logo
logo

Zdjęcie: / -

Legion niezłomnych

Wtorek, 19 września 2017 (20:37)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 20 września 1942 r., utworzono Narodowe Siły Zbrojne. Była to ostatnia z wielkich niepodległościowych organizacji konspiracyjnych na terenie Polski i jednocześnie chyba najciekawsza.

Licząca początkowo ponad 70 tys. żołnierzy i oficerów, przez półtora roku rozwinęła się w siłę stutysięczną. Była to jedyna – obok Armii Krajowej – profesjonalna organizacja ściśle wojskowa, z liczną kadrą oficerską. W jej składzie było trzech przedwojennych generałów WP, kilkudziesięciu oficerów wyższych wszystkich rodzajów broni: piechoty, wojsk pancernych, artylerii, lotnictwa, a nawet Marynarki Wojennej. Byli wśród nich absolwenci wyższych szkół wojskowych (krajowych i zagranicznych), a nawet cichociemni, którzy przechodzili z AK.

Od tego czasu minęły już trzy pokolenia. Dziś już prawie nie ma wśród nas żołnierzy tej formacji, ale jej legenda żyje i ma się bardzo dobrze. Dlaczego?

Armia narodowa

NSZ w swym założeniu miały być apolityczną armią, stąd kategoryczne zakazy dowódców „politykowania w wojsku”. Działacze pionu politycznego, o ile chcieli służyć w NSZ, musieli zawiesić swą uprzednią działalność. Ciekawym rozwiązaniem było dysponowanie pionem zbrojnym przez pion polityczny. Zajmował się tym Wydział Wojskowy Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej (TNRP), czyli były to zawiązki cywilnej kontroli nad armią.

Zaplecze polityczne formacji, które stworzyły NSZ, było bardzo rozbudowane. Całością zawiadywała ok. 40-osobowa TNRP, składająca się przede wszystkim z działaczy Stronnictwa Narodowego oraz Obozu Narodowo-Radykalnego, ale w jej skład wchodziły również osoby, które trudno było jednoznacznie sklasyfikować. Łączyła ich idea pracy dla Polski. Z TNRP wyłoniono – dla sprawniejszego, bieżącego funkcjonowania – ośmioosobowe Prezydium, na którego czele stanął mec. Zbigniew Stypułkowski „Czemp”, jeden z najwybitniejszych polityków młodego pokolenia w II RP i najmłodszy przedwojenny poseł.

Równolegle do pionu wojskowego, czyli NSZ, powstał pion administracyjny, czyli Służba Cywilna Narodu (SCN) – odpowiednik Delegatury Rządu na Kraj. W maju 1943 r. przystąpiono do budowy nowej formacji politycznej dla przyszłej Polski, którą nazwano Obóz Narodowy. Miała to być z założenia szersza formuła niż partia polityczna, przyciągano do niej ludzi bez konkretnej przynależności, ale zainteresowanych wspólną pracą propaństwową.

Program „Z”

To, co wyróżniało tę organizację na tle innych ugrupowań niepodległościowych, nazwane zostało „celami specjalnymi” NSZ. Było to dążenie do uzyskania po wojnie przez Polskę nowej granicy zachodniej – na Odrze i Nysie Łużyckiej i wcielenie do Rzeczypospolitej całych Prus Wschodnich oraz przeciwstawienie się niebezpieczeństwu komunistycznemu (jako realnemu zagrożeniu, mającemu nadejść od wschodu) i niebezpieczeństwu ukraińskiemu. O tym ostatnim dramatycznie ostrzegali jako pierwsi, zanim jeszcze rozpoczęło się masowe ludobójstwo na Polakach.

Program polityczny NSZ zakładał, że osiągnięcie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej będzie możliwe już pod koniec wojny, gdy pobite na wschodzie armie niemieckie będą się bezwładnie wycofywać na terytorium III Rzeszy. Zakładano, że powtórzy się scenariusz z końca I wojny światowej, gdy na skutek takiego rozwoju sytuacji Polska odrodziła się po 123-letnim okresie rozbiorów.

W celu wzmocnienia pozycji Polski w powojennej Europie i jej poważnego zabezpieczenia przed ponowną ekspansją Niemiec i Związku Sowieckiego postulowano stworzenie Unii Państw Środkowo-Europejskich, od Finlandii na północy aż po kraje bałkańskie na południu. Wzorem zaś miały być dawne polskie unie i idea „wolni z wolnymi, równi z równymi”. Wspólna miała być polityka zagraniczna, gospodarcza i obronna, przy zachowaniu suwerenności i odrębności państw członkowskich.

W NSZ istniało również zainteresowanie losem Słowian, mieszkających na terenie Niemiec, czyli Serbołużyczan, którzy szukali rozpaczliwie jakiegokolwiek zrozumienia i poparcia dla swych dążeń zachowania tożsamości. W tym celu powstał Komitet Zachodniosłowiański, zakonspirowany w Warszawie, pod opieką zaplecza politycznego NSZ.

Pod bronią

Inną, niezwykłą specyfiką tej organizacji był program powszechnego szkolenia wojskowego. Na terenie wszystkich powiatów (była to podstawowa jednostka struktury organizacyjnej) istniały szkoły podchorążych (różnych specjalności, niekiedy było ich nawet kilka), a dla żołnierzy nieposiadających cenzusu minimum średniego wykształcenia (przynajmniej „małej matury”) – szkoły podoficerskie. Szkolono w nich nie tylko własnych żołnierzy, ale „gościnnie” również członków innych organizacji. Przy Dowództwie NSZ działało Centrum Wyszkolenia, z którego do wybuchu Powstania Warszawskiego pozyskano siedmiuset absolwentów – podchorążych, a dalszych pięciuset było w trakcie szkolenia. Był to zalążek Brygady Dyspozycyjnej Zmotoryzowanej.

Pion wydawniczo-propagandowy był bardzo rozbudowany. Dowództwo, okręgi i powiaty wydawały łącznie prawie dwieście pism konspiracyjnych. Największe z nich dochodziły do kilkunastotysięcznych nakładów (a czasem i większych), znaczna ich część była drukowana i miały wysoki poziom edytorski. Zapewniały to własne zakonspirowane drukarnie.

Dwie podstawowe cechy tej organizacji: całościowy program geopolityczny i graniczny (zwany planem „Z”) oraz szkolenie wojskowe na bardzo wysokim poziomie merytorycznym, zapewniały stały i masowy napływ ochotników. Zauważono to szybko w innych organizacjach, podkreślając, że przez to NSZ przyciągają znaczną część ideowych, wykształconych młodych ludzi. Natomiast propagowanie przez nich własnego oryginalnego i atrakcyjnego programu wywoływało wprost postulaty, aby w polskim podziemiu wprowadzić… prewencyjną cenzurę (jak w II RP po 1926 r.). Nawoływała do tego jedna z politycznych organizacji prosanacyjnych, na szczęście pomysł został wykpiony, ale i tak nie był możliwy do zrealizowania.

NSZ w Polskim Państwie Podziemnym

Od samego powstania NSZ gotowe były do rozmów scaleniowych z Armią Krajową, która zresztą aż do końca okupacji niemieckiej usilnie o to zabiegała. Narodowcy dążyli jednak do uzyskania politycznej i oświatowo-wychowawczej autonomii oraz poszanowania roli i funkcji własnej kadry oficerskiej. Postulowano, aby o przydziale funkcji po scaleniu decydował stopień wojskowy i starszeństwo jego uzyskania, a nie formalna przynależność organizacyjna.

Do scalenia NSZ z AK doszło 7 marca 1944 r. Umowa nie została jednak przez AK w pełni wykonana. Mała część NSZ, wywodząca się głównie ze Związku Jaszczurczego, od umowy odstąpiła, gdy wyszły na jaw dyspozycje Naczelnego Wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego, dotyczące scalenia. Dowództwo AK ukryło je bowiem przed partnerami, usiłując ich „docisnąć”, aby organizację praktycznie rozformować. Złym duchem, który odegrał haniebną rolę nie tylko w tej sprawie, był mocno lewicujący „sanator” płk Jan Rzepecki, szef Biura Informacji i Propagandy. Lansował on program zagadkowo zbieżny z tym, co głosił później tzw. PKWN, czyli stalinowska marionetka dla ziem polskich.

Ostatecznie jednak scalenie w praktyce zostało i tak wykonane w imię „zgody narodowej” w obliczu nadchodzącego zagrożenia ze wschodu. Co więcej, poszczególne struktury NSZ w terenie scalały się jeszcze kilka miesięcy po formalnym rozwiązaniu AK (19 stycznia 1945 r.), wchodząc do organizacji NIE i później WiN.

 

Nieśmiertelne idee

Dziś NSZ i jej ideały są wzorem dla patriotycznej młodzieży w Polsce. Byli nowocześni, mieli bardzo szerokie horyzonty, z rozmachem nakreślone wizje i potrafili stworzyć potężną organizację wojskową, cywilną i polityczną, nie mając dostępu do funduszy „rządowych”, jakimi dysponowała praktycznie bez ograniczeń AK i Delegatura.

NSZ były organizacją potrójnie niezależną: nie stały nad nią żadne między- i ponadnarodowe siły polityczne; nie uległy obcym wpływom ideologicznym i do tego nie zostały uzależnione finansowo przez żadną z walczących stron. Jednocześnie były emanacją polskiej idei narodowej i stworzyły całkowicie własną, oryginalną myśl polityczną, jak się okazało, ostatnią, jaką wypracowali Polacy, albowiem polskie elity zostały unicestwione fizycznie i propagandowo na dziesięciolecia. Wiele elementów tej myśli pozostało trwałych i przeżyło swych twórców.

Partyzanci

NSZ, choć starały się zachować główne siły na okres powstania powszechnego przeciw Niemcom, już od jesieni 1942 r. zaczęły tworzyć własne oddziały partyzanckie. Miały one do spełnienia dwa ważne cele: gromadzenie ludzi „spalonych” w konspiracji oraz szkolenie żołnierzy w rzemiośle wojennym. Dotyczyło to głównie absolwentów konspiracyjnych szkół podchorążych i szkół podoficerskich oraz ćwiczeń aplikacyjnych oficerów młodszych.

Wiele walk z Niemcami, podejmowanych przez oddziały NSZ, prowadzono wspólnie z oddziałami AK, jak np. pod Biłgorajem, w Czerwonym Borze, pod Olesznem, Radoszycami. Znamy przypadki wprost heroiczne, jak poświęcenie kpt. Antoniego Kozłowskiego „Białego” z łomżyńskich struktur NSZ, który 23 czerwca 1944 r. wraz ze swym oddziałem spontanicznie pospieszył na pomoc okrążonemu w Czerwonym Borze zgrupowaniu AK i NOW-AK, oddając przy tym życie wraz z większością swych żołnierzy.

Najbardziej nośnym propagandowo osiągnięciem partyzantki NSZ była likwidacja niemieckiego generała – porucznika (odpowiednik polskiego gen. dywizji) Kurta Rennera, dowódcy 174. DP Wehrmachtu, wraz z ochroną i oficerami sztabowymi. Miało to miejsce 26 sierpnia 1943 r. pod Ożarowem, a akcję przeprowadził oddział wachmistrza Tomasza Wójcika „Tarzana”.

Renner był najwyższym stopniem i funkcją oficerem niemieckim, który zginął w wyniku akcji polskiego podziemia. Po wojnie akcję tę „kradli” NSZ historycy różnych organizacji, od GL po AK…

W Powstaniu Warszawskim

Do dziś w sumie nadal nieznany jest pełny udział NSZ w Powstaniu Warszawskim. Była to druga – po AK – siła walcząca w Warszawie, która doczekała się już wówczas najwyższych pochwał. Do tej organizacji należała m.in. Brygada Dyspozycyjna Zmotoryzowana „Koło” (według ewidencji z początku sierpnia 1944 r.: 1200 żołnierzy i oficerów, walki na Starym Mieście, następnie w Śródmieściu).

NSZ sformowały Zgrupowanie „Chrobry II” (prawie 3,5 tys. żołnierzy), które do końca walk powstańczych nie oddało terenu zdobytego na samym początku. Oficerowie i żołnierze tej formacji występują praktycznie we wszystkich walczących oddziałach AK, co jest jednoznacznie potwierdzone w zachowanej dokumentacji powstańczej.

Oddziały NSZ-AK i NSZ-ONR brały udział w akcji „Burza”, choć samo przedsięwzięcie oceniały bardzo krytycznie z przyczyn politycznych. Na szczęście nie ujawniały się przed bolszewikami, zachowując potencjał i broń do dalszej walki.

 

Pomagali akowcom

Warta jest przypomnienia często bardzo ścisła współpraca NSZ z AK i Delegaturą Rządu, nie tylko w przypadku współdziałania zbrojnego. Na prośbę Delegatury Rządu „odstąpiony” został kpt. Zygmunt Ojrzyński „Ostaszewski”, „Czarniecki”, szef II wydziału Komendy Okręgu Warszawa. Stworzył, wraz z podległymi sobie ludźmi, komórkę „Start”, czyli Ekspozyturę Urzędu Śledczego Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa m.st. Warszawy. Po wojnie kpt. Ojrzyński został zamordowany przez komunistów.

Przez wiele lat historycy AK milczeli w sprawie pośredniej pomocy ze strony wywiadu NSZ przy organizacji zamachu na gen. Franza Kutscherę 1 lutego 1944 r. w Warszawie. Informacje o tym zawarte są w raportach kontrwywiadu KG AK. Natomiast po tajemniczych zabójstwach Ludwika Widerszala i Jerzego Makowieckiego – członków BiP KG AK – to komórki kontrwywiadu NSZ udzielały pomocy w toczącym się śledztwie (następnie przez wiele lat tę organizację fałszywie oskarżano o dokonanie mordów, prawdopodobnie, aby zatrzeć ślady prowadzące do prawdziwych sprawców).

Częstą regułą było „wymienianie się” wyrokami między AK i NSZ, jakie zapadały na zdrajców i niebezpiecznych konfidentów, w celu zapewnienia dodatkowej ochrony dla wykonawców.

Wspólnym dziełem AK, DR i NSZ było Porozumienie Międzywięzienne – organizacja pomocy (nie tylko materialnej) dla więźniów Gestapo i policji niemieckiej oraz utrzymywanie stałej łączności z więzieniami i aresztami w celu ewidencji osadzonych i ich losów.

Sukcesy wywiadu

Wspaniałą kartą o niezwykłych i wciąż bardzo mało znanych osiągnięciach jest Wywiad „Z” (zachodni), działający w ramach Centralnej Służby Wywiadu Dowództwa NSZ. Wszystkie jego osiągnięcia były przekazywane do KG AK, a następnie do „polskiego” Londynu. W ten sposób zagubiliśmy gdzieś pamięć o jego twórcach (por. Stanisław Jeute „Stach Zachodni”, „Wilk”) i siatkach agenturalnych na terenie III Rzeszy. Większość wywiadowców została wymordowana przez Niemców, na ogół w niezwykle okrutny sposób.

Do niezwykłych akcji przeprowadzonych przez NSZ zaliczyć można uwolnienie z rąk Gestapo ppor. Feliksa Pisarewskiego (20 października 1942 r.) – była to pierwsza tego typu akcja w okupowanej Polsce. Pisarewski – polski Żyd – został następnie przyjęty do NSZ i był oficerem ds. specjalnych zleceń w Komendzie Okręgu Warszawa.

Organizacja, tak skandalicznie oskar-żana o mordowanie Żydów, była otwarta na ludzi tej narodowości. Major Stanisław (Szmul) Ostwind „Kropidło” został komendantem powiatu Węgrów. Polscy Żydzi służyli również w partyzantce NSZ, często oddając życie w szeregach tej formacji lub odnosząc poważne rany, np. w Powstaniu Warszawskim. Warto wspomnieć też polskich Tatarów, którzy pełnili w NSZ również funkcje dowódcze (np. płk pil. Piotr Abakanowicz „Barski”).

Pierwszą wielką akcją finansową polskiego podziemia było opanowanie Banku Emisyjnego w Częstochowie – gdzie drukowano tzw. młynarki – banknoty będące w obiegu w Generalnym Gubernatorstwie. Miało to miejsce 20 kwietnia 1943 r., w urodziny Hitlera. Zdobycz wyniosła prawie 3 mln zł, co w sytuacji braków środków finansowych w NSZ miało ogromne znaczenie.

Po zakończeniu okupacji niemieckiej i rozwiązaniu AK (19 stycznia 1945 r.) z sił NOW-AK, NSZ-AK i części rozwiązanej AK powstała najdłużej działająca i od 1946 r. największa antykomunistyczna organizacja na ziemiach polskich – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Jej ostatnie struktury organizacyjne zostały zniszczone przez UB dopiero w latach 1950-1956.

Dlatego rzeczą haniebną są próby podejmowane przez wielu historyków „wyrzucenia” NSZ poza nawias Polskiego Państwa Podziemnego i umiejscawiania ich na marginesie, razem z komunistami

Mimo upływu tylu lat od zakończenia II wojny światowej i następnie po zmianach politycznych w Polsce – próbach odchodzenia od komunizmu w każdej jego postaci – nienawiść do Narodowych Sił Zbrojnych trwa i jest bardzo silnie lansowana w różnych kręgach ideologicznych. Przykre jest to, że ludzie, którzy żywią się taką nienawiścią, albo nie mają o tej organizacji żadnego pojęcia, żerując na propagandzie z minionej epoki, albo są przepojeni skrajnie złą wolą.

Bo jakże ocenić wypowiedź Joanny Senyszyn, byłej europosłanki (z PZPR-SLD), sprzed kilkunastu miesięcy, gdy zwracając się do studentów Uniwersytetu Warszawskiego, powiedziała, że NSZ w 1945 r. broniły Berlina przed Armią Czerwoną? A nie jest to, niestety, coś wyjątkowego.

Leszek Miller (były członek Biura Politycznego KC PZPR i do niedawna szef SLD) po uchwale Sejmu RP w 2012 r., uznającej, że NSZ dobrze zasłużyły się Ojczyźnie, oznajmił, że byli to „sojusznicy Hitlera i pogromcy Żydów”. A przecież jedyna organizacja na ziemiach polskich podczas II wojny światowej, której można przypisać te właśnie cechy, to… protoplaści SLD, czyli tzw. Polska Partia Robotnicza!

 

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

LeszekŻebrowski

Nasz Dziennik