logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Złota międzynarodówka

Poniedziałek, 16 października 2017 (21:03)

W Stanach Zjednoczonych loże wolnomularskie można spotkać nawet w najmniejszych miasteczkach. W Norwegii na poczcie natkniemy się na księgi z nazwiskami masonów, a loża wolnomularzy w Oslo mieści się naprzeciwko parlamentu.

Nowe media w rękach masonerii – każda loża ma dziś stronę internetową, profil na Facebooku, Twitterze, komunikuje się za pośrednictwem Whatsappa – pełne są tekstów i zdjęć o dobroczynnej działalności masonów. Te pozory jawności nie mogą mylić. W rzeczywistości to manipulacja, nowa odsłona – na użytek naiwnych „profanów” – strategii wolnomularskiej. Jej cel: zawładnięcie światem i zniszczenie Kościoła katolickiego pozostaje niezmienny.

Dziś ma być 6 milionów masonów różnych rytów i obediencji, z tego blisko 5 milionów w USA, w Wielkiej Brytanii, gdzie 300 lat temu oficjalnie powstała pierwsza loża – 200 tysięcy; we Francji – ponad 150 tysięcy. W Polsce – około 550. Podobnie było w II RP. Wydawać by się mogło, że to bardzo niewiele – kropla w 38-milionowym Narodzie. Rzecz jednak nie w liczebności, ale w infiltrowaniu ważnych obszarów życia publicznego, kultury, mediów, gospodarki.

Wolnomularze byli i są w miejscach, gdzie zapadają decyzje wagi państwowej, gdzie rozstrzyga się kształt ustaw, trzymają się mocno gremiów, gdzie formatuje się myślenie ludzi, usiłują wniknąć do Kościoła. Dopiero po latach wiemy, że w II RP na 16 rządów w latach 1926-1939, czyli po zamachu majowym, aż 13 było kierowanych przez masonów. Zajmowali większość stanowisk ministrów i wiceministrów, m.in. w tak kluczowym dla nich resorcie jak ministerstwo wyznań religijnych i oświecenia publicznego.

Kto dziś wie, że Marian Falski, autor elementarza, z którego kilka pokoleń polskich uczniów poznawało sztukę czytania i pisania, był masonem wysokiego stopnia? Jego podręcznik, uznawany za „kultowy”, pozbawiony był wszelkich odniesień do wiary i religii katolickiej, jakby dzieci w Polsce nie chodziły do kościoła, nie modliły się, nie uczestniczyły w świętach kościelnych. Żeby oddać edukację w ręce wolnomyślicieli, nie potrzeba naprawdę wiele. Te zabiegi masonerii o wychowanie dzieci w duchu masońskim widział św. Maksymilian Kolbe, pisząc: „Kina, teatry, literatura, sztuka kierowane w wielkiej części niewidzialną ręką masonerii, zamiast szerzyć oświatę, gorączkowo pracują w myśl uchwały masonów: ’My Kościoła katolickiego nie zwyciężymy rozumowaniem, ale zepsuciem obyczajów’”.

Dlatego ulubioną rolą masona jest bycie szarą eminencją, suflowanie „liderom opinii” idei wykutych w loży, samemu pozostając w cieniu. Klasycznym przykładem takiego zausznika był Józef Retinger, mason i agent wielu wywiadów, współpracownik generała Władysława Sikorskiego, założyciel Klubu Bilderberg. Pozornie nic nie znaczył, bo nie piastował żadnych oficjalnych funkcji, a w rzeczywistości wywarł ogromny wpływ na najnowszą historię Polski i świata. Ilu takich Retingerów działało i działa, wręcz zastępując rządy w ich prerogatywach?

O działających w skali globalnej niejawnych gremiach, jak wspomniany Bilderberg czy Komisja Trójstronna, czy o niezliczonych agendach ONZ, prywatnych fundacjach globalnych potentatów, jak George Soros, Bill Gates czy Ted Turner, jeszcze niedawno nie mówiło się głośno, że są ekspozyturą masonerii, narzędziem w jej rękach. To one przejmują w aksamitny sposób kontrolę nad światem, nad człowiekiem i jego myśleniem, tam powstają programy i projekty, które mają wcielić w życie rozkładowe idee braci w fartuszkach.

– Loże działające jawnie porównałbym do gminnych komórek PZPR, mają rolę bardziej propagandową. Są na samym dole wolnomularskiej struktury, mogą tylko patrzeć, na to, co robią szefowie, i się pod tym podpisywać – twierdzi dr Stanisław Krajski, autor licznych książek o masonerii.

Okazuje się, że Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, matador ataków na Polskę prowadzonych przez unijnych biurokratów, swoją wiedzę na temat polityki RP czerpie od… masonerii. W czerwcu 2015 roku, jak informuje masonicpressagency, przyjął w Brukseli wraz z Antonio Tajanim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, 11 przedstawicieli „organizacji światopoglądowych i niewyznaniowych”, co w nowomowie UE oznacza masonerię. Na spotkaniu zatytułowanym „Jak żyć razem mimo odmiennych poglądów” był m.in. wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polski.

Jak działa masoneria?

Najkrócej: zawsze metodę dobiera do sytuacji. Po krwawych rewolucjach we Francji, Meksyku, Rosji, które przysporzyły Kościołowi wielu męczenników i umocniły wiarę, zamiast ją osłabić, nastał czas „białego męczeństwa”, zabijania katolików przez media. W Polsce masońską metodę niszczenia autorytetu ludzi wiary najlepiej obrazują ataki – rozpisane na głosy, ale wyraźnie koordynowane przez anonimowe centrum – na dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka. Wachlarz środków jest szeroki – od ośmieszania („moherowe berety”) przez oszczerstwa i kłamstwa aż po interwencje w Watykanie, by rękami Kościoła doprowadzić do usunięcia redemptorysty.

Inną strategią masonów często stosowaną wobec Kościoła katolickiego jest wciąganie świeckich i duchownych – pod pozorem rozwiązywania palących problemów współczesności – w debaty o tematyce narzucanej przez nową lewicę. Walka z globalnym ociepleniem, dostęp do wody, wyczerpywanie się surowców, „kultura witania” imigrantów – gdy Kościół zajmuje się tymi problemami, jest chwalony za otwartość, postęp, nowoczesność. Agenci globalnych zmian doskonale wiedzą, że dla uwiarygodnienia swoich planów potrzebują cieszących się zaufaniem współpracowników. Szukają ich poparcia w Kościele. Przykładem jest udział Jeffreya Sachsa w watykańskich konferencjach ekologicznych czy zaproszenie zaangażowanego w programy depopulacyjne dr. Paula Ehrlicha, który nawołuje do zredukowania liczby ludności o 6 miliardów.

W rzeczywistości celom masonerii służy wszystko, co osłabia Kościół i wiarę, rozmywa tożsamość katolików. Przyznał to Aleksander Dugin, wpływowy doradca Władimira Putina, autor jego imperialnego programu budowy wielkiej Rosji, a zarazem znawca ezoteryki. Dugin miał utrzymywać kontakt z sektą satanistów Order Wschodnich Templariuszy Aleistera Crowleya. „Rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie” – to rosyjski program duchowego zniszczenia polskiego Kościoła i unicestwienia Polski, która bez katolicyzmu nie przetrwa.

Dziś pasem transmisyjnym ideologii masońskiej jest przede wszystkim kultura, a właściwie antykultura. Symbolem bluźnierczego kierunku zmian stała się rzeźba przywalonej kamieniem postaci św. Jana Pawła II, autorstwa włoskiego rzeźbiarza Cattelana, prezentowana w 2000 roku w Zachęcie. Skandaliczny proces wytoczony dr. Witoldowi Tomczakowi, skazanie byłego posła za zniszczenie „dzieła” pokazuje, że uczucia religijne katolików można wyłączyć spod ochrony prawnej.

Gdy kultura wysoka właściwie zanika, rząd dusz przejmuje jej wersja pop, a ta przesycona jest treściami ezoterycznymi i okultystycznymi. Ezoteryka – jak wskazuje włoski badacz masonerii o. Paolo Siano – to jeden z trzech filarów wolnomularstwa, obok humanizmu i rytualizmu. Wszystkie trzy są niezgodne z religią katolicką, dlatego Kościół niezmiennie potępia i zakazuje pod karą ekskomuniki przynależności do lóż masońskich. Dziś to ezoteryka szeroką falą wlewa się w mroczne rewiry kultury, tworząc konglomerat gnozy, spirytyzmu, satanizmu. Jeden przykład: jawnie okultystyczne wydawnictwo Okultura najnowszy numer swego pisma „Hermaion” poświęciło tradycji ezoterycznej masonerii. Promocja odbyła się w warszawskiej księgarni Tarabuk. Gośćmi spotkania byli: prof. Monika Rzeczycka, prof. Tadeusz Cegielski, honorowy wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski, i Jerzy Prokopiuk, promotor gnozy w Polsce.

Ważną postacią w świecie kultury jest Maksymilian „Max” Cegielski, syn Tadeusza Cegielskiego, zdeklarowany ateista. – Prześledziłem jego karierę. Do końca rządów PO miał audycje w TVP Kultura, promował mocno islam, różne zespoły związane z islamem. Widać, jakim kanałem idzie dziś to oddziaływanie – mówi dr Stanisław Krajski.

300-lecie wolnomularstwa polscy masoni wykorzystali do akcji promocyjnej, choć w porównaniu z poprzednimi latami, gdy w najważniejszych muzeach Warszawy odbywały się szeroko nagłaśniane wystawy masońskie, tegoroczne obchody wypadły blado. Wolnomularze chwalą się, że nowe ośrodki powstają już nie tylko w metropoliach, ale też w mniejszych miastach, np. w Olkuszu powołano Triforium – zalążek nowej loży, którą tworzą czterej mistrzowie „z długim wolnomularskim stażem”. Nowy „warsztat” ma pracować w rycie szkockim dawnym i uznanym oraz w rycie francuskim nowoczesnym.

Nie zasypia też gruszek w popiele Wielki Wschód Rzeczypospolitej Polskiej – najważniejsza loża obediencji adogmatycznej, powołana 25 lutego br. Masoni informują, że w składzie WWRP znalazły się cztery loże warszawskie: Nadzieja (ryt szkocki rektyfikowany), Trzech Braci (ryt francuski), Europa (ryt francuski), Kultura (ryt francuski) oraz Gwiazda Morza na Wschodzie Gdańska (ryt szkocki dawny uznany), a także Karol Marcinkowski w Poznaniu i Mikrokosmos we Wrocławiu. Wielki Wschód RP jako swój sukces podaje uruchomienie strony internetowej, na której ujawnia nazwiska wielkiego mistrza i jego zastępców. Dowiadujemy się więc, że wielkim mistrzem jest prof. Zbigniew Grabowski, były rektor Politechniki Warszawskiej i minister w rządzie Mieczysława F. Rakowskiego, członek wielu organizacji, m.in. Kapituły Orderu Uśmiechu. Notabene, to instytucja o proweniencji masońskiej, założona w PRL przez Cezarego Leżeńskiego, działacza Stronnictwa Demokratycznego – matecznika polskiej masonerii, prezydenta Polskiej Federacji Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Wolnomularskiego Le Droit Humain. Modelowy przykład, jak pod płaszczykiem działalności na rzecz najmłodszych szerzyć ideologię masońską.

Masoni wnieśli też w tym roku swe lucyferyczne „światło” do Kielc, gdzie powstała pierwsza loża nosząca nazwę Michał Karaszewicz-Tokarzewski (założyciel Służby Zwycięstwu Polski – Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej był aktywnym wolnomularzem), zapalona w kwietniu przez obediencję Le Droit Humain.

Z kolei polskie masonki utworzyły 1 października br. pierwszą lożę kobiecą wyższych stopni, tzw. Lożę Doskonałości o nazwie Lux Orientis, która będzie częścią Suprême Conseil Féminin de France. „Delegatki obediencji: Wielce Potężny Wielki Komandor, Wielka Kanclerz i Wielka Sekretarz Generalny przywiozły nam z Paryża Patent loży, został rozwinięty piękny Proporzec” – informuje na swoim blogu Mirosława Dołęgowska-Wysocka, redaktor naczelna „Wolnomularza Polskiego”, była mistrzyni loży Prometea, żona wolnomularza Adama Wysockiego.

W tym roku tematyka masońska mocno obecna jest w murach czołowych polskich uczelni wyższych. W Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie Polskie Stowarzyszenie Badań nad Zachodnim Ezoteryzmem zorganizowało już piąte seminarium naukowe z serii „Ezoteryzm w kulturze zachodniej”. We wrześniu Instytut Filozofii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach przeprowadził konferencję „Ezoteryka i alchemia. Zapomniane filozofie?”. 12 listopada ogólnopolska konferencja naukowa „Wielość w jedności, jedność w wielości. W 300. rocznicę narodzin masonerii spekulatywnej” odbędzie się na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.

Niezmiennie aktywny pozostaje Instytut Sztuka Królewska w Polsce, który we współpracy ze Stowarzyszeniem im. Edwarda Abramowskiego zorganizował wykład Wojciecha Mościbrodzkiego o tajemnicach loży masońskiej w Teatrze Dnia Ósmego w Poznaniu, znanym ze skandali artystycznych. W Warszawie, w kawiarni Nowy Świat Muzyki, Instytut prowadzi cykl prelekcji z serii Akademia Mistrza Hirama, wabiąc publiczność rzekomymi sensacjami z historii masonerii.

Czemu, poza kreowaniem pozytywnego wizerunku wolnomularstwa, ma służyć ta propaganda? Na pewno kształtowaniu mentalności masońskiej. Nie będąc masonem, masz myśleć jak oni. „Masoneria to nie religia, nie filozofia, ale metoda” – twierdzi francuski wolnomularz Alain Gerard. Świat ma być jak loża: religię objawioną zastąpi religia symboliczna, bez dogmatów, bez osobowego Boga, poddana „dyktaturze relatywizmu”. Każdy będzie miał swoją prawdę. To będzie świat dla wybranych, dla tych, którym pozwoli się urodzić, aborcja, antykoncepcja, sterylizacja, eutanazja zredukują radykalnie ludzkość. Polaków ma być 15 milionów, jak radził Polsce w latach 70. XX wieku Dennis L. Meadows, jeden z autorów Raportu Rzymskiego. Mało kto wierzył w to zalecenie, tymczasem dziś ONZ prognozuje, że na koniec wieku ludność Polski może skurczyć się do 18 milionów.

Mason masona nie skrzywdzi

22 listopada 1938 roku dekretem prezydenta Ignacego Mościckiego loże wolnomularskie w Polsce „z mocy samego prawa” zostały rozwiązane. Ich majątek miał być przekazany na cele dobroczynne, a dokumenty i archiwa na rzecz państwa. Przynależność do związku wolnomularskiego obłożono karą więzienia do pięciu lat; zabronione było też zakładanie lóż i kierowanie nimi w przyszłości.

Wykonanie dekretu powierzono ministrowi spraw wewnętrznych, którym był generał Felicjan Sławoj Składkowski (członek Wielkiej Loży Narodowej Polski), pełniący jednocześnie urząd premiera. Składkowski wydał 15 grudnia 1938 roku zarządzenie o likwidacji zrzeszeń wolnomularskich, które wymieniało 32 stowarzyszenia, w tym 11 niemieckich lóż masońskich; 12 placówek masonerii żydowskiej B’nai Brith, 4 loże zakonu Odd Fellows, 1 zakonu Dobrych Templariuszy, 4 placówki niemieckiego stowarzyszenia Schlaraffa oraz żydowskiego Stowarzyszenia Achduth (Jedność). Wśród lóż do likwidacji zabrakło największych polskich obediencji, bowiem za zrzeszenia wolnomularskie uznano – zgodnie z tajnym okólnikiem premiera Składkowskiego do wojewodów – tylko te „organizacje, których charakter wolnomularski wynika z ich statutu bądź struktury”. Okazuje się, że przed wojną polskie loże nie rejestrowały się, więc tak jakby nie istniały; poza tym ostrzeżone o przygotowywanym dekrecie „uśpiły się”, czyli dokonały samorozwiązania. Czy dekret z 1938 roku zachował moc prawną? W obliczu inwazji masonerii w III RP takie pytanie ma głęboki sens.

– Formalnie rzecz ujmując, nikt tego dekretu nie odwołał. Jeśli nie było cezury czasowej na czas jego obowiązywania, to obowiązywał na czas nieokreślony – podnosi dr hab. Przemysław Czarnek, wojewoda lubelski, konstytucjonalista.

Prawnik zwraca uwagę, że nie ma żadnego przepisu prawa konstytucyjnego, który by w sposób definitywny kończył obowiązywanie przepisów prawa uchwalonych w II RP, mimo że w Konstytucji z 1997 roku zabrakło jednoznacznego nawiązania ciągłości prawnej z II RP. Problem polega na czym innym.

– Mamy w nauce prawa pojęcie „desuetudo”, czyli odwyknienie, odzwyczajenie. Ten termin oznacza jedną z reguł derogacyjnych, która polega na tym, że nieprzestrzeganie i niestosowanie przez długi okres określonej normy prawnej skutkuje utratą przez nią mocy obowiązującej. W praktyce orzeczniczej ta reguła derogacyjna ma realne znaczenie – tłumaczy dr hab. Przemysław Czarnek.

Dekret prezydencki pozostał więc na papierze, nie objął też organizacji paramasońskch – klubów Rotary, YMCA, YWCA, stowarzyszeń ezoterycznych i okultystycznych. Masoneria mogła swobodnie kontynuować swą działalność.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

MałgorzataRutkowska

Aktualizacja 16 października 2017 (21:03)

Nasz Dziennik