logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Do czego Ty mnie powołujesz, Panie

Czwartek, 14 sierpnia 2014 (02:04)

Z Mary Wagner z Kanady, która za działalność pro-life trafiła na 23 miesiące do więzienia, rozmawia Beata Falkowska

 

Gdy trafiła Pani do więzienia, kreowano Panią na agresywnego osobnika atakującego kobiety pod klinikami aborcyjnymi. Proszę opowiedzieć o swoich działaniach. Dlaczego daje Pani kobietom róże?

– Około 20 lat temu działacze pro-life zostali pozbawieni możliwości korzystania z wolności słowa w pewnym promieniu od ośrodków aborcyjnych. Kiedy idę do takich miejsc, staram się rozmawiać z matkami, czasem z ojcami, a nawet pracownikami, ale priorytetem są zawsze matki. Staram się nawiązać z nimi kontakt i pozostawać możliwie blisko, jeżeli wciąż są nastawione na aborcję. Przynoszę róże jako znak miłości i zainteresowania oraz literaturę na temat tego, gdzie mogą otrzymać pomoc. Przedtem zawsze idę na Mszę św. i oczywiście dużo modlę się za wszystkich, których tego dnia spotkam. Reakcje matek bardzo się różnią. Wiele z nich nie mówi dużo, inne odwrotnie. Niektóre złoszczą się, ale większość nie.

Miała Pani jakieś kontakty z personelem klinik?

– Bardzo trudno jest przebić się przez ich mechanizmy obronne, gdy już znalazły się w takim miejscu. Personel jest często bardziej wrogi i głośny. Kiedy pracownicy są świadomi mojej obecności, robią wszystko, żeby uniemożliwić mi kontaktowanie się z matkami. Pamiętajmy, że kliniki aborcyjne są biznesem i każda kobieta to dla nich klient.

A motywy Pani działania? Czy chodzi tylko o nadprzyrodzony owoc modlitwy i ofiary, czy też chce Pani jakoś wpłynąć na kobiety? Czy też wreszcie jest to protest, publiczna działalność obywatelska pokazująca, że los najmłodszych dzieci nie może być obojętny?

– Od dzieciństwa byłam związana z ruchem pro-life. Opuszczenie kobiet nastawionych na aborcję i ich dzieci zawsze bardzo leżało mi na sercu. Bardzo mocno zainspirowała mnie Matka Teresa, która powiedziała: „Nie widzę tłumów. Widzę za każdym razem tylko jedną osobę – Jezusa”. Te słowa pomogły mi zobaczyć, jak Bóg prowadzi mnie po prostej ścieżce. Bóg dotknął mojego serca, otworzył mnie na większe zaufanie Jemu i głębszą wiarę w Jego miłość do każdego z nas.

Ognisko zaczęło przesuwać się od „problemu” aborcji i tego, jak go rozwiązać, do szukania bliższej jedności z Bogiem, wiedząc, że On oczyszcza pragnienie służenia Mu w tych najmniejszych. Odkryłam, że jest to niemożliwe bez spotkania z Nim sam na sam w modlitwie, w adoracji. Tam On nas oczekuje, w Najświętszym Sakramencie, i On oczekuje nas w ubogich, a szczególnie w opuszczonych.

Matka i dziecko wchodzące do ośrodka aborcyjnego z pewnością są wśród najuboższych z ubogich i oczekują miłości i miłosierdzia. Chociaż może mi się nie udać pomóc matce podjąć decyzji, że pokocha i przyjmie swoje dziecko, wciąż mogę z łaską Bożą być tam, uczynić zobowiązanie, że będę tam stać po stronie życia. Nie chodzi więc w pierwszym rzędzie o zmianę prawa i zrobienie protestu, chociaż takie wysiłki są konieczne. Porównywalną sytuacją jest dotarcie do kogoś, kto jest bliski popełnienia samobójstwa. Załóżmy, że słyszymy o kimś, kto właśnie jest blisko skoczenia z mostu, i wiemy również, że nie ma przy nim nikogo, kto pomógłby mu się opamiętać. Jaka jest nasza reakcja?

Większość z nas pobiegłaby, żeby zatrzymać tę osobę.

– Tak samo jest z matką i dzieckiem. Mamy linie kryzysowe i programy edukacyjne, by zapobiegać samobójstwom, ale oczywiście kluczowe jest, żeby być przy osobie narażonej na to ryzyko.

Wymieniłyśmy wcześniej kilka e-maili, w których opisałam Pani sprawę polskiego lekarza prof. Bogdan Chazana. Wspominała Pani, że modli się za pana profesora.

– Dziękuję za tę informację o lekarzu, który okazał zdecydowanie w bronieniu czystości zawodu przez odmowę dokonania aborcji. Łączę się w modlitwach z doktorem Chazanem i jego obrońcami. Czytałam artykuł o jego sytuacji. Niech Bóg błogosławi waszej pracy.

Jestem także bardzo poruszona wielkim poparciem i zapałem okazanym mi przez wielu Polaków. Wiedząc nieco o tym, jak żyliście waszą wiarą i broniliście się przed komunistycznym reżimem, ostatecznie doprowadzając do jego upadku, jestem zbudowana i zachęcona waszym wsparciem do wysiłku pomocy budowania tego, co św. Jan Paweł II nazwał „kulturą życia”.

Przy tej sprawie znów pojawiły się głosy, że nasz, katolików, sprzeciw wobec aborcji nie może być głośny, zdeterminowany. Oczywiście środowiska lewicowe rozgrywają tę kwestię propagandowo. Jakie jest Pani świadectwo w tym względzie? Jaka powinna być nasza walka?

– Jako katolicy jesteśmy wezwani, by być miłosierni dla wszystkich, włączając w to naszych „wrogów”. To znaczy, że musimy ich naprawdę kochać, nawet jeśli jesteśmy zdecydowanie przeciwni temu, w co wierzą lub robią. Musimy chcieć raczej oddać swoje życie niż odebrać je innemu. Nie znaczy to jednak, że mamy zawsze być cicho.

Wierzę, że jest czas i miejsce, by być głośnym, o ile nie robi się tego w sposób raniący. Czyż nasz ukochany Papież Franciszek nie powiedział w Rio de Janeiro, że mamy zrobić dużo hałasu? Pojawia się pytanie: „Do czego Ty mnie powołujesz, Panie?”. Każdy ma inne powołanie. Wszyscy jesteśmy powołani do miłości i do pokory, ale to nie oznacza unikania konfrontacji za wszelką cenę. „Łagodność nie jest schronieniem dla tchórzostwa”. Jezus mówi nam, byśmy byli „roztropni jak węże, nieskazitelni jak gołębie”. Musimy prosić Ducha Świętego, by nas tego nauczył. Inaczej możemy być zjadliwi, a zjadliwość wydaje się wyrastać z pychy, nieprawda?

Kiedy kanadyjskie społeczeństwo straciło poczucie godności ludzkiego życia od poczęcia? Jakie były główne przyczyny tego przełomu?

– Im więcej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to nie jest takie proste. Ale jeśli mówimy konkretnie o szacunku dla życia dziecka w łonie matki, widzimy kontrast pomiędzy Kanadą przed i po „rewolucji seksualnej”. Przed rewolucją seksualną aborcja była w Kanadzie nielegalna. Chociaż była pewna ilość nielegalnych aborcji, to w większości przypadków kobiety przynajmniej pozwalały urodzić się swoim dzieciom. Dla większości ludzi, także niemających nic wspólnego z Kościołem, aborcja była czymś nie do pomyślenia, tabu.

Od kiedy aborcja została zdekryminalizowana około 40 lat temu, staliśmy się narodem druzgocąco uległym i złamanym. Zabijanie nienarodzonych dzieci stawało się coraz bardziej akceptowane. Oprócz zmiany prawa nastąpiła też zmiana mentalności. Ludzie, którzy chcą współżyć w każdej chwili, ale nie chcą począć dziecka, używają kontroli urodzeń. Jeśli ona zawiedzie i dziecko się pocznie, to jest ono postrzegane jako „pomyłka”, zaś aborcja staje się planem zapasowym. Warto też zobaczyć, co się zaczyna dziać, gdy raz się odejdzie od podstawowej zasady.

Czy w Kanadzie, tak jak obecnie w Polsce, niekaralność aborcji była najpierw promowana w odniesieniu do przypadków „skrajnych”, „wyjątków”?

– Było dokładnie tak. Lekarze mieli wykonywać aborcje albo odsyłać na aborcję, jeśli sami jej nie robili. Oczekiwano, że pielęgniarki będą w tym uczestniczyć. Zawód lekarza został splamiony odejściem od filozofii „nie szkodzić”. Pracownicy socjalni, doradcy także zostali włączeni w organizowanie aborcji, a zwykli kanadyjscy podatnicy mają płacić za zabijanie. Bardzo niewielu oparło się presji dopasowania się do zaistniałej sytuacji. Wraz z upływem czasu przychodzi kolejne pokolenie, które wydaje się wierzyć, że zabicie dziecka jest po prostu ok, jeżeli się jeszcze nie narodziło. Tym samym zakorzenia się przekonanie, że pewne ludzkie istnienia są nieużyteczne.

Czy uważa Pani, że poznanie prawdy, czym naprawdę jest aborcja, może zmienić sposób myślenia? Chodzi mi zarówno o pojedyncze osoby, które przychodzą do klinik, jak i tę większość społeczeństwa, która opowiada się za „prawem” do aborcji.

– To pytanie skłania mnie do myślenia nad kwestią zła jako takiego. Dlaczego zazwyczaj jest tak, że akceptujemy zło tylko, gdy w jakiś sposób postrzegamy je jako dobro? Czy gdyby współcześni Jezusowi wiedzieli, że jest On naprawdę Synem Boga, to czy ukrzyżowaliby Go? Jeśli matka i ojciec naprawdę wiedzieliby, że ich dziecko jest cennym darem od Boga, to czy zdecydowaliby się na aborcję? Jaka jest ostateczna prawda o aborcji?

Wiedza, że jest to brutalne zabicie bezbronnej istoty ludzkiej, jednym ludziom wystarczy, by zmienić myślenie, ale innym potrzeba czegoś więcej, ponieważ jest to problem serca. Szczególnie matki i ojcowie mogą być tak pochłonięci utrzymaniem swojego życia takiego, jakie znają, że nie przekona ich wiedza na temat ich dziecka; sami nie pozwolą sobie o nim myśleć. Moje doświadczenie w spotkaniach z ludźmi, którzy bronią aborcji, jest takie, że oni sami lub ktoś im bliski miał do czynienia z aborcją. A w Kanadzie bardzo wielu ludzi zostało dotkniętych przez aborcję, prawdopodobnie prawie każda rodzina (na przestrzeni kilku pokoleń).

Dziś, mimo naporu cywilizacji śmierci, gdy ktoś chce się dowiedzieć, czym jest aborcja, ma ku temu wiele okazji.

– Dla ludzi z rodzin dotkniętych problemem aborcji obrona aborcji jest w rzeczywistości samoobroną, osłoną przed straszliwą prawdą, że aborcja zabija dziecko, może ich dziecko. Większość ludzi przestanie bronić swoich przekonań i otworzy się na prawdę tylko wtedy, gdy będzie miała gdzie z tą prawdą pójść, gdy będzie wiedziała, że osoba broniąca życia ich kocha i – co jest nieskończenie ważniejsze – Bóg ich kocha, nie potępia ich samych, potępiając czyn, jakim jest aborcja.

Wtedy jest o wiele bardziej prawdopodobne, że zrewidują swoje poglądy. To kieruje nas z powrotem do prymatu życia naszą wiarą. Aborcja jest ciężką konsekwencją braku czci Jedynego Prawdziwego Boga, nieuznania Jezusa, jak powiedziała Matka Teresa, „w odpychającym przebraniu ubogiego”.

Jakie ograniczenia prawo kanadyjskie, sądy i administracja nakładają na działalność ruchu pro-life?

– Ponieważ w naszym kraju aborcja jest dozwolona, jesteśmy karani przez prawo za próbę ochrony dziecka w czasie i miejscu, w jakim najbardziej tego potrzebuje. Miejsce, w którym odbywa się zabijanie, jest uznawane za prywatną posiadłość, a także legalny biznes. Mój ostatni zarzut to była „szkoda wywołana ingerencją w legalne użytkowanie własności lub wykonywanie działalności gospodarczej”.

Linda Gibbons była wielokrotnie aresztowana i spędziła za kratami ponad dziesięć lat za uprzejme mówienie i trzymanie znaku przed „kliniką” aborcyjną. Jest zatrzymywana, od kiedy ponad 20 lat temu uznano, że obrońca życia, który przebywa w określonym obszarze w pobliżu ośrodków aborcyjnych, nawet jeśli są to miejsca publiczne, czyni to nielegalnie.

Jak w takim razie działają obrońcy życia w Kanadzie?

– Ruch pro-life w Kanadzie powstał, gdy pojawiło się zagrożenie dekryminalizacji aborcji. Chrześcijanie byli w centrum tego ruchu i są nadal. Pamiętam, że jako małe dziecko spotykałam dorosłych, którzy wiele swojego czasu poświęcali na tę pracę i wciąż są bardzo głęboko zaangażowani.

Dobrym pytaniem na dziś jest, co właściwie znaczy bycie pro-life. Są ludzie bardziej bezpośrednio zaangażowani w walkę na rzecz nienarodzonych dzieci i matek, a także ci, którzy starają się edukować i budzić świadomość na temat zagrożeń wobec starszych i niepełnosprawnych, nie zawsze otoczonych troską.

Są bardzo oddani młodzi ludzie, którzy odpowiedzieli na wezwanie św. Jana Pawła II, by nie bać się iść z Ewangelią życia na ulice, i są inni, którzy dają świadectwo na rzecz życia przez to, jak sami żyją, przez gotowość ofiary w obronie słabszego i stanie na straży prawdy. Na przykład znam ludzi, którzy zabierali głos w miejscach pracy, na swoich uczelniach, w sytuacjach społecznych, którzy nie ulegają konformizmowi i mają większy wpływ na kulturę, niż sobie wyobrażamy. Niedawno poznałam małżeństwo, już wcale niemłode, które kilka lat temu adoptowało dziecko z zespołem Downa.

To chyba cud, że się w ogóle urodziło w Pani ojczyźnie?

– W Kanadzie 90 proc. takich dzieci po diagnostyce prenatalnej jest zabijanych przed urodzeniem. A ci rodzice mocno kochają swojego syna. Tymczasem ustanawiane prawo jest coraz bardziej bezwzględne. W Quebecu właśnie uchwalono ustawę dopuszczającą zredefiniowane zabijanie ludzi w pewnych okolicznościach przez lekarzy jako „pomoc medyczną w umieraniu”. Chociaż podjęto próbę, by odrzucić te regulacje poprzez sąd federalny, to jednak względnie mało ludzi dostrzega ciężar tego, dokąd to nas prowadzi. Kanadyjczycy w ogólności cieszą się pewnym poziomem komfortu, o jakim większość ludzi może tylko śnić. Ale ten komfort może zrodzić apatię i samozadowolenie, które jest bardzo trudno strzasnąć.

A jak wygląda biznes aborcyjny? Czy dużo jest klinik? Kto je wspiera?

– W samym Toronto, kiedy ostatnio sprawdzałam, było siedem czy osiem ośrodków aborcyjnych reklamujących się w internecie. Dwa z nich proponowały wirtualne wycieczki po swojej „firmie”, wskazujące, że rywalizują z innymi miejscami o klientów. W Kanadzie to rząd, czyli podatnicy, są „zmuszeni” do wspierania tych „biznesów aborcyjnych” lub muszą ponosić kary, gdy odmawiają.

Co kobiety w Kanadzie myślą o aborcji? Co zazwyczaj skłania je do decyzji o zabiciu swojego dziecka? Co kształtuje ich myślenie – media, debata publiczna, proaborcyjna propaganda w sztuce, kulturze i reklamie czy edukacja seksualna w szkołach? Pytam o to ostatnie, ponieważ w Polsce właśnie od września w szkolnych programach mają być elementy ideologii gender.

– Kobiety w Kanadzie są podzielone w kwestii aborcji. Bardzo powszechne jest stanowisko, że: „ja właściwie nie uznaję aborcji, ale każdy ma prawo sam zadecydować”. Media i edukacja, szczególnie na wyższych poziomach, starają się utrwalać przekonanie, że aborcja nie jest niczym więcej niż usunięciem zbędnej tkanki, a kobieta ma prawo robić to, co chce ze swoim ciałem. Ale kiedy podaje się przypadek aborcji z tego powodu, że rodzice chcą chłopca, a nie dziewczynkę, już bardzo mało osób podtrzymuje ten argument.

To jest właśnie sytuacja, gdy mamy okazję wejść głębiej niż slogany. Kobiety wybierają aborcję z wielu różnych „powodów”. Możliwe, że niektóre robią tak dlatego, że nie zdają sobie sprawy ze wsparcia, jakie jest dla nich dostępne, gdy są same, bez pomocy ojca dziecka. Ale jest też bardzo powszechne, że kobiety decydują się na aborcję nawet wtedy, gdy mają zapewnioną pomoc.

Dziecko jest postrzegane jako zagrożenie. Ponieważ mamy już tak długo aborcję na życzenie, młodsze kobiety i dziewczyny spotykają się często z presją swoich matek, które same dokonały aborcji. Zetknęłam się z wieloma takimi przypadkami. Bardzo często nastolatki nie chcą aborcji, a otaczający je dorośli przekonują je, że to właściwe rozwiązanie.

Czy lekarz albo inny pracownik służby zdrowia może według prawa w Kanadzie odmówić przeprowadzenia aborcji?

– Lekarze w Kanadzie mogą odmówić wykonania aborcji, ale muszą wskazać innego lekarza, który to zrobi. Nie ma takiej ochrony dla pielęgniarek i niektóre zostały wyrzucone z pracy za odmowę uczestniczenia w aborcji. Słyszałam o przypadku sprzed 10 lat, kiedy osobie, która ukończyła studia medyczne, groziło, że nie będzie mogła praktykować w Kanadzie, gdyż odrzuca wszystko, co ma związek z aborcją i antykoncepcją. Wówczas było to nagłośnione przez media, powstało na tyle duże oburzenie społeczne wśród Kanadyjczyków, że pozwolono tej osobie na wykonywanie zawodu.

Jak Pani ocenia sens swojej działalności? Czy nasza katolicka postawa zmienia rzeczywistość, w tym prawo?

– Jako katolicy mamy największy skarb, którym jest nasza wiara w Boga, „który tak umiłował świat…”! To, co Bóg uczynił dla nas przez Jezusa Chrystusa 2 tys. lat temu, jest tak samo potężne teraz jak wtedy. Nawet gdy jest nas mało w liczbach (a przecież tak nie jest), to jeśli nasza wiara będzie jak ziarnko gorczycy, będziemy mogli wpłynąć na świat wokół nas, także na prawo. Żeby to udowodnić, wystarczyć po prostu popatrzeć na świętych. Podczas gdy niektórzy posiadali nadzwyczajne talenty, wielu, np. św. Teresa od Dzieciątka Jezus, pokazało, że Bóg sprawia cuda w sercach tych, którzy ufają Mu bez ograniczeń. Oczywiście musimy chcieć się ofiarować i pozwolić Bogu nas prowadzić. Jest pokusa, żeby próbować tworzyć świat na podstawie naszych własnych pomysłów, zamiast pokornego poddania się Bogu.

Czy jakieś kanadyjskie osobistości, autorytety okazywały Pani pomoc lub poparcie podczas uwięzienia? Czy ta sprawa w ogóle była głośna w kraju?

– Podczas mojego uwięzienia Linda Gibbons i ja otrzymałyśmy Medal Diamentowego Jubileuszu Królowej od deputowanego Maurice’a Vellacotta. Tysiące takich medali powierzono wszystkim członkom parlamentu, żeby je rozdzielali według uznania. Pan Vellacott chciał zwrócić uwagę na naszych nienarodzonych braci i nasze siostry, którzy są zabijani podczas aborcji, więc wręczył Lindzie i mnie te medale, żeby podziękować w ten sposób za walkę o nich. Jego decyzja wywołała wiele kontrowersji w świeckich mediach, ponieważ obie jesteśmy „skazanymi przestępcami” i było wiele głosów, że z tego powodu nie możemy być nagradzane. Otrzymałam również wsparcie i zachętę od wielu duchownych i zgromadzeń zakonnych. Wiadomości o mojej sprawie najszerzej publikował [portal internetowy] LifeSiteNews.

Co Pani sądzi o długofalowych konsekwencjach dla ludzi, dla całego narodu tak drastycznego naruszenia prawa naturalnego, jakim jest masowe zabijanie nienarodzonych dzieci?

– Długotrwałe konsekwencje tak rozpowszechnionej aborcji są wielorakie. Jeśli jedna kobieta dokonała aborcji w swoim życiu, to cała rodzina jest tym dotknięta. Jak powiedziała Matka Teresa: „Każdy kraj, który akceptuje aborcję, nie uczy swoich obywateli kochania się nawzajem, ale uczy używania wszelkiej przemocy w osiąganiu tego, czego chcą; to właśnie dlatego rzeczą, która w największym stopniu niszczy miłość i pokój, jest aborcja”.

Co się stało w Kanadzie od czasu dekryminalizacji aborcji? Widzimy kobiety, które dokonały wiele aborcji, mamy więcej nadużyć wobec dzieci, więcej samobójstw (czytałam, że kobieta, która miała aborcję, podlega większemu ryzyku samobójstwa), bardzo wysoki odsetek rozwodów. Mamy opinię publiczną podzieloną wokół tego, kto ma mieć „prawo” umrzeć, ludzi bojących się zaufać sobie nawzajem, pogardę dla starszych i niepełnosprawnych. Widzimy tę „kulturę śmierci”, antykulturę, której końcem jest totalna autodestrukcja, wojna?

Z drugiej strony, gdy kobieta naprawdę dochodzi do tego, czym jest aborcja (co wymaga ogromnej odwagi i pokory), kiedy zmierza się z tym uczciwie, otrzymuje przebaczenie i miłosierdzie naszego Pana. Jak napisał św. Jan Paweł II w „Evangelium vitae”, jej świadectwo może być „jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia”. Widziałam taką przemianę w życiu kilku osób. Coraz więcej uwagi poświęca się potrzebie dotarcia do matek po aborcji (i ojców) oraz rodzeństwa, które przeżyło, na których wpływ aborcji jest istotny, a dotąd mało dyskutowany.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Aktualizacja 18 sierpnia 2014 (06:16)

Nasz Dziennik