logo
logo

Prof. Jérôme Lejeune (na zdj.) dokonał odkrycia przyczyn zespołu Downa – trisomii chromosomu 21 Zdjęcie: / -

Wybierajcie życie, abyście żyli (2)

Sobota, 29 kwietnia 2017 (02:37)

Konferencja ks. kard. Roberta Saraha, wygłoszona na zaproszenie Fundacji im. Jérôme’a Lejeune’a 25 marca 2017 r., kościół św. Augustyna, Paryż

Uobecniając Chrystusa, który uzdrawia ciała i serca, przywraca wzrok niewidomym, umacnia nogi chromych, pozwalając im skakać z radości, Jezusa, który oczyszcza trędowatych, otwiera uszy głuchym i rozwiązuje język niemym (por. Mt 11,5), który jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, który jest również dobrym Samarytaninem, namaszczającym oliwą Bożej Miłości rany poranionego człowieka (por. Łk 10,34), życie Profesora Lejeune’a – możemy tak uznać – w czasach Kościoła po Wniebowstąpieniu i Pięćdziesiątnicy, było niejako przedłużeniem Wcielenia Jednorodzonego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który przyszedł między nas, by nas uzdrowić i zbawić. To właśnie wyraził przyjaciel Jérôme’a Lejeune’a, święty Papież Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice „Redemptor hominis”, gdy podejmując słowa Soboru Watykańskiego II, stwierdził, że Chrystus „przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (nr 8).

W odniesieniu do Profesora Lejeune’a naprawdę można więc mówić o duchowości Wcielenia, która wraz z obroną prawdy o życiu ludzkim i współczuciu stanowi jedną z najważniejszych cech tej świętości; pragnę, by Kościół ją uznał, byśmy mogli korzystać z jego wstawiennictwa i w ten sposób mieli oparcie w walce z obecną degradacją naszego społeczeństwa, przez jego przykład i jego zmagania o życie.

„Fiat” każdego dnia

Pójdźmy dalej i popatrzmy, jak to się stało, że temu człowiekowi czynu, naukowcowi i zarazem poecie, obdarzonemu taką inteligencją, wrażliwością i subtelnością, udało się nie popaść w samozadowolenie czy w pychę. Kiedy bowiem, tak jak on, jesteśmy bez reszty pochłonięci działaniem, grozi nam pokusa, dobrze znana gorliwym misjonarzom Ewangelii: nasza osoba, nasze „ja” buduje swoją wyższość aż po absolut, podstępnie spychając Boga na margines. Sądzę, że Profesor Lejeune został ustrzeżony przed tym niebezpieczeństwem, niewątpliwie dzięki zaciętej niekiedy walce duchowej.

Słowo Maryi wypowiedziane przy Zwiastowaniu stale rozbrzmiewało w jego sercu wierzącego, pokornego sługi Ewangelii i Kościoła: „Fiat!”, tak, „fiat”, to słowo, ta czysta, doskonała i bezwarunkowa odpowiedź Panny Maryi, którą on sam kierował do Boga w każdym dniu swego życia, zwłaszcza wtedy, gdy dostępował łaski przyjmowania swego Pana w Komunii Świętej. Tak jak Najświętsza Maryja Panna, a także jak wielu świętych, którzy – jak wiemy – udzielili odpowiedzi pełnej dziecięcego zawierzenia – za przykładem św. Teresy z Lisieux, św. Joanny d’Arc czy bł. Karola de Foucauld – Jérôme Lejeune „przyzwolił” na działanie Boga.

W katolickiej teologii duchowości „przyzwolenie” oznacza zgodę na związek wolności i łaski, który podnosi człowieka do rangi współpracownika Boga. Dla człowieka ochrzczonego decyzja o oddaniu Chrystusowi kierowania własnym życiem jest bowiem aktem podstawowym; dzięki niemu można uniknąć pułapek pragnienia sławy, zniechęcenia i smutku. W tym celu trzeba jednak zagłębić się w coś, co nazwę „dyskrecją”, czyli w milczenie, będące cechą wielkich kontemplatyków i prawdziwych czcicieli Boga. Owo milczenie jest nie tylko królewskim przedsionkiem, przez który Trójca Przenajświętsza wchodzi w naszą duszę i czyni sobie u nas mieszkanie (por. J 14,23), by przemieniać nasze codzienne obowiązki w akty miłości. Milczenie jest również „mocą”, stąd tytuł książki, którą wielu z Państwa z pewnością już przeczytało lub którą trzymają teraz Państwo w rękach.

Milczenie, które jest krzykiem

Kiedy Pan Jean-Marie Le Méné, przewodniczący Fundacji Jérôme’a Lejeune’a i zarazem zięć Profesora, oznajmia: „Pod koniec życia utracił wszystko, miał trudności z pracą, nie był już zapraszany na kongresy, a przewidywany do Nagrody Nobla, nigdy jej nie otrzymał”, o czymże mówi, jak nie o milczeniu, które spadło na Profesora Lejeune’a niczym ołowiana pokrywa, gorzki owoc zaślepienia i ludzkiej niegodziwości? Tak, skazano go na milczenie, ale to milczenie bynajmniej go nie przytłoczyło i stało się prawdziwą bliskością z Bogiem, „mocą”, mocą świadectwa, męczeństwa, mocą świętości. Milczenie Profesora Lejeune’a było bowiem milczeniem Jezusa podczas Jego Męki w obliczu oskarżycieli.

Popatrzymy na postawę Pana Jezusa w Ewangeliach: najpierw, jak nam mówi św. Mateusz, Jezus stanął przed arcykapłanami i Sanhedrynem; szukali oni fałszywego świadectwa, żeby doprowadzić do skazania Go na śmierć. Jak mówi ewangelista: „Lecz nie znaleźli, chociaż występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęło dwóch, mówiąc: ’On powiedział: ‘Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować’’. Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: ’Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko tobie?’”. Jesus autem tacebat, stwierdza Ewangelia: „Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: ’Zaklinam cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?’. Jezus mu odpowiedział: ’Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich’. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: ’Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje?’. Oni odpowiedzieli: ’Winien jest śmierci’” (Mt 26,60-66). Następnie, według św. Łukasza Ewangelisty, Jezus stanął przed Herodem, który długo zadawał Mu pytania, ale Jezus nie odpowiedział ani słowem. W końcu Herod z pogardą odział Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata (por. Łk 23,8-11). Święty Jan informuje nas, że wtedy z kolei prokurator wypytywał Go o tożsamość, a Jezus oznajmił: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37). Potem zamilkł.

Krzyż najsłabszych

Jak piszę w książce „Moc milczenia”1, wiemy, że w dzisiejszym świecie „człowiek, który mówi, jest celebrowany, a człowiek milczący jest biednym żebrakiem, na którego nie warto nawet podnosić wzroku” (nr 30). Tak jak Jezus, który żebrał o Miłość u grzesznej, głuchej i ślepej ludzkości – kilka godzin później Pan wołał: „Pragnę” na Krzyżu chwalebnym – tak Profesor Lejeune swoim milczeniem błagał o współczucie swoich współczesnych dla najsłabszych, dla tych chorych dzieci, których głosem stał się on, skazany na milczenie.

Szczególnie pamiętał o dziesięcioletnim dziecku z trisomią, które podczas konsultacji rzuciło mu się w ramiona z krzykiem: „Chcą nas zabić! Musisz nas chronić, bo my jesteśmy zbyt słabi, nie zdołamy się obronić!”. Serce Profesora, który sam był skazany na milczenie, krwawiło… W książce „Moc milczenia” pozwalam sobie na stwierdzenie, że „w najbardziej przełomowym momencie życia, gdy dobiegające zewsząd wycie zasypywało Go wszelkiego rodzaju kłamstwami i oszczerstwami, gdy Piłat Go zapytał: ’Nic nie odpowiadasz?’, Jezus wolał milczeć” (nr 141). „Milcząc, Jezus chce pokazać, że gardzi kłamstwami, On, prawda, światłość i jedyna droga prowadząca do Życia. Jego sprawa nie potrzebuje obrony. Prawdy i światła nie trzeba bronić: ich blask wystarczy im za obronę” (nr 197). Piłat ze swej strony „nie rozumiał przyczyny tak niezwykłego milczenia. Stał wobec milczenia Boga, pośród wrzasków ludzi, upojonych bezrozumną nienawiścią!” (nr 197). Tak, co jeszcze mógł odpowiedzieć Profesor Lejeune na inwektywy, jakie całkiem niedawno słyszeliśmy z ust ministra: „Kobieta dokonująca aborcji nie przerywa życia”, a także: „Aborcja jest prawem kobiety”?

W tym miejscu naszych rozważań pozwólcie mi na pewną analogię: gdy nasi bracia chrześcijanie, którzy cierpią teraz prześladowania, są przez swoich oprawców aresztowani i wtrącani do więzień, mogą im pokazać zapisany na swym ciele znak będący wyznaniem ich wiary ludzi ochrzczonych, w razie gdyby, jak mówią, pod wpływem tortur ulegli pokusie zaparcia się Chrystusa. Kiedy bowiem tylu nam współczesnych tu, na dekadenckim Zachodzie, pod wpływem przelotnej i kosztownej mody oddaje się dziwacznej praktyce tatuażu, ci chrześcijanie stale są gotowi pokazywać przed Kajfaszami i Piłatami naszych czasów niezatarty Krzyż wytatuowany na nadgarstku, milczące świadectwo swego zjednoczenia z Jezusem aż po śmierć. Jak mówią, „przynajmniej ten znak przezwycięży moją ewentualną słabość wobec lęku przed śmiercią”.

Tak samo było z Profesorem Lejeune’em: krzyż wytatuowany na nadgarstku był jego pogodnym stwierdzeniem, że – jak mówił – „miarą godności danej cywilizacji jest szacunek, jakim otacza ona najsłabszych swoich członków”. To wspaniałe i prawdziwe stwierdzenie potwierdzał postawą w codziennym życiu: cierpliwie, pokornie, z miłością i nieskończonym szacunkiem przyjmował bowiem wszystkich pacjentów przychodzących do szpitala na konsultacje, a zwłaszcza najbiedniejszych, gdyż wiedział, że jego obowiązkiem, misją jest staranie o wyleczenie chorego oraz miłowanie go; ta forma miłości stała się u niego heroizmem. W pełni był męczennikiem życia i prawdy, także w swym milczeniu, które nie było bynajmniej przejawem słabości, lecz stanowiło siłę władną obalać góry egoizmu i obojętności. Jego życie wyraźnie pokazuje, że – jak piszę w książce „Moc milczenia” – „Dzisiaj milczenie chrześcijańskich męczenników, mordowanych przez nieprzyjaciół Chrystusa, naśladuje i przedłuża milczenie Syna Bożego. Męczennicy pierwszych wieków, tak jak męczennicy naszych smutnych czasów, wszyscy pokazali tę samą milczącą godność. Milczenie staje się wówczas jedynym słowem, jedynym świadectwem, ostatnim testamentem. Krew męczenników jest zasiewem, krzykiem i milczącą modlitwą, która wznosi się ku Bogu” (nr 198).

Nasz Dziennik