logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Bohaterowie Szarych Szeregów

Środa, 19 marca 2014 (02:07)

Znałem cudowną młodzież, byłem wśród nich – gdy uderzył w nich grom – zapragnąłem gorąco pokazać tę młodzież światu, utrwalić prawdę, przedłużyć ich społeczne życie poza śmierć„ – pisał w swoich notatkach Aleksander Kamiński. W książce ”Zośka i Parasol. Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów harcerskich„ znajdziemy żywą i realistyczną historię bohaterskich batalionów Powstania Warszawskiego widzianą oczyma samych powstańców.

Jest ona dalszą częścią historii bohaterów ”Kamieni na szaniec„, bo choć ”Alek„, ”Rudy„ i ”Zośka„ polegli, ideały, w które wierzyli i dla których gotowi byli do najwyższych poświęceń, zapisane były głęboko w sercach ich przyjaciół – harcerzy Szarych Szeregów.

Bohaterowie nie umierają

Książka druha Kamińskiego jak gawęda przy ognisku wprowadza nas w inny świat, dziś już nieznany – szczególnie młodemu pokoleniu – ale jest to świat, który istniał naprawdę, i opisuje ludzi, którzy naprawdę potrafili ”pięknie żyć i pięknie umierać„. Piękne jest nie tylko ich bohaterstwo, brawura, odwaga, poświęcenie, czyli szaroszeregowe ”dziś„ i ”jutro„, ale też to, co chcieli robić ”pojutrze„, i dlaczego podejmowali studia na tajnych uniwersytetach, kształtowali swoje charaktery i rozwijali takie cnoty jak wierność, uczciwość, braterstwo, odpowiedzialność. Jeden z nich – ”Mały Tadzio„ – powiedział swojemu ojcu: ”Raz żyję, muszę więc żyć jak najlepiej„, inny – ”Andrzej Długi„, mówił, że ”wartości moralne są cenniejsze nad życie„. Ci młodzi ludzie z harcerskich Grup Szturmowych mają swój ”fason„, a jedną z jego cech jest to, że nie daje się słowa honoru i nie składa się przysiąg, aby potwierdzić prawdziwość wypowiadanych słów, bo dla nich każde wypowiadane słowo jest prawdziwe.

Opowieść Aleksandra Kamińskiego jest tak piękna i tak fascynująca, że choć chciałam książkę tylko przejrzeć i przypomnieć sobie jej treść, wciągnęła mnie jak przed kilku laty, kiedy czytałam ją po raz pierwszy. Miałam tylko przewertować kartki, a wyłączyłam się na dwa dni z codziennych obowiązków. Ważniejsze od nich stało się towarzyszenie chłopcom i dziewczętom z harcerskich Grup Szturmowych w licznych akcjach dywersyjnych, zamachu na Kutscherę i innych niemieckich oprawców, w uwalnianiu więźniów, walkach powstańczych na Woli, Starym Mieście i Śródmieściu. ”Morro„, ”Jeremi„, ”Anoda„, ”Bonawentura„, ”Słoń„, ”Irka„, ”Grażyna„, ”Stefa„ oraz wielu innych przestają być tylko bohaterami książki – stają się bardzo bliscy, a gdy giną, żegnam ich jak przyjaciół.

Młodzi ludzie, zaledwie dwudziestoletni, niektórzy nieco starsi, zadziwiają jednak nie tylko swoją odwagą i bohaterstwem, ale przede wszystkim odpowiedzialnością, mądrością, umiejętnością dowodzenia w skrajnie trudnych sytuacjach i troską o innych. To właśnie ta dbałość o innych jest chyba najbardziej charakterystyczną cechą tamtego pokolenia, które stawało się dorosłe, pełniąc służbę w ”braterstwie i bohaterstwie„.

Losy każdego z bohaterów książki są gotowym scenariuszem filmowym, w którym oprócz spektakularnych akcji bojowych jest też miejsce na czystą, niewinną miłość, prawdziwą przyjaźń, o której druh ”Kamyk„ napisał, że jest najpiękniejszą przygodą młodości. Są w niej sceny, których zazwyczaj w filmach nie ma, bo ich twórcom wydają się zbyt patetyczne, choć w takich batalionach jak ”Zośka„ i ”Parasol„ wydarzyły się naprawdę. ”Biegli ogarnięci uniesieniem. Któryś pędzący tuż za Wackiem, nie zastanawiając się nad tym, co czyni, zaczął ochryple śpiewać ’Hej, kto Polak, na bagnety’… I stała się rzecz w powstaniu jedyna: biegnący w przeciwnatarciu chłopcy ’Parasola’ podchwycili melodię i słowa. Zdyszani, ochrypłymi, nienaturalnymi z podniecenia głosami ryczeli ’Warszawiankę’, pędząc ku zapadłej w gruzy fali wroga„.

Książka nie idealizuje powstania, pokazuje też jego dramatyczne strony, tragedię całkowicie wyniszczonych kompanii czy plutonów, śmierć wspaniałych dziewcząt, niezwykle odważnych sanitariuszek i tysięcy równie wspaniałych chłopców. Pokazuje też ich udrękę, gdy słyszą pretensje, żale, a nawet przekleństwa stłoczonej w piwnicach ludności cywilnej. Ale to nie te głosy przekonują mnie o słuszności podjętych decyzji i nie te głosy są dla mnie ważne. Przekonuje mnie bardziej postawa ”Księcia„ i jego siedmiu towarzyszy, pośród których były trzy łączniczki. Odcięci od możliwości połączenia się z resztą batalionu, znaleźli się w środku terenu zajętego przez Niemców. Nie mając innego wyjścia, decydują się przebić do Kampinosu. Dowództwo nad grupą przejmuje dziewiętnastoletni ”Książę„. Pozbawieni jedzenia, picia, snu, w nieustannym zagrożeniu wykrycia przez Niemców, czasem pod ostrzałem przedzierają się przez sześć dni przez pozycje wroga. Mdleli z wycieńczenia, ale podnosili się, pomagali sobie nawzajem i szli dalej. W końcu udało się im dotrzeć do oddziału partyzanckiego w Puszczy Kampinoskiej, ale już trzy dni później, gdy pojawił się łącznik z Warszawy, wszyscy poprosili o umożliwienie im powrotu do stolicy, bo chcieli walczyć u boku swoich przyjaciół do końca. Tak też się stało.

Silni jak stal

Większość bohaterów książki ginie na barykadach powstańczej Warszawy. Czytelnik wie też z pewnością, że znacząca część tych, którzy przeżyli wojnę, została aresztowana przez UB. Przechodzili okrutne śledztwa i wiele lat przyszło im spędzić w komunistycznych więzieniach. Mimo to po lekturze zamiast żalu pozostaje tęsknota za czasami, kiedy w najpodlejszych warunkach postępowaniem młodych Polaków kierowały ich najlepsze i najpiękniejsze cechy, w pamięci pozostaje nie ich śmierć, ale piękne życie. Zresztą nie tylko młodych, bo wielu rodziców bohaterów książki także włącza się do walki konspiracyjnej, wspiera tę walkę, tak jak ojciec ”Zośki„, który po śmierci syna oddaje swoje mieszkanie do dyspozycji konspiratorów.

Tak patrzyli na swoją walkę i tak tę walkę w oparciu o uratowane przez rodziców żołnierzy batalionu ”Zośka„ archiwum opisał druh ”Kamyk„. Archiwum, które powstało dzięki jednemu z nielicznych ocalałych zośkowców, Janowi Rodowiczowi ”Anodzie„. Zanim został aresztowany i zakatowany przez Urząd Bezpieczeństwa, prosił kolegów: ”Piszcie wspomnienia! Tylko nasza pamięć może ich ocalić!„.

Anna Kołakowska

Nasz Dziennik