logo
logo

Zdjęcie: / -

Modlitwa nie do odparcia

Piątek, 21 lutego 2014 (02:11)

Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje mnie w piekle. Rozważając to, popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa. Wtedy usłyszałem w moim sercu echo słów ojca Alberta, powtarzającego za Maryją: „Ten, kto propaguje mój Różaniec, będzie zbawiony”. Te słowa oświeciły moją duszę. Upadłem na kolana i zawołałem: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego Różańca”.

Autor tych słów – Bartolo Longo zaprzedał duszę diabłu i zaczął mu służyć. Przez kilka lat oddawał się praktykom okultystycznym, uczestniczył w satanistycznych obrzędach i był zaprzysięgłym wrogiem Kościoła.

Druga połowa XIX w. to na Półwyspie Apenińskim, gdzie żył Bartolo Longo, okres bardzo dużej aktywności masonerii i różnych antykatolickich oraz antykościelnych ruchów. Zjednoczeniu Włoch, któremu przewodziła masoneria, towarzyszyły liczne uwięzienia kapłanów, konfiskaty dóbr kościelnych oraz antypapieskie i antyklerykalne demonstracje.

Gdy Bartolo Longo zaprzedał swoją duszę diabłu – jak sam wspomina – „kościół szatana zamienił się w prawdziwe piekło” – wśród gromów i błyskawic słychać było krzyki i bluźnierstwa uczestników czarnej mszy. Przerażony tym, co działo się dookoła, Bartolo stracił przytomność, której nie odzyskał przez kilka dni. Pomimo to nie zaprzestał satanistycznych praktyk i przez kilka lat służył diabłu.

Przez cały czas jednak jego przyjaciel profesor Vincent Pope nie ustawał w modlitwach za niego i próbach nawrócenia Bartola, w czym pomagał także dominikanin Albert Radente. Po latach wrócił do Boga, ale Bartolo targany był licznymi niepokojami, a nawet wątpliwościami – czy jest dla niego ratunek, skoro oddał swoją duszę diabłu?

Szukając ukojenia, angażował się w liczne dzieła dobroczynne, a szczególne okoliczności po temu zaistniały, gdy trafił do Pompejów.

Była to okolica bardzo uboga nie tylko pod względem materialnym, ale też duchowym, gdzie ludzie powszechnie oddawali się pogańskim praktykom i wierzyli w czary, nie znając jednocześnie nawet najbardziej podstawowych modlitw, takich jak „Ojcze nasz” czy „Zdrowaś Maryjo”. Tam właśnie w chwili zwątpienia i rozpaczy, gdy przygniatała go myśl o tym, że kapłaństwo jest wieczne, a więc i jego oddanie się szatanowi zostało przypieczętowane na wieki, Bartolo myślał nawet o samobójstwie. Na dnie rozpaczy usłyszał w głębi serca słowa Matki Bożej: „Ten, kto szerzy mój Różaniec, będzie ocalony”.

Upadł na kolana i złożył Matce Przenajświętszej uroczyste przyrzeczenie, że nie opuści ziemi pompejańskiej, dopóki nie spopularyzuje w niej Różańca. Niełatwo było trafić do serc mieszkańców Pompejów. W ich przekonaniu, bardziej skuteczne od kapłanów i modlitw były wiedźmy oraz gusła, więc i w miejscowym, starym, rozsypującym się kościółku wiernych było zaledwie kilku.

Gorliwa działalność dobroczynna Bartolo Longo, zaangażowanie na rzecz wydźwignięcia z nędzy mieszkańców tej niezwykle ubogiej okolicy przysparzały mu coraz więcej przychylności i szacunku. Wielkie znaczenie dla nawrócenia okolicznej ludności miały zorganizowane przez Bartolo Longo misje święte z udziałem kilku kapłanów.

W 1875 r. do starego, zniszczonego kościoła Bartolo sprowadził obraz Matki Bożej Różańcowej, na którym Przenajświętsza Panienka trzymająca na rękach Dzieciątko podaje różaniec św. Dominikowi i św. Katarzynie Sieneńskiej. Obraz był bardzo zniszczony i nie miał walorów artystycznych, ale za to szybko okazało się, że modlitwy u stóp Matki Bożej Pompejańskiej przynoszą wiele łask. Świadectwa tych łask, a przede wszystkim uzdrowień, docierały zarówno do mieszkańców pobliskich okolic, jak i odległych rejonów Italii. Nic dziwnego, że w krótkim czasie w Pompejach powstał nowy kościół mogący pomieścić licznie przybywających do cudownego obrazu pielgrzymów.

W roku 1890 Papież Leon XIII w sposób uroczysty uznał cuda zdziałane za przyczyną Matki Boskiej Pompejańskiej, a rok później konsekrowano bazylikę Pani Różańcowej w Pompejach.

Matka Boża daje nowennę

Jednym z pierwszych uzdrowień za przyczyną Matki Bożej Pompejańskiej było uleczenie w 1884 r. bardzo ciężko chorej Fortunatyny Agrelli z Neapolu.

Dziewiętnastoletnia dziewczyna z zamożnej neapolitańskiej rodziny zapadła na chorobę, z którą żaden ze znanych lekarzy nie mógł sobie poradzić. Każdego dnia od godziny czternastej jej ciałem wstrząsały konwulsje, dusiła się, a towarzyszący temu ból był tak wielki, że traciła przytomność. Wysoka gorączka powodowała zagrożenie życia.

Ataki choroby ustępowały po północy, aby powrócić następnego dnia o godzinie 14.00. Fortunatyna nie mogła jeść i coraz bardziej traciła siły. Pewnego dnia chora otrzymała od lekarza medalik Matki Bożej Pompejańskiej.

– Pan Mariano Rosati – wspominał Bartolo Longo – gorliwy pomocnik w budowie świątyni, przybył do mnie i poprosił o poświęcony medalik Matki Bożej Pompejańskiej. Chciał go wręczyć swojemu przyjacielowi, doktorowi Belmontemu dla jego ciężko chorej pacjentki. – Jeżeli Najświętsza Panna Pompejańska uzdrowi pannę Agrelli – powiedział do mnie – to do grona Jej czcicieli na pewno dołączy wielu neapolitańczyków. Ojciec chorej ma sporo przyjaciół. Wyślę jej także książeczkę z nowenną, niech rodzina się modli, a obrazek Matki Bożej Pompejańskiej niech zawieszą nad łóżkiem chorej.

Kiedy Natina odebrała obrazek, medalik i nowennę od swojego lekarza, poczuła przypływ miłości i jakąś tajemniczą ufność ku nabożeństwu do Matki Bożej Pompejańskiej. Przejęta tym pobożnym uczuciem zapragnęła napisać prośbę do Matki Bożej. Ponieważ była bardzo osłabiona i nie mogła utrzymać pióra, podyktowała następujące słowa: „Ciężko chora Fortunatyna Agrelli prosi o uzdrowienie Najświętszą Pannę Różańcową w Pompejach. Jeżeli zostanie wysłuchana, przyrzeka osobiście przybyć do Pompejów, złożyć swoje podziękowanie i przekazać ofiarę na Jej kościół”.

Wkrótce sama Matka Boża powiedziała nieuleczalnie chorej Fortunatynie, czego od niej oczekuje. 3 marca 1884 r. zobaczyła Najświętszą Panienkę, która w jednej ręce trzymała Dzieciątko Jezus, a w drugiej różaniec. U Jej stóp klęczeli zakonnik i zakonnica: „Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze odbierałaś łaski. Teraz, gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca Świętego z Pompejów, które mi jest bliższe ponad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a wyzdrowiejesz”.

Usłyszała też obietnicę, że jej cierpienia ustaną w październiku. Żarliwe i wytrwałe prośby Fortunatyny, by Matka Boża skróciła jej męki choroby, zostały wysłuchane. Maryja obiecała, że bóle i konwulsje ustąpią wraz z końcem kwietnia, a całkowite uzdrowienie nastąpi 8 maja. Na koniec głosem pełnym miłości i dobroci powiedziała: „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowenny, odmawiając piętnaście tajemnic Różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne”. Co też Fortunatyna gorliwie wypełniła.

 

Nowenna nie do odparcia

Na ziemie polskie nowenna dotarła za pośrednictwem książki Bartolo Longo, którą wydano w 1906 roku. Wtedy też pojawiły się w naszym kraju kopie obrazu Matki Bożej Pompejańskiej. Obrazy te można było spotkać zarówno w domach, jak i w kościołach czy kaplicach.

Nawet w ekranizacji „Chłopów” z 1972 r. w jednej z chat obok obrazu Matki Bożej Częstochowskiej wisiał obraz Matki Bożej Pompejańskiej. Można więc przypuszczać, że na początku XX w. zaczął do Polski docierać i rozszerzać się kult Matki Bożej z Pompejów. Po drugiej wojnie światowej poszedł niestety w zapomnienie.

Jak zauważa jednak ks. Piotr Skowroński, promotor Nowenny Pompejańskiej, w ostatnich latach staje się ona coraz bardziej znana i wzrasta liczba osób, które ją podejmują.

– Bardzo wiele osób modli się Nowenną Pompejańską w intencji Ojczyzny, za swoje rodziny, za swoich najbliższych, prosząc o łaskę zdrowia, łaskę wiary, łaskę trzeźwości – dodaje.

Apostolstwo Nowenny Pompejańskiej powstało w 2002 r. w Skoczowie w diecezji bielsko-żywieckiej i stamtąd rozszerzyło się na całą Polskę – choć nie od razu. Animatorka apostolstwa pani Lidia Greń-Wajdzik została zachęcona do odmawiania Nowenny Pompejańskiej przez swojego przełożonego w starostwie powiatowym – Tadeusza Kopcia, który był zafascynowany postacią bł. Bartolo Longo. Podjęła tę modlitwę bez szczególnego przekonania, bo ciążyły na niej liczne obowiązki w pracy, poza tym była już zelatorką Apostolstwa Dobrej Śmierci, odmawiała wiele modlitw w ciągu dnia i codziennie uczestniczyła we Mszy Świętej.

W tym samym czasie członkowie Apostolstwa Dobrej Śmierci ze Skoczowa mieli udać się na pielgrzymkę do Włoch, a przy okazji odwiedzić Pompeje. I właśnie do wizyty w Pompejach odwołał się szef pani Lidii, mówiąc, że skoro będzie w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej, to oznacza, że Maryja ma dla niej jakieś szczególne zadanie. Wobec tych słów trudno było tak po prostu odmówić podjęcia nowenny. Szybko przekonała się, że dzięki tej modlitwie otrzymuje wiele łask, więc gdy pan Kopeć zaproponował, aby na święto Matki Bożej Różańcowej powołać w Skoczowie apostolstwo Nowenny Pompejańskiej, z przekonaniem zwróciła się do swoich znajomych. Wielkie było jej zdziwienie, gdy słyszała w odpowiedzi, że właśnie takiego ratunku potrzebują, takiej modlitwy, która jest „nie do odparcia”. Udało się zebrać ponad trzydzieści osób.

– To było niesamowite, że po tych 54 dniach odmawiania „nowenny nie do odparcia” otrzymaliśmy liczne łaski, o które modlący się prosili – wspomina pani Lidia.

Nie kryje radości, że uprosiła dla swojego męża łaskę codziennej modlitwy, i to modlitwy brewiarzowej. Mąż pochodzący z rodziny agnostycznej nie miał wcześniej w ogóle ani potrzeby, ani zwyczaju, żeby klękać do modlitwy. W ostatnim dniu nowenny do państwa Wajdzików przyszedł znajomy kapłan i ku zdziwieniu żony mąż zapytał go o to, jak odmawia się brewiarz. Od tej pory, choć minęło już 12 lat, każdego dnia modli się w ten sposób.

– Otrzymał tę łaskę, mimo że moja modlitwa często odmawiana w drodze do pracy, w samochodzie nie zawsze była staranna, a wręcz przeciwnie – zdarzało się, że odmówiłam Różaniec niechlujnie i bez skupienia, ale Matka Boża i tak jej wysłuchała – dodaje pani Lidia.

Z czasem w Skoczowie w kaplicy św. Jana Sarkandra (tzw. Kaplicówce) został zawieszony obraz z wizerunkiem Matki Bożej z Pompejów. Jego ofiarodawcą był ks. bp Tadeusz Rakoczy. Przed obliczem Madonny Pompejańskiej wierni licznie gromadzą się w każdą drugą niedzielę miesiąca na nowennie. Przyjeżdżają z całej Polski, a nawet z zagranicy, ale też w Skoczowie przez dziewięć lat modlono się nowenną w każdą sobotę, prosząc, aby jak najwięcej osób podjęło tę formę modlitwy – co zostało wysłuchane.

W 2010 r. małżeństwo państwa Wosiów z Poznania zaczęło propagować nowennę poprzez stronę internetową, czasopismo „Królowa Różańca Świętego”, a przede wszystkim poprzez wydawanie książek. Nie stało się to jednak tak zwyczajnie.

– W 2010 r. równocześnie z mężem straciliśmy pracę, wówczas zdecydowaliśmy się własnym sumptem ponownie wydać książkę Bartolo Longo „Cuda i łaski”, która ukazała się w języku polskim w 1906 roku. Potem zaczęliśmy szerzyć Nowennę Pompejańską i założyliśmy poświęconą jej stronę internetową – wspomina Agnieszka Woś.

Książki docierały do coraz większej liczby ludzi. Na stronę internetową poświęconą Nowennie Pompejańskiej wpływa coraz więcej świadectw łask i cudów wyproszonych dzięki odmawianiu Różańca.

Dar miłosierdzia od Matki Bożej

– Nowenna Pompejańska jest darem miłosierdzia od Matki Bożej – podkreśla pani Agnieszka. Słowa te potwierdzają liczne świadectwa opublikowane na stronie internetowej: pompejanska.rosemaria.pl.

– Przychodzi ich do nas po kilka dziennie. W ciągu zaledwie dwóch lat zgromadziliśmy ich ponad tysiąc. Dotyczą one uzdrowień, rozwiązania trudnych życiowych spraw, macierzyństwa i wiele innych – pani Agnieszka dodaje, że często są to prośby o pracę, bo przecież w dzisiejszych ciężkich czasach jest to poważny problem. Zdarzały się też przypadki, że nowennę odmawiały osoby, które nie były wierzące, ale mając jakąś beznadziejną sytuację, postanowiły spróbować. I w trakcie odmawiania nowenny przyszło nawrócenie oraz wielka gorliwość.

Kto doświadczył łask, zwraca się z ufnością po raz kolejny do Matki Bożej, tak jak pani Anna, młoda matka, której lekarze ze względu na chorobę dawali tylko dziesięć procent szans na donoszenie ciąży i urodzenie żywego dziecka. Mimo diagnoz zaufała Matce Przenajświętszej, za każdym razem polecając Jej swoje poczęte maleństwo przez odmawianie Nowenny Pompejańskiej. Dziś jest szczęśliwą mamą dwóch córek. Mało tego, młodsza z nich, choć urodziła się na początku siódmego miesiąca ciąży, nie ma najmniejszego uszczerbku na zdrowiu.

Dzięki Nowennie Pompejańskiej udało się jej także uprosić uzdrowienie trudnej sytuacji małżeńskiej i uratować rodzinę. Jak jednak wytrwać w natłoku codziennych obowiązków w tak trudnej modlitwie? Ci, którzy ją odmawiają, otrzymują łaskę wytrwania, jeśli zwrócą się o nią do Matki Bożej.

– Z chwilą gdy podejmowałam tę modlitwę w konkretnej intencji, prosiłam Matkę Bożą o łaskę wytrwania i nigdy mi nie odmawiała. Zdarzało się, że rozpoczętą już nowennę musiałam przerwać, ale gdy zawierzyłam moją modlitwę Maryi, zawsze otrzymywałam wsparcie. Na pewno jest to trudne, bo wobec wielu obowiązków nasza modlitwa nie będzie wyglądać tak, jak byśmy chcieli. Często odmawiałam Różaniec podczas spaceru, podczas jazdy autobusem, w kolejce do lekarza, a jednak w tej modlitwie Matka Boża nam towarzyszy i wysłuchuje nas – mówi pani Anna.

Potwierdza to także ks. Piotr Skowroński.

– Wiele osób, które odmawiały Nowennę Pompejańską, obawiało się na początku tego, czy podołają tej wymagającej modlitwie. Potem jednak mówili mi, że nie spodziewali się tego, jak wielką łaską jest ta modlitwa opatrzona. Okazywało się, że odmówienie całego Różańca dziennie było łatwiejsze niż odmówienie jednej dziesiątki.

Przede wszystkim liczy się zaufanie do Matki Bożej i zanim zaczniemy odmawiać nowennę, warto ten nasz trud Jej zawierzyć. To zawierzenie powoduje, że otrzymujemy więcej siły i więcej łaski do wytrwania, bo niewątpliwie odmawianie całego Różańca przez 54 dni to jest wysiłek.

Błogosławiony Bartolo Longo w suplice do Królowej Różańca Świętego napisał: „Różaniec jest równocześnie medytacją i prośbą. Wytrwałe błaganie zanoszone do Matki Bożej opiera się na ufności, że macierzyńskie wstawiennictwo wszystko może uzyskać od Serca Syna”.

 


 

Jak odmawiać Nowennę Pompejańską

 

Dzień, w którym rozpoczynamy Nowennę Pompejańską, zaznaczamy w kalendarzu. Nowenna trwa 54 dni. Przez wszystkie te dni odmawiamy trzy części Różańca Świętego. Można też odmawiać cztery części, czyli dołączając do nich tajemnice światła.

Przed rozpoczęciem każdej z trzech części Różańca mówimy: „Ten różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca Świętego”.

Przez 27 dni odmawiamy część błagalną Nowenny Pompejańskiej i codziennie, po ukończeniu trzech części Różańca, odmawiamy modlitwę:

„Pomnij, o miłosierna Panno Różańcowa, jako nigdy jeszcze nie słyszano, aby ktokolwiek z czcicieli Twoich z różańcem Twoim pomocy Twej wzywający miał być przez Ciebie opuszczony. Ach, nie gardź prośbą moją, o Matko Słowa Przedwiecznego, ale przez święty Twój różaniec i przez upodobanie, jakie okazujesz dla Twej świątyni w Pompejach, wysłuchaj mnie”.

Przez pozostałe 27 dni odmawiamy część dziękczynną Nowenny Pompejańskiej.

Po ukończeniu trzech części Różańca każdego dnia odmawiamy modlitwę:

„Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Całe moje życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzał(a) cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twej pomocy wezwałem(am), nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadał(a) o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam, będę rozszerzał(a) nabożeństwo do Różańca Świętego. Wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział, jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie. Amen”.

Każdą z trzech części Różańca Świętego kończymy trzykrotnym westchnieniem do Matki Bożej: „Królowo Różańca Świętego, módl się za nami”.


Nowennę można nabyć w wydawnictwie Sióstr Loretanek, ul. Żeligowskiego 16/20, 04-476 Warszawa, tel. (22) 673 58 39, e-mail: sklep@loretanki.pl

lub

w księgarniach „Naszego Dziennika”:

w Warszawie,

al. Solidarności 83/89, tel. (22) 850 60 20, e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl;

w Krakowie,

ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45, e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl zamowienia@naszdziennik.pl

 

Anna Kołakowska

Aktualizacja 21 lutego 2014 (15:40)

Nasz Dziennik