logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Potencjał rodzinny

Sobota, 21 czerwca 2014 (02:10)

Jedna z mam, zastanawiająca się nad uczeniem swojego dziecka w domu, zadzwoniła do katolickiej szkoły, by dowiedzieć się, jakie są możliwości zapisania tam dziecka. Usłyszała: „Ależ proszę pani, my nie oddajemy dzieci w ręce niespecjalistów!”.

Prawdopodobnie takie myślenie można by spotkać u wielu osób. Przecież nauczyciele, pedagodzy, psycholodzy to specjaliści, którzy uczyli się wiele lat, by zdobyć swój zawód, a potem jeszcze nabywali wielkie doświadczenie przez staż w swojej pracy. Nikt tego nie neguje, przynajmniej generalnie.

Jednakże kim w takim razie są rodzice? Ignorantami? A przynajmniej niespecjalistami i nieprofesjonalistami? A szkoła? – jest oczywiście specjalistyczną jednostką edukacyjną nakierowaną na wykształcenie dziecka – przynajmniej w teorii. A rodzina czym jest? Środowiskiem przypadkowym, czasem patologicznym, a może nawet nieprzygotowanym do pełnienia swojej roli?

Takie myślenie prowadzić może do absurdu. Niestety, często nieświadomie, bezmyślnie powtarzamy takie same sformułowania, że w szkole są specjaliści, a w domu – najkrócej mówiąc – nie. Trzeba by niestety dodać, że taki absurd wokół nas zaczyna niebezpiecznie dojrzewać i wzrastać. Ustawodawstwo dotyczące dzieci od dawna już kroczy drogą myślenia, że rodzicie o tyle mogą zajmować się swoim dzieckiem, o ile współpracują ze specjalistami – szkołą, pedagogami, kuratorami etc. – a jeśli mają inny pomysł, to można im dziecko zabrać.

Rodzina w związku z tym ma sens tylko wtedy, kiedy spełnia oczekiwania państwa dotyczące wykształcenia i światopoglądu dziecka. Na zachodzie Europy widzimy to w brutalnej rzeczywistości, kiedy zabiera się dzieci rodzicom, bo nie uczą „właściwie” na temat np. homoseksualizmu. Od decyzji urzędnika właściwie nie ma odwołania – rodzice się nie nadają i tyle. Ten straszny, totalitarny absurd zaczyna dojrzewać i u nas, w Polsce. Jeśli nie zaczniemy na niego reagować, to za kilka lat rodzina – o ile jeszcze będzie coś takiego, a nie po prostu wolny związek – będzie miała jedno zadanie: wyprodukować „obywatela” na potrzeby państwa.

Nie chciałbym w tym miejscu zajmować się słabościami i patologiami szkoły, nie jest moim celem krytyka nauczycieli, z których wielu jest wspaniałymi ludźmi. Chciałbym pokazać, że rodzina i tylko rodzina jest właściwym i odpowiednim, w jakimś sensie jedynym miejscem wychowania dzieci. Rodzice zaś, w myśl zasłyszanego kiedyś sformułowania, są jedynymi specjalistami od swojego dziecka – każdy ojciec i każda matka.

Oczywiście zdarza się, że rodzice krzywdzą swoje dziecko, czasem na całe życie. Gdybyśmy mówili, że jest inaczej, byłoby to kłamstwem, bo grzech jest i wydaje swoje owoce, czasem przerażające. Jednakże nie wolno rodziców poddawać władzy państwa, które ma wyłącznie rolę służebną względem rodziny. Nie wolno też czynić zasady z najstraszniejszych nawet przypadków patologii, by ograniczać prawa rodziców lub poddawać ich kontroli państwa profilaktycznie.

Skąd płynie owa moc rodziców czy – inaczej mówiąc – ich specjalizacja. Dla nas, wierzących, ów potencjał bierze się przede wszystkim z aktu stworzenia, a więc daru Boga. To Bóg wyposażył rodziców we wszystko, co jest potrzebne, by urodzić i wychować dziecko. Tworząc świat, podzielił się swoją mocą stwórczą z rodzicami i uczynił ich swoimi współpracownikami. Czy miałby im czegoś nie dać?

Przez dziesiątki wieków to wyposażenie rodziców starczało, by wychować całe pokolenia ludzi, także świętych. Dopiero rozwój psychologii i pedagogiki zaczął podważać ten odwieczny model. Gdybyśmy nawet nie chcieli mówić o Bogu, tylko o samej mocy rodziców i rodziny, to jest nią przede wszystkim miłość. To ona poczyna życie, to miłość daje moc do przyjęcia tego życia, do wychowania go, do ofiary dla niego z siebie. A niszczenie jej prowadzi do wypaczeń – do zdrady, przemocy, pożądania, gwałtu, zabijania życia i niezgody na dziecko.

Nikogo nie można zmusić do miłości, ale każdy jest potencjalnie w nią wyposażony. Żadna szkoła ani kuratorium, ministerstwo i pracujący tam ludzie nie są wyposażeni w miłość do tego konkretnego dziecka. To jest podstawowy potencjał rodzinny – zdolność do miłości. Rodzina z natury rzeczy nakierowana jest na miłość pomiędzy jej członkami. Dlatego najsilniejszą stroną rodziny i jej podstawowym narzędziem wychowawczym są relacje: rodziców do dzieci, dzieci do rodziców, dzieci między sobą oraz z innymi członkami rodziny.

Relacje są ważniejsze od dobrobytu, od posiadanych rzeczy i stworzonych możliwości rozwoju. Każdy człowiek rozwija się dzięki relacjom i przez nie. Jednakże te, które są w domu, są nadzwyczajne. Są bowiem rzeczywiste, to znaczy występują wokół nas i realnie wymagają od nas na przykład poświęcenia, trudu określonego działania. Jest to szczególnie ważne, gdyż żyjemy w czasach nacechowanych relacjami nierzeczywistymi, wirtualnymi – jak na przykład „znajomi” na tzw. portalach społecznościowych – które nie angażują całego człowieka, tylko na przykład jego wyobraźnię.

Poza tym relacje w rodzinie są naturalne. Rodzice – bo dziecko przychodzi na świat w domu, który oni stworzyli, i w nim mieszka, rodzeństwo – im go więcej, tym więcej odniesień, członkowie rodziny – dziadkowie, pradziadkowie – którzy umiejscawiają w czasie i historii. Dalej naturalne relacje tworzą sąsiedzi, mieszkańcy tej samej ulicy, dzielnicy, wioski, miasteczka, członkowie tej samej parafii etc. Wreszcie relacje w rodzinie są oparte na życzliwości. Nie spełniają tych cech odniesienia, które powstają w szkole.

Tak zwana grupa rówieśnicza jest tworem zupełnie sztucznym, nie będzie więcej występować w życiu człowieka, ani w pracy, ani w domu, ani w zaangażowaniu społecznym. Można by powiedzieć, że wszystkie wartościowe odniesienia w życiu człowieka są jakimś odbiciem życzliwości i relacji rodzinnych: koleżeństwo, wspólnotowość, wszelkie społeczności, jak stowarzyszenia, bractwa, harcerstwo, opierają się w swym modelu na relacjach rodzinnych.

O rodzinie można by pisać naprawdę wiele, ale poruszę jeszcze tylko jedno zagadnienie. Rodzina kształtuje w człowieku moralność, czyli umiejętność wyboru dobra. Oczywiście, zdeprawowana może niszczyć w dziecku odniesienie do dobra, ale to przede wszystkim rodzina jest nośnikiem wartości. Miłość, bliskość i więź powodują, że jest ona środowiskiem, które otwiera człowieka na Dobro i Prawdę.

To wszystko, co zostało napisane powyżej, prowadzi nas do jednej, najważniejszej refleksji – że rodzice i rodzina są niezastąpieni. We współczesnym świecie potrzeba obudzić rodziców, by przestali cedować swoje obowiązki na instytucje, ale „wzięli sprawy w swoje ręce”. To oni jako jedyni – póki nie będzie za późno – mogą przywrócić właściwy porządek w odniesieniach państwa i jego instytucji do dziecka i rodziny.

Trzeba by rodzicom powiedzieć: to wy macie ową moc, daną wam ze względu na wasze dzieci, by je wychować i ochronić, nikt inny. Dlatego nie bójcie się w żadnym aspekcie – czy to decyzji o przyjęciu kolejnego dziecka, czy decyzji o pozostaniu mamy w domu z dziećmi, czy wreszcie decyzji o nauczaniu w domu. Ta moc wam wystarczy i pomocy Bożej wam nie zabraknie.

Ks. Łukasz Kadziński

Aktualizacja 21 czerwca 2014 (02:10)

Nasz Dziennik