logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

PiS wyprowadzane w las

Wtorek, 9 maja 2017 (19:00)

Nowelizacja ustawy przegłosowana przez Senat utrudni życie właścicielom działek

Paradoksalnie środowiska medialne, które atakowały Prawo i Sprawiedliwość za „wandalizm” i „wycinkę drzew”, zaczynają dostrzegać konsekwencje wycofywania się przez partię rządzącą z przyjętej wcześniej ustawy ułatwiającej wycięcie własnego drzewa bez zbędnych biurokratycznych formalności.

Ustawa zapewniała właścicielom prawo do decydowania o tym, jakie drzewa chcą mieć na działce, za którą płacą podatki, bez zbędnej ingerencji urzędników. Szybko okazało się, że atak opozycji był jedynie pretekstem do ataków na PiS, a nie przejawem prawdziwej troski o ekologię. Sama ustawa była bowiem na rękę także przedstawicielom opozycji, bo kto nie chciałby uwolnić się od marnowania czasu na wypełnianie zbędnych papierów i zanoszenie ich dla formalności do urzędu.

Biurokracja górą

Odwrót od ograniczenia zbędnej biurokracji staje się więc teraz kolejnym powodem do ataków przeciwników Prawa i Sprawiedliwości, chociaż w założeniu partii rządzącej miał te ataki wyciszyć. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że przeciwnikowi nie można ulegać, bo ustępstwa prowadzą do własnego pogrążenia.

Nowelizacja ustawy przegłosowana przez Senat utrudni bowiem życie właścicielom działek, a działki mają również politycy PO i Nowoczesnej. Prasa, zajmująca się tematem, nieprzychylna poprzedniej ustawie, zauważa, że po ewentualnej nowelizacji trudności związane z wycięciem drzewa na prywatnej działce mogą być większe niż przed wprowadzeniem ustawy ministra Jana Szyszko.

W myśl poprawek procedowanych 26 kwietnia w Senacie wydłużono czas, w jakim urzędnik może robić wizję lokalną po zgłoszeniu przez właściciela chęci wycinki, z 14 do 21 dni. Po tym czasie urząd będzie miał kolejne dodatkowe 14 dni na ewentualne zgłoszenie sprzeciwu lub milczącą zgodę. Powrót do obowiązku wypełniania formularzy z danymi osobowymi, numerem działki, danymi współwłaścicieli, obwodami drzew, mapami sytuacyjnymi, które mają być obligatoryjne, to przerost biurokracji nad treścią i zmora dla właścicieli chcących uporządkować swój teren. Wystarczy brak podpisu współwłaściciela, aby zgłoszenie cofnąć z wezwaniem do usunięcia braków, co wiąże się z koniecznością kolejnych wizyt w urzędzie lub na poczcie. Nie ma znaczenia, czy będzie się to nazywało trybem zgłoszenia czy wnioskiem o pozwolenie na wycinkę – biurokracja zajmie cenny czas w stopniu tak samo uciążliwym.

Oberwie się oczywiście PiS – tym razem całkowicie słusznie i nie tylko ze strony opozycji. Czy nie szkoda drzew na zmarnowany papier, skoro w większości zgłoszeń urzędnik i tak nie wniesie sprzeciwu, tak jak było za czasów sprzed ustawy ministra Szyszko?

Ruch antywolnościowy

Poprawki wnoszone przez partię rządzącą do własnej ustawy uderzą również w osoby zamierzające prowadzić działalność gospodarczą na nieruchomości, na której w okresie do pięciu lat wstecz wycięto drzewo. Podjęcie takiej działalności będzie wiązało się z koniecznością wniesienia drakońskich opłat, chyba że właściciel odczeka te pięć lat od wycinki. Krytycy zwracają uwagę, że takie regulacje to niekonstytucyjne ograniczanie prawa do wolności działalności gospodarczej. Mają rację, określając nową propozycję bublem.

Po co więc to wszystko, skoro ustawa ministra Szyszko była jedną z cenniejszych regulacji wprowadzonych przez PiS, przywracających normalność wobec PRL-owskiej anormalności, do której niektórzy tak przywykli? Niestety, lękliwość przed kreowanymi sondażami i piskami opozycji prowadzi do panicznych i chaotycznych ruchów partii rządzącej. Jeśli Sejm przyjmie poprawki proponowane przez Senat, a prezydent je podpisze, będzie to dla PiS gol do własnej bramki.

Szkoda również, że w zamyśle ustawodawcy urząd ustawowo nie zapewni pomocy w sadzeniu i pielęgnacji drzew, co właściciele robią na własny koszt, podobnie jak sprzątanie liści i usuwanie suchych konarów drzew. Ci, którzy prywatną zieleń pielęgnują, a do której rości sobie prawo opozycja jako do dobra wspólnego, powinni otrzymywać rekompensatę za swój czas i wysiłek – od każdego drzewa i krzewu i na koszt tych, którzy najbardziej przeciwko wycince protestują, a zwykle nie zasadzili ani jednego drzewa. Może w tę stronę powinny iść poprawki do ustawy? Kto z posłów je zgłosi?

Na co czekamy

Zamiast przywracania socjalistycznej ingerencji urzędniczej w prawo własności Prawo i Sprawiedliwość powinno zająć się sprawami niecierpiącymi zwłoki, dla Polaków naprawdę ważnymi.

Sprawa ochrony życia ludzkiego od poczęcia odstawiona została do sejmowej zamrażarki jak za czasów PO. Ograniczenie sprzedaży śmiercionośnej pigułki wczesnoporonnej utrącono w skandalicznych okolicznościach i nadal będzie ona dostępna. Sprawy ograniczania handlu ludzkim towarem, bezkarności prostytucji przy drogach, sprzedaży pornografii (notabene nie zapominajmy, że grzechem ciężkim o tragicznych skutkach duchowych i społecznych jest każda pornografia, a nie tylko „dziecięca”), bezkarnego wykonywania zapłodnień in vitro na ludziach.

Również rozwiązanie problemu zmuszania do handlu w niedziele i święta utknęło w martwym punkcie. „Ekonomiści” partii rządzącej, zamiast wgłębić się w wymiar duchowy i uznać, że każdy dzień święty należy święcić, nadal rozważają, ile niedziel w miesiącu mogłoby być ewentualnie wolnych, aby „gospodarka nie ucierpiała”. Chciałoby się rzec: „Panie nowobogacki, kafelki, sedes, ziemniaki w promocji, papier toaletowy, szafę, buraki, kosiarkę do trawy kupisz pan w tygodniu. Nie rób pan wstydu, niedziela to święto”.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

Aktualizacja 9 maja 2017 (20:20)

Nasz Dziennik