logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zło nienawiści politycznej

Sobota, 31 grudnia 2016 (19:22)

Otóż mamy w Polsce obecnie wybuch szału nienawiści, i to nienawiści niszczącej człowieka i całe państwo, i– jak niektórzy deklarują otwarcie – nienawiści „totalnej”. U ludzi rozważnych i spokojnych nastąpił z tego powodu szok. Co się stało ze społeczeństwem polskim? Dlaczego wylało się całe piekło nienawiści?

Nienawiść do zła a nienawiść do człowieka

W ujęciu patetycznym powiada się, że nienawiść jest bezsensowna, między innymi dlatego, że niszczy i niejako zabija samego nienawidzącego. Lecz w takim razie dlaczego w ogóle ma miejsce? Nienawiść do zła jako takiego jest konieczna dla jego odrzucania, dla zwalczania zła; mobilizuje psychikę ludzką do tego i daje impuls do mocnych działań. Odnosi się to przede wszystkim do zła moralnego.

Ale tu jawi się wielki problem: czy nienawiść do złych działań i zachowań rozciąga się tym samym na całego człowieka. Chrześcijaństwo stara się stanowczo rozdzielić nienawiść do czyichś złych czynów od nienawiści do ich autora i uważa, że potępianie i zwalczanie złych moralnie czynów człowieka nie może się rozciągać na zwalczanie samego człowieka. Człowiek, osoba ludzka jako twór Boży zawsze wykracza ponad jego czyny i człowieka trzeba zawsze darzyć ewangeliczną miłością, nawet największego grzesznika. W konsekwencji gdy nienawiść odnosi się do całego człowieka, jest zawsze złem: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3,13), jest zawsze zła, gdy zwraca się przeciwko dobru, np. przeciwko życiu, a przede wszystkim jest szatańska, gdy zwraca się przeciwko moralności, np. przeciwko obrońcom życia nienarodzonych, krzewicielom wyższych wartości społecznych czy też przeciwko ludziom wierzącym w Boga. W takich przypadkach, zwłaszcza epidemicznych, działa już sam szatan społeczny, choćby tacy ludzie uważali się prywatnie za religijnych, za katolików.

Nienawiść to coś dużo gorszego niż zwykła walka wyborcza czy zazdrość, czy nawet zawiść. W nienawiści, zwłaszcza politycznej, występuje wściekłość i złość, że ktoś wszedł mi w drogę w dążeniu do władzy, stanowiska czy korzyści materialnych. I tego kogoś, czy to jako jednostkę, czy też jako grupę społeczną, uznaje się za osobistego wroga i w konsekwencji chce się go zniszczyć, zhańbić i w ogóle unicestwić duchowo lub nawet fizycznie. Co, niestety, wystąpiło u nas w ogromnym stopniu w całych niektórych partiach po przegranych wyborach. Nastąpiła u nich jakaś w ogóle dehumanizacja.

Nienawiść polityczna

W niskiej kulturze moralnej największa nienawiść rodzi się w walce o władzę polityczną, często przybiera charakter walki o życie, o życie nie tylko społeczne, ale i wprost fizyczne. Stąd te miliony i miliardy morderstw w historii. Jest to jakieś zderzanie się czołowe na jednym torze między politykami, między członkami wspólnoty, między ideologiami, między władcami a poddanymi, a nawet między dotychczasowymi przyjaciółmi. Pamiętamy, że w walce o najwyższą władzę mordowali się nieraz najbliżsi przyjaciele, bracia, siostry, dzieci i rodzice. Władza staje się wtedy jakby diabelskim magnesem życia czy najbardziej zakłamaną uwodzicielką, albo najwyższym celem życia jednostek i społeczności. Przy tym najszczytniejsze ideologie bywają tylko kamuflażami. Wtedy faktycznie nic nie znaczą ani religia, ani dekalog etyczny, ani godność ludzka.

Trzeba pamiętać, że władza jest w człowieku zaraz czymś drugim po dążeniu do zdobycia pożywienia. Człowiek chce, musi wprost, rządzić swym ciałem, rzeczami natury, otoczeniem, wydarzeniami, losem. I ciekawe, że takie przemożne dążenie do władzy wydaje się samą wolnością, jak dziś mówią przewrotni – wolnością demokracji. Oczywiście zazwyczaj oszukują. Nienawiść i zakłamanie są bliźniakami. Tak już demokraci ateńscy głosili, że wolność polityczna polega na posiadaniu władzy nad podbitymi. Dlatego gdy pokonywali inne miasta-państwa, to mówili im – tak samo jak po wiekach komuniści i „liberałowie” – że przynoszą im wolność i panią demokrację. Tak też dzieje się we wszelkich rewolucjach, gdy proletariusz zabija „burżuja”, złodziej właściciela, złoczyńca dobroczyńcę. Przy czym rewolucjonista kieruje się zawsze nienawiścią. Taki jest odwieczny odruch przeciwko władzy, choćby jak najbardziej legalnej i przyjaznej. Widać to przecież i w występowaniu przeciwko władzy Boga. Robi się to pod hasłem wolności samozbawienia bez Niego.

Gdzie ratunek?

Obchodząc 1050. rocznicę Chrztu Polski, przeżywaliśmy twórczy wiew naszej historii. Ale oto zaraz po tym obejmuje nas trwoga, co będzie dalej, burzą się ludzie przedchrzcielni, pogańscy jeszcze, i chcą zniszczyć ochrzczoną Ojczyznę. Obawiamy się, żeby nie powtórzył się czas słabego króla Mieszka II (1025-1034), kiedy to pogańscy jeszcze buntownicy tak osłabili Polskę, że stała się ona w pewnym okresie łupem sąsiadów: „Madziarzy zabrali Słowacczyznę, Niemcy ziemie połabskie, Przemyślidzi Morawy, Duńczycy Pomorze, a Jarosław kijowski zagarnął na nowo ziemię Lachów i Grody Czerwieńskie; do tego przyłączyła się wojna domowa o dzielnice, w której wziął udział cesarz niemiecki… Nie było dynastii, nie było państwa, bo ludność nie umiała sama się rządzić. Wybuchły bunty ludności. Polska była bezbronna. Skorzystał z tego książę czeski Brzetysław II i urządził straszliwy najazd łupieżczy” (F. Koneczny). Tak i teraz powstali synowie wyrodni, którzy nie uznają rodzimej władzy, chcą Polskę poróżnić z Ameryką, uczynić marchią niemiecką i kochanką Rosji, a jednocześnie krainą turystyczną dla UE. Najwyższym ich marzeniem jest odzyskać trochę władzy, niechby i nad zgliszczami.

Człowiek poszukujący treści ich programów musi przeżyć szok. Nie ma idei, nie ma logiki, nie ma wizji, a tylko wrzask, zaciekłość, szał, błędny wzrok, nie ma godności, nie ma etyki, wyzwiska, wulgaryzm słowny i myślowy. W tak ciężkich przypadkach rozmowy i argumenty niczemu nie służą, raczej tylko pogłębiają chaos. W tak wielkim zacietrzewieniu i chaosie nie ma też sensu wołanie o dialog. Bowiem, jak widać z wypowiedzi, u krzykaczy propagandowych „prawdziwy dialog” ma miejsce tylko wtedy, kiedy władza, wybrana przez Naród, całkowicie ustąpi ze swego stanowiska i tak stanie się „demokratyczna”. Ponadto buntownikom żaden dialog nie jest potrzebny, bo oni angażują sobie wielkie siły „nowego świata”, a więc ludzi nieuznających żadnej prawdy jako pewnej. Mamy tu często całkowity rozpad ekonomii myśli. Na przykład ten sam człowiek może wołać, że „500+” jest czymś dobrym, a jednocześnie, że rozsadzi budżet lub że powinno objąć także pierwsze dziecko czy też że niszczy gospodarkę państwa, szkodzi matkom, uczy lenistwa, by znowu uznać, że jest bez znaczenia, a ma służyć tylko propagandzie PiS.

***

Ostatecznie najcięższa jest nienawiść względem wyższej etyki i samego Boga. Tak, bywa taka nienawiść, najgłębsza nienawiść do absolutnego dobra. A dlaczego? Bo w obliczu prawdziwego Boga człowiek już nie może przebierać się za boga, co robią dziś pseudowładcy bardzo często, mimo że jest to całkowicie idiotyczne i smutne. Toteż rozwiązania tych wszystkich wspomnianych problemów należy szukać jedynie w postawach wielkiej etyki i w Bogu. Nienawiść można pokonać, albo przynajmniej poskromić, jedynie przez wielką duchową miłość Boga i drugiego człowieka, jako osobę jednostkową i jako osobę społeczną. Bóg i Miłość to najdoskonalsze i najpotężniejsze czynniki gaszące wszelką nienawiść. Tak! Kiedyś, za młodu, byłem pewny, że nienawidzone jest tylko zło. Dziś, niestety, widzę, i to w ukochanej Polsce, że bywa, i to nierzadko, nienawidzone także najwyższe dobro: dziecko, rodzina, Ojczyzna, Naród, Kościół Chrystusowy i Bóg. Wszelka nienawiść musi być pokonana przede wszystkim na drodze moralnej.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Nasz Dziennik