logo
logo

Śladami niezłomnych

Zdjęcie: arch. / -

Otoczyć ten dom

Poniedziałek, 27 lutego 2017 (18:26)

Rodzina Chojeckich

Po Ojcu zostało mi tylko jedno zdjęcie. Bo reszta została zniszczona, żeby nie było żadnego śladu – tak wspomina swego ojca, jednego z najwybitniejszych organizatorów podziemia obozu narodowego na ziemi ostrołęckiej, córka Maria. Nasze rozmowy wypełnione są łzami, żalem i pytaniem: – Czy kiedykolwiek dane mi będzie zapalić znicz nad jego grobem?

Antoni Chojecki, syn Stanisława, urodził się 7 kwietnia 1900 r. w Dobrem w powiecie Mińsk Mazowiecki. Jako żołnierz brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej oraz polsko-bolszewickiej.

Po zakończeniu działań wojennych został skierowany do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, 1 maja 1922 r. został mianowany podoficerem zawodowym.

Leśna służba

Na wojnę obronną w 1939 r. wyszedł z 5. Pułkiem Ułanów Zasławskich, jako szef 3. baterii 14. Dywizjonu Artylerii Konnej. Walczył w składzie Podlaskiej Brygady Kawalerii. Dostał się do niewoli niemieckiej, z której uciekł. Po powrocie został zatrudniony jako robotnik na kolei w Ostrołęce i Białymstoku.

Włączył się w wir pracy konspiracyjnej na terenie powiatu ostrołęckiego i już od 1940 r. należał najpierw do Organizacji Wojskowej „Wilki”, a od 1942 w Narodowych Siłach Zbrojnych pełnił funkcje dowódcze średniego szczebla. Po 1945 r. kontynuował działalność konspiracyjną w ramach powstających struktur Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, posługując się pseudonimem „Ślepowron”.

Na rozkaz organizacji wstąpił do MO, był komendantem posterunku w Łysych (powiat Ostrołęka), gdzie zamieszkał wraz z rodziną.

W sierpniu 1945 r. w obawie przed dekonspiracją uciekł do lasu i objął dowództwo nad batalionem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w strukturach dowodzonych przez Zbigniewa Kuleszę ps. „Młot”. Brał udział w wielu akcjach bojowych, w zdobywaniu posterunków MO i UB m.in. w Chorzelach, gdzie uwolniono przetrzymywanych tam więźniów.

W ubeckiej sieci

Został aresztowany przez funkcjonariuszy UB i bestialsko pobity 10 czerwca 1946 r. podczas akcji propagandowej prowadzonej wśród żołnierzy LWP przysłanych do pacyfikacji powiatu ostrołęckiego. Tak moment aresztowania ojca opisuje córka Maria:

„W dniu aresztowania tata był w domku pod lasem w Łysych. Ubowcy przyjechali do tej miejscowości kilkoma samochodami i już mieli odjeżdżać, gdy ktoś przybiegł i krzyknął: ’Otoczyć ten dom!’, wskazując na dom pod lasem. Tata został zatrzymany, skatowali już go w tym domku. Udało mi się podbiec do niego, wołając ’tato, tato’, ale tata był tak bestialsko pobity, że w ogóle nie reagował, był nieprzytomny, miał zakrwawioną twarz. Ubowiec złapał mnie za kark i odrzucił.

Zerwałam się z ziemi i uciekłam przerażona do mamy, która stała przed naszym domem, trzymając na rękach mojego braciszka Maciusia, mającego wtedy rok i dwa miesiące. W tym czasie ubowcy robili rewizję i nie wolno było wejść do domu. Po rewizji odjechały samochody z ubowcami, zabierając ojca.

W kilka dni później żona z dwójką dzieci została wyrzucona z Łysych z zakazem pojawiania się w tych okolicach. To, co mogli, załadowali na furmankę i wyjechali do Rzekunia, gdzie znajdowała się rodzina Marii. Tam cały czas byli nachodzeni przez funkcjonariuszy UB i wypytywani o działalność Antoniego. Zostali również poddani stałej obserwacji, czy nie utrzymują kontaktów z członkami podziemia antykomunistycznego.

Maria rozpoczęła próby dotarcia do męża. Po kilku wizytach w ostrołęckim Urzędzie Bezpieczeństwa w końcu dowiedziała się, że mąż został wywieziony do Warszawy na ulicę 11 Listopada na Pradze. Udała się pod wskazany adres. Tam usłyszała, że go nie ma, i została skierowana do więzienia na Rakowieckiej, gdzie również usłyszała, że męża nie ma.

Wróciła do Ostrołęki i powiedziała o tym na UB, prosząc zdecydowanie o odpowiedź, gdzie jest jej mąż. Wtedy została aresztowana. Wypuszczono ją po 24 godzinach, informując, że jeśli jeszcze raz przyjdzie, spotka ją to samo, co jej męża. Zaprzestała poszukiwań. Wróciła do nich w 1957 r.

Miejsce pochówku nieznane

W międzyczasie zakończone zostało śledztwo przeciwko Antoniemu i 28 czerwca 1946 r. odbył się proces. Wydział do Spraw Doraźnych Sądu Okręgowego w Łomży na sesji wyjazdowej w Ostrołęce jednego dnia przedstawił akt oskarżenia, przeprowadził proces i skazał Chojeckiego na karę śmierci.

Tego samego dnia zapadło osiem wyroków śmierci, a kolejne pięć osób skazano na karę więzienia od 10 do 15 lat.

Wyroki śmierci, wobec nieskorzystania z prawa łaski przez Bolesława Bieruta, zostały wykonane 2 lipca 1946 r. Plutonem egzekucyjnym dowodził starszy sierżant Aleksander Padzik, funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce. Lekarz potwierdził zgon Antoniego Chojeckiego o godz. 3.25. Miejsce pochówku do dziś nie zostało ustalone.

Oficjalne potwierdzenie skazania i wykonania wyroku śmierci rodzina uzyskała dopiero w czerwcu 1957 r., występując do Generalnej Prokuratury z oficjalnym zapytaniem, co stało się z zaginionym mężem i ojcem.

W tym samym roku umarła schorowana Maria. Antoni Chojecki został w pełni zrehabilitowany 11 listopada 2008 r., gdy został odznaczony pośmiertnie przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Orderem Polonia Restituta.

Historia Michała

Wydawać by się mogło, że tu powinien nastąpić koniec tej opowieści. Mając okazję prowadzić wielokrotnie rozmowy z panią Marią i panem Maciejem, dziećmi Antoniego, byłem całkowicie przekonany, że Chojeccy posiadali tylko dwójkę potomków. Dopiero przy kolejnych spotkaniach usłyszałem niezwykle szokującą historię ich najstarszego brata Michała.

Po śmierci Antoniego sponiewierana przez UB żona Maria została sama z dwojgiem nieletnich dzieci. Nie mogła znaleźć pracy, ponieważ była ”żoną bandyty„, a musiała przecież zapewnić choćby podstawowe środki do życia. Jakby tego było mało, chorowała na astmę oskrzelową powodującą ataki duszności. Mimo tej choroby latem najmowała się do prac w polu – do kopania ziemniaków, zbierania zboża, zimą zarabiała na utrzymanie, m.in. robiąc na szydełku i drutach różne serwetki, swetry, rękawiczki itp. W pracach tych często pomagała jej córka, wówczas 14-letnia dziewczynka. Pomagali też, jak mogli, krewni, znajomi, sąsiedzi.

Najstarszy syn Chojeckich – Michał ps. ”Wir„ – urodził się 30 września 1924 r. Był członkiem Pogotowia Akcji Specjalnej XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego ”Mazowsze„ i pozostawał w lesie. Gdy w 1947 r. ogłoszono amnestię, komendant okręgu Zbigniew Kulesza ”Młot„, nakazał mu ujawnić się i zaopiekować rodziną. Michał niechętnie, ale usłuchał polecenia dowódcy, ujawnił się i wrócił do rodziny, będąc jednak pod stałą kontrolą służb bezpieczeństwa. Nigdy nie pogodził się z nową komunistyczną rzeczywistością, co często kończyło się wezwaniem przez Urząd Bezpieczeństwa z podejrzeniem o nielegalne posiadanie broni.

Tajemnicza śmierć

W 1951 r. Michał Chojecki zawarł związek małżeński i zamieszkał w miejscowości Łapy (Białostockie), gdzie podjął pracę m.in. w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni ”Samopomoc Chłopska„. Owocem tego związku były narodziny syna Marka.

Z powodu nieukrywanych przez Michała poglądów i negatywnego stosunku do władzy komunistycznej dochodziło do licznych nieporozumień z rodziną małżonki, a zwłaszcza z jej braćmi, którzy byli współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa. W sierpniu 1953 r. udał się na kilkudniowy służbowy wyjazd do Łomży i ślad po nim zaginął. Wanda (małżonka Michała) zgłosiła zaginięcie, ale poszukiwania prowadzone przez organy śledcze oraz przez nią samą nie przyniosły rezultatu. Ciała również nie udało się odnaleźć, wobec czego Michał Chojecki został uznany za zaginionego.

Kilka lat później żona, usiłując zalegalizować kolejny związek, wystąpiła do sądu o przeprowadzenie sprawy rozwodowej, która zakończyła się orzeczeniem rozwiązującym małżeństwo w styczniu 1958 r. Ostatecznie w 1965 r. Wanda wystąpiła do sądu o uznanie Michała Chojeckiego za zmarłego (kobieta wraz z rodziną bez żadnych dowodów twierdzili, że Michał na pewno nie żyje).

W latach 90. Wanda, będąc już w trzecim związku, sprzedała dom, w którym mieszkała od czasu małżeństwa z Michałem. Nowy właściciel podczas remontu znalazł w piwnicy ludzkie szczątki. Okazało się, że należą do Michała Chojeckiego. Ustalono, że został zamordowany w domu w sierpniu 1953 r. uderzeniem tępym narzędziem w tył głowy, a ciało pogrzebano w piwnicy na głębokości 40 cm. Śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Białymstoku zamknięto ze względu na brak możliwości przesłuchania ewentualnych podejrzanych oraz ze względu na uznanie czynu za zbrodnię pospolitą, która uległa przedawnieniu.

Po zakończeniu śledztwa żona nie była zainteresowana szczątkami doczesnymi męża. Został pochowany przez rodzeństwo w symbolicznym grobie ojca w Rzekuniu koło Ostrołęki.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu ”Naszego Dziennika„ w sklepie elektronicznym

Jacek Karczewski

Autor jest dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.

Aktualizacja 27 lutego 2017 (18:44)

Nasz Dziennik