logo
logo

Nasze bezpieczeństwo energetyczne musimy oprzeć na polskim węglu, a nie na francuskiej elektrowni atomowej Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

W pułapce średniego rozwoju

Poniedziałek, 1 stycznia 2018 (11:26)

Bądźmy Europejczykami wysokich wynagrodzeń

Exposé premiera Mateusza Morawieckiego zostało przyjęte entuzjastycznie przez prawicową opinię publiczną, gdyż w swej istocie, z wyjątkiem jednego punktu, proponowało wdrożenie tych samych rozwiązań, które już zainicjowała ciesząca się sympatią społeczną Beata Szydło. Z drugiej strony poza silnymi akcentami patriotycznymi i planami bycia członkiem G20 szczególnie mocno został wyeksponowany plan Morawieckiego. Dlatego, chcąc przewidzieć działania nowego rządu, należy koniecznie go przeanalizować z punktu widzenia efektów jego dwuletniej implementacji jako wskazówki na przyszłość.

Ukraina plus

Należy podkreślić, że plan Morawieckiego trafnie diagnozuje, dlaczego Polska znalazła się w pułapce średniego wzrostu, jak i spadającej produktywności: „W latach 2012-2015 tempo wzrostu, łącznej produktywności czynników produkcji (TFP) w Polsce zwolniło do ok. 1,0% wobec średnio 1,7% w latach 2007-2011 czy 2,9% w latach 2000-2006”. Niemniej choć postuluje się przestawienie się na dziedziny o wyższej wartości dodanej, nie idą z tym w parze działania zwiększające płace rodaków i motywujące przedsiębiorców do wzrostu inwestycji i innowacyjności, nakierowując ich inicjatywę na zastępowanie droższych pracowników tańszymi imigrantami. W efekcie tak jak to przewiduje Komisja Europejska, napływ pracowników z Ukrainy będzie miał ten wymiar, że w 2018 r. realne jednostkowe koszty pracy w Polsce („Real unit labour cost”) mogą mieć zerowe wzrosty. Analizując osiągnięcia gospodarcze, ignorujemy przyczyny skutkujące spadkiem udziału inwestycji w PKB do 17,7% i fakt ich stabilizacji na najniższym od 21 lat poziomie.

W diagnozie podkreślano fakt niskiej stopy inwestycji, aż o 3,9 pkt proc. niższej niż w regionie, i to mimo że inwestycje samorządowe i rządowe wynosiły 4,4% PKB, podczas gdy w UE wynoszą one średnio 2,9%. Inwestycje w środki trwałe w przedsiębiorstwach wyniosły zaledwie 49 mld zł w pierwszym półroczu i były o 1% niższe niż przed rokiem. Znamionuje to, że nie można liczyć na długotrwały wzrost gospodarczy przy braku nakładów w przedsięwzięcia rozwojowe, mimo iż oczekiwanie odbicia w inwestycjach unijnych w połączeniu z hossą na rynku światowym sprawi, że koniunktura przedłuży się na najbliższe dwa lata.

Mimo prawidłowej diagnozy, cytowanej podczas exposé, a ukazującej zapóźnienie Polski z jej niskimi wynagrodzeniami wynoszącymi zaledwie 46% PKB – aż o 10 pkt proc. niższy udział w PKB w porównaniu ze średnią regionu, prowadzi się forsowną politykę sprowadzania milionów pracowników z Ukrainy. Tymczasem zgodnie z prawami ekonomii imigracja powoduje zahamowanie wzrostu płac, jak i postulowanej innowacyjności, i w konsekwencji nasila spiralę emigracyjną Polaków, nie wspominając o kosztach imigracji mierzonych indeksem bezpieczeństwa. Popieranie wybranych centrów wzrostu w morzu niskich dochodów i niskiej produktywności nie może przynieść zakładanych efektów i jest niezgodne z nauką dotyczącą skutecznej konwergencji.

 

Pułapka atomu

Sprzeczności między diagnozą a implementacją w planie Morawieckiego występują najbardziej jaskrawo na polu wynagrodzeń, inwestycji, oszczędności i CO2. Z jednej strony krytykuje się politykę klimatyczną UE likwidującą polskie górnictwo i energetykę, z drugiej strony jako jedyny wyjątek od prezentowanej w exposé polityki kontynuacji eksponuje się plan budowy elektrowni atomowej. Zamiast naśladować prezydenta Donalda Trumpa i dać zielone światło dla elektrowni opalanych węglem brunatnym lub uzyskać na wzór Turcji gwarancje, że nie będzie się obciążonym kosztami polityki klimatycznej, grozi nam, że polepszymy nasze relacje z Francją, obiecując, że zakupimy u nich elektrownię jądrową. Zamiast przeznaczyć 100 mld zł na niezbędne inwestycje produkcyjne – w tym w energetykę węglową, której nikt nie chce sfinansować, wyzbywa się kapitału na kosztowną „polonizację” sektora bankowego.

Po to, aby nie brnąć w błędnych działaniach, należy podkreślić, że tzw. działania „polonizacyjne” są w sprzeczności z diagnozą „Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” (SOR) ukazującej nakierowanie banków na finansowanie konsumpcji. Cytując: „Według danych EBC, Polska odznacza się najwyższym w UE udziałem kredytów dla gospodarstw domowych w ogólnej wartości kredytów udzielonych przez sektor bankowy. W 2015 r. udział ten wynosił 28% przy średniej dla UE na poziomie ok. 18%. […] Taka struktura świadczy o tym, że polski sektor bankowy jest obecnie bardziej ukierunkowany na finansowanie nieruchomości i konsumpcji niż inwestycji”. Dlatego zgodnie z diagnozą należy dokonywać inwestycji produkcyjnych, których niedobór zauważono poprzez banki kontrolowane przez państwo, zamiast przeznaczania środków na sfinansowanie dokonanej przez poprzedników krytykowanej akcji kredytowej. Należy zweryfikować założenia działań na resztę kadencji, aby się nie okazało, że po „polonizacji” sektora bankowego „na działania prorozwojowe realizujące cele SOR” „środki sektora bankowego” będą miały swój udział do 2020 r. w wysokości zaledwie 50 mld zł (10 mld zł rocznie). W sytuacji, gdy samorząd ma według planów dostarczyć 508 mld zł, NFZ (!) 390 mld zł, a nawet szkoły wyższe 93 mld zł – w celu przyspieszenia procesu konwergencji należy koniecznie przeorientować prowadzone działania po to, aby osiągnąć zakładane cele.

Niekorzystny jest fakt, że inwestycje sektora przedsiębiorstw w Polsce wynoszą zaledwie 11% PKB, podczas gdy w Czechach 17%. Jeżeli w diagnozie podaje się, że oszczędności gospodarstw domowych wynoszą 2,2% w Polsce, podczas gdy w Niemczech 11,1%, a w Czechach 6,5% i że niski poziom oszczędności jest jednym z głównych problemów strukturalnych, to nie powinno się prowadzić polityki niskich płac w ramach projektu „Ukraina+” i dokonywać kolejnego demontażu OFE.

Konkludując, aby cel exposé premiera Morawieckiego przyspieszenia doganiania Europy został osiągnięty, to należy wrócić do diagnozy planu Morawieckiego, przyspieszyć wzrost wynagrodzeń, a bezpieczeństwo energetyczne oprzeć na polskim węglu, a nie francuskiej elektrowni atomowej.

Dr Cezary Mech

Autor jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów.

Aktualizacja 1 stycznia 2018 (13:11)

Nasz Dziennik