logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Dom kuźnią charakteru

Sobota, 21 czerwca 2014 (02:12)

Z Ewą Hanter, autorką książek i pomocy dydaktycznych dla dzieci, rozmawia Beata Falkowska

Od lat zajmuje się Pani opracowywaniem pomocy dydaktycznych, metod pracy rozwijających zainteresowania dzieci, ćwiczących koncentrację, wolę i wy- trwałość. Pani prace to fantastyczna pomoc dla rodziców.

– Uczestniczyłam w opracowywaniu modeli do terapii uspokajającej i rozwijającej dla dzieci autorstwa Teresy Danielewicz, Anny Koźmińskiej i Janiny Magnuskiej. Pracowałam nad rozwijaniem ich myśli, wydałam wraz z nimi cztery książki stanowiące pomoce do nauki czytania, liczenia, historii, przyrody.

Jednocześnie nie jest Pani zorientowana przede wszystkim na rozwój umiejętności w procesie kształtowania osobowości dziecka i młodego człowieka. Kopie Pani głębiej.

– Trzeba sięgać do głębi. Tertulian powiedział, że dusza ludzka jest z natury chrześcijańska i każdy człowiek, także dziecko, ma w sobie naturalne pragnienie poznania prawdy, kochania i bycia kochanym. Celem edukacji jest zaspokojenie tego pragnienia dążenia do prawdy i wychowanie do miłości. Musimy od najmłodszych lat szukać takich sposobów, aby kształtować umysł dziecka. Dobre treści można podsuwać w naturalny sposób już dwulatkom. Każde wyjście na spacer, zbieranie kwiatów, owoców przyrody, zamysł rodzica przy wykonywaniu codziennych czynności będzie rozwijało zainteresowanie światem.

Publiczna szkoła zabija ten głód prawdy?

– Szkoła nie stwarza ani możliwości harmonijnego rozwoju, ani rozwoju talentów, opiera się na nagradzaniu za wykonanie pewnych rutynowych zadań. Może niektórzy się oburzą, ale nie mamy w Polsce szkół prawdziwie katolickich. Te, które są, mają swoje dobre strony, ale idą ogólnym programem, motywacją do nauki są stopnie, pobudzanie ambicji bycia lepszym od innych, a nam jako katolickim rodzicom nie o to chodzi. To nie jest cel edukacji. Nam chodzi o to, by poznawać prawdę, Boga, zamysły Boże względem dziecka, jego indywidualne powołanie. Naszym celem jest wychowanie człowieka, który będzie miał radość z czynienia dobra, dążenia do Boga i do miłości drugiego człowieka.

Stwierdzenie, że stopnie nie są naj- ważniejsze, to trudna mowa dla rodziców.

– To, czy w tej klasie dziecko będzie miało piątkę z przedmiotu, a w następnej trójkę, naprawdę nie jest najistotniejsze. Ważne jest, by dziecko dążyło do realizacji powołania. W tym jest prawdziwa radość, w mądrości Bożej, a nie w mądrości świata.

Miałyśmy rozmawiać o dzieciach, a zaczynamy o wychowaniu rodziców.

– Wychowanie dzieci to realizacja powołania rodzicielskiego. Wraz z rozwojem dziecka musi następować rozwój duchowy rodziców, umiejętność rozeznania, wyboru, rezygnacji z różnych pragnień na korzyść rozwoju dziecka.

Kult ocen pokazuje, w jakich schematach tkwimy, gdy chodzi o edukację i wychowanie?

– I rodzice, i polska szkoła tkwią w schematach, w myśl których celem nauki są stopnie, a rodzice są zadowoleni, gdy dziecko przyniosło same piątki. Przecież to nie jest żaden miernik procesu wychowawczego.

Pojawia się jednak coraz więcej uciekinierów z systemu publicznej oświaty. Rodzice odważnie wybierają np. edukację domową.

– Jest wiele zagrożeń, które definiujemy i staramy się robić wszystko, by ich uniknąć. Z jednej strony są to wchodzące do szkół ideologie typu gender, z drugiej niekorzystne środowisko wychowawcze skutkujące nerwicami dzieci, które niwelują cały wcześniejszy wysiłek wychowawczy rodziców. Taka sytuacja rodzi poszukiwania alternatyw dla państwowej oświaty. Jedną z nich jest edukacja domowa, inni rodzice szukają szkół katolickich.

Oczywiście pierwszy punkt to jest widzieć zagrożenia i wiedzieć, jak się przed nimi bronić, ale to jest tylko wstęp, bo trzeba przede wszystkim wiedzieć, dlaczego się uczymy. Edukacja domowa, która także ma zarówno blaski, jak i cienie, na pewno pozwala uchronić dziecko przed wspomnianymi zagrożeniami i wychować je zgodnie ze swoim katolickim światopoglądem. Daje także możliwość harmonijnego kształtowania osobowości dziecka, indywidualnego prowadzenia, wyrównywania defektów, pracy według indywidualnego tempa i zdolności.

Z drugiej strony jeśli rodzice nie potrafią silnie zmotywować dzieci do nauki, by same rozwijały zdolności, przy tak swobodnym modelu nauczania może rozwinąć się w nich lenistwo. Edukację domową warto podjąć szczególnie w okresie nauczania początkowego, gdy dziecko przygotowuje się do Pierwszej Komunii Świętej, aby uchronić je od tych złych wpływów. Na tym poziomie także nauka jest bardzo ważna, a w szkole w początkowych klasach dzieci często niewiele się uczą, a dużo bawią.

Wspomniała Pani o podsuwaniu dobrych treści dwulatkom. Często nie doceniamy tego wczesnego okresu życia dziecka, zakładając, że taki maluch niewiele rozumie.

– Jeśli w tym okresie pierwszych kilku lat życia nie rozwinie się pasji poznawania prawdy, później będzie to trudniejsze. Wbrew pozorom, gdy dziecko ma trzy, cztery latka, jest to bardzo łatwe, gdyż w tym wieku dziecko ma ogromny potencjał, naturalną chęć poszukiwania prawdy. Odpowiednio zmotywowane w tym wieku dziecko potem będzie łatwiej uczyć np. w domu.

Jakich zasad mają się trzymać rodzice, by harmonijnie kształtować osobowość dziecka?

– Na pewno potrzeba indywidualnego podejścia, określenia, jakie dziecko ma potrzeby na danym etapie rozwoju, jakie ma braki, umiejętności, zainteresowania, pytania. To pozwoli nam dobrać narzędzia pracy z dzieckiem tak, by jego rozwój był integralny, by np. emocje nie górowały nad intelektem, intelekt nad wolą, temperament nad wytrwałością w pracy etc.

W Polsce mamy bardzo dużo zdolnych dzieci, czasem genialnych, np. w kierunkach artystycznych, które jednak nie rozwijają się harmonijnie, bo np. nadmiernie rozwinięta wyobraźnia, emocje nie zawsze idą w parze z logicznym myśleniem, kontrolowaniem działania przez rozum. Dlatego część zajęć dydaktycznych w ramach wspomnianej terapii uspokajającej i rozwijającej łączy w sobie sztukę z matematyką, po to by to dziecko mogło harmonijnie rozwijać i logiczne myślenie, i potrzebę artystycznego wyżycia się.

Wszystkie propozycje zajęć z dziećmi, w których opracowaniu uczestniczyłam – wykonywanie loteryjek, gier, układanek – są pomyślane tak, że rozwijają różne sfery w człowieku. Konkretne zajęcia indywidualnie dostosowujemy do potrzeb dziecka. Jeśli dziecko jest np. nadpobudliwe, zajęcia odtwórcze, jak kopiowanie, wycinanie, wyciszają je, twórcze – pobudzają. Te proporcje dobieramy zatem indywidualnie.

Tytuł jednej z Pani książek z propozy- cjami zajęć dydaktycznych brzmi: „Młode wino w nowych bukłakach”. Jakie „stare bukłaki”, rzeczy powszechne, ale szkodliwe, powinniśmy przede wszystkim usunąć z wychowania naszych dzieci?

– Na pewno wymieniłabym tu rozbudzanie chorobliwej wyobraźni, wprowadzanie w świat magii, prymat fantastyki nad światem realnym, ponieważ to świat realny jest bazą do poznania prawdy. Dlatego musimy dbać o to, by nauka pobudzała postawę poszukiwania, rozbudzała zainteresowanie rzeczywistością, uczyła logicznego myślenia, wyciągania wniosków. To są nasze cele, których realizację możemy zacząć już od najwcześniejszych lat.

Zabawy nasycajmy dobrą treścią. Nie osadzajmy dzieci w nierealnym świecie. Często to, co najbardziej nielogiczne i głupie, dajemy dziecku, po to by je zabawić, a w ten sposób zatraca się ten naturalny zmysł szukania prawdy i miłości. Zamiast popularnej bajki w telewizji na dobranoc przed snem powinniśmy dziecko wyciszać i napełnić jego umysł dobrą treścią, szczególnie gdy mamy dziecko nadpobudliwe.

Ja proponuję wieczory rodzinne, czyli wspólne wykonywanie prac plastycznych, manualnych, które uspokajają. Nie zawsze da się to zrealizować, zachęcam zatem, by spróbować choćby raz w tygodniu, w niedzielę. A codziennie wieczorem ważne jest, aby dziecko miało choćby te 15 minut przed snem swój czas z mamą i tatą, gdy może zadawać pytania, gdy czytamy mu, opowiadamy, podajemy dobrą treść, tak aby jego sen także był dobry. Wieczór i poranek to bardzo ważne momenty, gdy zaczynamy i kończymy dzień. Wtedy także bardzo ważna jest modlitwa.

Podczas gdy sklepy pełne są gier, układanek etc., Pani proponuje ich samodzielne wykonywanie wraz z dziećmi. Z Pani książek przebija hasło „zrób to sam”.

– Dla dziecka niezmiernie ważne jest wykonywanie czegoś. Jednym z głównych błędów, jakie popełniają rodzice, jest to, że chcą dziecko rozwijać, ciągle dostarczają mu zatem różnych informacji, wrażeń, natomiast nie uczą go pracować. Psychika wówczas nie rozwija się harmonijnie. Dzieci mają potem ogromne zapotrzebowania intelektualne, potrzebę bodźców, wrażeń, ale nie ma równowagi emocjonalnej, bo nie wiedzą, co zrobić z tą wiedzą i przeżyciami. Ważne jest zatem włączanie dzieci zarówno w prace domowe, jak i zajęcia manualne. Ponadto drobne, precyzyjne ruchy uspokajają bardzo korę mózgową.

Takie zajęcia powinny być połączone z dobrą treścią. To szczególnie ważne dla nas, Polaków, gdyż większość z nas żyje w świecie wyobraźni, co skutkuje problemami z działaniem.

Czego dziecko uczy się, wynosząc systematycznie śmieci czy szorując podłogi? – myśli wielu rodziców i aby było szybciej, wykonują te czynności za dzieci. No właśnie, czego uczy się wtedy dziecko?

– Oprócz odpowiedzialności, gotowości do podejmowania trudu, włączanie dzieci w czynności gospodarcze procentuje lepszym kontaktem np. między matką i córką, docenianiem pracy rodziców i wszelkiej pracy przez dziecko. To ważny element harmonijnego rozwoju, który osadza dziecko w rzeczywistości. Dla małego dziecka to ogromna radość, że może uczestniczyć w życiu rodziców, gdy to zaniedbamy, później dziecko już nie będzie takie chętne, by pomagać. Warto z czegoś zrezygnować, uzbroić się w cierpliwość, czas i pozwalać dzieciom samym wykonywać domowe prace. Potem rodzice, zwłaszcza mamy, żałują, że nie podjęli tego wysiłku.

Propaguje Pani zakładanie „pracowni rodzinnych”. Co to takiego?

– Jeśli dziecko pójdzie do szkoły, wchodzi w pewien rytm, w którym zanika jego twórczość, zdolności, chęć do nauki i motywacja. Dom musi starać się przynajmniej częściowo to wyrównać. Olbrzymie możliwości do rozwoju indywidualnych talentów daje edukacja domowa. Wszystkim rodzicom zalecam zakładanie pracowni rodzinnych, czyli rodzaju warsztatów, podczas których dzieci, częściowo razem z rodzicami, wykonują różnego rodzaju prace manualne z podziałem na grupy wiekowe. Dzieci uczące się czytać mogą przygotowywać loteryjki do nauki czytania, układanki, rozsypanki sylabowe, literkowe.

Dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii Świętej mogą wykonywać różne albumy związane z obecnością Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W tym czasie starsze dzieci mogą mieć pracownię historyczną, przyrodniczą czy biblijną, gdzie swoją wiedzę w danej dziedzinie przekładają na bogactwo takich form, jak właśnie gry czy albumy. Dużo robi się dla dzieci, jeździ po muzeach, dostarcza wrażeń, a często zaniedbuje się tę rzecz tak ważną: naukę pracy, wykonania małej rzeczy, ale do końca, celowo i z pożytkiem dla innych, co kształtuje wolę, ćwiczy w porządnym wykonywaniu zadań.

A co z dziećmi z różnymi trudnościami? Prace manualne, kształtowanie cierpliwości może przebiegać w ich przypadku z problemami?

– Każde dziecko trzeba jakoś zdiagnozować, aby zobaczyć, jakie ma zdolności, jakie braki, czy jest nadpobudliwe, czy ma trudności z koncentracją, jaką posiada analizę wzrokową, słuchową. Im szybciej wyrównuje się te braki, np. już na etapie przedszkola, tym efekty są lepsze, potem trzeba w to wkładać więcej pracy. Do każdego dziecka należy podchodzić indywidualnie.

Także dzieci bardzo zdolne mogą sobie „nie radzić”, gdy brakuje tego indywidualnego podejścia?

– Tak, wówczas gdy nie ma warunków do rozwoju, gdy nie jest odpowiednio pokierowane. Poznałam kiedyś dziewczynkę bardzo utalentowaną plastycznie, której nie stworzono szansy wyładowania się w twórczości, robiła to zatem w nieznośnym zachowaniu.

W pierwszych latach edukacji ważne jest rozwijanie zainteresowań we wszystkich kierunkach, z naciskiem na te sprawy, które dziecko bardziej interesują. Talentem trzeba pokierować, tak samo jak nauką wytrwałości i samokontroli. Gdy dziecku wszystko przychodzi łatwo, może popaść w lenistwo. Rodzice powinni podkreślać, kiedy dziecko zaczęło pracę, kiedy skończyło, uczyć samokontroli, dokładnego wykonania zadań, rozmawiać o zakończonej pracy. Edukacja domowa daje ogromne możliwości rozwoju indywidualnego talentów, nad tym trzeba jednak pracować.

Nauka czytania to ostatnio kontrowersyjny temat. Polska szkoła sztucznie opóźnia wprowadzanie dzieci w świat słowa pisanego. Istnieje jakiś uniwersalny wiek, w którym powinniśmy zaczynać uczyć dzieci czytać?

– Proces nauki czytania tak jak wszystkie inne wymiary edukacji powinniśmy indywidualizować. Dziecko samo zainteresuje się literkami, nie przyspieszajmy tego rozwoju. Dla jednego dziecka to będą trzy latka i już wtedy możemy podjąć z nim pewne ćwiczenia, ale dla innego będzie to sześć lat. Katolickim rodzicom nie chodzi o to, by jak najszybciej nauczyć dziecko czytać, ale żeby ta nauka czytania szła równolegle z rozwojem innych sfer osobowości, budową światopoglądu, sfery emocji.

Cennym wsparciem dla rodziców są pomoce dydaktyczne do nauki czytania i pisania, których jest Pani autorką lub współautorką.

– Polecałabym wszystkie książki, które noszą ten wspólny tytuł: terapia uspokajająca i rozwijająca dla dzieci. Muszę zaznaczyć, że to nie jest tylko terapia dla dzieci z trudnościami, ale ćwiczenia dla wszystkich dzieci, które kształtują harmonijną osobowość. W tej serii ukazały się pomoce dydaktyczne do nauki czytania, matematyki, przyrody i historii.

Bazą do tej wspólnej, bezcennej pracy rodziców z dziećmi są dobre relacje.

– Oczywiście te więzi trzeba kształtować i te wspólne zajęcia manualne w niedzielne wieczory będą je budować. Ten czas stwarza możliwość swobodnej rozmowy. Gdy robimy coś razem, rodzice przekazują dobre treści, dzieci zadają pytania, wychodzą problemy, w naturalny sposób rodzą się dyskusje, możemy poruszać najrozmaitsze zagadnienia, a w tym wszystkim jest radość wspólnej pracy i rozmowy. Rodzice stają się w ten sposób doradcami i powiernikami dzieci, które nie muszą szukać odpowiedzi na swoje pytania u rówieśników. Taki wieczór może być zakończony wspólną modlitwą.

Jaka refleksja dominuje, gdy patrzy Pani na polskie szkolnictwo?

– Życzmy sobie, by rodzice i szkoła wyszli ze schematów, by powstawały takie szkoły i grupy rodziców prowadzących edukację domową, by te cele, które nakreśliłam, były zrealizowane dla szczęścia naszych dzieci, całego społeczeństwa i naszej Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Aktualizacja 21 czerwca 2014 (17:04)

Nasz Dziennik