logo
logo

ŚRODY Z HISTORIĄ - Tajemnica Katynia

Zdjęcie: arch./ -

W przededniu zagłady

Środa, 12 kwietnia 2017 (18:29)

Jak NKWD dezinformowało polskich jeńców. 

W polskim raporcie przekazanym amerykańskiemu wywiadowi wojskowemu G-2 w maju 1943 r. stwierdzono: „Z Kozielska transporty wysyłano niemal codziennie, co rodziło wiele komentarzy wśród jeńców, głównie optymistycznych, w związku z pogłoskami rozpuszczanymi przez bolszewików”. Aby zrozumieć, jak NKWD udało się do tego stopnia zdezorientować tysiące polskich wojskowych i policjantów wysyłanych na śmierć do Katynia, Charkowa i Kalinina, należy cofnąć się do okresu ich niewoli.

Jeńcy osadzeni w obozach NKWD w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, od początku niewoli do momentu wymordowania w kwietniu-maju 1940 r., próbowali odgadnąć swoją przyszłość. Z notesów wydobytych z dołów śmierci w Katyniu wynika, że temat opuszczenia obozu był przez jeńców chętnie poruszany. W rozmowach osadzonych przeważały optymistyczne prognozy na przyszłość. W Kozielsku i Starobielsku wierzono nawet w możliwość przekazania do państw neutralnych graniczących z ZSRS, np. Rumunii. Na końcu listy przypuszczeń widniało przeniesienie do obozów o gorszych warunkach, np. na Syberii.

Kłamstwo wpisane w śmierć

Zapiski około dwudziestu zamordowanych jeńców świadczą o krążeniu wśród osadzonych wielkiej ilości plotek dotyczących wyjazdu z obozu. Jeniec z Kozielska Włodzimierz Wajda już pod datą 29 listopada 1939 r. odnotował krążące po obozie wiadomości, że obóz ma być do połowy grudnia całkowicie zlikwidowany, a los osadzonych ulegnie poprawie. W grudniu 1939 r. przytoczył trzykrotnie informacje odnoszące się do domniemanego wyjazdu, w najbardziej pesymistycznym wariancie jeńcy mieli być wywiezieni w głąb Rosji. 3 stycznia 1940 r. odnotował: „No, zobaczymy. Może pojedziemy, ale gdzie kiedy?”, a trzy dni później: „Mnie już też się zdaje, że wyjazd jest niedaleki”. Pod datą 10 stycznia 1940 r.: „Plotki nadal wyjazdowe”.

W kwietniu 1940 r., gdy NKWD rozpoczęło już operację „rozładowania”, Wajda poczynił również wiele podobnych zapisów. 6 kwietnia zanotował np.: „jopy [skrót od słów: jeden oficer powiedział – określenie na krążące plotki] na temat wyjazdu najróżniejsze. Jedne, że będą obozy rozdzielcze i z nich gdzie chcesz: [kraje] neutralne, Rosja, Niemcy, Łotwa. Drugie, że bez neutralnych. Trzecie tylko Rosja, zobaczymy”. Dalej, wraz z postępem wywożenia, zapisy stają się coraz bardziej dramatyczne. 8 kwietnia 1940 r.: „Wyłapują i diabli ich wiedzą gdzie. My jeszcze w całości, jopy nadal te same”. 11 kwietnia 1940 r.: „Siedzę w wagonie więziennym w maleńkim przedzialiku […]. Stoimy na stacji w Kozielsku. Gdzie jedziemy, jeszcze nie wiadomo”. W ostatnim zapisie z 12 kwietnia 1940 r., niedługo przed śmiercią, czytamy: „My jeszcze w pociągu. Dobiliśmy zaledwie do (zdaje się) Smoleńska. Jeszcze nie jesteśmy na stacji. Noc mieliśmy cholerną. Jeść naturalnie dotąd nie dali. Jak zwykle naturalnie byłem tego pewien. Cholery. Z kartek jakie znaleźliśmy wiemy, że mamy wyładować się za Smol[eńskiem] około 10 km. Zobaczymy”.

Dokąd nas wiozą

NKWD wykorzystało podatność uwięzionych na plotki dotyczące zmiany losu w celu ich zdezinformowania. Podczas narady, odbytej tuż przed 5 marca 1940 r., komendantura obozu w Ostaszkowie przypomniała o konieczności oszukania Polaków: „1. Przygotowanie do wysyłki przeprowadzić w podobny sposób jak wcześniej przeprowadzono odsyłanie do Niemiec i na nasze tereny, to znaczy przestrzegając kryterium terytorialnego, przez co skazani będą sądzić, że przygotowuje się ich do odesłania do domów. 2. W celu uniknięcia różnego rodzaju ekscesów i zaburzeń w żadnym wypadku nie ogłaszać wyroku tutaj u nas w obozie, a ogłosić to w tym obozie, gdzie będą przetrzymywani. Natomiast jeśli w drodze do miejsca przeznaczenia ze strony jeńców wojennych padną pytania, dokąd ich wiozą, konwój może im wyjaśnić tylko: Do pracy w innym obozie”.

Świadectwa przeprowadzenia przez NKWD wiosną 1940 r. akcji dezinformacyjnej znajdujemy w relacjach ocalonych. Podchorąży Władysław Furtek, jeniec z Kozielska, wskazał powód, dla którego wielu jeńców było przekonanych, że jedzie do kraju: „Tak zresztą twierdzili w rozmowach z nami politrucy i niżsi funkcjonariusze obozu. Mówili oni wprost, że wywożeni będą oddani Niemcom, a nawet wymieniano Brześć jako miejsce, gdzie mają być przekazani władzom niemieckim”. Jerzy Grobicki, wspominając transport z Kozielska, stwierdził: „Podawano nam dwie różne wersje. Niektórzy komisarze, oficerowie polityczni, mówili nam, że zostaniemy wymienieni z Niemcami, a więc zawiozą nas w okolice Smoleńska, gdzie znajduje się duży obóz, w którym dokonują takich wymian ludzi. […] A inni oficerowie polityczni mówili, że obóz w Kozielsku jest zbyt duży. Mają ogromne trudności w zaopatrzeniu nas w żywność. I dlatego obóz zostanie podzielony na mniejsze obozy. W rzeczywistości, kiedy opuszczaliśmy Kozielsk, nie wiedzieliśmy, dokąd jedziemy”.

Józef Czapski, jeniec ze Starobielska, wspominał: „Podrzucono nam nawet oficjalny papierek sowiecki z trasą naszej podróży przez Bendery. Raz obudzono nas w nocy, pytając się, kto z nas włada rumuńskim i greckim językiem. Stworzyło to wszystko nastrój nadziei, że kiedy w kwietniu zaczęto nas grupkami po kilkudziesięciu, czy kilkunastu wywozić, wielu z nas wierzyło święcie, że jedzie na wolność”.

Wobec tak rozbudowanej, przebiegłej dezinformacji polscy jeńcy z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa nie mieli szans nie tylko na poznanie, ale nawet na domyślenie się celu transportu, w którym w kwietniu-maju 1940 r. opuszczali obóz. Skuteczna dezinformacja NKWD sprawiła, że wysyłani na śmierć do ostatniej chwili nie orientowali się, jaki los im zgotowano.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

dr Witold Wasilewski, IPN Warszawa

Nasz Dziennik