logo
logo
zdjęcie

Andrzej Maciejewski

Stracą pieniądze, zrozumieją błędy

Środa, 11 stycznia 2017 (18:55)

Według zapowiedzi, 34. posiedzenie Sejmu miało się rozpocząć w środę, 11 stycznia, w samo południe. Miało… bo coś stanęło na przeszkodzie…

W Ostatnich dniach utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy bardzo bogatym krajem, który stać na marnowanie publicznych pieniędzy. Jak widać, miesięczna okupacja Sejmu: w czasie Bożego Narodzenia, Nowego Roku i święta „Sześciu Króli” z Belzebubem włącznie, to dla niektórych za mało.

Stać nas na to, aby znosić fochy klasy politycznej, zajmować się sztucznie stworzonymi problemami, a także dalej pomijać niezbędne reformy. To wszystko dowodzi jednemu: klasa próżniacza ma się bardzo dobrze.

W klubie Kukiz’15 przyjęliśmy prostą zasadę: posłowie są funkcjonariuszami publicznymi, którzy za pieniądze podatników muszą działać na rzecz dobra państwa. W tej chwili jesteśmy w sytuacji, w której mniejszość paraliżuje większość. Co więcej, dopuszcza  się przy tym wielu szantaży.

Także główne media powtarzają kłamstwa, że budżet został już uchwalony. Ktoś chyba nie ma więc elementarnej wiedzy o pracach parlamentu?  Ustawa jest uchwalona wtedy, kiedy przejdzie całą ścieżkę legislacyjną – w Sejmie i Senacie – i znajdzie się pod nią podpis prezydenta. W tym momencie budżet nie został jeszcze przyjęty. Prace trwają i każdy senator ma prawo wnieść swoje poprawki. A ktoś nami manipuluje i mówi o zakończonych pracach.

Głosowanie nad budżetem w Sejmie w dniu 16 grudnia 2016 r. było wadliwe. Nie mam co do tego wątpliwości. Z tytułu posiadanego mandatu każdy poseł powinien mieć prawo wniesienia poprawek i dyskutowania nad nimi. Lecz wtedy to grupa 130 posłów blokowała mównicę i fotel marszałka. Wszyscy posłowie mają obowiązek respektować coś, co jest niejako „biblią posłów” – regulamin Sejmu.

Jesteśmy prawie miesiąc od początku „tej szopki”, a nie posunęliśmy się nawet o krok do przodu. W zamian za to społeczeństwo obserwuje teatr fochów klasy partyjnej. Podczas prób negocjacji jeden mówi: „jestem za”, a następnego dnia mówi: „jestem przeciw”. Z kolei drugi mówi: „już dzisiaj jestem przeciw i nie chcę rozmawiać”. Każdy widzi, że w tym nie ma choćby minimum czystych intencji.

Zarzuca się przy tym marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu, że zniknął. Nie chcę być jego rzecznikiem, bo od wystąpień medialnych ma swoje biuro prasowe, ale i ta sprawa jest nielogiczna. W chwili zakończenia 33. posiedzenia Sejmu rozpoczęła się przerwa, a przyjęta przez Sejm ustawa budżetowa trafiła do Senatu. W sprawie budżetu i prac nad nim jedyną osobą władną jest marszałek Senatu – Stanisław Karczewski. Marek Kuchciński znowu będzie nad nią władny, gdy senatorowie naniosą poprawki, a te wpłyną do Sejmu. Jeżeli ktoś tego nie wie, albo wie, tylko tę wiedzę ukrywa, to tak tworzy się nowe historie i zaognia sytuację.

Rozumiem to, że ktoś miał focha i chciał spędzić święta w swój nowoczesno-europejski sposób, z dala od domu i rodziny. Nie rozumiem tylko, dlaczego ktoś zmusił innych ludzi do spędzania świąt z dala od bliskich. Przecież obsługa Sejmu musi pracować. Straż Marszałkowską tworzą ludzie. Tym bardziej że posłowie PO i Nowoczesnej byli tymi, którzy najgłośniej walczyli o prawa pracownicze i skrupulatnie liczyli czas spędzany w pracy przez obsługę Sejmu.

Jeżeli są odpowiedzialni, to powinni zapłacić rachunek za to, że ktoś musiał spędzić wolne dni w pracy.

Dlatego jako Kukiz’15 uważamy, że jeżeli histeryczna opozycja chce dalej „odstawiać szopkę” na sali plenarnej, to trzeba, aby marszałek Marek Kuchciński sięgnął po narzędzia, które umożliwia mu regulamin Sejmu, a które przyczynią się do wznowienia prac. Ta „biblia poselska” jasno stwierdza, że marszałek może upomnieć posła, a później, gdy jest taka potrzeba, zastosować karę finansową. Gdyby stracili pieniądze za 3 miesiące, to szybko by zrozumieli, że popełnili błąd i złamali prawo.

Bo nikt nie ma prawa paraliżować miejsca publicznego, którym jest Sejm, czy jakiekolwiek organu władzy państwowej. Zacznijmy wreszcie przestrzegać prawa i konsekwentnie wymagać jego przestrzegania. W chwili obecnej przekonuję się, że śp. Andrzej Lepper to był arystokrata. Przy posłach PO i Nowoczesnej był to człowiek pełen kultury, który nigdy nie dopuścił się takich ruchów, jak partie Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru.   

Andrzej Maciejewski

Aktualizacja 9 września 2017 (11:45)

NaszDziennik.pl