logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Arch./ -

Jak odtruć historię?

Sobota, 21 czerwca 2014 (02:05)

Przez prawie pół wieku państwo zwane PRL robiło wszystko, aby świadomość historyczna Polaków w odniesieniu do II wojny światowej była jednostronna: za krzywdy wyrządzone Polsce odpowiedzialna jest III Rzesza Niemiecka, która dzięki Związkowi Sowieckiemu została pokonana, a Polska odzyskała wolność.

Taki obraz II wojny światowej utrwalano w edukacji, w nauce, w mediach, w sztuce – wszędzie tam, gdzie odbywa się proces nie tylko zdobywania wiedzy, ale właśnie budowania świadomości w skali społecznej. A choć żyły pokolenia, które wiedziały, również z autopsji, że wojna z polskiego punktu widzenia przebiegała inaczej, to jednak zarówno zastraszenie, jak i szczelna państwowa cenzura skutecznie wpływały na utrwalenie tylko tej jednej wersji.

Niewygodna prawda

Po roku1989 państwo zmieniło ustrój, a urząd cenzury został zniesiony. Nie wiązało się to jednak automatycznie z odzyskaniem i odtruciem pamięci. Do tego potrzebne były nie tylko żmudne badania, ale również skuteczne ich upowszechnianie. A to wcale nie było takie proste, ponieważ odtruwanie pamięci to proces bardzo długi, zwłaszcza gdy PRL-owska wersja historii ciągle była obecna w wydawanych do tej pory i dostępnych publikacjach, a także w cieszących się znaczną popularnością filmach. Ta wersja obecna była w świadomości milionów komunistów jako historia im najbliższa, z której do końca wcale nie zamierzali rezygnować. A wraz z odzyskiwaniem politycznych wpływów środowiska wywodzące się z PZPR chętnie blokowały odzyskiwanie pamięci przez Polaków.

Co składa się na tę pamięć? Problemem tym zajmuje się w swojej najnowszej książce „Zatruwanie pamięci” Leszek Żebrowski. Jest to zbiór artykułów, jakie w latach 2002-2012 ukazywały się na łamach „Naszego Dziennika”. Dotyczą one wydarzeń, które odnoszą się do takich miejscowości jak Jedwabne, Naliboki i Koniuchy, a obejmują okres 1941-1944. Nazwy tych miejscowości są wprawdzie w naszej zbiorowej pamięci coraz lepiej rozpoznawalne, ale ciągle zbyt słabo. Zresztą są to tylko przykłady tego, co spotkało Polskę i Polaków w czasie II wojny światowej, a o czym Polacy mieli nie wiedzieć.

Dlaczego po roku 1989 w dalszym ciągu obowiązuje swoista zmowa milczenia? Dlatego że w grę wchodzą zbrodnie, o których prawda jest ciągle pewnym środowiskom nie na rękę. A przecież Polacy nigdy nie stosowali kryteriów odpowiedzialności zbiorowej, lecz zawsze starali się dociec, kto faktycznie był winny. Leszek Żebrowski zadaje w sposób uzasadniony konkretne pytania: Kto był winny? Kto był winny zbrodni w Jedwabnem, w Nalibokach, w Koniuchach?

W Jedwabnem winą obarczono Polaków. Jednak taka wersja nie da się utrzymać, ponieważ zawiera zbyt wiele luk i błędów, nawet celowych fałszerstw. W Nalibokach i w Koniuchach doszło do mordów na bezbronnej ludności polskiej ze strony nie tylko sowieckiej partyzantki. A jednak prawda na ten temat bywa ukrywana albo ujawniana jest małymi kroczkami w taki sposób, aby nie była zbyt czytelna, a na pewno by nie stała się jasnym punktem odniesienia, który pomaga lepiej zrozumieć skalę nieszczęść, jakie dotknęły Polskę na Kresach.

Polski punkt widzenia

Leszek Żebrowski stara się z całym taktem i poczuciem odpowiedzialności historyka podjąć temat współudziału niektórych środowisk żydowskich w akcjach mających charakter zdecydowanie antypolski. Sprawa jest dlatego delikatna, że poruszając taki temat, nie można wpaść w pułapkę antysemityzmu, który jest ideologią, a w pracy historyka chodzi o ustalenie faktów.

W przypadku zbrodni w Jedwabnem oficjalnie podawana wersja, jakoby Polacy spalili 1600 Żydów, nie wytrzymuje krytyki, ponieważ zbyt wiele informacji jest nieprawdziwych, a nawet sprzecznych, zarówno co do liczby ofiar, jak i sprawców. W końcu liczba ofiar zmalała do 300-400. Okazało się też, że osoby uznane za świadków tej zbrodni wcale nie były jej świadkami, a ze względu na przerwanie procesu ekshumacji nie można dokładnie zrekonstruować tego, co się wydarzyło. Jednak fałszywa wersja wydarzeń znalazła się w podręcznikach do historii, a co gorsza – poszła w świat, przypinając Polakom łatkę antysemitów. Trwa to po dziś dzień.

O ile w Jedwabnem o morderstwo na Żydach zostali oskarżeni Polacy, choć wszystko wskazuje na to, że kierowniczą i główną rolę musieli odgrywać Niemcy, to w Nalibokach i w Koniuchach w ramach partyzantki sowieckiej odpowiedzialna za zbrodnie na bezbronnej ludności polskiej była partyzantka żydowska. Sprawa mordów okazała się na tyle drażliwa, że na różne sposoby próbuje się ten wątek podnieść na taki poziom ogólności, aby nie można było wprost powiedzieć, kto za te zbrodnie był odpowiedzialny. Metodę taką stosuje nawet IPN, natomiast miłośnicy filmu mogą „delektować się” produkcją Hollywood („Defiance” – „Opór”), która szerokim łukiem omija problem współodpowiedzialności za mord w Nalibokach tych, których kreuje na bohaterów.

Wynika z tego, że Polacy w dalszym ciągu mają nie znać swojej historii, własnego bohaterstwa, własnych strat, zwłaszcza na Kresach, gdyż narzucany jest nam obcy punkt widzenia, a my mamy odgrywać rolę zahukanych winowajców, którzy na hasło „antysemityzm” zdolni są wziąć na siebie odpowiedzialność za zbrodnie przez nas niepopełnione albo nie dociekać, kto tak naprawdę dopuścił się zbrodni na nas.

Książka Leszka Żebrowskiego to nie tylko próba rzetelnej rekonstrukcji i oceny brzemiennych w skutki wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie II wojny światowej, ale również próba odtrucia narodowej pamięci w taki sposób, aby zyskać szerszą perspektywę historyczną. Właśnie z tych powodów z książką tą warto się zapoznać, ponieważ pomaga ona odzyskać polski punkt widzenia na nasze sprawy, nasze losy, nasze tragedie i nasze bohaterstwo. A skoro zatruwanie pamięci nadal trwa, nie ma innej odtrutki niż prawda ukazana jasno i rzetelnie.

Prof. Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik