logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Ukraińska moda na banderyzm

Piątek, 17 marca 2017 (18:13)

Istnieje niebezpieczeństwo radykalizowania się młodzieży, która masowo przybywa do Polski w poszukiwaniu pracy.

W ostatnich latach w sposób niepomierny rozszerzyła się na Ukrainie moda na przywoływanie tradycji historycznej OUN-UPA. Dawniej ideologia ta była głównie domeną województw zachodnich (dawna Małopolska Wschodnia i Wołyń), jednakże po wydarzeniach na Majdanie kijowskim rozlała się niepomiernie na wschód. Upowskie zawołanie „Sława Ukrainie” padało wtedy z ust wielu polityków i ludzi życia społecznego, otoczonych morzem czerwono-czarnych chorągwi (barwy UPA). Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy?

W czasie II wojny światowej wpływy UPA nie sięgały poza Zbrucz. Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj, w dobie konfliktu z Rosją, tradycja walk nacjonalistów ukraińskich z Sowietami stała się użyteczna. Współczesna Ukraina szuka dość intensywnie idei jednoczącej cały kraj. Na jej obszarze przeplatają się różne tradycje kulturowe, religijne i językowe. Wpływy rosyjskie były tu zawsze silne. Ideologia banderowska jest zaś nacechowana silną negacją wszystkiego, co obce, jest więc używana przedmiotowo dla podniesienia ducha bojowego walczących w Donbasie. Tamtejsi ochotnicy wprost odwołują się dziś do swojej przynależności do Prawego Sektora i innych nacjonalistycznych organizacji.

Odgromnik dla władzy

Przywoływanie dziś przez wielu polityków tradycji OUN jest od strony merytorycznej i etycznej szokujące. W sytuacji zbliżania się współczesnego państwa ukraińskiego do Unii Europejskiej, w obliczu ogromnej imigracji ludności ukraińskiej do Polski, przy analizie różnych potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa nie sposób bagatelizować działań organizacji, na którą powołują się współcześni działacze ukraińscy. Wybór tradycji OUN nie może być pozytywnie oceniony ani z ideologicznego punktu widzenia, ani co do metod (terrorystyczne zamachy), jakie stosowali nacjonaliści.

Dlaczego zatem współczesne elity rządzące w Kijowie nie odcinają się od banderyzmu? Muszą sobie zdawać sprawę, że z takim dziedzictwem nie sposób iść do Europy. Tradycja nacjonalistyczna spełnia w przekonaniu elit oligarchicznych jednak pożyteczną z ich punktu widzenia rolę. Otóż kraj mimo szumnych zapowiedzi walki z korupcją pogrążony jest w kryzysie społecznym i gospodarczym. Rządzące klany oligarchiczne dominują w stopniu porównywalnym do sytuacji sprzed „rewolucji godności”. Poziom życia obywateli obniżył się niewiarygodnie. Nowy bunt społeczny spowodowany problemami gospodarczymi wisi w powietrzu.

Ideologia banderowska zatem staje się czymś w rodzaju „odgromnika” dla wywołanych biedą, zaogniających się nastrojów społecznych. Wszelkie niepowodzenia w dziedzinie politycznej i gospodarczej bardzo łatwo można usprawiedliwić wojną i działaniami prezydenta Putina. Sprawy korupcji wśród oligarchów pozostają gdzieś w cieniu. Banderyzm z natury rzeczy podsyca niechęć do Rosji, staje się czymś w rodzaju emocjonalnego alibi (znieczulacza) dla problemów gospodarczych.

Jednak w ten sposób można rzeczywistość kamuflować tylko do pewnego czasu. Karmienie ludzi niebezpieczną ideologią może wydać krwawe owoce. Pamiętajmy, że czasy II wojny światowej to nie tylko walka UPA z Sowietami. To również ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, udział w holokauście Żydów. Nie można akceptować ideologii, która stała się dla tych zbrodni teoretycznym uzasadnieniem.

Niszczenie polskich pomników przypisywane jest przez czynniki ukraińskie prowokacjom Putinowskim. Jednak nie ma na to twardych dowodów. Równie dobrze można sobie wyobrazić, że pewne grupy nacjonalistyczne wymykają się spod kontroli i swoje ostrze kierują nie tylko przeciwko Rosji i separatystom, ale przywołują również antypolskie resentymenty. Wszystko to musi budzić niepokój i zastanowienie. Im bardziej, w sposób skrajnie nieodpowiedzialny promuje się na Ukrainie ideologię banderowską, tym większe prawdopodobieństwo konfliktów.

Chodzi tu nie tylko o prowokacje pomnikowe czy też stosunki międzypaństwowe. Należy również brać pod uwagę niebezpieczeństwo radykalizowania się młodzieży, która masowo przybywa do Polski w poszukiwaniu pracy. Tym bardziej należy próbować temu zaradzić, kiedy nie jest jeszcze za późno.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. Mieczysław Ryba

Aktualizacja 17 marca 2017 (19:20)

Nasz Dziennik