logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Reinkarnacja – podstawa mistycznego rasizmu

Czwartek, 20 marca 2014 (02:10)

Przez słowo „reinkarnacja” („metempsychoza”) rozumiemy pogląd, że dusza po śmierci swego ciała wciela się w inne ciało: roślinne, zwierzęce lub ludzkie. Pogląd ten jest podstawą wielu pogańskich religii oraz okultyzmu, gnostycyzmu, współczesnej teozofii, antropozofii oraz ideologii New Age. Wiara w reinkarnację wyznawana jest zarówno przez hinduizm, jak i przez buddyzm.

Skutki wiary w reinkarnację

W świetle wiary w reinkarnację społeczeństwo indyjskie podzielone jest na setki kast, które zgrupowane są w cztery „warny” (warna = kolor): siudrowie (kolor czarny) do sprzątania i usuwania nieczystości, wajsjowie (kolor żółty) do rzemiosła, handlu i produkcji, ksziatriowie (kolor czerwony) do władzy i wojska oraz bramini (kolor jaśniejący) do oświaty i kapłaństwa. Zgodnie z wiarą w reinkarnację, wszystko, co żyje, ma duszę, która stopniowo wciela się w szereg coraz doskonalszych ciał: roślinnych, zwierzęcych i ludzkich.

Dusze wyzwalające się z ostatniego zwierzęcego ciała najpierw wcielają się tylko w siudrów, zanim będą zdolne wcielić się w wyższe warstwy. Dlatego siudrowie traktowani są jako „ludzkie formy zwierzęcych dusz”, od których emanuje nieczystość padliny (jakby bioprądy padliny), stąd członkowie wyższych kast mają religijny zakaz dotykania siudrów, by tymi emanacjami nie skalać swych dusz i po śmierci nie wcielić się w gorsze ciało. Również według wedyjskiego prawa siudrom nie wolno się kształcić ani uczyć jakiegokolwiek zawodu, bo to jest obowiązkiem wajsjów. Siudrowie mają czyścić świat, a wtedy po śmierci mogą przejść do wyższego wcielenia. Przeciw takiemu prawu ostro zaprotestował słynny profesor Ambedkar Dukkipati z Indyjskiego Instytutu Naukowego, który publicznie podpalił księgę Manu (czyli wedyjską księgę prawa), mówiąc: „Religia, która dopuszcza, aby jej wyznawców dotknąć mogło zwierzę, a nie pozwala, aby ich dotknęła ludzka istota, nie jest religią, lecz szyderstwem. Religia, która zmusza ludzi ciemnych do pozostania ciemnymi, a biednych do pozostania biednymi, nie jest religią, lecz przestępstwem”. Konstytucja Indii gwarantuje wszystkim równouprawnienie. Jednak hinduiści wierni wedyjskiej tradycji nie zgadzają się z tym, bo wierzą, że system kastowy jest ponadludzkim, kosmicznym, niezmiennym, dziedzicznym prawem. Stąd istnieje konflikt pomiędzy ich wiarą a konstytucją, a także konflikt z etyką chrześcijańską i wynikającą z niej Deklaracją Praw Człowieka.

Dziedziczność kast opiera się na przekonaniu opartym na wierze w reinkarnację, że dusza w takie ciało się wciela, do jakiego ma predyspozycje, więc nikt nie jest w stanie tego zmienić. Jeśli np. dziecko urodziło się w rodzinie krawca, to znaczy, że dusza miała zdolności do krawiectwa, dlatego wcieliła się w dziecko krawca. Także w Polsce wyznawcy reinkarnacji mówią: „Czego pragniesz w tym życiu, a nie możesz osiągnąć, to ci się spełni po śmierci”.

Niektórzy zwolennicy reinkarnacji powołują się nawet na Pismo Święte, jakoby były w nim dowody na istnienie reinkarnacji. Na przykład argumentują, że dusza Eliasza wcieliła się w Jana Chrzciciela, bo Pan Jezus powiedział, że Eliasz już przyszedł, a miał na myśli Jana Chrzciciela (Mt 11, 14). Prawdą jest, że Jan Chrzciciel działał „w duchu Eliasza”, ale to nie oznacza, że posiadał duszę Eliasza! Zresztą sam Jan Chrzciciel, zapytany, czy jest Eliaszem, odrzekł: „Nie jestem” (J 1, 21). Również na górze Tabor obok Jezusa, w chwale, ukazał się wraz z Mojżeszem właśnie Eliasz, a nie Jan Chrzciciel. Według biblijnego opisu, Eliasz został na „ognistym wozie” uniesiony w niebiosa i więcej go nikt nie widział (por. 2 Krl 2, 11). Dlatego Żydzi, którzy dosłownie myśleli, że kiedyś przyjdzie Eliasz, nie spodziewali się jego reinkarnacji, lecz powrotu z niebios. Podobnie błędnie propagatorzy reinkarnacji interpretują wiele innych tekstów biblijnych.

Argumentują również, że pierwsi chrześcijanie wierzyli w reinkarnację i jako przykład cytują słynnego męczennika św. Justyna (+167), który będąc poganinem, wierzył w reinkarnację zgodnie z nauką Platona. Warto więc przeczytać jego dzieło pt. „Dialog z Żydem Tryfonem”, gdzie opisuje swoje nawrócenie i odrzucenie platońskich błędów. Z całą szczerością wyznaje, jak błądził, dopóki z tych błędów nie wyprowadził go chrześcijanin, który punkt po punkcie wykazał mu całą niedorzeczność wiary w reinkarnację. Ciekawe uwagi podaje też św. Augustyn (354-430) na temat platońskiej teorii o reinkarnacji: „Platon, ten sławny filozof, usiłuje przekonać nas, że dusze już żyły tutaj na ziemi, zanim jeszcze złączyły się z ciałem. Stąd, jego zdaniem, pochodzi to, że poznanie jest raczej przypominaniem sobie rzeczy już znanych, niż poznawaniem nowych rzeczy. (…) Nie należy chyba wierzyć temu, że Pitagoras z Samos pamiętał pewne rzeczy, poznawszy je przedtem z doświadczenia w czasie jednego z pobytów na ziemi w innym ciele; albo temu, co inni opowiadają, że im się to przydarzyło. Są to kłamliwe wspomnienia, podobne do tego, czego najczęściej doświadczamy w marzeniach sennych, gdyż wydaje się nam, że przypominamy sobie coś, cośmy uczynili albo powiedzieli, chociaż tego aniśmy czynili, ani mówili. Zdarza się, że takie sny nawiedzają ludzi nawet na jawie, do czego przyczyniają się złe i kłamliwe duchy, którym zależy na budzeniu takich fałszywych mniemań o wędrówce dusz, ażeby ludzi w błąd wprowadzić”.

Jednak współczesna propaganda wiary w reinkarnację to nie tylko sprawa błędu czy pomyłki – ona ma swój cel: badanie podświadomości człowieka i możliwości wprowadzenia segregacji społecznej. Dlatego wiarę w reinkarnację propaguje się dziś niezależnie od tego, czy jest ona zgodna z obiektywną rzeczywistością duchową, czy nie.

Najłatwiej jest wmówić ludziom wiarę w reinkarnację przez jej nagłaśnianie i podczas ćwiczeń psychicznych, jak: joga, zen, medytacja transcendentalna (MT) czy tzw. doskonalenie umysłu (DU). Ćwiczący może ulec wówczas autohipnozie lub „mistrz” prowadzący ćwiczenia zastosuje hipnozę, a nawet środki chemiczne, jak LSD, albo wyciągi ziołowe, które ułatwiają wejście w euforyczny trans lub wywołują autohipnozę, rozdwojenie jaźni oraz różnego rodzaju omamy (złudzenia), najczęściej wzrokowe i słuchowe, a także dezorientację w czasie i przestrzeni. Ktoś, kto nie podejrzewa, że jest ofiarą głębokiej sugestii lub psychicznej manipulacji, sądzi, że to, co przeżywa, jest przypomnieniem sobie faktów z poprzedniego życia, i zaczyna wierzyć oraz innych przekonywać o „prawdziwości” reinkarnacji, powołując się (jak Rudolf Steiner) na własne doświadczenie rzekomego „oglądania” jednego lub wielu swoich poprzednich „wcieleń”.

Kryptomnezja – ukryta pamięć mózgu

Innym wyjaśnieniem podważającym reinkarnacyjne podłoże rzekomego „przypominania” sobie różnych „wcieleń” są treści utrwalone (zakodowane) w ludzkim mózgu (w podświadomości), które już mogły zostać zapomniane. Ciekawą analizę tego zjawiska przeprowadził Ian Wilson i opisał ją w książce pt. „Umysł poza czasem. Na tropach reinkarnacji”. Przytacza on wiele przypadków transów hipnotycznych oraz zapisów słów, które pod ich wpływem padły. Rzeczywiście osoby hipnotyzowane przytaczały odległe fakty. Skąd o nich wiedziały? W kilku przypadkach, po żmudnych poszukiwaniach, udało się ustalić ich źródło. Nie były nim żadne poprzednie wcielenia, lecz przeczytane i obejrzane książki, wysłuchane audycje, programy, rozmowy. Pamiętajmy, iż każdego dnia poprzez oczy, uszy, smak, węch i dotyk docierają do nas rozmaite treści i miliony informacji o różnych wydarzeniach, ludziach, przedmiotach, zjawiskach, kolorach, dźwiękach, odczuciach, skojarzeniach, emocjach itp. Informacje te i różne sygnały automatycznie spychane są do podświadomości. Okazuje się, że nie są one tracone, tylko jakoś w mózgu kodowane i pod wpływem pewnych bodźców można je odtwarzać.

Doktor Harold Rosen poddał hipnozie kogoś (osoby te występują anonimowo), kto zaczął pisać w języku nieznanym w żadnym zakątku świata. Napisany tekst wprawiał w zakłopotanie największych naukowców. Zaczęto szukać jego odpowiednika w językach „wymarłych”. Zidentyfikowano go jako język oskijski. Zadziwiające było to, iż używany był w zachodniej Italii tylko do I wieku przed narodzeniem Chrystusa. Ktoś, kto był badany, nigdy o tym języku nie słyszał. Skąd więc znał słowa w języku, który 2100 lat nie był używany? Czyżby poprzednie wcielenie? Przypadek zaczęto szczegółowo badać. Cóż się okazało? Otóż słowa zapisane w hipnozie przez tę osobę były tzw. przekleństwem Wibii. Jest to tekst, który zachował się do naszych czasów. To ołowiany zwój z V wieku przed narodzeniem Chrystusa. Gdy porównano tekst z tego zwoju z tym, który napisał zahipnotyzowany, okazały się idealnie zgodne.

Jednak w tym momencie zrodziło się pytanie. Skąd o tym zwoju wiedział zahipnotyzowany człowiek, który nigdy z nim nie miał do czynienia? Okazało się, iż przed laty – będąc w bibliotece – siedział obok kogoś, kto przeglądał książkę historyczną. Gdy zwrócił uwagę na książkę sąsiada, była ona otwarta na stronie zawierającej reprodukcję starożytnego napisu przekleństwa Wibii. Okazuje się, że obraz ten utrwalił się w jego podświadomości i podczas seansu hipnotycznego odtworzony został z niezwykłą precyzją. Tak więc nie poprzednie wcielenie, lecz kryptomnezja (ukryta pamięć mózgu) była przyczyną owej niezwykłej wiedzy. Przypadek ten ukazał ogromne możliwości ludzkiego umysłu.

Syndrom wielorakiej osobowości

Zdarza się, że ludzie w hipnozie zachowują się tak, jakby zmienili swą osobowość; np. zahipnotyzowany mężczyzna twierdzi, że jest kobietą, i faktycznie mówi kobiecym głosem; gdy widzi się jako dziecko, zaczyna używać mowy kilkuletniego dziecka. W hipnotycznym transie zmienia się oddech, zachowanie czy pismo hipnotyzowanego. Często są to tak gwałtowne zmiany, że hipnotyzer – w obawie o zdrowie osoby hipnotyzowanej – musi ją szybko wyprowadzać z hipnozy: gdy np. ktoś widzi się w sytuacji gwałtu, bestialskiego mordu czy zaciętej walki, jego oddech, puls, głos zaczynają się gwałtownie zmieniać – często traci oddech, ginie mu puls itp. Niestety, w niektórych przypadkach po wyprowadzeniu z transu hipnotycznego osobom tym ciągle wracają koszmarne doznania, które zostały wywołane w hipnozie. Stan ten jest bardzo podobny do przypadków opisanych przez lekarzy psychiatrów jako syndrom wielorakiej osobowości.

Dramatami są stany wielorakiej osobowości szczególnie wtedy, gdy osoba mająca szczęśliwą rodzinę, prowadząca dobre życie, zacznie objawiać osobowość patologiczną i destrukcyjną. Poddając się działaniu hipnotyzerów czy innych, często anonimowych, „mistrzów”, całkowicie otwieramy się na wpływ ich psychiki i duchowości. Hipnoza jest bowiem ślepym poddaniem się władzy hipnotyzera. Często pozostawia w psychice trwały ślad, który pod wpływem różnych bodźców może ujawnić się nawet po wielu latach. Są również doniesienia o występowaniu abulii (zanik woli) u osób, które często i przez dłuższy okres poddawane były hipnozie. Osoby naiwne, szukające sensacji, bezkrytycznie poddające się hipnotycznym seansom, ulegając złudnym wrażeniom przypominania sobie poprzednich wcieleń, nie są świadome faktu, że stały się przedmiotem czyjejś manipulacji lub psychologicznych eksperymentów, powszechnie dziś stosowanych w badaniach ludzkiej psychiki – szczególnie podświadomości.

Niestety, w celu osiągnięcia obiektywnych naukowych wyników wspomniane badania muszą być prowadzone na ludziach nieświadomych tego, że są przedmiotem eksperymentów. Chodzi o to, aby w ich świadomości nie powstawały uprzedzenia, które mogłyby mieć wpływ na wynik tychże badań.

Do tej pory badania świadomości czy podświadomości człowieka (zwłaszcza jej chemicznych, duchowych czy erotycznych uwarunkowań) nie były w Europie powszechne, ponieważ według chrześcijańskiej etyki życie duchowe i erotyczne człowieka jest podporządkowane prawu Bożemu, a jego łamanie i prowadzenie eksperymentów na ludziach (szczególnie bez ich wiedzy) jest niedopuszczalne! Natomiast takich ograniczeń nie ma w religiach niechrześcijańskich, gdzie nie Bóg, lecz „mistrz” jest najwyższym autorytetem i on decyduje o tym, co komu wolno. Dlatego badania procesów psychiczno-duchowych i możliwości sterowania nimi przez osoby z zewnątrz najczęściej bywają prowadzone na bazie niechrześcijańskiego światopoglądu.

Niestety, osoby, na których eksperymenty prowadzone były przez dłuższy okres, nie zawsze wyszły z nich bez uzależnień lub trwałych zaburzeń psychicznych. Ale „mistrz”, gdy wierzy w reinkarnację duszy, ma spokojne sumienie – jest przekonany, że poszkodowany odrodzi się w nowym, lepszym wcieleniu! Tymczasem Jezus Chrystus zapewnia, że żyjemy tylko raz, a po śmierci wszyscy zmartwychwstaniemy, ale różny będzie nasz los: wieczne szczęście lub jego utrata (por. J 5, 28-29). Wobec tego, jeżeli ktoś zniszczy swoją osobowość, może być poszkodowany na wieki!

Reinkarnacja w perspektywie przyszłości. Neo-rasizm

Dziś po wiarę w reinkarnację sięgają przede wszystkim okultyści i ezoterycy, szczególnie antropozofowie, którzy wierzą, że pod wpływem gwiazdozbioru Wodnika zapanuje Nowa Era na całym świecie i dojdzie do powstania jednego „ogólno- światowego królestwa” pod uniwersalną władzą Maitrei. Ideę pojawienia się Maitrei przyjęto z tybetańskiego buddyzmu, którego wyznawcy od dawna wierzą, że Budda co pewien czas pojawia się na ziemi, a po raz ostatni przyjdzie jako uosobienie współczującej kosmicznej miłości (sanskr. maitri) – stąd tytuł tej postaci: „Budda-Maitreya”. Współcześni okultyści tytuł „Maitreya” przypisali głowie hierarchii okultystycznej. Zgodnie z ich poglądami współczesny „mistrz” Maitreya reklamowany jest jako „boski nauczyciel świata”. Niektórzy wierzą, że nadeszła już nowa era (New Age), a uznając Maitreyę za współczesnego „mesjasza”, propagują jego kult.

Głoszona przez niego wiara w reinkarnację duszy i „boskość” jego osoby jest wielkim niebezpieczeństwem nawrotu kultu jednostki oraz idei rasistowskich w mistycznej wersji. Dotychczas europejscy rasiści, dokonując segregacji ludności, powoływali się na przesłanki biologiczne. Dziś rozwój nauki i wiedzy o człowieku wykluczył słuszność takiej segregacji i obalił kryteria europejskiego rasizmu. Natomiast rasizm mistyczny, dzielący ludzkość na posiadaczy różnych gatunków dusz, odwołujący się do subiektywnych: psychicznych, ezoterycznych i wizjonerskich doświadczeń, jest groźniejszy niż inne jego formy, gdyż nie ma podstaw obiektywnej wiedzy.

Niebezpieczeństwo utraty zbawienia

Poza niebezpieczeństwem nawrotu rasizmu opartego na wierze w reinkarnację dusz z „boskimi” władcami na czele dla katolików wiara ta jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ prowadzi do utraty kontaktu z Bogiem, bo z niej wypływają błędne doktryny i praktyki, które wypaczają życie duchowe: magią zastępowane są sakramenty święte i zamiast autentycznego mistycyzmu, wprowadzane są „błędne sposoby modlitwy niemające nic wspólnego z Bogiem”, a przede wszystkim zaprzeczają prawdzie o Odkupieniu świata. Przy mechanistycznym pojmowaniu skutków złych czynów („karmy”) nie mieści się pojęcie „odpuszczenie”.

Tymczasem grzech w pojęciu biblijnym to nie jakaś energia (karma) w duszy czy wokół duszy, z której człowiek musi się wyzwalać, ale grzech to utrata łaski Bożej, zerwanie przyjaźni z Bogiem i zaprzeczenie miłości przez nieposłuszeństwo Jego woli. Toteż gdy człowiek Boga przeprasza i chce się poprawić, Bóg przywraca go do swej łaski dzięki wstawiennictwu Jezusa Chrystusa, który tę łaskę dla wszystkich ludzi wysłużył przez swoje posłuszeństwo, śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie.

Zatem chrześcijanie, którzy wierzą w reinkarnację, ubliżają Panu Jezusowi, bo przekreślają wartość całego Paschalnego Triduum, przez co narażają się na utratę zbawienia. Dlatego do tych, którzy częściowo przyjęli chrześcijaństwo, lecz zachowali wiarę w reinkarnację, św. Paweł Apostoł tak pisze: „Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania. (…) Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. (…) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał (…). I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni…” (1 Kor 15, 12nn).

S. Michaela Pawlik OP

Nasz Dziennik