logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Wszyscy równi wobec prawa

Środa, 19 kwietnia 2017 (09:56)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj Donald Tusk ma zeznawać w prokuraturze w charakterze świadka. Zanim to jednak nastąpi, spodziewany jest tryumfalny wjazd na Dworzec Centralny w Warszawie...

– Nie. To nie jest nic nowego, o czym może za chwilę. Natomiast on – Donald Tusk, były premier – kiepski zresztą – sam sprowokował całą tę sytuację. Jego wpis na Twitterze z 8 kwietnia, kiedy napisał: „Kwiecień plecień: 16 – Święta w domu, 19 – prokuratura w W-wie, 22 – sześćdziesiąte (!) urodziny. Niezły maraton. Do zobaczenia na trasie”, to była zachęta do tej całej hecy, zaproszenie do medialnego show, którego dziś od rana jesteśmy świadkami.

Jaki jest cel tego działania, tej – jak to Pan określi – hecy?

– To jest heca, bo cyrk to za mało powiedziane, zresztą użycie słowa „cyrk” w tym kontekście byłoby obraźliwe dla cyrku – skądinąd instytucji kultury z długimi tradycjami. Natomiast to działanie rozmydlające Tuska i Platformy ma przykryć sprawę zasadniczą, a mianowicie, że Tusk będzie zeznawał – i owszem w charakterze świadka – przed prokuraturą, ale bardziej istotne jest to, w jakiej sprawie. W sprawie dziwnych powiązań, porozumień, kontaktów, współpracy polskich SKW ze służbami Rosji – FSB. To jest coś nieprawdopodobnego, żeby służby specjalne dwóch państw – biorąc pod uwagę zaszłości historyczne i obecną sytuację geopolityczną na świecie spowodowaną przez Rosję – żeby służby państw różnych bloków podpisywały porozumienie o współpracy. O jaką współpracę chodziło…? Zadania naszych służb, zwłaszcza SKW ,wydają się jednoznaczne – niedopuszczenie do penetracji przez służby wywiadowcze Federacji Rosyjskiej. Jeśli już, to informacje – jak się wydaje – były przekazywane tylko w jedną stronę, bo nie wierzę, żeby Rosjanie – FSB – spadkobiercy KGB – cokolwiek istotnego mogli nam przekazać.

Jak wyglądał kontekst tej współpracy?

– Pytanie brzmi, czy po katastrofie smoleńskiej premier Donald Tusk nie poszedł za daleko we współpracy z Rosją. Wszystko to działo się tuż po najtragiczniejszej w powojennej historii Polski katastrofie, kiedy w Polsce nie było ministra koordynatora do spraw służb specjalnych, bo Donald Tusk odwołał go wcześniej. Tym samym wziął całą odpowiedzialność na siebie i de facto to on kierował, nadzorował działania służb specjalnych. Zatem sytuacja Donalda Tuska jest dużo gorsza niż w przypadku, kiedy działania służb nadzorowałby odpowiedni minister. Zresztą nawet gdyby takowy był, to wówczas i tak trzeba byłoby rozmawiać z Tuskiem w sprawie braku nadzoru nad koordynatorem służb specjalnych. Tak czy inaczej koordynatora nie było, a więc było to bezpośrednie działanie, a co za tym idzie – odpowiedzialność ówczesnego premiera Donalda Tuska. Taka jest logika wydarzeń, tak wynika też z zeznań świadków. Stąd cała ta heca z powitaniem, całe to medialne show, którego jesteśmy świadkami, ma przykryć bardzo poważną sprawę, nad którą nie można przejść do porządku dziennego, a tym bardziej się z tego śmiać. Jeśli ktoś próbuje obrócić w żart przesłuchanie Tuska w prokuraturze, jeśli ktoś się z tego śmieje, to żartuje sobie z bezpieczeństwa państwa polskiego, z bezpieczeństwa naszego Narodu. Chyba że dla kogoś polskość to nienormalność, ale nie daj Boże, żeby tak było.

Jak twierdzi szef SKW Piotr Bączek, o ile wcześniej były kontakty służbowe, dyplomatyczne SKW z FSB, to po 10 kwietnia przerodziły się one we współdziałanie... Tak jakby była to służba sojusznicza… Czy to normalne?

– To nie ma nic wspólnego z normalnością. Znamy przecież historię tę bliższą, ale dalszą i tę jeszcze bardziej odległą, znamy też działania Rosji – kiedyś Rosji Sowieckiej, dziś Federacji Rosyjskiej – na obszarze jej byłej strefy wpływów. Przecież było głośno o wzmożonej aktywności wywiadu rosyjskiego nie tylko w krajach postkomunistycznych, ale generalnie w Europie, wręcz o rozpychaniu się czy penetracji rosyjskich służb w świecie, także w Azji i Afryce. I to są bardzo poważne kwestie. Niezależnie od tego, czy Tusk i jego otoczenie robią sobie kpinę z tego poważnego tematu, czy może jest to działanie celowe ukierunkowane na wywieranie presji na społeczeństwo za pośrednictwem mediów – przede wszystkim mediów jednego kierunku – jest to draństwo najwyższej kategorii.  

Donald Tusk wiedział czy mógł wiedzieć o współpracy SKW z FSB, skoro nadzorował służby?

– Donald Tusk – jak już wspomniałem, odwołując ministra koordynatora do spraw służb specjalnych, sam wziął na siebie odpowiedzialność za funkcjonowanie tychże służb. Mogłoby go tłumaczyć – co najwyżej – wrodzone lenistwo, z którego znany jest także na forum Unii Europejskiej. Ale jeśli ktoś piastuje urząd premiera państwa, to coś takiego jest niewytłumaczalne, niewybaczalne. I niezależnie od tego, jaką on przyjmie linię obrony – może to za mocno powiedziane – na ten moment, bo Donald Tusk ma być przesłuchiwany w charakterze świadka, tak czy inaczej jego działanie czy też brak należytego nadzoru nad specłużbami nie ma żadnego wytłumaczenia. Jako szef rządu był odpowiedzialny za państwo polskie, za bezpieczeństwo Polaków. Niech powołane do tego organa rozstrzygną, czy należycie się z tego wywiązał.

Czy przesłuchanie Donalda Tuska w prokuraturze może rzucić nowe światło na to, co działo się w służbach przed, a zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej?

– Jeśli wierzyłbym choć trochę w szczerość Donalda Tuska w czasie tych przesłuchań, to powiedziałbym, że na pewno może ono wiele wyjaśnić. Któż bowiem inny jak nie Tusk ma gruntowną, kompletną wiedzę na temat, co się działo po 10 kwietnia. Pytań jest wiele: o czym rozmawiali w cztery oczy Tusk i Putin na sopockim molo 1 września 2009 r., co się stało 10 kwietnia 2010 r. i po tej tragicznej w dziejach Polski dacie...? To są pytania, które wciąż pozostają bez odpowiedzi.

Wracając jeszcze do Bączka, to poinformował on o skierowaniu do prokuratury zawiadomienia dotyczącego działań poprzedniego kierownictwa SKW w zakresie organizacji wizyty w Smoleńsku. Okazuje się również, że funkcjonariusze SKW pisali interpelacje poselskie dla posłów Platformy Marka Biernackiego i Krzysztofa Brejzy. Jak przyjął Pan te informacje?

– To jest skandal. Było to nic innego jak wymuszanie, ustalanie kierunku wyjaśnienia okoliczności dotyczących katastrofy smoleńskiej. Interpelacje nie są dokumentami poufnymi, ale zawarte w nich odpowiedzi są z reguły ogólnodostępne i bardzo dobrze, ale pytania czy odpowiedzi w tej konkretnej sprawie miały za zadanie ukierunkować śledztwo czy też określić kierunek wyjaśniania przyczyn katastrofy rządowego Tu-154M na z góry ustalony tor. Natomiast to, że posłowie Biernacki czy Brejza nie potrafią samodzielnie sformułować logicznie brzmiących zdań, tylko funkcjonariusze SKW musieli im pisać interpelacje, to jest niezwykle ciekawy przypadek. To nic innego jak zaprzęganie funkcjonariuszy specsłużb w działalność polityczną. Przy pomocy służb specjalnych państwa polskiego formułowano tezy, ustalano kierunek śledztwa, nadawano kierunek wyjaśniania katastrofy smoleńskiej.    

Zgadza się Pan z posłem Kukiz’15 Tomaszem Rzymkowskim, że nadzór nad służbami specjalnymi to materiał na wniosek o Trybunał Stanu dla Donalda Tuska?

– Nie chciałbym formułować zarzutów, nie będę też nadawał kierunku wyjaśniania tej sprawy, bo od tego są odpowiednie, powołane do tego organy. Jedno jest natomiast pewne, że cała ta sprawa musi zostać wyjaśniona. Jaki będzie status byłego premiera, który przybywa do prokuratury jako świadek – po tym przesłuchaniu w prokuraturze – tego nie wiem. Natomiast po tym wszystkim, co wiemy z dotychczasowych ustaleń, to nie zdziwiłbym się, gdyby doszło do sytuacji, kiedy status obecnego szefa Rady Europejskiej po tym dzisiejszym przesłuchaniu bysię zmienił. I być może wówczas stałoby się jasne, dlaczego Polska, dlaczego rząd premier Beaty Szydło nie chciał się zgodzić na poparcie Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. Nie ferujmy jednak wyroków i poczekajmy na wyjaśnienia Tuska i decyzje prokuratury.

Czy w tej sytuacji wizyta w prokuraturze jest okazją do witania Donalda Tuska jako uciskanego obywatela, na którym prezes Kaczyński się odgrywa?

– To, co widzieliśmy dzisiaj od rana w Sopocie, ten spacer w kierunku dworca w otoczeniu mediów, w błysku fleszy, całe to budowanie napięcia, to nic innego jak igrzyska. Mamy do czynienia z próbą odwracania uwagi polskiego społeczeństwa od sprawy zasadniczej, a więc od sprawy współpracy polskiej SKW z rosyjskim FSB. Polityka to jedno, ale sprawy ewentualnej odpowiedzialności prawnej to inna kwestia. Donald Tusk to obywatel, który korzysta z przysługujących mu praw, ale ma także obowiązki wobec państwa i jak każdy obywatel ma obowiązek stawienia się przed prokuraturą. Robienie z tego, jakby nie było, oczywistego faktu widowiska – a przypomnę, że Tusk stawia się przed prokuraturą w charakterze świadka – jest wykorzystywaniem całej zaistniałej sytuacji do antagonizowania Polaków. Politycy Platformy z Donaldem Tuskiem na czele pokazują – tak jak to było za ich rządów, że prawo było tylko dla maluczkich, że byli równi i równiejsi. Natomiast bezwzględnie należy przestrzegać, respektować prawo, które jest jednakowe dla wszystkich. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest lekarzem, sędzią, robotnikiem, posłem czy premierem – wszyscy jesteśmy równi przed prawem. W tej sytuacji, jeśli chodzi o współpracę polskiego SKW z rosyjskim FSB i wyjaśnienie wszystkich związanych z tym kwestii, to Donald Tusk powinien, i dobrze, że będzie składał zeznania przed prokuratorem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 19 kwietnia 2017 (11:38)

NaszDziennik.pl