logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Daleko od prawdy i polskości

Poniedziałek, 3 kwietnia 2017 (21:22)

Kiedy wyprzedane obcym podmiotom media wrócą w polskie ręce?

Zarządzający zagranicznymi koncernami medialnymi niewątpliwie chcą zręcznie wpływać na polską politykę i życie społeczne. Świadczy o tym ujawniona ostatnio instrukcja szefa Ringier Axel Springer Marka Dekana, który dał polskim dziennikarzom grupy Onet – RASP jasne wytyczne dotyczące tego, jak powinni opisywać funkcjonowanie Polski w ramach Unii Europejskiej. Takie informacje są rozsyłane przez Dekana do redakcji wchodzących w skład RASP co tydzień.

Także inne listy z centrali zawierają wytyczne zbieżne z niemieckim interesem. Zatem w UE państwa takie jak Polska mają się Niemcom bezwzględnie podporządkować. Jeśli będą chciały się wyłamać, zostaną zaszantażowane, że będzie to w mediach przedstawione jako zamach na „wolność i pomyślność przyszłych pokoleń”. Trzeba wobec tego zadać sobie pytanie, na ile dyrektywy płynące z zagranicznych centrów decyzyjnych poprzez posłuszne im media oddziałują na kierunki polskiej polityki. Jak temu destrukcyjnemu wpływowi zaradzić?

Niestety, blokady zuchwałego zachowania zagranicznych decydentów wobec Polski nie ułatwia luka w przepisach antykoncentracyjnych, jak również niewielka świadomość co do struktury własnościowej mediów nad Wisłą. Wciąż nie brakuje czytelników, ale i polskich reklamodawców, którzy zamiast popierać rodzime wydawnictwa broniące naszego narodowego interesu, dają zarabiać tym, którzy serwują Polakom nieustanną propagandę. Już wielokrotnie doświadczyliśmy, że wysoki udział kapitału zagranicznego, zwłaszcza niemieckiego, w naszym rynku mediów znacznie osłabia suwerenność informacyjną Polski. A to, że nie ma obecnie formalnej urzędowej cenzury, wcale nie oznacza, że w zagranicznych koncernach wewnątrzredakcyjna kontrola nie funkcjonuje.

Narodowość kapitału w mediach ma znaczenie, a historia pokazuje, że fundamentalne prawo Polski do samostanowienia jest poważnie ograniczane właśnie przez zagraniczne koncerny medialne, które lansują interesy obcych państw oraz socliberalne poglądy.

Daleko od patriotyzmu

Pomimo że patriotyzm jest postawą, bez której trudno dojrzale brać odpowiedzialność za funkcjonowanie państwa, to nadal są media, gdzie jest on wyszydzany. Antypolskie mity są w nich uporczywie powtarzane, by zwalczać tych, którzy nie akceptują socliberalizmu. Chociażby ciągle powracające określanie niemieckich obozów koncentracyjnych z czasu II wojny światowej mianem „polskich obozów” nie jest jedynie wynikiem braków w wykształceniu dziennikarzy i polityków, ale bywa świadomym uderzaniem w polskość.

W tym kontekście wydaje się sytuować oprotestowana przez wiele środowisk publikacja tygodnika „Newsweek”, w której założone po II wojnie światowej przez Sowietów łagry na ziemiach polskich zostały kłamliwie nazwane „polskimi obozami koncentracyjnymi”. Nie jest to odosobniona publikacja tego tytułu uderzająca w dobre imię Polski i Polaków. Dziennikarka „Newsweeka” w rozmowie z Janem Tomaszem Grossem (nr 18/2015), autorem m.in. krytykowanej za nierzetelność książki „Sąsiedzi”, zadaje pytanie z tezą: „W jakim stopniu Polska jest współodpowiedzialna za Holokaust?”. Jako odpowiedź otrzymuje powielone kłamstwo, że „Polacy zabili w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców”.

Daleko od kultury

Nie kultura narodowa, ale antysztuka to jest to, co podoba się liberalnym mediom kontrolowanym przez zagraniczne koncerny. W „Newsweeku” (nr 10/2017) Paweł Łysak, dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie, odpowiedzialny za dopuszczenie do wystawienia skandalicznej „Klątwy”, nie ukrywa, że doszło na scenie do uderzenia w Kościół, który jawi się mu jako „instytucja opresyjna”. Ale przecież dla propagowania pornografii, szydzenia z krzyża, św. Jana Pawła II i wartości chrześcijańskich, nawoływania do zabójstwa nigdy nie może być przyzwolenia, tym bardziej w instytucjach kultury, i to tych utrzymywanych z publicznych funduszy.

Również „Dziennik Gazeta Prawna” prognozuje, że „to właśnie kultura stanie się bazą, na której w niedalekiej przyszłości będziemy budować nowe modele społeczeństwa” (wydanie z 5-8 stycznia br.). „DGP”, opisując budzące sprzeciw działania poprzedniego zarządu Teatru Polskiego we Wrocławiu pod dyrekcją posła Nowoczesnej Krzysztofa Mieszkowskiego, przyłącza się do jego sugestii, że protesty przeciw zaangażowaniu w antysztukę „Śmierć i dziewczyna” aktorów porno to „początek procesu unieważnienia naszej demokracji”. Co znamienne, „DGP” za „kulturę” wartą zauważenia uznaje również występy odwołujących się do satanizmu muzyków. I ubolewa, że chociażby w Toruniu „prężnie działają przeciwnicy satanistów”, którzy zablokowali występ satanistycznego zespołu Kat. Bowiem, jak się sugeruje w „DGP”, sztuka jakoby ma być poza kryterium dobra i zła, gdyż – jak twierdzi tytuł – „sztuka zgłaszająca pretensje do traktowania jej poważnie cierpi katusze, gdy wpycha się ją za moralny parawan”. Dlatego gazeta szydzi, że w Bydgoszczy po wystawieniu pornograficznej i szargającej symbole narodowe sztuki „Nasza przemoc i wasza przemoc” „kwestie moralne o(d)mawiano w pobliskiej kaplicy sióstr Klarysek”.

 

Daleko od Boga

Mimo że wielu dziennikarzy i publicystów liberalnych tytułów co najmniej dystansuje się wobec wiary (zwłaszcza katolickiej), to ta tematyka jest jedną z częściej poruszanych. Lecz niestety nie po to, by ludzi prowadzić do Boga, ale ich od Niego odwodzić. I tak raport Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie dotyczący przestrzegania wolności religijnej z 2014 r. umieszcza tygodnik „Newsweek” obok antyklerykalnych pism „Nie” oraz „Fakty i Mity” jako ten, którego publikacje są „elementem świadomej kampanii antyklerykalnej”. Co wymowne, także raport Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie z 2016 r. wymienia redaktora naczelnego „Newsweeka” jako tego, który w dysputach publicznych próbuje dyskredytować przeciwników politycznych ze względu na wyznawaną religię.

Instrumentalne przywoływanie tematów związanych z wiarą widać nawet w numerze specjalnym „Newsweeka” (nr 2/2016) poświęconym Ojcu Świętemu Franciszkowi, gdzie wyraźnie szukano okazji, by skrytykować Kościół za to, że nie jest dostatecznie „postępowy”. Tytuł ten mocno wspiera również postulaty obecne na tzw. czarnych marszach, występując przeciwko pełnej ochronie życia. Dodajmy, że „DGP” w artykule zatytułowanym w sugestywny sposób „Ciocia Basia pomoże usunąć” (7-9 października 2016 r.) poszedł nawet dużo dalej i opisywał, w jaki sposób i gdzie kobieta spodziewająca się dziecka może dokonać aborcji.

 

Daleko od moralności i normalności

Szerzenie rozwiązłości to stały element wielu publikacji w zagranicznych tytułach. „W poniedziałek ślub, we wtorek rozwód” – to okładkowy tytuł artykułu z tabloidu „Fakt” wydawanego przez Ringier Axel Springer (29-30 października 2016 r.). Moralna degrengolada ma dotyczyć nie tylko bohaterów programu produkowanego przez stację TVN (należącą do amerykańskiego koncernu Scripps Networks Interactive), ale – jak można się domyślać – każdego Polaka.

Zbigniew Hołdys, znany obecnie jako publicysta „Newsweeka” (nr 7/2017), sugeruje, że do zła moralnego trzeba przywyknąć, bo po prostu „każdy ma coś na sumieniu”. Lecz o tym, by przyznać się do błędu, przeprosić za niego i już zła nie czynić, nie wspomina. Może zburzyłoby to budowany od lat w ramach polityki „grubej kreski” obraz „nieskazitelnego” człowieka z Wybrzeża podpisującego esbeckie kwity pseudonimem „Bolek”.

Dodatkowo na łamach tego numeru „Newsweeka” znajdziemy postulat, by Polska była drugą Holandią, gdzie – jak twierdzi piosenkarka Kora – „kwestie obyczajowe, które w innych krajach stają się przyczyną zamętów i swarów, tam są źródłem tolerancji”. Toteż postuluje, by umożliwić swobodny dostęp do narkotyków (marihuana) oraz zezwolić na adopcje dzieci przez homoseksualistów. Zresztą promocja homoseksualizmu, chociażby poprzez wywiad z Robertem Biedroniem, pojawia się jako okładkowy temat „Newsweeka” (nr 10/2017), gdzie otwarcie zachęca się nauczycieli do szerzenia homopropagandy w szkołach. Pojawia się również żądanie zrównania związków homoseksualnych z małżeństwami i zmian prawnych dających homoseksualistom możliwość adopcji dzieci.

Niemiecka narracja

Gdy trzech największych wydawców prasy w Polsce: Bauer, Ringier Axel Springer oraz Verlagsgruppe Passau, opanowało trzy czwarte polskiego rynku prasy (w tym Polska Press Grupa należąca do Verlagsgruppe Passau przeszło 90 proc. prasy regionalnej), trudno nie bić na alarm. Z wydawanych na polskim rynku gazet przenika do społeczeństwa niemiecka narracja rzeczywistości.

Rodzi się ważne pytanie o częstotliwość przekładania postulatów niemieckiego rządu na przekaz publikacji w Polsce. Nie jest tajemnicą przyjaźń niemieckiej kanclerz Angeli Merkel z Friede Springer, ostatnią piątą żoną zmarłego w 1985 r. Axla Springera, która jest właścicielką większościowego pakietu akcji w stworzonej przez Springera firmie. A obecny mąż kanclerz Niemiec Joachim Sauer zasiada w fundacji Friede Springer.

W polskie ręce

Aby działalność środków społecznego komunikowania była zgodna z prawdą o człowieku i otaczającym świecie, na rynku medialnym musimy mieć do czynienia z wiarygodnymi nadawcami. Fundamentalną zasadą ich działania powinna być służba prawdzie. Lecz obecnie dominuje postprawda. Termin ten został uznany przez gremium redagujące Słownik Oksfordzki za słowo 2016 roku.

Współcześnie wiele mediów nie tylko nie dąży do prawdy, ale kontestuje ją oraz ośmiesza tych, którzy starają się być jej wierni. Szczególnie medialne koncerny o międzynarodowym kapitale starają się maksymalizować własne zyski i nie stronią od ideologicznego zaangażowania po stronie liberalnej lewicy. Dlatego aby nastąpiło uleczenie zwyrodnień polskiej demokracji, konieczne jest zadbanie o należyte funkcjonowanie polskiego systemu medialnego, tak by służył polskiemu Narodowi, scalając go i wzmacniając jego siłę. Rządzący nie powinni dalej ignorować faktu, że zmonopolizowane przez obce koncerny media umożliwiają przejmowanie kontroli przez zagranicznych decydentów nie tylko nad teraźniejszością, ale i nad przyszłością Polski oraz nad umysłami Polaków. Dlatego pilnie potrzeba realnie działających przepisów antykoncentracyjnych, które spowodują, że wyprzedane obcym podmiotom media co najmniej w znaczącej części wrócą w polskie ręce.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr Paweł Pasionek, WSKSiM

Aktualizacja 3 kwietnia 2017 (23:35)

Nasz Dziennik