logo
logo

Zdjęcie: Marcin Obara/ Nasz Dziennik

Komorowski przed życiowym wyborem

Niedziela, 19 lipca 2015 (12:24)

Prezydent ma furtkę w sprawie in vitro – nie musi oglądać się na biesiadników.

Według Ewy Kopacz, prezydent Komorowski ustawę o in vitro podpisze, bo „powiedział, że podpisze”, co premier powtarza świadomie aż do znudzenia, zaklinając rzeczywistość. Również marszałek Kidawa-Błońska, która w trybie ekspresowym ustawę wysłała na jego biurko, zwróciła się z wysublimowanym szantażem: „Pan prezydent na pewno dotrzyma słowa i podpisze”. 

Skojarzenie tej sytuacji z pewną sceną z Ewangelii, choć dla niektórych może wydawać się odległe, było dla mnie jak porażająca błyskawica. Jego istotą nie jest w zasadzie podobieństwo osób i relacji, ale tragiczna walka prawdy z kłamstwem wspieranym względami ludzkimi, powtarzająca się na naszych oczach. Oto Herodowi na uczcie spodobała się tańcząca Salome, córka żony brata jego, Herodiady, i obiecał jej: „Proś mnie, o co chcesz, a dam ci. Nawet jej przysiągł: Dam ci, o cokolwiek poprosisz, nawet połowę mego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: O co mam prosić?”. Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”.  [...] A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić” (Mk 6,22-27). 

Nie sądzę, by prezydent Komorowski smucił się po podpisaniu ustawy. Ma jednak przed sobą życiowy wybór: czy przypodobać się względom ludzkim i zdradzić wiarę, czy stanąć w obronie Prawa Bożego. Co prawda obiecał, że tą niegodziwą ustawę podpisze, ale zrobił to przed zgłoszeniem swoich zastrzeżeń. Czy ich wyrażenie było tylko trikiem, aby zwrócić na siebie uwagę i dać do zrozumienia, że ma jeszcze coś do powiedzenia, poczuć się przez to ważnym? Czy może ujrzał absurd zawarty w zbrodniczej ustawie? W tym momencie nieistotne, jakimi motywami się kierował, ale sytuacja pozwala mu „wyjść z twarzą” także wobec biesiadników z PO, jeśli bardziej boi się ludzi niż Boga: Obiecał – tak, ale było to, zanim zauważył poważne niezgodności z Konstytucją, a senatorowie nie przyjęli żadnych poprawek.

Mam nadzieję, że prezydent deklarujący się jako katolik wesprze się choćby takim taktycznym argumentem i nie złoży podpisu. Czy dotrze jednak do jego świadomości, że ważą się tu losy nie tylko jakiejś ustawy, ale jego przynależności do Kościoła? Nie wiem, jeśli owijają go biblijne węże i ktoś zapewne dba o to, aby głosy i apele hierarchów Kościoła w tych dniach szczególnie do niego nie docierały, a klosz na głowę zakładały mu ateistyczne media.

Ewa Kopacz, kiedyś z diaboliczną inicjatywą szukająca abortera celem zabicia dziecka „Agaty”, teraz gratulowała „konserwatywnym” senatorom za złamanie swoich sumień i zagłosowanie wbrew prawu Bożemu. Gratulowała im zdrady. Czy możliwe są większe kpiny z człowieka, niż szatańskie gratulacje z okazji jego upadku? Komu więc odda pokłon prezydent Komorowski ?

Andrzej Lewandowicz

Autor jest dr. hab. nauk chemicznych, dr. nauk medycznych, specjalistą chorób wewnętrznych.

NaszDziennik.pl