logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ -

Choroby psychiczne po in vitro

Piątek, 8 sierpnia 2014 (02:10)

Średnio 30-procentowy wzrost ryzyka, ale mechanizm nadal nieznany.

 

Dotychczasowe doniesienia o związku metod sztucznego wspomagania rozrodu z wrodzonymi wadami rozwojowymi skupiały się głównie na zaburzeniach somatycznych.

Z oczywistych względów mniej uchwytne, ale równie istotne medycznie i społecznie są zaburzenia psychiczne. Te mogą ujawniać się w bardzo odległym czasie.

Wyniki badania zaprezentowane podczas corocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Ludzkiego i Embriologii (European Society of Human Reproduction and Embryology, ESHRE) w Monachium (29 czerwca – 2 lipca br.) sugerują jasno – dzieci poczęte za pomocą metod „leczenia niepłodności” charakteryzują się ryzykiem zapadnięcia na choroby psychiczne zwiększonym o blisko jedną trzecią w stosunku do dzieci poczętych drogą naturalną. (por. „IVF babies face greater risk of mental illness”, 30/06/2014, www.scotsman.com, gdzie podano górną granicę otrzymanych wyników, tj. 33 proc.). Ryzyko to na konferencji akceptującej techniki in vitro ocenione zostało jako niebezpieczne, ale niewysokie. Nie wiadomo nic o mechanizmach kumulacji tego ryzyka w kolejnych pokoleniach, a mechanizm uszkodzeń, które prowadzą do problemów psychicznych u dziecka wskutek stosowania metod wspomagania rozrodu, nie jest znany. Doniesienie mówi o przetrwałym charakterze zaburzeń, utrzymującym się w okresie dzieciństwa (0-19 lat) aż do wieku dorosłego, określonego w badaniu jako powyżej 20 lat.

Prezentowane badanie kohortowe pt. „Increased risk of psychiatric disorders in children born to women with fertility problems: results from a large Danish population-based cohort study” (por. Abstracts of the 30th Annual Meeting of ESHRE, Munich, Germany, 29 June – 2 July, 2014, Vol. 29 Supp 1 2014, strona i28), przeprowadzone m.in. w University of Copenhagen i przez Danish Cancer Society Research Center, było pierwszym na tak szeroką skalę, które porównało ryzyko zaburzeń psychicznych, takich jak schizofrenia lub autyzm u dzieci poczętych drogą naturalną oraz poczętych z matek po „leczeniu niepłodności”.

W badaniu przeanalizowano dane dotyczące 2 430 826 dzieci, z których 124 384, tj. 5 proc. urodzonych zostało przez matki z problemem niepłodności w latach 1969-2006. Przeprowadzono analizę pod kątem odnotowanych problemów psychicznych aż do roku 2009.

Dla obiektywnej oceny należy zwrócić uwagę, że analiza zaburzeń u dzieci urodzonych w okresie 37 lat rozpoczyna się od 1969 roku, podczas gdy pierwsze dziecko z zapłodnienia in vitro urodziło się w 1978 roku. Tak więc okres 9 lat (na 37) nie obejmował metody in vitro, a jedynie mógł obejmować inne dostępne wówczas techniki wspomaganego rozrodu, jak sztuczną inseminację. Mechanizmy prowadzące do zwiększenia ryzyka zaburzeń psychicznych mogły być w tym przypadku inne.

Odnotowano, że 170 240 dzieci objętych analizą w okresie o medianie 20 lat (0-41 lat), przyjętych zostało do szpitali z powodu ujawnionych zaburzeń psychicznych, przy czym dzieci urodzone przez matki z problemem niepłodności hospitalizowane były średnio o 30 proc. częściej, tj. współczynnik ryzyka HR dla wszystkich zaburzeń psychicznych wyniósł 1.30, przy 95-procentowym przedziale ufności (CI) (1.27-1.33). Wzrost ryzyka zaburzeń psychicznych określono jako statystycznie znamienny dla schizofrenii i psychoz (HR=1.25; 1.15-1.36), zaburzeń afektywnych (HR 1.27; 1.20-1.34), niepokoju (HR= 1.33; 1.28-1.38), zaburzeń łaknienia (HR=1.10; 1.01-1.21), opóźnienia rozwoju umysłowego (HR=1.26; 1.15-1.38), rozwoju umysłowego, włączając spektrum autystyczne (HR=1.19; 1.13-1.25). Zaskakująco wysokie ryzyko względne dotyczyło zaburzeń emocjonalnych i zaburzeń zachowania (HR=1.37; 1.31-1.43). Wyniki były zbliżone dla analizy subpopulacji w wieku 0-19 lat oraz w grupie powyżej 20 lat, sugerując przetrwały charakter zmian. W ograniczeniach badania wymieniono, że analizowane problemy psychiczne prawdopodobnie zostały niedowartościowane (a więc ich ryzyko zaniżone) w związku z faktem, że analizowane były tylko ostre stany psychiatryczne, wymagające hospitalizacji.

Komentarze sugerują, że 1,9 proc. zaburzeń psychicznych w Danii związanych jest z poczęciem dziecka przez matki z problemem niepłodności, w praktyce najczęściej poddawanych zapłodnieniu metodą in vitro. Według relacji medialnych, prowadzący badanie (dr Allan Jensen) podkreśla, że na podstawie przeprowadzonego badania nie da się ustalić, czy obserwowany wzrost ryzyka chorób psychicznych związany był z niepłodnością matki czy zastosowaniem metod „leczenia niepłodności”, tj. sztucznego wspomagania rozrodu. Sugeruje, że „chociaż mechanizm leżący u podstawy zwiększonego ryzyka jest nieznany, to generalnie wierzy się, że niepłodność odgrywa większą rolę w efektach ubocznych niż procedury leczenia”. […] Wiadomo, że choroby psychiczne do pewnego stopnia mają składową genetyczną„.

Ponieważ nauka oparta ma być na faktach, nie można nie odnieść się do argumentacji odwołującej się do ”generalnych wierzeń„. Tę linię argumentacji należy szeroko skomentować, także dlatego, że płynie ona ze strony klinik in vitro i towarzystw medycyny rozrodu w Polsce. Są to argumenty oparte nie na wiedzy odnośnie do mechanizmów (bo ta jest nieznana, jak podkreślił sam autor cytowanego badania), ale myśleniu życzeniowym.

Kliniki te arbitralnie twierdzą, że wady wrodzone, które powstają w wyniku procedury in vitro, nie są wynikiem stosowania samej procedury, a jedynie wynikają z problemu niepłodności rodziców, np. na tle wieku matki. O ile takie tłumaczenie może wydawać się zasadne w przypadku wad genetycznych (udowodniony wzrost ryzyka powstawania nieprawidłowych komórek jajowych po 40. roku życia, tj. zwiększenie ryzyka trisomii 21 i zespołu Downa), o tyle nie można uzasadnić nim wzrostu ryzyka wad epigenetycznych spowodowanego manipulacjami in vitro. Wiadomo w świetle dostępnych wyników badań, że procedura ta wiąże się z zaburzeniami epigenetycznymi, tj. nie zmianami kodu genetycznego (jak w przypadku ”prostych„ mutacji, delecji czy aberracji chromosomalnych), ale zaburzeniem metylacji nici DNA i zmianami przestrzennej struktury chromatyny, tj. połączeń nici DNA z białkami.

W szczególności wykazano wzrost prawdopodobieństwa defektów piętnowania rodzicielskiego (ang. gameting imprinting) wskutek metod zapłodnienia in vitro. Mogą one odbywać się na etapie zaburzonego dojrzewania komórki jajowej uzyskiwanej przez sztuczną stymulację jajników, podczas samego zapłodnienia w pożywce w metodzie in vitro, lub podczas początkowej fazy wzrostu zarodka w pożywce hodowlanej i rzutują na cały rozwój prenatalny. Proces piętnowania związany z metylacją DNA, obejmujący ok. 1 proc. genów, umożliwia różnicowanie, która nić DNA pochodzi od ojca, a która od matki, wiążąc się z normalnymi zmianami aktywności tych genów. Zaburzenie imprintingu prowadzi do niewłaściwej aktywacji pewnych genów ojcowskich lub genów matczynych w obrębie tej samej pary chromosomów (alleli), co leży u podstawy wad epigenetycznych.

Obalone mity

Bezpodstawne jest twierdzenie, że wrodzone wady rozwojowe wynikają jedynie z wieku matki lub z samego jej problemu niepłodności, co próbują sugerować środowiska in vitro. Ekspert w dziedzinie genetyki prof. dr hab. Stanisław Cebrat, odpierając tę linię argumentacji, zobrazował zagadnienie przykładem z weterynarii, w której in vitro stosuje się nie do ominięcia problemu bezpłodności zwierząt, ale pełnego przejęcia kontroli nad ich rozmnażaniem. ”Z analiz publikowanych danych wynika, że takie niewłaściwe piętnowanie występuje aż 17-18 razy częściej po in vitro niż u dzieci poczętych w naturalny sposób. W publikacjach, w których już przyjmuje się zwiększone prawdopodobieństwo wystąpienia błędów w piętnowaniu rodzicielskim, próbuje się to tłumaczyć współwystępowaniem tych defektów z cechą bezpłodności rodziców. Jest to absurdalne tłumaczenie, ponieważ te same defekty występują po rozmnażaniu in vitro u myszy i u bydła, a przecież nikt nie stosuje u tych zwierząt technologii in vitro po to, aby ominąć ich bezpłodność„ (por. wywiad ”In vitro jest niebezpieczne dla ludzkości„, ”Nasz Dziennik„, 27-28 listopada, nr 277 (3903)).

W dalszym ciągu enigmatyczne i mało poznane zagadnienia epigenetyki w medycynie rozrodu, o wadze podkreślanej przez polskiego genetyka, podnoszone będą na konferencji ESHRE 26-27 września br. w Lizbonie.

Należy dodać, że gdyby wzrost ryzyka wad wrodzonych wiązał się nie ze stosowaniem proceury in vitro, a tylko z wiekiem matki lub jej problemem niepłodności, to zapładnianie kobiet poprzez łamanie naturalnych barier chroniących przed poczęciem dzieci z wadami wrodzonymi (do czego sprowadza się manipulacja in vitro łącząca komórkę jajową z plemnikiem de facto siłą) jest nadal moralnie, a także medycznie nieusprawiedliwione. Uwzględnia bowiem świadomość faktu możliwych negatywnych konsekwencji ingerencji biotechnologicznej dla zdrowia i życia człowieka, bez wskazań medycznych w postaci ratowania zdrowia lub życia ludzkiego.

W praktyce, gdy te naturalne bariery chroniące przed defektami zostają złamane przez in vitro, przynosząc medyczne konsekwencje, ośrodki sztucznego rozrodu próbują karykaturalnie naśladować naturę, posługując się eugeniką. Argumentem na ich postępowanie ma być przywoływany fakt, że w ”naturze również następuje selekcja„. Analogia w postaci selekcji ciężko chorych pacjentów na łóżkach szpitalnych, przeznaczonych do eutanazji tylko dlatego, że ”w naturze również umierają ludzie„, np. wskutek kataklizmów, ukazuje niemoralność i brak racjonalnych podstaw takiego myślenia.

Należy poczekać na szersze publikacje wyników prezentowanych na konferencji ESHRE w Monachium. Niemniej jednak alarmujące doniesienia powinny prowadzić do natychmiastowego wstrzymania eksperymentów dotyczących sztucznego rozrodu z udziałem ludzi.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

Aktualizacja 31 sierpnia 2014 (10:22)

Nasz Dziennik