logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

KUL w czasach zarazy

Sobota, 24 maja 2014 (02:00)

Z ks. prof. Andrzejem Maryniarczykiem, kierownikiem Katedry Metafizyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Adam Kruczek

Jak Ksiądz Profesor sytuuje osobę i dzieło śp. ojca prof. Mieczysława Alberta Krąpca w perspektywie powojennych dziejów Polski?

– Moim zdaniem, należy on – obok Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II – Karola Wojtyły – do trzech głównych postaci, które najbardziej zaważyły na naszym życiu społeczno-kulturowo-religijnym po II wojnie światowej. Łączy ich m.in. to, że wszyscy trzej działali w skrajnie trudnych warunkach i sprostali powierzonym zadaniom. Proszę zauważyć, Ksiądz Prymas został postawiony przez komunistów wobec groźby likwidacji Kościoła w Polsce. Jego umiejętność prowadzenia pertraktacji i mądrej polityki wobec nich sprawiła, że potrafił ocalić Kościół i dzięki temu dać społeczeństwu jakieś duchowe, ale i instytucjonalne oparcie w czasach totalitaryzmu. Ojciec Krąpiec został w 1970 r. postawiony na czele KUL, gdzie budowana była baza Kościoła i katolickiej inteligencji, w sytuacji gdy uniwersytet był przez władze reżimu komunistycznego skazany na unicestwienie – materialne, naukowe i kadrowe. W sytuacji wydawało się beznadziejnej jego umiejętność prowadzenia polityki uniwersytetu wobec władz sprawiła, że uczelnia ocalała i dzięki temu społeczeństwo otrzymało bazę formowania katolickiej inteligencji. Zdecydowana większość dzisiejszych biskupów to absolwenci KUL. Również św. Jan Paweł II został wybrany na Papieża, gdy wydawało się, że Kościół skazany jest na obumarcie. I znów jego umiejętność prowadzenia dialogu ze współczesnym światem i z jego niechętną chrześcijaństwu kulturą sprawiła, że Kościół jakby otrzymał nowy impuls, poderwał się i jakby zaczął żyć nowym życiem.

Te trzy wybitne postacie żyły obok siebie, spotykały się, prowadziły wspólny namysł nad tą sytuacją kulturowo-społeczną i kościelną, w jakiej przyszło im działać i, ba, wspólnie działały.

Karol Wojtyła wraz z ojcem Krąpcem współtworzyli niezwykłe filozoficzne dzieło w postaci Lubelskiej Szkoły Filozoficznej. Jaką rolę odegrała ta szkoła w okresie zmagań Kościoła i Narodu z komunizmem?

– Ta szkoła zrodziła się w kontekście tej sytuacji społeczno-kulturowej, jaką przyniósł panujący powszechnie i sprowadzony do oficjalnej państwowej ideologii marksizm. Ponieważ marksizm nabudowany był na pozytywizmie, a więc na takim systemie myślowym, w którym za naukowe i realnie istniejące uznawano tylko to, co jest empirycznie potwierdzalne, wszystkie inne koncepcje nazywane były idealizmem. Lubelska Szkoła Filozoficzna powstaje jako takie antidotum na ten typ myślenia. Mocno podkreślano w niej, że jest to szkoła filozofii właśnie realistycznej. Akcentowano mocno, że filozofia ta wychodzi od doświadczenia świata, a nie jego objawienia, co mogło umożliwić dyskusje z marksizmem. Aby obalić zarzut nienaukowości, obudowano tę filozofię potężną aparaturą metodologiczno-logiczną. Tak uzbrojona filozofia była przygotowana do dyskusji z marksizmem, ale cóż to mógł być za dialog, skoro marksizm był administracyjnie wprowadzony na wszystkie państwowe uczelnie.

Rozpowszechniane są pogłoski o rzekomym konflikcie między ojcem Krąpcem a Karolem Wojtyłą na gruncie akademickim.

– Nie polegają one na prawdzie. U podstaw tej szkoły byli Stefan Swieżawski, Jerzy Kalinowski, o. Mieczysław Krąpiec, ks. Stanisław Kamiński i do nich doszedł ks. Wojtyła, który zajmował się etyką, stanowiąc bardzo ważny element szkoły. Widział on potrzebę zbudowania bazy do uprawiania etyki w postaci antropologii i to właśnie na KUL dobudowywał ją do swojej etyki. Zachowała się korespondencja, w której Wojtyła dziękuje Krąpcowi za pracę „Ja człowiek”, którą – jak pisze – z zainteresowaniem studiuje. Zresztą w opublikowanej dyskusji nad pracą Wojtyły „Osoba i czyn” wypowiedź Krąpca jest bardzo pozytywna. Oczywiście byli na KUL filozofowie podchodzący krytycznie do ujęć filozoficznych ks. Wojtyły, ale nie należał do nich o. Krąpiec. Podobnie całkowicie nieprawdziwa jest pogłoska, jakoby o. Krąpiec jako rektor blokował profesurę ks. Wojtyły. Było wręcz odwrotnie, o czym zaświadczał ks. prof. Andrzej Szostek, który wraz z ks. prof. Tadeuszem Styczniem był osobiście wysłany do Krakowa przez o. Krąpca w tej sprawie.

Ostatnim wielkim dokonaniem ojca Krąpca, dziełem, nad którym dosłownie dokonał życia, była encyklopedia filozofii. Jak tłumaczył konieczność podjęcia tego dzieła?

– On widział, że oficjalnemu upadkowi systemu komunistycznego w Polsce nie towarzyszy transformacja intelektualna Polaków. Komunizm nie tylko doprowadził Polskę do ruiny materialnej, nie tylko zadał jej wielkie rany moralne, ale przede wszystkim zniszczył ją kulturowo. Polegało to na zniewoleniu myślenia (homo sovieticus). Aby odwrócić ten trend kulturowej dewastacji, należało, zdaniem o. Krąpca, wyzwolić w Polakach myślenie. Jedynym narzędziem zdolnym do tego wyzwolenia jest filozofia jako sposób poznania świata i człowieka, a nie tworzenia go na obraz wydumanej ideologii, jak to czynili i czynią marksiści. Stąd pojawiła się idea Powszechnej Encyklopedii Filozofii jako bazy do odbudowy polskiej humanistyki na miarę wolnej Polski. Pomysł zrodził się w latach 1995-1996, a pierwszy tom został wydany w milenijnym 2000 r. i był dedykowany Janowi Pawłowi II jako największemu z synów Narodu. I tu dały o sobie znać ogromna erudycja o. Krąpca, a także jego talenty organizacyjne, dzięki którym potrafił skupić wokół encyklopedii grono współpracowników, a także zdobyć fundusze przy minimalnym wsparciu instytucji państwowych. Tak powstało ważne dzieło dla naszego Narodu, ale jednocześnie dla Kościoła, gdyż jak naucza w encyklice „Fides et ratio” św. Jan Paweł II, chrześcijaństwo potrzebuje rozumu, a rozum potrzebuje wiary. Dopiero w tym kontekście możliwy jest rozwój człowieka.

Wracając do mrocznych czasów PRL. Jak ojcu Krąpcowi udało się uratować KUL?

– Przede wszystkim musiał poradzić sobie z kwestią finansową. Gdy został rektorem, nad KUL „wisiało” ogromne zadłużenie wynikające z drakońskich i niemożliwych do udźwignięcia podatków nakładanych na uczelnię przez państwo. Według szacunków władz wartość KUL wynosiła 8 mln zł, a kwota zaległych podatków była o milion wyższa, sięgała 9 mln złotych. Władze weszły już na hipotekę uczelni, zablokowały jej konta, uniemożliwiły remonty, czekając na moment, aby zamknąć uczelnię ze względów bezpieczeństwa. Poczyniono już nawet plany architektoniczne zagospodarowania terenu po KUL. Ojciec Krąpiec poruszył niebo i ziemię, odwoływał się do najwyższych partyjnych instancji, by temu zapobiec. Okazało się, że tym, którego w końcu przekonał, był członek Biura Politycznego KC PZPR Franciszek Szlachcic, do którego udało mu się dotrzeć. Gdy po powrocie z Warszawy widział wściekłość miejscowych partyjnych notabli, którym pokrzyżował plany, zaczął im „naiwnie” dziękować za rzekome poparcie jego misji w Warszawie. To były takie czasy i takie relacje. Dzięki temu rozpoczęła się jakby nowa epoka dla KUL, odbudowa materialna i rozbudowa. To jest jego olbrzymi wysiłek i niewyobrażalny sukces.

Bez kontaktów z władzą byłoby to niemożliwe?

– Oczywiście, a on szukał wszelkich możliwości. Sięgał do osobistych kontaktów z Kresowiakami, np. Andrzejem Werblanem, ówczesnym partyjnym notablem. Dwa tygodnie starał się o dotarcie do ministra spraw wewnętrznych Stachury, aby uzyskać od niego pozwolenie na rozprowadzanie „cegiełek” na rozbudowę uczelni. To nie była wówczas sprawa na telefon. Z ministerstwem szkolnictwa prowadził bardzo intensywne pertraktacje, by powstrzymać „zwijanie” naukowe KUL. Trwał bowiem postępujący proces zamykania przez władze pod różnymi pozorami poszczególnych wydziałów. Tak było z wydziałami humanistycznymi, prawem, psychologią, pedagogiką. Polityka komunistów zmierzała do tego, by zostawić na uczelni filozofię i teologię i sprowadzić KUL do stanu takiego większego seminarium. Ojcu Krąpcowi udało się temu zapobiec i za jego 13-letniej kadencji rektorskiej powstały nowe wydziały, reaktywowały się stare.

Kolejnym ogromnym problemem, z którym musiał się zmagać, były kadry naukowe. Po to przecież powstał UMCS, żeby wchłonąć kadry KUL-owskie. Czasem podstępem oferując większe zarobki, czasami w inny sposób. Władze komunistyczne uniemożliwiały awans naukowy pracownikom KUL przez blokadę stopni naukowych. Ojciec Krąpiec walczył o każdego profesora.

To za rektorowania ojca Krąpca KUL zaistniał w międzynarodowym kontekście, stało się o nim głośno na świecie.

– Tak, przyczyniło się do tego znakomite posunięcie wymyślone przez o. Krąpca, aby wykorzystując kościelne i osobiste kontakty, ściągnąć na inaugurację roku akademickiego na KUL jak największą liczbę ambasadorów państw zachodnich. O KUL stało się głośno na świecie, wzrósł jego prestiż naukowy i polityczny jako jedynego na wschód od Łaby ośrodka wolnej myśli. Powstało wtedy nawet powiedzenie: „Od Berlina do Seulu filozofia tylko w KUL-u”.

Próbuje się z tych osiągnięć czynić ojcu Krąpcowi zarzut działania w imię zasady „cel uświęca środki”.

– Nie, to nie było dążenie do celu za wszelką cenę. To była umiejętność konsekwentnego prowadzenia dalekosiężnej polityki przez podejmowanie rozważnych decyzji i trafianie do przekonania ludzi z aparatu partyjnego. Uważał, że i po tamtej stronie można spotkać patriotów i jak opowiadał, Szlachcica przekonywał argumentem, że na KUL kształci się 80 proc. studentów pochodzenia chłopskiego.

Jak Ksiądz Profesor tłumaczy próby deprecjacji tej legendarnej wręcz dla KUL postaci, jaką jest ojciec Krąpiec?

– Ja bym nie sprowadzał tego do ataku na samą osobę ojca Krąpca. To jest sposób ataku czy zanegowania pewnego typu myśli, filozofii, kultury, który okazał się dla Kościoła, Polski i Narodu niezwykle ożywczy zarówno w czasach PRL, jak i obecnie. Nieprzypadkowo to uderzenie pojawiło się w przeddzień kanonizacji św. Jana Pawła II, równolegle z próbami wystawienia szkalujących Karola Wojtyłę billboardów, też jakoby opartych na jakichś materiałach bezpieki.

Czy nie jest to również próba podważenia roli KUL jako ośrodka wolnej myśli przez sugerowanie, że powstał z inspiracji sowieckiej i był niemal elementem totalitarnego systemu?

– Oczywiście, to są naczynia połączone. Ale trzeba mieć na uwadze, że uniwersytet, który zawsze był i będzie centrum formacji samodzielnej myśli filozoficznej i społecznej, jest niezwykle istotnym elementem Kościoła w Polsce. Prymas Wyszyński powtarzał ojcu Krąpcowi: uderzenie w KUL jest sygnałem uderzenia za chwilę w Kościół. Zresztą to jest szersze zjawisko, kiedy pewnym wielkim wydarzeniom w Kościele dziwnie towarzyszą reakcje osłabiające ich wymowę. Proszę zauważyć, że gdy po śmierci św. Jana Pawła II nastała w Kościele niezwykła atmosfera poruszająca pozytywnie, zwłaszcza młodzież, natychmiast niczym riposta wypłynęła sprawa rzekomej agenturalności ojca Konrada Hejmy, od czego uruchomiony został cały łańcuch oskarżeń lustracyjnych polskiego duchowieństwa, co jakby „przykryło” dobro, jakie się wówczas zrodziło w Kościele. Takie przykłady można by mnożyć, a te ostatnie niejako „towarzyszące” kanonizacji św. Karola Wojtyły z pewnością nie będą ostatnimi. Nie zdziwiłbym się, gdyby za chwilę pojawił się atak na osobę Prymasa Tysiąclecia. Tyle lat posługi, prowadzenia polityki, rozmów z komunistami na różnych szczeblach – myśli pan, że nie da się czegoś spreparować?

Ojcu Krąpcowi zarzucono, że prowadził z komunistami grę, którą przegrał?

– To jest całkowite nieporozumienie. Każdy rektor KUL, ba, nawet proboszcz, ktoś, kto w PRL musiał coś załatwić, skazany był na rozmowy z różnej maści funkcjonariuszami tamtego systemu. W sprawach organizacyjnych było to MSW i jego filie, w sprawach politycznych – partia. Nie było wówczas innych partnerów do rozmów, jeśli cokolwiek chciało się załatwić. A rozmówcami księży byli, wiadomo, przeważnie oficerowie służb. Oni czynili notatki, a czasem i użytek z tych rozmów, oni klasyfikowali według swoich kryteriów rozmówców. Czynienie z tego teraz po latach podstawy do oskarżenia kogoś o świadomą współpracę z bezpieką jest olbrzymim nadużyciem. Ponadto budowana jest taka absurdalna teza, że skoro ojciec Krąpiec obronił w tak trudnych czasach KUL, rozmawiając z władzami, to nie był to efekt prowadzonej przez niego roztropnej polityki, tylko dowód na uwikłanie i rolę tajnego współpracownika. Tylko patrząc na efekty osiągnięte przez ojca Krąpca, a więc uratowanie i rozwój KUL, można zapytać, kto tu tak naprawdę był czyim współpracownikiem. Może to on miał po tamtej stronie swoich tajnych współpracowników.

W czasie niedawnej sesji poświęconej oskarżeniom pod adresem wielkiego rektora KUL wskazywał Ksiądz Profesor, że była to już druga próba ataku na ojca Krąpca w wykonaniu tego samego autora.

– Tak, wcześniej wydał on książkę poświęconą co prawda innej osobie, ale w której odmalowany został konterfekt o. Krąpca jako filozofa średniej klasy, zajętego głównie sobą, a ponadto nacjonalisty związanego z Radiem Maryja i antysemity. To jednak nie wywołało pożądanego efektu, więc dokonano drugiego podejścia, zmieniając akcenty. Teraz o. Krąpiec okazuje się geniuszem filozoficznym i organizacyjnym, ale dla kontrastu – donosicielem, a więc podejrzanym moralnie. To dziś bardzo charakterystyczne, że gdy chce się jakiegoś duchownego spostponować, to oskarża się go o antysemityzm albo o współpracę z SB. Ważne jest, aby nie dać się uwieść przez tzw. lustratorów, których celem jest niszczenie autorytetów przez zasianie podejrzenia. Dobro bowiem, które za sprawą o. Krąpca zostało dokonane dla KUL, polskiego Kościoła, Narodu i polskiej kultury, winno dodawać sił w trudnych chwilach i zobowiązywać nas do jego pomnażania.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Kruczek

Nasz Dziennik