logo
logo
zdjęcie

Mariusz Dzierżawski

Kto ma prawo mówić?

Czwartek, 16 marca 2017 (20:21)

Feminiści płci wszelakiej wiele piszą i mówią (a nawet krzyczą) o prawach kobiet. Ostatnio mogliśmy się przekonać, co mają na myśli w praktyce.

Do Polski przyjechała Rebecca Kiessling. Miała wystąpić na kilku uniwersytetach. Kobieta na uniwersytecie wydaje się spełnieniem marzeń feministów. Jednak to właśnie oni podnieśli jazgot, aby wystąpień Rebeki Kiessling zakazać. Udało im się. Rektorzy kilku uniwersytetów, między innymi UW i UJ, odwołali zaplanowane wcześniej wystąpienia pani Kiessling. Oczywiście w imię tolerancji, ponieważ tolerować można tylko poglądy prowadzące do zabijania dzieci. Obrońcy życia nie zasługują na tolerancję.

Feministom (i rektorom) logiczne sprzeczności tej argumentacji nie przeszkadzają. Bezczelnie domagają się ograniczenia oczywistego prawa do głoszenia swoich poglądów kobiecie, dlatego że są sprzeczne z ich poglądami. Albowiem jedynym prawem kobiet, które interesuje współczesnych feministów, jest prawo do zabijania swoich dzieci. Jeśli nie robi tego z należytym entuzjazmem, zdaniem feministów traci wszelkie prawa. Rebecca Kiessling ma oprócz tego największą wadę. Została poczęta w wyniku gwałtu. Ktoś taki nie ma prawa do życia. Od dziesięcioleci takie dzieci są przedmiotem kampanii nienawiści. Nie tylko feministów. Również konserwatywnych i chrześcijańskich polityków. Także w Polsce.

Rebecca Kiessling jest dla feministów żywym wyrzutem sumienia. Dlatego nie chcą dopuścić jej do głosu.

My nie godzimy się na odzieranie kogokolwiek z człowieczeństwa i odbieranie jakiejkolwiek kobiecie czy mężczyźnie prawa do głoszenia swoich poglądów. Sprzeciwiamy się cenzurze, którą wprowadzają polskie uczelnie w reakcji na histeryczne działania zwolenników zabijania nienarodzonych.

Mariusz Dzierżawski

Autor jest członkiem Fundacji PRO – Prawo do Życia.

Aktualizacja 16 marca 2017 (20:21)

NaszDziennik.pl