logo
logo

Zdjęcie: M. Borawski/ Nasz Dziennik

Obraz i perspektywa naszej rzeczywistości

Sobota, 22 lutego 2014 (02:00)

Niedawno czciliśmy pamięć rocznicy Okrągłego Stołu, był to przykład realizacji ideowego hasła „Solidarności” o zwalczaniu zła dobrem, a więc o dążeniu do uzgodnienia stanowisk w dyskusji nawet z partnerem mającym w swojej historii smutny repertuar zbrodni realizowanych w myśl leninowskiej zasady „Etyczne jest to wszystko, co służy zwycięstwu komunizmu”. Niestety w dziedzinie społeczno-gospodarczej nie udało się wówczas opracować racjonalnej formy transformacji. Wśród wielu negatywnych wyznaczników naszej wręcz tragicznej perspektywy jest przede wszystkim systematyczna utrata polskiego potencjału ludzkiego.

Już w latach 70. ubiegłego wieku kilkaset tysięcy Polaków wyjechało do Niemiec Zachodnich w ramach tzw. łączenia rodzin. Byli to oczywiście Polacy odnajdujący swoich krewnych czy powinowatych obywateli niemieckich. Następny etap superemigracji to wyjazd na początku lat 80. wielu członków „Solidarności” w czasie stanu wojennego i po nim. Ich liczba, np. w Kanadzie, była tak duża, że miejscowy rząd sfinansował specjalny program dla polskich emigrantów zapewniający im racjonalne zainstalowanie się. Dalsza, już wręcz rekordowa, emigracja w okresie po wejściu Polski do Unii Europejskiej do roku ubiegłego to około 2 mln osób, w większości młodych i wykształconych, niewątpliwie także dzielnych, energicznych, bo tylko tacy ośmielali się jechać w nieznane, obce kraje.

Ta tendencja się utrzymuje. Według wyliczeń prof. Krystyny Iglickiej, wybitnej specjalistki w dziedzinie demografii, rektora Szkoły Łazarskiego, w ubiegłym roku kraj opuściło około pół miliona Polaków. W pierwszych latach tej masowej emigracji wyjeżdżali samotnie członkowie rodzin przesyłający część swoich zarobków bliskim w Polsce. W sumie były to duże kwoty, według stanu przelewów bankowych dochodzące do 16 mld zł w skali roku. Niewątpliwie dalszy duży procent zarobków był przekazywany bezpośrednio w czasie przyjazdów do Polski.

Również ok. 200-300 tys. Polaków wyjeżdża co roku na zbiory płodów rolnych, głównie do Niemiec, m.in. na zbiory szparagów. Można więc stwierdzić, że poważny procent przyrostu dochodu narodowego w Polsce miał źródło w tego rodzaju aktywności. Jednak stopniowo następuje tu zmiana, bo coraz więcej Polaków aklimatyzuje się za granicą, ściąga swoją rodzinę i nie uczestniczy już więcej we wzroście dochodu narodowego Polski. Aktualny wskaźnik bezrobocia w Polsce to 13,2 proc., czyli ok. 2,1 milionów obywateli. Bezrobocie jest oczywiście niezwykle tragicznym stanem i jako taki jest podstawowym wyznacznikiem oceny sprawności państwa.

Aktualny globalny wskaźnik bezrobocia jest u nas rekordowy, bo jeśli dodamy procent bezrobotnych w Polsce i procent potencjalnych bezrobotnych Polaków, którzy wyemigrowali, to sumaryczny wskaźnik 25-26 proc. jest porównywalny w Unii Europejskiej jedynie z największym w Hiszpanii rzędu 25 procent. Układ przestrzenny bezrobocia w Polsce ujawnia dalszą cechę naszej rzeczywistości: przy średniej ogólnokrajowej stopie bezrobocia 13,2 proc. bezrobocie w Warszawie wynosi tylko 4,8 proc., w Poznaniu 5,2 proc, w Katowicach 5,4 proc., we Wrocławiu 5,8 proc., w Krakowie 6 procent.

Rosnące dysproporcje

Jak wiadomo, bezrobocie do 5 proc. jest tzw. frykcyjnym, a więc wynikającym jedynie z okresowego braku pracy na skutek jej zmiany, oczekiwania zatrudnienia po studiach itp. Można więc stwierdzić, że w mniej więcej 10 ośrodkach miejskich w Polsce problem bezrobocia nie ma charakteru priorytetowego, biorąc też pod uwagę, że w Warszawie na 1000 mieszkańców jest więcej samochodów osobowych niż w Paryżu, a średnia płaca w Warszawie jest poważnie wyższa od średniej w Polsce.

Widzimy, że dalszą cechą naszej rzeczywistości jest bardzo daleko idąca różnica między tymi miastami a tzw. prowincją. 1 milion 200 tysięcy Polaków posiada tylko ustawową minimalną płacę 1 tys. 680 zł miesięcznie brutto, podczas gdy najniższe pensje np. we Francji to w przeliczeniu na złote: 5 tys. 935 zł, w Irlandii 6 tys. 067 zł, w Hiszpanii 3 tys. 125 zł i w Grecji 2 tys. 839 złotych. Oczywiście nieco inaczej kształtuje się struktura cen w różnych krajach, ale wiele produktów przemysłowych jest nawet tańszych niż w Polsce.

Natomiast średnie pensje miesięczne polskich kierowników banków dochodzą do 120 tys. zł miesięcznie, a zagranicznych kierowników banków w Polsce do 300 tys. zł, płace dyrektorów giełdowych spółek 60-70 tysięcy miesięcznie, nie mówiąc już o milionach zarabianych przez 100 najbogatszych polskich przemysłowców i rekinów giełdowych. Według danych Boston Consulting Group, w Polsce jest 38 tys. osób, których majątek przekracza 1 milion dolarów, według ich prognoz w 2017 roku liczba tych bogaczy wzrośnie do 78 tysięcy.

Mamy więc w Polsce wysoką stratyfikację zarobków. Pod tym względem jesteśmy drugim krajem po Rosji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dużo niższe zarobki w Polsce niż w 15 pierwszych krajach Unii Europejskiej są wynikiem ich struktury gospodarczej, np. jedynie 6 proc. zagranicznych banków w Niemczech i jedynie 10 proc. zagranicznych banków we Francji, czy 20 proc. w Danii, a zdecydowana większość przemysłu i handlu w rękach miejscowych właścicieli plus liczne udziały w wielonarodowych wielkich koncernach.

Skalę istniejącej biedy w Polsce przedstawia opublikowany ostatnio przez Główny Urząd Statystyczny dokument „Warunki życia rodzin w Polsce”. Okazuje się, że aż 1,4 mln dzieci w Polsce żyje w skrajnej biedzie i niedostatku. Ponad pół miliona dzieci nie dojada, ich rodziców nie stać na danie im przynajmniej co drugi dzień posiłku z mięsa czy ryb lub odpowiednika wegetariańskiego. W skrajnej nędzy, poniżej tzw. minimum egzystencji, żyje blisko 10 proc. rodzin wychowujących 3 dzieci, a aż 26,6 proc. rodzin mających 4 i więcej dzieci. Ten olbrzymi dysonans jest efektem liberalnej polityki ekonomicznej wolnego rynku w nawiązaniu do światowej aktualnej praktyki, gdzie rośnie systematycznie od wielu lat dysproporcja zarobków doprowadzająca do paradoksalnej sytuacji, że 85 ludzi świata ma majątek równy bogactwu najbiedniejszej połowy ludzkości globu.

W USA od 2007 roku dochody 1 procenta najbogatszych Amerykanów wzrosły o 275 procent, podczas gdy dochody 20 proc. najbiedniejszych tylko o 18 procent.

Ten stan rzeczy kształtuje również nasz wręcz światowy rekord w ujemnym przyroście naturalnym. Na 224 kraje, w których badano wskaźnik rozrodczości, Polska znajduje się na negatywnie rekordowym 212. miejscu ze wskaźnikiem rozrodczości na jedną kobietę 1,2, ale w badaniach angielskich Polek – emigrantek ten wskaźnik wzrasta do 2,1.

Tracimy suwerenność

Polska jest też europejskim mistrzem w publicznym zadłużeniu. Zadłużenie budżetowe kształtuje się w następujący sposób: w roku 2007, a więc 17 lat od końca ustroju gospodarki planowej, dług publiczny wynosił 527,4 mld zł, ale 4 lata później, w roku 2011, wzrósł już do 850,8 mld zł, a 14 lutego 2014 roku Zegar Długu Publicznego Fundacji Rozwoju Obywatelskiego prof. Balcerowicza wykazał już 1 bilion 41 mld 41 mln złotych. Do tego długu trzeba jednak dodać ukryty dług funduszu emerytalnego i zadłużenie służby zdrowia, co razem, według opublikowanych wyliczeń Forum Obywatelskiego Rozwoju prof. Leszka Balcerowicza, wynosi blisko 3 biliony 900 mld zł, stanowiąc ponad 200 proc. PKB.

Zakładając nawet niepełną dokładność wyliczeń prof. Balcerowicza, należy stwierdzić, że i w tej dziedzinie znajdujemy się w negatywnej czołówce krajów Unii Europejskiej. Te wskaźniki w sposób zasadniczy zagrażają perspektywie wypłaty emerytur już w skali 6-7 lat.

To efekt błędnej polityki transformacji, ale także niewątpliwie skorumpowania polskich decydentów. Badania Światowego Banku w 1999 roku wykazały, że we wszystkich analizowanych operacjach prywatyzacji w Polsce zagraniczne firmy płaciły „prowizje”, a nawet „kupowały” korzystne dla nich ustawy sejmowe. Ówczesny marszałek Sejmu Maciej Płażyński skierował te informacje do Prokuratury Rejonowej w Warszawie, która jednak umorzyła postępowanie po wyjaśnieniu Banku Światowego, że badania były anonimowe.

Błędna polityka finansowa w stosunku do przedsiębiorstw państwowych doprowadziła do upadku 628 firm powstałych w okresie PRL, w tym kilkadziesiąt firm techniki elektronicznej. Ostateczny efekt tego nierozliczonego niedbalstwa i również upowszechnionej korupcji to aktualna struktura polskiej gospodarki identycznej ze strukturą gospodarczą powtórnie skolonizowanych gospodarczo krajów pokolonialnych.

Mamy tylko 3 banki polskie wśród 60 banków działających w Polsce, w tym tylko jeden bank ze 100-procentowym kapitałem polskim. Mamy tylko 2 polskie supermarkety, wielki handel jest więc też opanowany przez zagraniczny kapitał. Pamiętajmy, że jedno miejsce pracy w supermarkecie to odpowiednik 5-6 miejsc pracy w prywatnym małym i średnim handlu. Portugalska Biedronka jest już trzecim największym przedsiębiorstwem w Polsce, a ma szansę zostać wkrótce pierwszym. W tym roku prawdopodobnie upadnie 8 tysięcy polskich małych sklepów.

W polskich rękach mamy tylko ok. 32 proc. wielkich przedsiębiorstw przemysłowych, a także tylko poniżej 50 proc. średniej wielkości przedsiębiorstw. W świetle danych z Rocznych Bilansów Płatniczych zagraniczne przedsiębiorstwa w Polsce przesyłają zarówno zyski, jak i kwoty uzyskane z rozmaitego rodzaju manipulacji cenami transferowymi do swoich central, w sumie od 60 do 80 mld złotych rocznie.

Nielogiczna administracja

Z tą neokolonialną strukturą gospodarczą łączy się również niesprawna struktura administracyjna powstała w latach 90. w długim, 8-letnim procesie jej kształtowania. W okresie, w którym istniała już powszechna tendencja spłaszczania struktur w związku z rozwijającym się procesem informatyzacji, my zamiast rozwijania informatyki w zarządzaniu publicznym zbudowaliśmy sieć 379 powiatów. Średnio jeden powiat ziemski obejmował 80 tys. mieszkańców, podczas gdy wszędzie tam, gdzie jeszcze istnieje ten szczebel struktury administracyjnej, są to duże zespoły, np. 195 tys. mieszkańców w Niemczech (kreisland), w Hiszpanii 752 tys. czy w Grecji 206 tysięcy.

Ich budowa podporządkowana była interesowi partyjnemu Unii Demokratycznej (późniejszej Unii Wolności), której kierownictwo sądziło, że tej wielkości miasta będą terenem jej wyborczej bazy politycznej. Natomiast SLD był przeciwny tworzeniu powiatów, ale gdy we Wrześni w 2003 roku zorganizowano przedwybory i zwyciężył SLD, to jego polityka się zmieniła. Okazało się bowiem, że tej wielkości miasta są w dalszym ciągu pod wpływem starej nomenklatury, która w ramach tzw. nomenklaturowej prywatyzacji zawłaszczyła wiele zakładów i odgrywa w dalszym ciągu wybitną rolę polityczną.

Nietrafna jest również koncepcja podwójnych jednostek szczebla wojewódzkiego w myśl zasady budowy równorzędnych jednostek państwowych i samorządowych. Światowa praktyka to budowa jednostek samorządowych kierowanych przez wybranego np. gubernatora w Stanach Zjednoczonych czy prezydenta miasta lub starosty pełniącego również funkcje państwowe. Praktycznie jednak 49 województw zostało tylko podzielonych na dwie grupy, utworzono 16 urzędów wojewódzkich i 33 terenowe urzędy wojewódzkie danego województwa. Podobnie struktura centrali z fachowymi ministerstwami jest błędnie ustawiona: problemy transportu, służby zdrowia, zarządzania państwowymi przedsiębiorstwami powinny być terenem stałych urzędów ze stabilnym wieloletnim fachowym kierownictwem, a nie kierowane przez doraźnie mianowanych polityków rządzącej partii. Administracja publiczna w Polsce wymaga radykalnej zmiany zaprojektowanej przez pozaurzędniczy fachowy zespół, jest ona nadmiernie rozbudowana i nielogicznie skonstruowana.

W polityce gospodarczej mamy wiele przykładów wieloletniego bezskutecznego działania w dziedzinie np. polityki energetycznej, eksploatacji naszego wielkiego bogactwa gazu łupkowego i naszych licznych źródeł gazu, nie mówiąc już o chemii węgla i produkcji benzyny z węgla. Niemcy mieli trzy fabryki benzyny z węgla zlikwidowane po wojnie. Rewelacyjna szansa własnej produkcji gazu łupkowego powinna być przedmiotem koncentracji aparatu rządowego i szybkich decyzji, tymczasem mimo że premier Tusk w swoim exposé przedwyborczym w roku 2011 zapowiedział, że z opłat uzyskanych od firm eksploatujących nasze złoża gazu łupkowego powstanie specjalny fundusz emerytalny („tak by nasze marzenia o bogactwie płynącym z ziemi, w odniesieniu do gazu łupkowego, stały się twardą rzeczywistością”), do tej chwili nie udało się uchwalić prawa geologicznego. Brak tych przepisów wystraszył już wiele firm, takich jak koncern Exxon, Talisman, Marathon i włoski ENI, które wycofały się z próbnych wierceń.

Podobnie wiele ważnych inwestycji było realizowanych w błędny sposób przez źle dobranych wykonawców, i tak np. Port Lotniczy w Modlinie unieruchomiony na skutek złej konstrukcji pasów startowych, wiele autostrad, np. na trasie Warszawa – Łódź stwierdzono blisko 200 pęknięć nawierzchni, podobnie droga ekspresowa S5 pod Poznaniem, nie udało się też przez wiele lat zbudować terminalu w Świnoujściu, w budowie mostu Marii Skłodowskiej-Curie trzeba było poprawiać krzywo ustawione przęsło mostowe, druga linia metra w Warszawie z zalanym tunelem.

Do tego dochodzi niesprawność działania władzy ustawodawczej, kodeks pracy zmieniano 40 razy, ustawę o emeryturach i rentach 60 razy, ustawę o systemie oświaty 70 razy itd. Wreszcie nowa era rozwoju korupcji, tak ostro i efektywnie zwalczana w okresie rządów PiS. Według ostatnio opublikowanych badań Unii Europejskiej w raporcie Komisji Europejskiej, do wielu nieprawidłowości dochodzi przy przetargach publicznych, brakuje też rządowego projektu walki z korupcją. W ankiecie na ten temat okazało się, że na 100 osób ankietowanych aż 92 osoby w Polsce i Grecji oświadczyły, że łapówka to najlepsza droga do dostępu do usług publicznych. Również niekorzystne są wyniki wielu badań prestiżu zawodu w Polsce, prestiż polityka i posła jest umieszczany na bardzo odległych miejscach, natomiast pierwsze miejsce jest zarezerwowane dla profesorów uniwersytetów.

Istnieje również zjawisko częstego zmieniania przynależności partyjnej przez posłów. W pierwszej kadencji 240 posłów zmieniało od 2 do 4 razy swoją przynależność partyjną. To zjawisko w mniejszym stopniu występuje też w obecnej kadencji. Radykalną zmianą tego niewłaściwego stanu rzeczy jest elementarna zasada: poseł, zmieniając swoją przynależność, traci mandat poselski.

Krytyczna sytuacja, w jakiej znajdujemy się obecnie, wymaga racjonalnego zaplanowania kierunku działań usprawniających. Misją długofalową w dziedzinie ekonomiczno-organizacyjnej jest wstrzymanie procesu wymierania Polaków w Polsce i wstrzymanie procesu masowej emigracji dzięki rozwojowi ekonomicznemu zapewniającemu pracę dla nowego pokolenia. Ekonomiczna dotacja w formie dodatku rodzinnego na każde kolejne dziecko plus sieć państwowych i samorządowych przedszkoli może być pierwszym doraźnym zadaniem w tym kierunku.

Powstrzymanie emigracji i utrzymanie bezrobocia w jego skali frykcyjnej wiąże się ze zmianą naszej kolonialnej struktury gospodarczej na zrównoważoną istniejącą w czołowych krajach Unii Europejskiej. Konieczne jest maksymalne unarodowienie bankowości między innymi poprzez przyjęcie praktyki, że wszystkie państwowe i samorządowe instytucje mają rachunki w polskich bankach, lub w bankach spółdzielczych, a nie tak jak w samorządzie warszawskim w amerykańskim Banku Handlowym. Stworzenie konkurencji dla zagranicznych supermarketów w postaci polskich domów towarowych i odpowiednie przeciwdziałanie sprytnym formom pozornego ograniczenia zysków supermarketów poprzez wprowadzenie podatku obrotowego. Nowa struktura podatkowa, z podatkiem od operacji kapitałowych dla banków, wysokiego podatku od zysków z operacji giełdowych, podatek obrotowy również dla przedsiębiorstw polskich zarejestrowanych za granicą.

Konieczna jest też bezwzględna walka z korupcją również amerykańską metodą szerokiej informacji o każdym ważniejszym przypadku i zasądzania także kar pieniężnych.

Oczywiście konieczna jest poważna kontrola funkcjonowania działalności administracji, doboru kadry politycznej. To wszystko jest jednak możliwe jedynie przy kierownictwie autentycznie ideowym, z działaczami politycznymi o wyrobionym zmyśle społecznym, traktującymi swoją pracę jako swoistą misję. Konieczna jest też zasadnicza zmiana wzajemnego stosunku różnych środowisk partyjnych, praktyczna realizacja idei „Solidarności”, zbudowanej na nauce bł. Jana Pawła II:

* zwalczaj zło dobrem

* solidarne, obywatelskie, samorządne społeczeństwo

* ktoś mający inną niż moja opinię nie jest moim wrogiem, mogę z nim dyskutować i starać się go przekonać, ale szanuję jego poglądy (ekumenizm intelektualny)

* budujemy lepszą przyszłość przez konstrukcję, a nie przez destrukcję

* ograniczam swój egoizm, starając się realizować postulat: Kochaj bliźniego jak siebie samego,

* miarą mojej wolności jest wolność drugiego, tak jak w ruchu samochodowym nie mam wolności przekraczania przepisów, ażebyśmy wszyscy razem mogli bezpiecznie jechać

* ograniczamy stratyfikację społeczną

* chronimy godność człowieka w procesie pracy.


Autor jest ekonomistą, wybitnym teoretykiem zarządzania. Kierował projektami ONZ w Afryce Centralnej, wykładał na uniwersytetach w Ameryce Północnej i w Europie.

Prof. Witold Kieżun

Aktualizacja 24 lutego 2014 (13:30)

Nasz Dziennik