logo
logo

Zdjęcie: graf. A. Witkowska/ Nasz Dziennik

Media, polityka i biznes

Sobota, 28 czerwca 2014 (02:04)

Media nie działają w próżni. Nie stanowią świata izolowanego od życiowych problemów człowieka. Przenikają swym wpływem wszystkie sektory jego egzystencji. Dlatego refleksja nad nimi musi uwzględniać podstawowe konteksty i relacje wynikające z funkcjonowania mediosfery, tzn. środowiska mediów. Nieznajomość tych mechanizmów rodzi w użytkownikach środków masowego komunikowania bezsilność i poczucie zagubienia. Uniemożliwia też prawidłowe korzystanie z nich i ułatwia daleko idącą manipulację.

Patologiczny układ mediów?

Z obliczeń szacunkowych wynika, że 90 proc. mediów w Polsce znajduje się w rękach środowisk liberalnych i lewicowych. Obecnie są one główną siłą napędową w budowaniu „społeczeństwa opinii”. Jednocześnie Polacy są coraz dalej od „społeczeństwa komunikacji”. Wszak informacja jako sprawdzony nośnik mówienia nieprawdy zatraca swoją wiarygodność i nie prowadzi do komunikowania międzyludzkiego. Stała się bowiem towarem przetargowym w polityce i w biznesie.

Należy w tym miejscu przypomnieć o wydarzeniu, które legło u początków najnowszej historii polskich mediów i wciąż kładzie się cieniem na ich zrównoważonym rozwoju. Myślę o nieprawidłowym, wręcz oszukańczym podziale mediów, jaki podjęto w 1990 r. w następstwie likwidacji koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch, którego właścicielem była partia komunistyczna. Cały majątek stał się własnością ugrupowań liberalnych i lewicowych.

Pominięte zostały środowiska, które w PRL miały odwagę tworzyć prasę niezależną (tzw. drugi obieg). Kontrowersje budziły zwłaszcza zasady podziału koncernu i niejawnie podejmowane decyzje. Była to jedna z pierwszych afer w minionym 25-leciu. Ze względu na swój charakter i rolę w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości stała się „aferą matką” niemal wszystkich następnych afer. Przyczyniła się bowiem do zachwiania równowagi w polskiej mediosferze po 1989 roku. Doprowadziło to do powstania nowego układu mediów, który w sposób jednostronny kształtował opinię publiczną i zniekształcał obraz rzeczywistości w świadomości obywateli.

Fakt, że mamy dziś oligarchiczny system w świecie polskich mediów, nie jest więc dziełem przypadku i potwierdza znaną prawidłowość, że zarówno w polityce, jak i w mediach nie ma przypadków. Funkcjonujący system zbudowany na wymuszonym monopolu jest patologicznym układem mediów, polityki i biznesu, a to sprawia, że stał się z natury swej niezdolny do krytycznej oceny „elit trzymających władzę”. A przecież naczelną misją mediów, których ambicją jest kierowanie się dobrem wspólnym i polską racją stanu, powinno być permanentne monitorowanie i rozliczanie rządzących. Emanacją tego systemu stał się kuriozalny fakt, że po 1989 r. w Polsce zmieniają się parlamenty, rządy i koalicje, natomiast w tych samych rękach znajdują się najważniejsze centra opiniotwórcze. Nie trzeba dowodzić, że taki system jest poważnym zagrożeniem dla demokracji.

Dodać należy, że funkcjonujący antydemokratyczny system mediów ma swoich wiernych sojuszników, których gołym okiem nie widać. Są nimi poprawność polityczna i medialna, która stała się nową formą cenzury, są hasła typu: „życie ma być łatwe, lekkie i przyjemne”, które wiążą media z biznesem, i są zjawiska, które stępiają krytycyzm odbiorców, jak np. wpływ kultury masowej, który roznieca ich namiętności i ogranicza rozwój intelektu.

Funkcjonują na szczęście media niezależne od systemu oligarchicznego, kierujące się zasadą dobra wspólnego i polskiej racji stanu, media, które kształtują postawę patriotyzmu i odwołują się do wartości chrześcijańskich. Są wreszcie media katolickie, które zachowały swoją tożsamość i w sposób odpowiedzialny podejmują problematykę wychowania do prawidłowego odbioru współczesnej mediosfery, czego przykładem jest podjęta przez „Nasz Dziennik” debata na temat mediów.

Wykorzystać „czynniki pośredniczące”

W świetle dotychczasowej refleksji potwierdza się opinia pedagogów praktyków, że szczególnie ważną właściwością mediów jest skuteczność ich wpływu na odbiorców. Mówi się w związku z tym, że skuteczność tę należy rozpatrywać w kontekście stałej skłonności człowieka do reagowania na bodźce ze strony środowiska (w naszym przypadku – mediosfery) w sposób automatyczny, uproszczony i przedrefleksyjny. Swoistym kołem ratunkowym w takiej sytuacji jest funkcjonowanie w psychice człowieka odpowiednich mechanizmów, jak specyficzny filtr informacyjny czy zdolność do selekcji. Przy czym ta ostatnia jest ściśle związana z indywidualnością człowieka. Z badań wynika, że osoby o nieprzeciętnej indywidualności nie wykazują trudności w radzeniu sobie z nadmiarem informacji odbieranych z mediów. Opinię tę należy wziąć pod uwagę w podejmowaniu formacji medialnej każdego typu i poziomu.

Niezastąpioną pomocą w prawidłowym odbiorze mediów są tzw. czynniki pośredniczące. Od nich uzależniony jest ostateczny rezultat wpływu wywieranego przez media. Pierwszym, który zwrócił uwagę na rolę tych czynników, był wybitny medioznawca amerykański Joseph T. Klapper. Jego zdaniem, czynniki pośredniczące w stopniu rozstrzygającym współdecydują o skutkach, sile i zakresie wpływu mediów na człowieka. Najważniejsze z nich to postawy odbiorcy wobec mediów, grupa odniesienia, przeżywane interakcje i wychowanie.

Osoby, na których ciąży obowiązek wychowania do mediów, a więc nauczyciele i wychowawcy zawodowi, duszpasterze i katecheci, a w szczególności rodzice, powinni wiedzieć, jakie postawy odbiorcy wobec mediów są najbardziej oczekiwane w edukacji medialnej. Spośród wielu dwie są szczególnie znaczące i cenne. Są to: postawa odporności i postawa aktywna.

Pierwsza z nich odnosi się przede wszystkim do tych wpływów ze strony mediów, które oceniane są jako szkodliwe. Postawa ta wyklucza naiwność i brak krytycyzmu w odbiorze treści medialnych, a także nadmierny zachwyt i euforię. Powinna być budowana na dystansie emocjonalnym w odbiorze mediów i na intelektualnej dociekliwości. Dzięki temu jednostka łatwiej dostrzega takie zjawiska jak manipulacja, mit czy kłamstwo polityczne.

Postawa aktywna idzie jeszcze dalej. Nie pozwala być tylko bezkrytycznym konsumentem mediów, natomiast ułatwia podejmowanie pozytywnego wpływu na nie, co wiąże się ze stawianiem pod ich adresem wysokich wymagań. Z pewnością niektóre media nie brałyby udziału w „wyciszaniu afer”, gdyby były pod stałym wpływem wymagających odbiorców.

Znaczącą rolę w skutecznym oddziaływaniu mediów spełniają grupy odniesienia. Więzi przeżywane w obrębie grupy sprawiają, że jej członkowie identyfikują się z nią, dzięki czemu ona sama wykazuje decydujący wpływ na ich liczące się decyzje i zachowania. Oddziałuje też na kształtowanie postaw, opinii i hierarchii wartości. Wspiera swoich członków w ich wierności wobec wyznawanych zasad moralnych oraz poglądów społecznych i politycznych.

Grupa odniesienia również może być wykorzystana w oddziaływaniu na media ze strony ich odbiorców, gdy stała się platformą skutecznego wpływu na funkcjonujące aktualnie media. Przybierać to może różnorakie formy – od telefonu do redakcji czy listu z podpisami po oświadczenia zamieszczane w mediach. Brak reakcji na negatywne zjawiska w mediach prowadzi do samozadowolenia dziennikarzy i utwierdza ich w przekonaniu, że np. manipulowanie społeczeństwem czy udział w budowaniu mitologii politycznej jest czymś zupełnie przyzwoitym. Tymczasem w działaniach takich stosuje się cyniczną zasadę, że cel uświęca środki.

Również przeżywane interakcje umożliwiają powstawanie oddziaływań funkcjonujących w dwóch kierunkach: ze strony mediów na ich odbiorców i ze strony odbiorców na media. Interakcja jest równoczesną aktywnością dwóch albo więcej osób. W jej następstwie człowiek uzyskuje wiedzę o innych ludziach. Wtedy też przekazywane są nawzajem opinie i poglądy, sposób bycia i przyzwyczajenia. Najwyraźniej widać to w sytuacji, gdy w interakcji uczestniczą osoby znaczące, np. nieprzeciętne indywidualności, charyzmatycy, wybitne autorytety. Ich udział w spotkaniach osób jest tym bardziej wyczuwalny, że są one z natury swej interaktywne, a więc dalekie od chłodnego monologu.

Interakcja może też być odpowiednim kanałem do kształtowania opinii publicznej. Jej „oddolne” kształtowanie jest dziś tym bardziej niezbędne, że media coraz wyraźniej pełnią tzw. funkcje uzurpowane, które są obce naturze mediów i realizują działalność społecznie szkodliwą. Wymienia się np. funkcję instrumentalnego traktowania prawdy, funkcję manipulowania wynikami sondaży czy funkcję współtworzenia układów oligarchicznych w mediosferze państwa.

Zdaniem Klappera, czynnikiem pośredniczącym o szczególnej sile działania jest wychowanie w ogóle, a w szczególności wychowanie do mediów. Jest ono tym bardziej ważne, że opiera się na takich wartościach jak autorytet, miłość pedagogiczna i specyfika środowiska wychowawczego. Wpływ wychowania do mediów jest wtedy najpełniej widoczny, gdy jego podstawę stanowi kształtowanie trzech najważniejszych postaw: postawy krytycznej, postawy selektywnego odbioru mediów i postawy twórczej aktywności. Tylko tego rodzaju edukacja medialna zdolna jest ochronić dzieci i młodzież przed negatywnym wpływem mediów, nawet jeśli pochodzi z patologicznego układu mediów. Nie jest to możliwe, gdy formacja medialna sprowadzana jest (np. w szkole) do samej dydaktyki, która jedynie informuje o historii mediów, ich języku i o warsztacie dziennikarskim w prasie, radiu czy telewizji.

Ważne wskazania

Dziś już nie można pochylać się twórczo nad najważniejszymi sprawami państwa i Narodu, mediów i polityki, zapominając o duchowym testamencie największego z Polaków, którego wskazania wciąż są aktualne.

Ks. bp Adam Lepa

Nasz Dziennik