Ameryce, w obronie życia stanęły kobiety, które same poddały się aborcji, a dziś stanowią trzon ruchów pro-life. Ostrzegają przed aborcją, jej destrukcyjnymi skutkami.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Karolina Goździewska

Aktualizacja 28 grudnia 2016 (21:07)

Nasz Dziennik