logo
logo

Zdjęcie: Marcin Makowski/TVP/ -

Piastowie w krzywym zwierciadle

Środa, 10 stycznia 2018 (02:29)

Telenowela „Korona królów” to karykatura naszej wielkiej historii

Polityka historyczna powinna być jednym z ważniejszych pól działalności władz państwowych. Musi mieć określone cele, sprzęgnięte z najważniejszymi wektorami polityki wewnętrznej i zagranicznej. Wystarczy porównać choćby przekaz dwóch kinematografii, aby przekonać się, że mają różne cele do osiągnięcia. W przypadku wielu państw polityka historyczna nadrabia wstydliwe zachowania społeczności, tłumaczy słuszność swojego stanowiska, eksponuje zwycięstwa lub przypomina wrogom kompromitacje, stymuluje sympatie międzynarodowe.

„Lista Schindlera”, a nawet „Asterix” to przykłady przesuwania punktów ciężkości prawdy historycznej w kierunku jakichś wrażeń ku korzyści inwestorów. Jako Polacy, w przeciwieństwie do wielu narodów, mamy powody do dumy z przeszłości, ale niestety słabą politykę historyczną. Jej głównym nośnikiem może być kinematografia, która niestety nie wypełnia tej misji. Wciąż czekają na superprodukcje takie tematy, jak: Kircholm, hołd carów ruskich, odsiecz wiedeńska, Hodów czy też Armia Andersa, obrona Tobruku, szlak bojowy gen. Maczka, Żołnierze Wyklęci, a także bohaterowie: Stanisław Żółkiewski, Kazimierz Pułaski, Maurycy Beniowski, Tadeusz Rejtan czy większość cichociemnych itd.

Krytyka uzasadniona

Reklamowany od dawna serial „Korona królów”, o którym słyszeliśmy, że będzie hitem, i który właśnie zagościł na ekranach TVP1, wzbudził wiele krytyki. I oczywiście nie pomyli się ten, kto jej część wytłumaczy antypatią polityczną do Jacka Kurskiego (który też jako producent najwięcej ten serial chwali), ale to kiepska obrona w ogóle niskiego poziomu serialu.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Boroń

Aktualizacja 10 stycznia 2018 (19:21)

Nasz Dziennik