logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Trzeba nam zaufać

Środa, 10 lutego 2016 (11:38)

Z Deborą i Joszkiem Brodami, rodzicami dziewięciorga dzieci, z których te w wieku szkolnym objęte są edukacją domową, rozmawia Robert Popielewicz

Jakie refleksje nasuwają się Państwu po poniedziałkowej debacie w Belwederze na temat edukacji domowej?

 

– Jesteśmy dobrej myśli. To spotkanie było z naszej strony powiedzeniem „dzień dobry, to my” i myślę, że przekazaliśmy nasze główne przemyślenia. Spotkanie jasno pokazało, że serce edukacji domowej bije w rodzinach i że to rodziny, a nie instytucje są w tym wszystkim najważniejsze.

 

Od wielu lat uczą Państwo swoje dzieci w domu. Jaki jest obecnie klimat dla kształcenia w domu w Polsce?

– Myślę, że się ociepla (choć nie jest to globalne ocieplenie). Mam wrażenie, że wiele osób zrozumiało, że jest to alternatywa edukacyjna, a nie jakieś dziwactwo. Decyzje poprzedniego rządu przyczyniły się do popularyzacji tej formy nauczania, bo wielu pięciolatków znalazło schronienie przed zbyt wczesnym zamknięciem w szkolnych murach. W związku z tym w przyszłym roku pewnie będzie mniej chętnych, ale ja nikogo nie przekonuję. Koncentrujemy się na współpracy z tymi, którzy myślą tak jak my. Razem z rodzinami z Lublina, Poznania i Warszawy oraz z rodziną Zakrzewskich udało nam się wielokrotnie w trakcie naszych działań wytworzyć klimat, w którym wszyscy czuli się doskonale, bo pachniało tym, co Polacy cenią bardzo wysoko, pachniało wolnością. Obraliśmy taki kierunek i chcemy się go trzymać, bo kto lepiej zrozumie rodzinę niż inne rodziny?

Skąd ten pomysł, żeby uczyć w domu? Co daje Waszym dzieciom taka forma nauczania?

– Prowadziłem serię warsztatów dla dzieci z Lubelszczyzny i żeby zabrać moich synów ze sobą, musiałem zwalniać ich z zajęć. Jestem artystą, więc mogę pokazać moim dzieciom wiele interesujących rzeczy z dziedziny sztuki, ale nie mógłbym tego zrobić, gdyby w tym czasie były w szkole. Dzięki edukacji domowej zyskała przede wszystkim nasza rodzina, która wiele czasu spędza razem, dzieci natomiast rozwijają swoje talenty dzięki nieskrępowanej wyobraźni. Uczą się samodzielności, ale też współpracy z rodzeństwem i kolegami, gdyż zawarli wiele dobrych znajomości i poznali wspaniałych ludzi. Nauczyć się człowieka i świata nie tylko z książki, to bardzo cenna lekcja.

Co rządzący mogliby zrobić dla edukacji domowej?

– Zaufać nam. Wziąć pod ochronę. Jesteśmy jak misie koala albo delfiny. Piękni, szlachetni, mili, kochani i pożyteczni, ale zagrożeni wyginięciem :-)

Dziękuję za rozmowę.

Robert Popielewicz

Aktualizacja 24 marca 2016 (09:04)

NaszDziennik.pl