logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Apolloniści i bachanci

Niedziela, 2 kwietnia 2017 (20:46)

Przez dzieje ludzkości przewija się tragiczne prawo dzielenia się większych społeczeństw na dwa przeciwstawne obozy ideowe. Przy czym im wyższy był poziom społeczny, kulturowy i duchowy, tym ów podział był ostrzejszy. Wystąpiło to bardzo wyraziście w społecznościach starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie już od VI w. p.n.Chr. jednej społeczności, zawsze najliczniejszej, przewodziła idea boga Apolla, a drugiej, znacznie mniej licznej, ale za to bardzo destruktywnej, przewodziła idea boga Bachusa (Dionizosa).

Trzeba zatem poczynić pewną refleksję historiozoficzną. Otóż potocznie sądzi się, że rozwój cywilizacyjny i duchowy zarazem biegną do przodu i do góry po linii prostej, tymczasem historia powszechna pokazuje, że choć rozwój techniczny idzie raczej po linii prostej wzwyż, to rozwój duchowy, jeśli w ogóle nie pozostaje na tym samym poziomie, to biegnie raczej po sinusoidzie, raz wyżej, raz niżej. A dziś wydaje się, że linia ta ma swoje „siodło” w całym świecie, a szczególnie w UE i ostatnio także w Polsce, co się staje bardzo smutne i aż haniebne.

Ludzie typu apollińskiego

Typ apolliński uosabiał w Grecji ok. VI w. p.n.Chr. Orfeusz, z czasem już z całą swoją szkołą i naśladowcami. Mityczny Orfeusz to syn Apollona, boga słońca, wiosny, kultury i wszystkich muz. A zatem przez całe wieki czciciele Apollona to mieli być ludzie duchowi, mający w sobie pierwiastek boski, ludzie dobra, światła, prawdy, kultury, prawości, poezji, muzyki poruszającej bogów, przyrodę i skały, jak miał to czynić Orfeusz. Ludzie wierzący w najwyższe wartości, w prawdę, duchową miłość, szlachetność, nieśmiertelność duszy, mający poczucie jedności ludzkiej, konieczności służenia społeczności, państwu i Bogu, żyjący w czystości i sprawiedliwości, pokoju i odpowiedzialności. Życie orfickie to doskonalenie się w cnotach, oczyszczanie z grzechów i budowanie świata piękna, polegającego na światłości, harmonii, proporcji i uwznioślaniu duszy.

Sam Orfeusz miał być śpiewakiem, lirnikiem, poetą, prorokiem, propagatorem czystości życia i autorem religijności zespalającej z bóstwem. Miał zostać rozszarpany przez feministki, bachantki z Tracji za to, że potępiał ich orgie i kult ciała.

Świat bachański

W totalnej opozycji do apollonistów pozostawali bachanci, czciciele boga Bachusa. Bachus był bogiem wina, żywej przyrody, zabaw, uczt i hulaszczego życia. Jego kult przyszedł do Grecji z Tracji w VI w. p.n.Ch. i w początkach napotykał duże opory ze strony apollonistów, ale z czasem się przyjął, zwłaszcza w postaci tzw. bachanaliów, które były misteriami ku czci boga Bachusa. Do Wielkiej Grecji wprowadził je kapłan grecki, a do Rzymu, najbardziej rozwinięte, kapłanka Pocula Aninia. Największe bachanalia odbywały się w południowej Italii, na Awentynie i w Ostii. Na początku urządzały je same kobiety, po kilku latach już z mężczyznami, kilka razy w roku. Uzyskiwały coraz większy wpływ na życie rzymskie.

Bachanalia to świat absolutnie antyapolliński: kult orgiastyczny, tańce w przebraniu, w przeświecających sukniach, z rogami na głowie, kręcenie się w koło, latanie z pochodniami, szał, konwulsje, wrzaski, piski, wycia, kult szału, twarze jak w transie pseudomistycznym, dzikie, żądne plugastwa, ekstaza swobody. Poszły za tym: rozpusta, także pederastia, pijaństwo, wielkie kłamstwa, grabieże, korupcja, bluźnierstwa, morderstwa, otrucia, spiski polityczne, ataki na władze, odrzucanie prawa i etyki, prześladowania, nieraz krwawe, inaczej myślących, rzekome objawienia, drwienie z bogów apollińskich. Motorem wszystkiego było wyzwolenie, uwolnienie od nakazów, zakazów, tradycji, porządku społecznego i inicjacja nowego życia, nowego świata, zwłaszcza przez swobodne zaspokajanie wszystkich popędów i namiętności.

W Rzymie republikańskim doszło do tego, że zainterweniował senat z wojskiem w roku 186 p.n.Chr. i wytoczono wielki proces przeciwko 7 tysiącom bachantów. W samym Rzymie aresztowano 3 tysiące osób. Wiele skazano na karę śmierci. Rzymianie mieli poczucie ładu i prawa. Jeszcze raz powtarzam: zainterweniował senat Republiki Rzymskiej. Jednakże bachanaliów całkowicie wygasić się nie udało środkami administracyjnymi. Zrobiło to dopiero po kilku wiekach chrześcijaństwo.

Świat bachański dziś

Oto świat dzisiejszy jest zalewany przez bachalizm, i to już nie nocą i z ukrycia, ale w biały dzień i z oficjalnym atakiem na cały porządek apolliński. Nie sposób powiedzieć tu wszystko. Wspomnijmy pokrótce o kilku zasadniczych syndromach.

1. Wolność ku zniewoleniu. Niewątpliwie bachalizm płynie głównie z prądem dążenia do totalnej „wolności”. Tyle że jest to wolność oszukana, sromotna niewola ubrana w szaty i hasła wolności. Ma to być wolność od Boga, religii, etyki, prawa, prawdy absolutnej, od dobra, piękna, rozumu, mądrości, tradycji, miłości szlachetnej i od sensu. Totalna tendencja do wolności jest pokusą wieczną, kusi nią jednak sam diabeł aniołów, ludzi i świat. Owszem, wolność jest konieczną strukturą osoby, bez niej nie bylibyśmy ludźmi. Ale ta „wolność dla jednostki od wszystkiego” jest diabelską podróbką. Zwróćmy uwagę choćby tylko na niektóre zjawiska potoczne! Oto zakłamani politycy zazwyczaj „ofiarowują” wolność innym, ale tylko po to, by mogli ich sobie pozyskać i zniewolić. I tak młodzieży głosi się wolność od etyki seksualnej, nierobom wolność od cięższej pracy, kombinatorom wolność od kontroli, korupcjonistom – sądy przedawniające, zdrajcom ojczyzny tłumaczą „naukowo”, że dziś już ojczyzn nie ma, aborcjonistom tłumaczą „postępowo”, że zabita istota nie była człowiekiem, oszustów pocieszają, że dziś już prawdy nie ma, a przeżywającym wielkie grzechy wyjaśniają, że grzech to wymysł księży. Dlaczego tak wielu ludzi niby mądrych i wykształconych nie może zrozumieć, że nie ma wolności bez prawa, bez prawdy, bez miłości, bez sprawiedliwości, bez ciężkiej pracy i że potworny egoizm nie jest żadną wolnością, lecz najcięższą niewolą w szponach zła?

2. Totalna opozycja. Również typowo bachiczna jest postawa totalnej opozycji, która przeciwstawia się bardzo ostro postawie apollińskiej. Opiera się ona na obłędnych założeniach: że władza wybrana przez większość wyborców jest nielegalna, że wyborcy w swych wyborach popełnili wielki błąd lub nawet przestępstwo, że władza należy się tylko niewybranym, że tylko opozycja jest we wszystkim kompetentna, posiada pełną prawdę i jest w pełni etyczna itd. Że nawet uchwały i ustawy ratujące życie muszą być odrzucane.

A przy tym wszystkim jest zasadnicza sprzeczność, którą mało kto zauważa. Oto nowa władza jest nielegalna, bo jest za takimi wartościami, jak: naród, państwo, ojczyzna, rodzina, Kościół, suwerenność, tradycja itd., a opozycja, gdyby była wybrana, to byłaby za odsunięciem tych wartości na dalszy plan, a pierwsze miejsce zajęłyby właściwie ateizm, niesuwerenność i beznarodowość, bezojczyźnianość, czysty materializm. Niektórzy, co bardziej roztropni, powiadają, że będą popierać dobre decyzje władzy. Ale kto będzie oceniał, czy są to decyzje dobre? Racji trzeba dowieść. Przy złej woli każde zachowanie przeciwnika może być uznane za złe. Jest bowiem prawie powszechny taki idiotyzm, że nasz przełożony nie chce dialogu, że jest niedemokratyczny. Dlaczego? Bo nie przyjmuje mojego zdania w całości. Przecież w obszarze państwowym takie zdania nie mogą funkcjonować. 3. Totalne zakłamanie. Do wielkiej polityki nie powinni iść ludzie niemądrzy, głęboko niemoralni, egoiści, chciwi, a przede wszystkim fałszywi i zakłamani; nie powinni dostawać się, przynajmniej na wyższe stanowiska, czy to świeckie, czy to kościelne. Dziś widzimy, że tacy nie powinni być także dziennikarzami, artystami i twórcami kultury. Już po wielekroć człowiek woli kogoś nieprzyjaznego, ale szczerego, jak pewnego prezydenta, który mówi do nas, Polaków: „wy macie zasady, a my mamy fundusze”.

Dlaczego tak wielu ludzi spośród inteligencji nie chce prawdy, światła, pokoju, rzetelności, życzliwości, tworzenia dobra, naturalności, tylko wszystko jakoś zakłamują: i Polskę, i swoją wspólnotę, i kulturę, i samych siebie? Co tak niektórych wabi do świata kłamstwa? Nieraz to robią w jakimś szale, bezwzględnie i jakby mieli posłannictwo oszukiwania, jak w przypadku głosicieli niemoralnych i przestępczych ideologii. Jakże trudno jest słuchać takich ludzi w rozmowach zwykłych i w dyskusjach publicznych, kiedy niemal każde zdanie jest zakłamane, kiedy kłamliwość jest wprost wymalowana na ich twarzach. W ogóle zresztą coś się stało współczesnym ludziom „publicznym”, że kłamanie jest główną strukturą ich mówienia, działania i życia.

Takie zafałszowanie człowieczeństwa i piękna jest także w dziedzinie dzisiejszej twórczości artystycznej w stylu bluźnierczym i morderczym duchowo, jak ostatnio w walce z krzyżem posmoleńskim i teraz z wystawianiem „Klątwy”. Tylu jest w Warszawie bachantów i tyle bachantek, którym, nawet podobno i katolickim, nie sposób wytłumaczyć, że akt bluźnierstwa i przestępstwa nie jest ani sztuką, ani pięknem. Przez to sama stolica Polski jest fałszowana. Ale pycha i złość wielu ludzi nie ma bojaźni Bożej. Sługa Boży Prymas August Hlond mówił przed wojną, żeby Warszawa bała się kary Bożej. Odpowiadano mu, że to głupota dewocji, bo Bóg jest miłosierny i jest „z nimi”. Dziś tak samo mówią bachanci. A jeśli Prymas Hlond miał ducha proroczego? To, co się stało z Warszawą, nie było błogosławieństwem Pana historii, choć narodziło się tak wielu świętych męczenników. Czy miłosierny Jezus nie powiedział do pewnej stolicy: „Bo przyjdą na ciebie dni…” (Łk 19,43). Zwyrodnienie sztuki i kultury zawsze zwiastuje jakiś kres. 4. Totalna nienawiść. Trudno wytłumaczyć, dlaczego dzisiejsi bachanci mają taką totalną nienawiść do ludzi typu apollińskiego i – co jeszcze bardziej dziwne – wiedząc, że dla chrześcijanina nienawiść jest największym grzechem, oskarżają o totalną nienawiść właśnie ludzi, którzy nie mają nienawiści do nich. Jest to chyba dalszy ciąg demonicznego zakłamania. Może przez swą totalną nienawiść do partii zwycięskich, do braci Kaczyńskich i do Polaków typu apollińskiego chcą rzeczywiście sprowokować jakąś spektakularną akcję ze strony nienawidzonych, żeby oszukać całą scenę katolicką w Polsce i w Europie? Ale raczej trzeba się obawiać, że ideologia bachańska opanowała ich już tak dalece, że po prostu robią to wszystko z nienawiści do prawdy, dobra i piękna w klasycznej postaci, do klasycznej Polski i do Kościoła Chrystusowego, a także z wściekłości – niektórych ośrodków naszych i zagranicznych zaborczych, że Orzeł Biały wyrwał się już im z rąk myśliwskich. Jakże inaczej tłumaczyć te ataki na krzyż po Smoleńsku, brutalne ataki na ludzi modlących się na grobach swoich zmarłych albo też na wiarę i czystość dzieci i młodzieży.

Varia

Jest jeszcze tak dużo cierpień, które nam zadają ideologiczni niszczyciele, obcy i nasi.

Nie można ciągle zrozumieć żądań feministek, żeby prawo pozwalało im decydować dowolnie o życiu ich dziecka, żeby w szkołach była przedstawiana pseudonauka o gender, żeby wolno było sugerować dzieciom i młodzieży samogwałty, żeby dziewczęta mogły kupować poronną pigułkę ellaOne bez recepty, żeby państwo finansowało in vitro, żeby uznać za małżeńskie związki homoseksualne, żeby znieść „500+”, poczynając od drugiego dziecka, żeby uznać religię i Kościół za omylne w nauce o małżeństwie i rodzinie, żeby oficjalnie uważać kobiety za zdolniejsze, lepsze i uczciwsze pracownice niż mężczyźni itp. Bardzo smutny był jeden transparent z hasłem: „Dość wyzysku reprodukcyjnego” – czyżby od teraz mieli rodzić w sobie mężczyźni albo tylko jakieś inkubatory techniczne, od zapłodnienia do końca? Czyżby mężczyzna i kobieta mieli być tylko swoimi wrogami? To wszystko jest chore, jak mówią normalni ludzie.

Albo niektórzy nowocześni bachiści polscy cieszą się z tragedii smoleńskiej, a także radują się bardzo, gdy nowej władzy coś się nie udaje, i wolno pewnym osobom wołać, żeby zabić Jarosława Kaczyńskiego – bo może Polskę usamodzielnić i uratować przed rozgrabieniem.

Wmawiają, że korupcjoniści z kręgu dawnej władzy są niewinni, a są oskarżani tylko z motywów politycznych i ewentualni sędziowie okazaliby się w służbie politycznej.

Są ciągle szkalowani zarówno Żołnierze Wyklęci, jak i dawni nasi bohaterowie oraz wybitne jednostki, żeby nie rozbudzać patriotyzmu. Z tego ma wychodzić, że wszyscy nasi wielcy byli łajdakami, a jeśli rzeczywiście był ktoś wielki, to tylko nie etniczny Polak.

Atakowany jest bezzasadnie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego rząd, żeby nie doszło do głębszych więzi między Polską a Ameryką, zwłaszcza w przywracaniu klasycznych wartości w życiu publicznym.

Woła się ciągle, byśmy wstąpili do strefy euro, bo wtedy osłabimy naszą swobodę i państwo.

Nasi bachanci chcą utrzymać naszą wielką zależność od obcych koncernów medialnych (co najmniej w trzech czwartych), jak np. koncern niemiecko-szwajcarski Ringier Axel Springer, żebyśmy trwali jako poddani ideologii zachodniej i posiadali pewnego rodzaju świadomość zależności kolonialnej. W tym też celu media zachodnie i światowe bardzo nas oczerniają.

Gwałtownie jest popierana idea przyjmowania do nas mas, może nawet wielomilionowych, imigrantów, przeważnie muzułmańskich, bo inżynierowie duchowi współczesnej UE chcą stworzyć „nowego człowieka”, „nowe państwo” i multi-kulti, głównie żeby zniszczyć naszą kulturę i Kościół, które dla tych strategów stanowią wielką przeszkodę w ich planach. Dołącza się do tego obawa, że nasza postawa religijna może „zarazić” mdlejące Kościoły zachodnie.

Nasi bachanci próbują ustawić samorządy przeciwko władzy państwowej, inspirują demonstracje specjalnych najemników przeciwko Polsce. W rezultacie chcą społeczeństwo rozbić, zmęczyć, sparaliżować rząd i dostać w swe ręce Polskę, nawet choćby konającą. Takiej haniebnej perfidii jeszcze w Polsce nie było, wiek XVIII, wiek zaborów, to był Wersal w porównaniu ze współczesnymi próbami zniszczenia Rzeczypospolitej.

W całości niszczy się zmysł etyczny i moralny, bo on stanowi potężny hamulec w lepieniu nowego człowieka i społeczeństwa, czysto materialistycznego, pozbawionego dążenia do wyższych wartości, a zwłaszcza religijnego, głównie katolickiego. Słabsze wyznania i religie podburza się przeciwko Kościołowi. Na przykład w Kodeksie Handlowym nie ma już ani śladu dawnej części etyki handlowej (Piotr Ł.J. Andrzejewski). Zresztą etykę wyrzuca się ze wszystkich dziedzin życia publicznego, a wykłady etyki niereligijnej pokazują, że takowa nie istnieje, poza strzępami tradycji religijnej. Największą słabością ideologii UE jest brak etyki we właściwym znaczeniu tego słowa, a etyka chrześcijańska jest wyrzucona.

Hańbą okryły i siebie, i Polskę uniwersytety: Jagielloński, Warszawski, Wrocławski i Mikołaja Kopernika w Toruniu, ponieważ nie zgodziły się na prelekcję Żydówki amerykańskiej Rebeki Kiessling, która została poczęta z gwałtu i miała być zabita, ale uratował ją zakaz aborcji. Jeździ teraz po świecie z odczytami w obronie życia nienarodzonych i mówi, że pierwszy raz zdarzyło się właśnie w Polsce, że jej nie wpuścili na uniwersytet z odczytem, jakoby nienaukowym. To coś tragicznego, że uczeni polscy upadli tak nisko moralnie i kulturowo. Dobrze, że zostali pouczeni przez wicepremiera Jarosława Gowina. Może tamci rektorzy bali się bojówek bachińskich? Dobrze, ale kto wychował te bojówki albo kto nimi teraz dowodzi? Kiessling została przyjęta tylko przez uniwersytety katolickie. Zapewne będą z tego powodu jeszcze bardziej krytykowane.

Potrzeba doktryny

Utrwalił się dziś ogólnie pogląd, że postępowanie człowieka dobre albo złe jest zależne raczej tylko od przypadkowej sytuacji, a więc gdy się chce tworzyć dobro, to wystarczy tylko odpowiednie oddziaływanie praktyczne na sytuację, na dany przypadek.

Albo: dwoje ludzi dyskutuje, czy aborcja jest grzechem czy czymś dobrym, i dostaje białej gorączki. Nie uświadamiają sobie, że zakładają przeciwstawne systemy i kodeksy etyczne, np. któraś strona może przyjmować materializm, dla którego grzech nie istnieje.

W ogóle dla mądrego człowieka poglądy nie są rozsypane jak mak, każde ziarnko sobie, ale żeby były logiczne, muszą tworzyć organiczną całość. Kiedyś prof. Roman Ingarden miał publiczny odczyt na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i mówił o sądzie egzystencjalnym, czy coś istnieje, czy nie istnieje. Po wykładzie w dyskusji pewien student filozofii zaatakował go gwałtownie, że osłabia poznanie zmysłowe na rzecz umysłowego. W odpowiedzi profesor zapytał: „Jaki pan wyznaje system?”. Student odpowiedział: „Żaden”. „To wypowiedź pana nie ma sensu i nie zasługuje na odpowiedź”. Albo: do niczego nie prowadzi dyskusja z prawnikiem liberalnym, jak długa ma być kara więzienia za jakieś przestępstwo, gdyż jako liberał uważa on, że kara nie naprawia człowieka, lecz w ogóle czyni karanego jeszcze gorszym.

Tak to cała potworność ludobójstw, bolszewizmu, hitleryzmu, polpotyzmu, maoizmu, terroryzmu rodzi się przede wszystkim z potwornej ideologii, której zwykli realizatorzy mogą nawet sobie nie uświadamiać konkretnie. Wszystkie wielkie działania społeczne – pomijając choroby psychiczne – wypływają najpierw z rozumu, z poglądów, z doktryny, ze światopoglądu. Dlatego u nas nie można mówić o jakimś głębszym zjednoczeniu Zjednoczonej Prawicy z opozycją, bo opozycja jest opanowana przez złą ideologię: przez skrajny i nieetyczny liberalizm, lewactwo, ateizm społeczno-polityczny i postmodernizm nihilistyczny.

Niektórzy mówią, że można się pogodzić w wielu dziedzinach na płaszczyźnie praktycznej. Ale jest to co najmniej krótkotrwałe, jeśli w ogóle możliwe, bo cała opozycja musiałaby zrezygnować ze swoich złych dogmatów, które niszczą z natury rzeczy całe życie społeczno-polityczne i duchowe społeczeństw. Toteż z naszej strony trzeba przede wszystkim wypracować mocną ideologię prawdy i dobra, oczyszczoną z dziedzictwa marksizmu, liberalizmu i nihilizmu. Ze złymi, nieraz potwornymi, ideologiami trzeba walczyć nie tylko praktycznie, ale jednocześnie przede wszystkim naukowo, teoretycznie, systemowo.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Nasz Dziennik